Być apostołem Bożego Miłosierdzia

Z s. Elżbietą Siepak SMBM, rzecznikiem prasowym Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach i Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia - o zwyczajnej świętości, orędziu Miłosierdzia Bożego i dostrzeganiu Boga we wszystkim - rozmawiają Anna Jakubowska i Katarzyna Ciesielska

Jaką osobą była Siostra Faustyna? Jak była odbierana przez inne siostry i w jaki sposób przejawiała się jej świętość?

Siostra Faustyna była postrzegana jako zwyczajna siostra z ogromną wrażliwością na obecność Boga i drugiego człowieka. Spełniała prozaiczne obowiązki – była kucharką, ogrodniczką, furtianką. Wypełniała bardzo wiernie regułę zakonną, która określała każdego dnia czas pracy, czas modlitwy, czas odpoczynku, więc tak na zewnątrz Siostra Faustyna niczym specjalnym się nie wyróżniała. Gdy Matka Generalna ujawniła jej misję i życie mistyczne, wiele sióstr było zaskoczonych. Tego nie domyślały się nawet jej przyjaciółki, z którymi była w bardzo bliskim kontakcie. Opowiadała mi jedna z sióstr, że gdy się o tym dowiedziała od siostry wcześniej, nim przyszła oficjalna wiadomość od Matki Generalnej, to zaprzeczała, że to niemożliwe, by Siostra Faustyna miała jakieś objawienia, myślała, że żarty sobie z niej robią. Rzeczywiście, nikt o tym nie wiedział poza przełożonymi i spowiednikami. Ale to, co się siostrom rzucało w oczy, to wielka miłość Boga i bliźniego u Siostry Faustyny, jej wielka wierność regule i to, że nie traciła czasu niepotrzebnie, że nawet czas rekreacji był czasem rozmowy o Bogu – wszędzie dostrzegała Miłosierdzie Boże. Nawet, gdy była  w ogrodzie i widziała jakieś kwiatki, rośliny, we wszystkim dostrzegała Miłosierdzie Boże. Siostry nie znały jej życia duchowego, ono było rzeczywiście okryte tajemnicą i wielką tajemnicą za życia Siostry Faustyny była okryta jej misja prorocka. Świętość jest zwyczajna, świętość chodzi po ziemi. 

Czy można odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Pan Bóg wybrał Siostrę Faustynę, żeby przypomnieć nam o Swoim Miłosierdziu? 

To jest wielka tajemnica. Myślę, że na to pytanie nikt nie potrafi odpowiedzieć. Trzeba by było wprost zapytać o to Pana Boga. Tak samo moglibyśmy zapytać, dlaczego wybrał Maryję na Matkę Swego Syna? To są pytania, na które my jako ludzie nie potrafimy odpowiedzieć. Ale potrafimy odpowiedzieć na to pytanie w trochę inny sposób. Pan Bóg wiedział, że Siostra Faustyna uniesie tę misję, którą zamierzał jej powierzyć. Żeby unieść tak wielkie prorockie orędzie, trzeba było być osobą niezwykle mocną Bogiem, zjednoczoną z Nim bardzo ściśle, pokorną, mężną, wytrwałą, nie lękającą się cierpienia, ufającą Mu we wszystkich sytuacjach życia. Pan Bóg ją do tego przygotowywał przez wiele lat. Bezpośrednie przygotowanie rozpoczęło się już pod koniec pierwszego roku nowicjatu, czyli na początku życia zakonnego, gdy przyszły doświadczenia tak zwanych biernych nocy. To jest ogromnie bolesne doświadczenie dla każdego, a tym bardziej dla młodej dziewczyny. 

Na czym te bierne noce polegają?

Po okresie bliskiego doświadczania Boga dusza ma poczucie jakby samotności, opuszczenia i odrzucenia. Jej męka polega na tym, że dusza lgnie do Boga, a czuje się przez Niego odrzucona. Przeżywa trudności na modlitwie myślnej, a przy tym nie znajduje zadowolenia w niczym, w żadnych stworzeniach. Jest to rzeczywiście bardzo bolesna próba, którą Siostra Faustyna przeżywa wcześnie, bo już po koniec pierwszego roku nowicjatu, przez cały drugi rok nowicjatu i jeszcze pół roku po pierwszych ślubach. To jest pierwszy etap tak zwanych biernych oczyszczeń. Drugi etap biernych nocy Siostra Faustyna przeżywa przez ostatnie lata swojego życia, od roku 1935 prawie do końca życia, właściwie do Święta Miłosierdzia 1938 roku. To jest bierne oczyszczenie ducha (wcześniej jest oczyszczenie zmysłów). Pan Bóg oczyszczał ją nie tylko z tego, co jest słabe, skłonne do grzechu, ale nawet z tego, co ludzkie, żeby ją po prostu uzdolnić do pełnego zjednoczenia z Sobą, żeby ją przebóstwić. Do takiego przebóstwienia dochodzi w życiu Siostry Faustyny. Ona osiąga szczyty mistyki, dochodzi do zjednoczenia przekształcającego – tak to się w teologii nazywa – do zrękowin i zaślubin mistycznych. 

Siostra Faustyna wielokrotnie pisała o tym, że chce zostać świętą. W jaki sposób dążyła do świętości?

Najpierw trzeba mieć wielkie pragnienie świętości. Nie tylko, aby być jakąś świętą, żeby się przez próg nieba jakoś przedostać, ale żeby być wielką świętą. Nie wiem, czy pamiętacie - w Dzienniczku jest taki zapis mówiący o śnie, jaki miała Siostra Faustyna w nowicjacie. Śniła jej się św. Teresa od Dzieciątka Jezus. I Siostra Faustyna pyta ją: -Tereniu, czy ja będę święta? Ona mówi: Tak, będziesz święta. - Ale czy będę wielką świętą? - Tak, będziesz wielką świętą! – Ale czy będę taka święta jak ty – na ołtarzach? W tym śnie odsłania się to pragnienie wielkiej świętości. Nie tylko byle jakiej, lecz wielkiej świętości. Wydaje mi się, że to jest absolutnie pierwszy warunek dążenia do doskonałości.

