Wskazówki do walki duchowej

Z o.Józefem Witko OFM o Gedeonie, zaufaniu Bogu i... sposobie na alergię rozmawia Marta Kalniuk

W jaki sposób w swoim życiu przeżywać sytuacje trudne? Ojciec nakreślił to dzisiaj na podstawie historii Gedeona. Czy Ojciec może nam ją przybliżyć?

W Księdze Sędziów (6-8) jest zapisana ciekawa historia człowieka, który pochodził z najmniejszego rodu. Jego dom w tym rodzie też był najmniejszy, więc w jakiś sposób Gedeon nie miał poczucia własnej wartości, czuł się nikim. Poza tym żył w czasach, kiedy ziemie izraelskie były deptane przez plemiona madianickie, które je pustoszyły, doprowadzając do ogromnej nędzy synów Izraela. I każdy, żeby przeżyć, musiał ukrywać żywność. Historia Gedeona zaczyna się na klepisku. Młóci on zboże, aby je później ukryć przed Madianitami. Ukazuje mu się anioł Pański i mówi: „Pan z Tobą, dzielny wojowniku”. Gedeon, słysząc te słowa, nie zastanawia się, że to jest anioł – być może przybrał on postać ludzką – tylko odpowiada: „Jak to możliwe, żeby Pan był z nami, skoro nam się dzieje tak źle? Gdzie są te wszystkie cuda, znaki, o których opowiadają nasi ojcowie, kiedy Bóg działał w ziemi egipskiej? Dlaczego teraz nie ma tych znaków, cudów, jest samo zło, jesteśmy zniewoleni, pozbawieni dóbr materialnych, głodujemy, musimy się ukrywać? Gdzie jest Bóg?”. Anioł mówi do niego: „Idź z tą siłą, jaką posiadasz i wybaw Izraela”. Parafrazując te słowa, moglibyśmy powiedzieć, że anioł mówi do Gedeona: „Nie narzekaj, bo to nic nie zmieni. W tobie jest Pan, to jest ta siła, na której możesz się oprzeć, którą możesz wykorzystać do tego, aby zmienić swoją sytuację. Jeśli to uczynisz, zmienisz też sytuację innych, dlatego oprzyj się na Panu, użyj tej siły, która jest w tobie”. Ta historia pokazuje, że mamy w sobie Pana. Zresztą kapłan podczas każdej mszy świętej mówi – „Pan z wami”. Pan jest z tobą. W jakiej sytuacji? Tej, w której się znajdujesz, z jaką przyszedłeś na Eucharystię. Może to być choroba, nałogi, problemy. Właśnie w tej sytuacji jest Pan. I to jest twoja siła, dzięki której potrafisz wszystko zmienić. Jeśli nic nie zrobisz, Bóg za ciebie tego nie zmieni. Możesz narzekać, być niezadowolony, ale czy to sprawi, że poczujesz się lepiej? Na pewno nie!

Sytuacja się odmieni, jeśli oprzesz się na Bogu, który jest w tobie, a możesz być na sto procent pewien, że tak jest, bo zostałeś ochrzczony, jesteś Jego dzieckiem. W Księdze Syracha przeczytamy, że Bóg obdarzył nas mocą podobną do Swojej, dał nam możliwość rozstrzygania, możliwość wyboru – po co wyciągniemy rękę, to będzie nam dane (por. Syr 15,14-17). Możemy sięgnąć po ogień, wodę, dobro, zło i to nam będzie dane. Dlatego jeśli oprzemy się na Panu, jeśli zrozumiemy, że On jest z nami, nie będzie takich sytuacji, z których nie wyszlibyśmy zwycięsko, w których nie pokonalibyśmy zła, bo zwycięstwo nie zależy od takiej czy innej wiedzy, takiego czy innego pomysłu, ale od Pana. On jest naszą mocą i siłą, jest zawsze z nami. Czy jest to osoba uczona, czy prosta, czy bogaty, czy biedny, czy młody, czy stary, wystarczy, że oprze się na Panu, a jego życie się zmieni, bo jest to przeogromna moc, która sprawia, że wrogowie uciekają. Kiedy idzie Pan, przed Nim pierzchają wszyscy wrogowie, a nieprzyjacielem Pana jest grzech, choroba, wszystko, co sprawia, że człowiek jest nieszczęśliwy. Bóg pragnie, abyśmy żyli pełnią życia, dlatego nie godzi się na wszystko, co czyni nas nieszczęśliwymi, co może sprawić, że od Niego odpadniemy. Bóg pragnie zniszczyć to zło, a człowieka całkowicie uwolnić. Jednakże nie uczyni On tego bez naszej pomocy, to my musimy użyć tej siły, aby zmieniła się nasza sytuacja.