Żeby dążyć do świętości, trzeba mieć najpierw jej pragnienie, ale nim człowiek je w sobie dostrzeże i zacznie pielęgnować, musi w nim widzieć jakieś dobro: wiedzieć, że świętość jest jakąś wielką wartością, największą w życiu człowieka, bo polega na zjednoczeniu z Bogiem. I to wiedziała Siostra Faustyna. A te prawdy przyswajała sobie od dziecka. Dom rodzinny Kowalskich był bardzo prosty, ale w nim wszystko było poukładane według tego: na pierwszym miejscu Bóg. A kiedy na pierwszym miejscu jest Bóg, to wszystko jest na swoim miejscu. Ona tę wartość wyniosła z domu, potem tylko rozwijała ją w różnych okolicznościach: czy jako pomoc domowa, kiedy pracowała u różnych chlebodawców, czy też w zakonie. Nic jejz tej drogi nie zwiodło. Konsekwentnie dążyła do wyznaczonego celu. Nawet wtedy, kiedy Pan Bóg polecał jej prorocką misję, pisała w liście do ks. Sopoćki i w Dzienniczku: Celem moim jest Bóg. Nawet nie ta wielka, prorocka misja - ona wykwitała ze zjednoczenia z Bogiem.              

Zjednoczenie z Bogiem jest naprawdę osiągalne dla każdego człowieka, bo to nie są nadzwyczajne zjawiska, ale zjednoczenie naszej woli z wolą Bożą, to jest „duchowe widzenie i słyszenie Boga”. Ten stopień mistyki może osiągnąć każdy, bo każdy został odpowiednio do tego wyposażony w sakramencie chrztu: otrzymał łaskę uświęcającą, cnoty wlane i dary Ducha Świętego. Siostra Faustyna nam tylko pokazuje, jakie są perspektywy rozwoju życia duchowego wynikające z darów otrzymanych na chrzcie świętym i to, że w życiu duchowym nie najistotniejsze są objawienia, ale zjednoczenie woli naszej z wolą Bożą. Ani łaski, ani objawienia - pisze w Dzienniczku - ani zachwyty, ani żadne dary jej udzielane nie czynią ją doskonałą, ale wewnętrzne zjednoczenie duszy mojej z Bogiem. Te dary są tylko ozdobą duszy, ale nie stanowią treści ani doskonałości. Świętość i doskonałość moja polega na ścisłym zjednoczeniu woli mojej z wolą Bożą. Bóg nigdy nie zadaje gwałtu naszej wolnej woli. Od nas zależy, czy chcemy przyjąć łaskę Bożą, czy nie; czy będziemy z nią współpracować, czy też ją zmarnujemy. Najistotniejsze jest zjednoczenie z Bogiem poprzez pełnienie Jego woli. Do tego się dochodzi bardzo prostą drogą: przez wypełnianie przykazań, obowiązków stanu, wierność rozpoznanym natchnieniom Ducha Świętego. Oczywiście, że to wszystko wiąże się z ascezą, bo po grzechu pierworodnym jesteśmy różnorako zranieni, mamy skłonności do zła. Siostra Faustyna też je miała, ale żyła w prawdzie, była osobą pokorną. Mówiła: moją wadą główną jest pycha. Napisała to w Dzienniczku; nie ukrywała tej pychy, tylko przyznawała się do niej, bo wiedziała, że te zranienia, które ma w sobie po grzechu pierworodnym i te, które poprzez osobiste upadki w niej się pojawiły, uleczy Miłosierdzie Boże, które jest większe od każdego grzechu i nędzy człowieka.

Siostra Faustyna ukazuje nam drogę do świętości, która opiera się na poznawaniu i kontemplacji w codzienności tajemnicy Miłosierdzia Bożego oraz odpowiadaniu na nią postawą zaufania wobec Pana Boga i miłosierdzia względem bliźnich. Trzeba tutaj zaznaczyć, że ufność nie oznacza postawy emocjonalnej ani intelektualnej akceptacji prawd wiary, ale życiową postawę człowieka wobec Boga, która wypowiada się w pełnieniu Jego woli, bo ona – jak mawiała Siostra Faustyna – jest samym miłosierdziem. Ufność ma więc bardzo konkretną miarę, jaką jest pełnienie woli Bożej. Tak samo konkretne jest świadczenie miłosierdzia bliźnim przez czyn, słowo lub modlitwę.

Siostra Faustyna nie tylko nam pokazuje drogę do świętości, ale także drogę do mistyki w naszym codziennym życiu. Mówi, że dzisiaj, gdziekolwiek żyjemy w świecie, cokolwiek robimy, możemy być mistykami, bo mistyka nie polega na tym, żeby odejść od świata i zamknąć się w klasztorze i tam sobie jakoś układać życie z Panem Bogiem, ale mistyka polega na zjednoczeniu z Nim. Święta pokazuje nam drogę bardzo prostego zjednoczenia, które polega na łączeniu się z Jezusem mieszkającym w naszej duszy. Kontemplując tajemnicę Miłosierdzia Bożego, odkryła Boga w swojej duszy. Żyła tą rzeczywistością, o której pisze św. Jan w Ewangelii, że jeżeli jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, to cała Trójca Święta mieszka w nas. W życiu zakonnym stosowała bardzo prostą praktykę, która pomagała jej w rozwoju życia duchowego, w kontemplacji Boga żyjącego w duszy. Te praktykę zapisała w następującym postanowieniu: łączę się z Jezusem Miłosiernym, mieszkającym w mojej duszy i na każdy miesiąc obierała sobie jakiś akt strzelisty oraz intencję. Kiedy chciała tę praktykę zmienić, wtedy Pan Jezus jej powiedział, żeby tego nie robiła. Tą drogą dzisiaj idzie bardzo wielu apostołów Bożego Miłosierdzia. Trzeba przyznać, że jest to wyjątkowa droga na dzisiejsze czasy. Dzisiaj, kiedy człowiek przeżywa ogromny głód miłości i zagrożone jest poczucie bezpieczeństwa, to uświadamianie sobie, że Bóg mieszka we mnie, Ten, który stworzył niebo i ziemię, że mój Zbawiciel żyje we mnie, niedaleko, bliżej niż drugi człowiek, jest czymś wspaniałym dla ludzi! Jest to droga na dzisiejsze czasy. To jest wielkie miłosierdzie, że Bóg poprzez Siostrę Faustynę teraz ją pokazuje! 

Nad oknem, gdzie zmarła Siostra Faustyna, możemy przeczytać słowa, że czuje, iż to dzieło nie kończy się wraz z jej śmiercią. Jak te słowa są realizowane obecnie?

Z charyzmatu Siostry Faustyny, z jej doświadczenia mistycznego zrodził się w Kościele wielki Apostolski Ruch Bożego Miłosierdzia. Tworzą go różne zakony, wspólnoty, bractwa, stowarzyszenia czy też ludzie indywidualnie podejmujący jej dzieło, jej charyzmat, który polega na uobecnianiu w Kościele i w świecie tajemnicy Miłosierdzia Bożego przez czyn, słowo albo modlitwę – na różne sposoby. I właśnie w to zadanie włączają się miliony ludzi na świecie. Za życia Siostry Faustyny ten charyzmat był jeszcze ukryty. I ona to powiedziała, że jej misja tak naprawdę zacznie się po śmierci. Dzisiaj miliony ludzi angażują się w to dzieło. To oni dzisiaj głoszą tajemnicę Miłosierdzia Bożego poprzez świadectwo życia w duchu zaufania do Pana Boga i miłosierdzia wobec bliźnich, czynami, słowami i modlitwą. Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego jest dzisiaj niezwykle rozpowszechnione w świecie.

Czy mogłaby siostra powiedzieć o roli kapłana, kierownika duchowego w życiu św. Siostry Faustyny? 

Kiedy człowiek wchodzi na wyższe etapy życia wewnętrznego, koniecznie potrzebuje pomocy w postaci kapłana pełniącego rolę kierownika duchowego. Siostra Faustyna na początku nie miała kierownika duchowego i bardzo się o niego modliła. Potrzebowała upewnienia szczególnie wtedy, kiedy otrzymywała objawienia. Prosiła Pana Jezusa, żeby jej jakiś kapłan powiedział w imieniu Kościoła, czy to jest od Boga, czy nie. Pan Jezus odpowiedział na jej modlitwy i wpierw dał jej wewnętrznie poznać kapłana, który z woli Boga miał jej pomóc w realizacji tego wielkiego przesłania, orędzia o Miłosierdziu Bożym. Kiedy przyjechała do Wilna na naszą placówkę, zauważyła, że w konfesjonale jest kapłan, którego wcześniej poznała w wizjach. Tym kapłanem był ks. prof. Michał Sopoćko, dzisiaj Sługa Boży i kandydat na ołtarze, który odegrał bardzo ważną rolę w jej życiu. Ale nie tylko on. Kapłanem, u którego się raz spowiadała w czasie rekolekcji przed trzecią probacją, a też odegrał ogromną rolę, był jezuita, ojciec Edmund Elter. To był pierwszy kapłan, który jednoznacznie rozstrzygnął, że ta sprawa od Boga pochodzi. W Krakowie takim kapłanem, który bardzo pomógł Siostrze Faustynie, zwłaszcza w ostatnich latach życia, był jezuita, ojciec Józef Andrasz. Pan Bóg postawił na drodze Siostry Faustyny wielkich kapłanów i wielkich przełożonych, na miarę tej misji, jaką jej polecił. Miała znakomitą mistrzynię nowicjatu, świetną przełożoną generalną, osoby obdarzone wielkim duchem Bożym i ogromną roztropnością, która właśnie w takich wypadkach jest szczególnie potrzebna.

Czy duży był udział kapłanów, szczególnie ks. Sopoćki, w realizacji dzieła Bożego Miłosierdzia?

On nie tylko prowadził Siostrę Faustynę w życiu duchowym, ale także zajmował się badaniem prawdy o Miłosierdziu Bożym oraz pewnymi działaniami na zewnątrz, których wymagała realizacja misji Miłosierdzia. Dzisiaj musimy sobie zdać sprawę z tego, że przed wojną tajemnica Bożego Miłosierdzia nie była tak powszechnie znana, jak to ma miejsce dzisiaj, po kanonizacji Siostry Faustyny. Pamiętam, że kiedy przyszłam do nowicjatu ponad dwadzieścia lat temu, zobaczyć jakąś książkę o Miłosierdziu Bożym albo artykuł, to była rzadkość. Dzisiaj istnieje już tyle publikacji, nagrań i można powiedzieć, że możemy się zanurzać w tajemnicy Miłosierdzia Bożego, możemy ją coraz pełniej poznawać. Za życia Siostry Faustyny ani teologia nie zajmowała się tajemnicą Miłosierdzia Bożego, ani w życiu Kościoła tej tajemnicy się nie akcentowało. Ksiądz Sopoćko, kiedy o tym słyszał od Siostry Faustyny, szukał potwierdzenia tej prawdy nie u współczesnych teologów, ale u Ojców Kościoła. I był zdumiony, że to, o czym mówi Siostra Faustyna, niewykształcona teologicznie osoba, sformułowania, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga, pojawiają się także u Ojców Kościoła, że to jest tajemnica, na którą oni byli szczególnie uwrażliwieni. Ksiądz Sopoćko, inspirowany przez Siostrę Faustynę, bardzo dużo czasu poświęcił temu, aby tajemnicę Miłosierdzia Bożego badać od strony teologicznej. Starał się o Święto Miłosierdzia, wydał obrazki z Koronką, zajmował się tymi działaniami na zewnątrz, właściwymi dla niego jako kapłana, kierownika duszy. A Siostra Faustyna po prostu się modliła, przekazywała to, czego Pan Jezus żądał, składała w tej intencji ofiary. To są te dwa filary, na których wsparte jest dzieło Miłosierdzia Bożego, które Jezus przekazał Kościołowi i światu przed powtórnym swoim przyjściem na ziemię. 