Tak samo jest z uzdrowieniem. Ktoś może powiedzieć: „Gdyby Bóg chciał mnie uzdrowić, to już dawno by to zrobił”. A Bóg może powiedzieć: „Dałem ci władzę nad tą chorobą”. „Ci, którzy uwierzą, będą widzieć znaki, na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (por. Mk 16,16-17). A zatem, jeśli wierzysz, połóż rękę na chorej osobie i to wystarczy. Nie musisz się modlić, tylko połóż rękę, bo jest powiedziane, że znaki – m.in. uzdrowienia – będą towarzyszyć tym, którzy wierzą. Jezus nie mówi: „Położycie ręce na chorych, będzie się modlić i być może, jeśli jest to wolą Bożą, to ta osoba zostanie uzdrowiona”. Połóż tylko rękę na chorej osobie, to wystarczy, ale uczyń to z wiarą. Wiemy, że to nie oznacza przekazywania jakiejś mocy czy energii, która uzdrawia, że mam cudowną rękę, więc kładę ją teraz i uzdrawiam chorych. To tylko wyraz mojej wiary. Jeśli kładę rękę, to znak, że wierzę i robię tak, jak powiedział Jezus. Nieważne, czy będę widział uzdrowienie, czy nie – ufam Mu. Uzdrowienie wtedy się właśnie dokonuje, kiedy ufamy Jezusowi i tak samo jest ze wszystkimi trudnymi sytuacjami, w jakich się znajdujemy. Całe zło możemy pokonać, jeśli oprzemy się na Panu. Zawierz Mu, idź z tą siłą, czyli z Bogiem do każdej sytuacji, która jest dla ciebie trudna. Co się może zmienić? Może ta sytuacja, w której się znajdujesz, się nie przemieni, ale ty zmienisz się na tyle, że będziesz szczęśliwy i już ci nie będzie zależało na tym, aby ją zmienić. Na przykład jeśli osoba, która siedzi na wózku, odkryje moc Boga, która jest w niej i zmierzy się ze swoim kalectwem, może się okazać, że nagle zostanie uzdrowiona. Ale może się też okazać, że Pan tak bardzo dotknie jej serca i napełni je szczęściem, że już nieważne będzie to, że jest na wózku. Już jej nie będzie zależało na uzdrowieniu fizycznym, bo otrzymała wszystko, czego pragnęła – Boga, doświadczy Jego obecności. A zatem choroba ciała, kalectwo tak naprawdę nie mają dla niej znaczenia. Dobrze by było doświadczyć i tego uzdrowienia, ale przecież jeśli człowiek chce być szczęśliwy i doświadczy tego, to czego mu więcej potrzeba? Często z tego korzystam, więc mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że towarzyszą temu znaki. Jeśli mam jakiś problem zdrowotny, dolegliwości bólowe, opieram się na Panu, a On sprawia, że mój nieprzyjaciel w postaci tego bólu, dolegliwości ucieka.

Poproszę Ojca o osobiste świadectwo.

Kiedyś przyjechałem do Brzezin. Miałem tam odprawiać mszę świętą z modlitwą o uzdrowienie o godzinie 17:30. Około 16:30 piłem kawę, a o 17:10 miałem iść do zakrystii, aby się przygotować do Eucharystii, ewentualnie, gdyby ktoś chciał porozmawiać, żeby miał też taką możliwość. Wstałem z krzesła i nagle poczułem ogromny ból w prawej nodze. Nie mogłem na niej stanąć. Idąc, zacząłem kuleć i powiedziałem: „Coś jest nie tak”. Ale wtedy przyszła mi myśl: „Nie zgadzaj się na to, przepędź ten ból”. I powiedziałem: „W Imię Jezusa Chrystusa, nakazuję temu bólowi, aby odszedł i więcej nie wracał”. Zrobiłem kilka kroków i – jak ręką odjął – przestało boleć. Innym razem miałem mszę świętą w intencji uzdrowienia w Radomiu. W zakrystii poczułem, że pojawia się ból gardła. Poprosiłem wtedy ministranta, żeby powiedział Grzegorzowi, aby kupił w aptece coś na gardło. Po mszy świętej Grzegorz dał mi tabletki do ssania, wziąłem jedną i wracaliśmy do Pińczowa. Grzegorz powiedział, że pani farmaceutka polecała te tabletki jako bardzo dobre i zaleciła, żeby je co pół godziny ssać, a gardło na pewno przestanie boleć. Popatrzyłem na opakowanie – pastylki takie malutkie – i coś mnie zaniepokoiło. Zapytałem: „A nie są to przypadkiem jakieś leki homeopatyczne?”. „Nie, bo nawet pytałem panią farmaceutkę, a ona zaprzeczyła”. Więc zacząłem je zażywać co pół godziny. To był poniedziałek. Minął cały wtorek, ale gardło dalej bolało. Miało być lepiej, ale wcale lepiej nie było. Ciągle czułem niepokój, ale na pudełku nie było napisane, żeby to był jakiś lek homeopatyczny. Położyłem się spać. Rano dalej miałem problemy z gardłem. Wziąłem tabletkę, ale nie dawało mi to spokoju, sięgnąłem więc po ulotkę, a tam napisane… „lek homeopatyczny”. Wyrzuciłem wszystko do kosza i pomodliłem się m.in. takimi słowami: „W Imię Jezusa Chrystusa, odcinam się od tych leków i od skutków, jakie miałyby one wywrzeć na moje gardło. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”. W tym momencie gardło przestało boleć.