Teraz pytanie o obraz Jezusa Miłosiernego. Wiadomo, że za pośrednictwem tego obrazu można otrzymać wiele łask. W jaki sposób ten obraz przyczynia się do szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia? 

Obraz jest wizualnym streszczeniem całego orędzia Miłosierdzia Bożego, które Jezus przekazał przez Siostrę Faustynę. Odsłania przed nami tajemnicę Miłosierdzia Bożego, która najpełniej została objawiona właśnie w życiu Jezusa, w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Obraz pokazuje Chrystusa – Wcielone Miłosierdzie – Zmartwychwstałego, z ranami męki na rękach, stopach, z przebitym bokiem, z którego wypływa krew i woda. Z jednej strony obraz pokazuje miłość miłosierną Boga do człowieka, która najpełniej została nam objawiona w Jezusie, a z drugiej mówi o tym, jaką odpowiedź powinien dać człowiek Bogu na Jego uprzedzającą miłosierną miłość.  Pierwsza odpowiedź wypisana jest na obrazie: Jezu, ufam Tobie!  Tutaj chodzi o życiową postawę człowieka wobec Boga, którą Biblia określa mianem wiary. Jezu, ufam Tobie znaczy: „Jezu, nie tylko wierzę, że Ty wszystko możesz, ale wierzę, że Twój plan wobec mojego życia jest lepszy niż mój, prowadź mnie, poddaję się Tobie”. I właśnie ta postawa ufności na zewnątrz przejawia się w pełnieniu woli Bożej zawartej w przykazaniach, obowiązkach stanu czy też rozpoznanych natchnieniach Ducha Świętego. Miarą naszej ufności nie są pobożne uczucia. One mogą nam pomagać, ale one nie stanowią o istocie zaufania do Pana Boga. Istotą zaufania jest pełnienie woli Bożej. Tak naprawdę na tyle ufamy, na ile pełnimy wolę Bożą. Pan Bóg nie musiał nam objawiać drogi do Niego, a że to zrobił, to tylko dlatego, że nas kocha. Wola Boża, przykazania, obowiązki stanu są darem Bożego Miłosierdzia. Jeśli spojrzymy w ten sposób, inaczej je będziemy wypełniać, bo zobaczymy dobro, jakiego Bóg w tym strzeże dla każdego z nas.

Pierwszą odpowiedzią człowieka na uprzedzającą miłosierną miłość Boga jest ufność, a drugą jest miłosierdzie wobec braci. Wiara, choćby była najsilniejsza, bez uczynków jest martwa. Pan Jezus przypomina to Siostrze Faustynie i mówi: Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy - czyn, drugi - słowo, trzeci - modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie. W ten sposób dusza wysławia i oddaje cześć miłosierdziu Mojemu. Pan Jezus żąda chociaż jednego uczynku miłosierdzia w ciągu dnia, ale spełnionego z miłości do Niego. Bardzo ważną tutaj sprawą jest intencja miłości do Jezusa, ponieważ ona decyduje o tym, że jest to chrześcijańskie miłosierdzie, a nie jakaś filantropia czy naturalna dobroczynność. Dzisiaj, posługując się słowem „miłosierdzie”, bardzo często mylimy je z pobłażliwością, z przekreśleniem sprawiedliwości, z jakąś słabością, z litością w sensie samego uczucia. Wtedy to miłosierdzie jawi się jako odpychające. Nie widzimy w nim piękna i bogactwa. Musimy się tymczasem dokopać do właściwego sensu miłosierdzia: dopiero wtedy zobaczymy, jak piękne jest chrześcijańskie miłosierdzie, jak bogaty jest człowiek, kiedy potrafi je świadczyć na różny sposób: poprzez czyn, słowo i modlitwę. Siostra Faustyna uczy odkrywania właściwego sensu chrześcijańskiego miłosierdzia, które jest ściśle związane z Miłosierdziem Bożym. Filantropia jest oderwana od Boga - jest to dobroczynność humanitarna, spełniana ze względu na drugiego człowieka. Tam nie ma Pana Boga. Kiedy natomiast mówimy o chrześcijańskim miłosierdziu, widzimy, że istnieje ścisły związek pomiędzy miłosierdziem Bożym i ludzkim. Tak naprawdę to Pan Bóg udziela Swego miłosierdzia przez nas. Jezus dzisiaj nie chodzi po ziemi tak jak my – jest zmartwychwstały, ale posługuje się naszymi oczyma, naszymi rękoma, naszym językiem, naszym sercem, żeby kochać ludzi. Swoje miłosierdzie przelewa przez nas. Popatrzcie, jaka to godność być takim współpracownikiem Boga. Jako ludzie i chrześcijanie wzrastamy nie inaczej, jak przez miłosierdzie, przez dar z siebie wobec drugiego człowieka.  Stanie się to jednak tylko wtedy, gdy zobaczymy piękno miłosierdzia, jeżeli ono nas będzie fascynować. Wtedy zrozumiemy Siostrę Faustynę, która całą duszą pragnęła przemienić się w miłosierdzie. Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie; niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich. Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne – modliła się i prosiła, aby także jej słuch, język, ręce, nogi, a nade wszystko serce było miłosierne.

Obraz jest więc wielką syntezą całego orędzia o Miłosierdziu Bożym. Przypomina nam bowiem tajemnicę Miłosierdzia Bożego i mówi o tym, jaka powinna być odpowiedź człowieka na tę uprzedzającą miłość miłosierną Boga do nas, która się nie męczy, nie zraża słabością, grzechem człowieka, jego nędzą, tylko stale wychodzi naprzeciw człowieka i kocha go, bo taka jest natura miłości.

Jakie mogą być owoce kontemplacji obrazu Miłosierdzia Bożego?

Myślę, że najdoskonalszym owocem jest przemienianie się w miłosierdzie. Jeżeli wpatrujemy się w tajemnicę Miłosierdzia Bożego, kontemplując obraz Jezusa, to nie sposób, żebyśmy się nie napełniali tą miłością, wówczas czujemy się szczęśliwi. To jest pierwszy owoc, bo każdy człowiek, który wie, że jest kochany, jest szczęśliwy. Zostaliśmy stworzeni z miłości i do miłości. Takie jest prawo, które Bóg wlał w nasze serca. Jeżeli kontempluję obraz Miłosierdzia Bożego, kontempluję tajemnicę Miłosierdzia Bożego, tym samym poznaję miłość Boga do mnie. Nawiązuje się dialog wewnętrzny z Jezusem. Kontemplacja rodzi postawę zaufania wobec Niego, bo nawiązuje się bardzo intymna, osobowa relacja pomiędzy Nim a nami. To niezwykle ważne, bo Pan Bóg nie jest jakąś abstrakcją, energią czy siłą, ale Osobą zatroskaną o każdego człowieka. Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego prowadzi do bardzo osobistego i osobowego kontaktu z Jezusem, bo człowiek poznając tajemnicę Miłosierdzia Bożego zaczyna widzieć miłującą obecność Boga w swoim życiu. Wtedy zachwyca się tą miłością. Tak się rodzi kontemplacja, a ona prowadzi do tego, że człowiek chce być podobny do Jezusa. Chce, żeby się wszystko w nim przemieniło w miłosierdzie. Pewnie, że jest to proces na całe życie. To nie jest tak, że jesteśmy raz na kontemplacji i wracamy z niej cudownie przemienieni. Tak się nawet nie dzieje w życiu największych świętych. Każdy przechodzi proces dojrzewania, bo takie jest ludzkie życie. Ale warto przeżyć choć raz taki moment kontemplacji, takie doświadczenie miłości, żeby człowiek miał pragnienie przebywania z Jezusem – tak jak uczniowie, kiedy byli z Nim na Taborze. Potem mieli różne momenty: zdrady, odejścia, ale mieli do czego wracać, znali smak miłości Boga. Ojciec Święty zachęca, aby kontemplować Jezusa, więc wydaje mi się, że na nasze czasy kontemplacja Jezusa Miłosiernego jest właśnie tym, co uszczęśliwia człowieka. 

Siostra mówiła o tym, że Miłosierdzie Boga, Jego największy przymiot, był niegdyś tak mało znany. Dlaczego Bóg wybrał akurat te czasy, aby przypomnieć nam o Swoim Miłosierdziu?

Te czasy najbardziej potrzebują Bożego Miłosierdzia. Człowiek na każdym etapie dziejów potrzebował Bożego Miłosierdzia, bo tak naprawdę wszystko mamy z Miłosierdzia Boga! Na nic nie zasłużyliśmy, niczego sami nie zrobiliśmy. My - tak naprawdę - mamy tylko nędzę i grzech, nic więcej. Wszystko, co mamy dobrego, mamy z Miłosierdzia. Ale te czasy bardziej niż kiedykolwiek potrzebują Miłosierdzia Bożego. Świat tonie w grzechu, to jest potop moralny. Ludzie w ogóle nie widzą światła, chodzą w ciemnościach. Przecież te wszystkie dyskusje dotyczące homoseksualizmu, aborcji i różnych procesów zachodzących w społeczeństwach, w kulturze pokazują, jak człowiek błądzi, szamoce się! Odszedł daleko od Boga i nie ma światła. Ktoś musi mu je pokazać. 

Pan Bóg wiedział, że takie czasy przyjdą, przygotował Siostrę Faustynę, dał przez nią orędzie Miłosierdzia. Ojciec Święty mówi, że to orędzie Miłosierdzia Bożego jest światłem, które oświetlać będzie ludzkie drogi w trzecim tysiącleciu. Jest znakiem na tym etapie dziejów dla ludzkości, która jest kompletnie zagubiona, która czarne nazywa białym, a białe czarnym, która wszystko odwraca i nie może znaleźć właściwego kierunku. Bóg pokazuje właściwy kierunek, mówi: "tu jest prawda i nie bój się do Mnie wrócić; na ziemi, dopóki żyjesz, jest czas miłosierdzia – korzystaj z tego czasu. Potem, po śmierci, jest tylko sprawiedliwość". Nasze czasy wołają o miłosierdzie – wyraźnie o tym powiedział Ojciec Święty w czasie ostatniej wizyty w Łagiewnikach. Świat woła o miłosierdzie właśnie tą niesprawiedliwością, krzywdą, nędzą moralną, terroryzmem. Nie ma innego ratunku dla świata, pozostało już tylko Miłosierdzie Boże, które ma moc, aby tę sytuację uzdrowić, odmienić ludzkie serca. Dlatego Ojciec Święty oddał cały świat Miłosierdziu Bożemu. Piękny jest ten akt oddania, cieszy się ogromną popularnością. 

Jakie było główne przesłanie wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w Łagiewnikach?

Ojciec Święty przypomniał orędzie, o którym Pan Jezus mówił Siostrze Faustynie i przed Aktem zawierzenia świata Miłosierdziu Bożemu powiedział, że pragnie, aby dotarło ono do wszystkich ludzi i napełniło ich serca nadzieją. Chciał, aby spełniła się obietnica Jezusa, że stąd wyjdzie iskra, która przygotuje świat na Jego powtórne przyjście. Czytamy w Dzienniczku, że Pan Jezus przypomina o Swoim powtórnym przyjściu i o tym, że Faustyna ma przygotować na nie świat. Możemy wierzyć albo nie, to objawienie prywatne, choć uznane przez Kościół. Ale jeżeli to powie Papież – Głowa Kościoła, następca Chrystusa: "Niech się spełni obietnica, że stąd wyjdzie iskra, która przygotuje świat na powtórne przyjście Chrystusa" – to brzmi zupełnie inaczej. Pojawia się pytanie, co jest tą iskrą. Niektórzy uważają, że tu chodzi o osoby - o Siostrę Faustynę, o Ojca Świętego - ale zdecydowana większość tych, którzy badają jej pisma – i sama też się do tej opinii przychylam – twierdzi, że tą iskrą nie jest osoba, ale właśnie orędzie Miłosierdzia. Ono ma przygotować świat na powtórne przyjście Chrystusa, dlatego tak ważne jest, aby ludzie angażowali się w to dzieło, dlatego tak wiele razy Ojciec Święty mówi: "Bądźcie apostołami Bożego Miłosierdzia! Bądźcie świadkami Bożego Miłosierdzia!". Jesteśmy do tego zobowiązani z racji chrztu świętego, ponieważ wówczas zostaliśmy zanurzeni w Miłosierdziu Bożym, doświadczyliśmy ogromnej miłości miłosiernej Boga, zostaliśmy obdarowani godnością dzieci Bożych, otrzymaliśmy nowe życie i środki do tego, by to życie rozwijać. Teraz mamy o tym opowiadać, czyli głosić Miłosierdzie Boga wobec człowieka. Są osoby w Kościele, które mają szczególny charyzmat do tego, żeby tę tajemnicę przypominać współczesnemu światu.

Niektórzy powołując się na Miłosierdzie Boże twierdzą, że piekło jest puste. Czy można powiedzieć, że Miłosierdzie Boże zwalnia nas z sakramentu pojednania, z pracy nad sobą?

W żadnym wypadku. Rzeczywiście, czasem jest takie niebezpieczeństwo, że pojawi się teoria o miłosierdziu jako zaprzeczeniu sprawiedliwości. Skoro Bóg jest miłosierny, to można grzeszyć, bo wszystko przebaczy. To jest fałszywe pojęcie miłosierdzia. Fałszywe dlatego, że autentyczne miłosierdzie zakłada prawdę, sprawiedliwość.  Sprawiedliwość jest podstawową miarą miłości i musi się wypełnić. Najlepiej to widać w osobie Jezusa Chrystusa. On nie przekreślił sprawiedliwości, nie przekreślił grzechu – wziął go na siebie i za nas wynagrodził Ojcu. Miłosierdzie nigdy nie przekreśla sprawiedliwości, ale zakłada, że ta sprawiedliwość może się realizować inaczej niż to sobie wyobrażamy. Jeśli ktoś mnie skrzywdził, a ja mówię: „Nic się nie stało! Nie skrzywdziłeś mnie, ja to zniosę, drobiazg!”  - to nie jest miłosierdzie. Człowiek miłosierny powie: „Tak, to jest krzywda, ale prosisz mnie o przebaczenie, więc ci przebaczam i biorę na siebie tę krzywdę”. Miłosierdzie wymaga prawdy, krzywdę nazywa krzywdą, grzech - grzechem. Nie potępia człowieka, ale w świetle Bożej prawdy ocenia jego czyny. A dzisiaj miłosierdzie rozumie się bardzo często jako pobłażliwość. Dziecko coś źle zrobiło, a mama mówi: „Nie będziemy mu nic mówili, żeby go nie stresować, trzeba dzieci wychowywać bezstresowo. Oczywiście, coś tam ukradło czy się źle się zachowało wobec osoby starszej, ale nie zwrócimy mu uwagi, jak dorośnie, nauczy się…” Matka czy babcia, która w ten sposób postępuje, robi temu dziecku wielką krzywdę. Ona nie jest wobec niego miłosierna. Miłosierdzie domaga się prawdy i to dziecko trzeba postawić w prawdzie. Nie potępić, nie przekreślić, ale powiedzieć mu: „Słuchaj, to jest niedobre,  złe. Idź i przeproś sąsiadkę, powiedz, że źle zrobiłeś”. Wtedy ta babcia czy mama uczy rozeznawania dobra i zła. 

Sprawa pustego piekła to jest teoria, która co jakiś czas pojawia się w teologii już od wczesnego chrześcijaństwa. Niektórzy współcześni teologowie powołują się nawet na Siostrę Faustynę, że ona o tym mówi, ale to nieprawda. Święta wyraźnie pisze: „Byłam w przepaściach piekła. Bóg pozwolił mi doświadczyć tej rzeczywistości w sposób mistyczny po to, żeby ludziom powiedzieć: piekło jest i najwięcej tam jest takich, którzy sądzili, że piekła nie ma”. Słowo Boże nie kłamie. Jezus nam tylko przypomina przez Siostrę Faustynę tę prawdę, o której mówił w Ewangelii. Dzisiaj wielu ludzi uważa, że piekła nie ma. Śmieją się z piekła, z szatana, tworzą różne grupy satanistyczne. Czynią to ludzie, którzy najczęściej naprawdę nie wiedzą, w co się angażują. Potem już jest za późno. Bardzo trudny jest proces wyjścia z tych różnych sekt. Szatan nie daje za wygraną, to nie jest zabawa, tak jak to się niektórym wydaje. Naprawdę, to nie jest zabawa. Pan Bóg przez Siostrę Faustynę nam to przypomina. Jest niebo, do którego jesteśmy powołani, to jest dom Ojca, ale jest także piekło dla tych, którzy nie chcieli Boga. Bóg w swoim miłosierdziu wysila się, żeby człowieka uratować. Jego miłość jest przeogromna,  nie do pojęcia. Proszę rozważyć choćby jedną obietnicę na Święto Miłosierdzia: zupełne odpuszczenie win i kar. Co to za miłość, która daje taki dzień amnestii! Oczywiście, pod pewnymi warunkami, bo to nie jest jakaś rzecz magiczna. Żeby tę łaskę przyjąć, musimy się do tego przygotować. Nie dlatego, żeby Pan Bóg nie chciał tej łaski dać, tylko dlatego, że w przeciwnym razie bylibyśmy niezdolni, żeby ją przyjąć. Taką łaskę po chrzcie możemy otrzymać raz w roku, w Święto Miłosierdzia Bożego przystępując do Komunii świętej po dobrze odprawionej spowiedzi, w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego (starając się o postawę ufności wobec Pana Boga i miłosierdzia względem bliźnich). Czy to nie jest wysiłek miłosierdzia Bożego? A przecież obietnice, przypisane do poszczególnych form kultu Miłosierdzia Bożego, są powtórzeniem tego, co Jezus już powiedział w Ewangelii: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni. (…) O cokolwiek byście poprosili w imię Moje, da wam Ojciec. Jezus mówi do Faustyny: „O cokolwiek poprosisz przez tę koronkę, przed tym obrazem, o godzinie 3 po południu, w Święto Miłosierdzia, jeśli to będzie zgodne z wolą Bożą, jeżeli będziesz prosiła o to w podstawie ufności i tę ufną modlitwę łączyła z jakimś aktem miłosierdzia, otrzymasz. Módl się wytrwale”.

Nasze archiwum pęka w szwach od świadectw o dokonanych cudach. Ci, którzy ufają, żyją w innym świecie. Oni namacalnie, w sposób ewidentny doświadczają tajemnicy Miłosierdzia Bożego, miłości miłosiernej Boga i to w bardzo różnorodny sposób, w zależności od tego, o co proszą. Wiedzą, że Pan Bóg jest Ojcem, który kocha, że można się z Nim kontaktować, że otrzymuje się od Niego określone dobra, że On jest zatroskany o nasze życie. Muszę powiedzieć, że zatroskany jest o drobiazgi, czasem nawet ich nie wypowiadamy przed Bogiem, a On je spełnia. Kiedy wyostrzymy zmysł wiary, potrafimy dostrzegać Boga we wszystkim i wtedy właśnie widzimy, że jest Ojcem, który nas kocha w każdej sytuacji. Istnieje inny świat – to jest świat Miłosierdzia Bożego. Żyją w nim ci, którzy ufają Panu Bogu i powierzają się Jego dobroci.

Czy każdy z nas może stać się apostołem i czcicielem Bożego Miłosierdzia?

Każdy jest do tego powołany, wezwany , aby być apostołem Bożego Miłosierdzia już w sakramencie chrztu. Jak się stawać apostołem Bożego Miłosierdzia. Pierwsza rzecz to poznawać Boga w tajemnicy miłosierdzia. Mamy być świadkami i apostołami Bożego Miłosierdzia. Świadek, to ktoś, kto coś zobaczył, coś przeżył i o czymś świadczy, a apostoł to człowiek posłany, by wykonać jakieś zadanie, w naszym przypadku głosić orędzie o miłości miłosiernej Boga do człowieka. Żeby być apostołem Bożego Miłosierdzia, trzeba to orędzie nieustannie poznawać poprzez rozważanie Pisma Świętego, czytanie książek religijnych, modlitwę, trzeba także nauczyć się dostrzegać miłosierną miłość Boga w swoim życiu. Wtedy ta piękna prawda wiary nie będzie abstrakcją, ale przyjmie konkretne formy w naszym życiu. Wtedy staniemy się świadkami Bożego Miłosierdzia. 

W jaki sposób osoby, które są daleko od Boga, które czują ciężar win, grzechów mogą odnaleźć Miłosierdzie Boże w swoim życiu?

Zwykle bywa tak, że ktoś im w tym pomaga, jakiś apostoł Bożego Miłosierdzia. Nie moralizowaniem, bo to nie o to chodzi, ale poprzez pokazanie drogi i pozostawienie wolności wyboru tej osobie. Myślę, że to jest wielka sztuka apostolstwa, żeby tak, jak Jezus, pozostawiać wolność drugiemu człowiekowi, ale otwierać mu horyzonty. Jezus mówił: "jeśli chcesz". Nikogo nie zmuszał. Nawet gdy umierał za każdego człowieka, nie powiedział: "musisz we Mnie uwierzyć". To jest droga dla wszystkich apostołów Bożego Miłosierdzia – pokazywanie Boga w tajemnicy miłosierdzia i ukazywanie możliwych rozwiązań w świetle wiary. Wiele jest takich przypadków, kiedy ktoś na przykład choruje, ma raka. Zwykle wtedy wszystko się człowiekowi wali, usuwa się ziemia spod nóg, ale znajdzie się jakiś apostoł i mówi: „Słuchaj, jak chcesz, to odmawiajmy koronkę do Miłosierdzia Bożego. U Pana Boga możliwe jest wszystko. Jeśli to będzie dobre dla ciebie, to cię uzdrowi, a w każdym wypadku da ci potrzebne łaski”. Mogłabym tutaj opowiadać tysiące przykładów właśnie tego typu apostolstwa w codzienności.

Przychodzi mi do głowy przykład, kiedy jedna pani cierpiała na nieuleczalną chorobę – gniło jej ciało. Choroba bardzo się nasiliła, kiedy wyszła za mąż i urodziła pierwsze dziecko. Potrzebna była operacja, trzeba było powycinać zgniłe mięśnie ręki, ale okazało się, że tej operacji się nie da zrobić, bo miała słabe serce. Sytuacja była beznadziejna. Pewnego dnia jednak odwiedziła ją sąsiadka, przyniosła obrazek Pana Jezusa Miłosiernego i powiedziała: „Niech pani ufa Panu Jezusowi, Pan Jezus wszystko może”. Ta kobieta mówi, że kiedy modliła się przed tym obrazkiem, jakaś dziwna ufność wstępowała w jej serce. W końcu lekarze zrobili operację, ale w niedługim czasie choroba wróciła z ogromnym nasileniem, że prosiła, aby jej uciąć rękę, bo nie mogła wytrzymać z bólu. W Krakowie leczyła się i przyjeżdżała na kontrole. Po wyjściu z kliniki zobaczyła tramwaj z napisem „Łagiewniki” i uświadomiła sobie, że obrazek, który przyniosła sąsiadka, jest właśnie z Łagiewnik, że tam jest Siostra Faustyna. Przyjechała tutaj, uklękła przy grobie i na kawałku gazety napisała: „Siostro Faustyno, uproś mi łaskę, żebym wytrzymała ból”. Nawet nie modliła się o cud. Wróciła do domu. Na drugi dzień zdarzył się cud. Nie wiedziała, co się dzieje, wołała mamę, bo prąd przechodził jej po ręce – okazało się, że był to moment uzdrowienia.

A ile jest takich sytuacji, kiedy przez modlitwę ludzie docierają do niewierzących. Jedna pani posługiwała w hospicjum domowym. Była posłana do pewnego zatwardziałego komunisty, którego nazywano Lenin. Ksiądz jej powiedział: „Proszę pani, tam nie wolno powiedzieć słowa o Bogu!”. Wiedziała, że może tylko służyć tej osobie. Ile razy tam się wybierała, odmawiała Koronkę do Miłosierdzia Bożego, usługiwała temu człowiekowi z miłością, nic nie mówiąc o Panu Bogu, po czym wychodziła. Potem została przeniesiona do innej pracy, ale cały czas za tego człowieka się modliła. Po jakimś czasie spotkała panią, która powiedziała: „Wiesz, Lenin umarł, ale się wyspowiadał. Przyjął Pana Jezusa, ksiądz chodził do niego z Komunią Świętą". I proszę, jest sposób na to, by głosić miłosierdzie tym, którzy są z dala od Pana Boga!  

Kiedyś przyjechała specjalnie lekarka z innego hospicjum, w którym też umierał znany komunista. Modlili się za niego ludzie, którzy zdawali sobie sprawę, w jakim on jest stanie, że choroba się bardzo posuwa i jego dni są policzone, a życie każdego człowieka jest cenne w oczach Boga. Ci, którzy grzeszą, walczą z Kościołem, nie wiedzą, co czynią i trzeba na nich w ten sposób popatrzeć: nie jak na wrogów, ale na ludzi, którzy bardzo potrzebują Miłosierdzia Bożego, potrzebują pomocy, żeby ich uratować na wieczność. Siostra Faustyna życie oddała za tych ludzi, którzy już nawet zwątpili w Miłosierdzie Boże. Okazało się, że w dniu kanonizacji Siostry Faustyny ten komunista poprosił o spowiedź. Czyjaś modlitwa doprowadziła do tego spotkania człowieka z Bogiem.

Inna sytuacja, która mi się przypomina, to historia, którą opisała córka pewnego ateisty. Zdawała sobie sprawę z tego, że tata będzie umierał, bo ma już sporo lat, ale on  powiedział: „Tylko mi księdza nie przyprowadzaj! Całe życie żyłem bez Boga, to sobie teraz też poradzę!”. Nie było dyskusji, córka nie miała możliwości dotarcia do ojca słowem czy w jakikolwiek inny sposób – pozostała tylko modlitwa. Codziennie przez kilka lat odmawiała Koronkę do Miłosierdzia Bożego w intencji nawrócenia ojca. I któregoś dnia, bez jakiejś zewnętrznej okoliczności, tata powiedział: „Przyprowadź mi księdza”. Kiedy się wyspowiadał, płakał ze szczęścia. Myślał, że szczęśliwy był wtedy, kiedy walczył z Kościołem, ale to tylko dlatego, że nie znał prawdziwego szczęścia, które płynie z bliskości Boga. I tę łaskę wyprosiła mu córka wytrwałą modlitwą do Miłosierdzia Bożego. 

Dla Miłosierdzia Bożego nie ma ludzi przegranych, nie ma ludzi straconych. Dopóki żyją na ziemi, Pan Bóg posługuje się apostołami Bożego Miłosierdzia na różne sposoby, żeby ich ratować, choćby w ostatnim wyborze w chwili śmierci - jak mówi Siostra Faustyna - kiedy już nie odbieramy znaków nawrócenia i tajemnicą jest dla nas ostatni wybór tego człowieka. Ale przez to, że się modlimy, ten wybór może być szczęśliwy na wieczność. Dlatego Pan Jezus powiedział, że Go pocieszamy, kiedy się modlimy o nawrócenie grzeszników i że ta modlitwa zawsze jest przez Niego wysłuchana.

Dziękujemy!

Kraków 26 II 2005, "Posłanie" 7/2005