W nawiązaniu do słów, że jako wierzący możemy się modlić o uzdrowienie, uwolnienie – czy mógłby nam Ojciec przybliżyć, w jakim zakresie nas, świeckich, ta władza dotyczy?

Dobre pytanie. Z tym, że nie dzieliłbym ludzi na świeckich i duchownych, bo wtedy każdy ma inny zakres swoich obowiązków, inną rolę do spełnienia. Powiedziałbym tak: są wierzący i niewierzący. Jeśli jesteś wierzący, Jezus mówi: „Ci, którzy wierzą, w Imię Moje złe duchy będą wyrzucać”. Jeśli wierzysz, masz moc i władzę od Boga. Jeśli nie wierzysz, nie masz władzy, nie pokonasz złych duchów, a raczej one pokonają ciebie. Władza, którą nam Bóg daje, związana jest z wiarą. Muszę wierzyć. Wiara to zaufanie, że ze mną jest Pan: „Jestem z Wami”. Właśnie wiara, czyli zaufanie do Jezusa jest podstawą naszego działania, modlitwy o uwolnienie i uzdrowienie, posługi charyzmatycznej. Ufam Jezusowi. To, że się modlę, nie oznacza, że uzdrawiam, uwalniam czy wyrzucam złe duchy. Czyni to Jezus poprzez człowieka, bo On dalej uzdrawia, uwalnia, bo jest Bogiem, a Bóg się nie zmienia. Jeśli czytamy w Ewangelii, że On uzdrawiał i uwalniał, to znaczy, że skoro Jezus żyje, bo jest Bogiem, to czyni to również i teraz. Jego posługa idzie poprzez Kościół, poprzez człowieka. Wszyscy należymy do Kościoła. Jezus dał władzę tym, którzy uwierzą, że będą świadkami konkretnych znaków. Możemy jej używać jako wierzący przeciwko wszelkim złym duchom, które nas atakują. Naprawdę byłoby mniej zła, gdybyśmy przepędzali złe duchy. Tu też trzeba mocno podkreślić, że muszę wierzyć, że oprócz duchów dobrych są też i duchy złe, i one mają wpływ na moje życie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to nie przepędzi żadnego złego ducha. Jest wiele świadectw osób, które np. miały zły dzień, zły humor, nie potrafiły się cieszyć, nie wiedziały, dlaczego, nie potrafiły się uśmiechać, miały jakieś lęki, a w momencie, kiedy te złe duchy zostały przepędzone – to nie były egzorcyzmy, ale modlitwa, która przepędzała duchy smutku, rozgoryczenia, zwątpienia, beznadziei, lęku – po jakimś czasie odzyskały radość życia, odwagę, nie doświadczały lęku, czuły się dobrze i wiedziały, że coś się zmieniło, jest inaczej. To świadectwo potwierdza, że do tej pory na tę osobę miały wpływ złe duchy.

Poza tym niektóre duchy stoją za różnymi chorobami. Są świadectwa osób, które doznały uzdrowienia, kiedy duch choroby został przepędzony. Może to wydawać się dziwne i spotkać się z krytyką teologów, ale ludzie odzyskują zdrowie, zaczynają czuć się dobrze i czasem lekarze nie potrafią wyjaśnić, jak to możliwe, że ktoś był chory, choroba nie poddawała się leczeniu, a nagle wyzdrowiał. Lekarz nie wie, ale ta osoba wie. Duch choroby został przepędzony. Zanim człowiek pójdzie do lekarza, warto przepędzić ducha choroby, bólu, nakazać: „W Imię Jezusa – idź precz ode mnie”. Każdy, kto z wiarą to będzie czynił, zobaczy, że wiele chorób i dolegliwości momentalnie odejdzie. Nie chodzi o to, żeby rezygnować z pomocy lekarskiej, bo tego nie wolno nam robić, ale bardzo często jest tak, że zanim pójdziemy, choroba całkowicie znika. Jedna z osób, która miała alergię na sierść kota, mieszkała w Stanach Zjednoczonych i pracowała, sprzątając domki. W jednym domu bardzo źle się czuła, bo przebywały tam koty i ciągle była narażona na kontakt z ich sierścią – od razu pojawiało się łzawienie oczu, kichanie, ból głowy. Nie mogła sobie z tym poradzić. Miała wiele lat alergię i była święcie przekonana, że trzeba z nią żyć. Kiedyś jej powiedziałem: „Przepędź ducha tej alergii, niech ona odejdzie od ciebie”. Pomodliła się: „W Imię Jezusa Chrystusa, nakazuję duchowi tej choroby, alergii – idź precz ode mnie i więcej nie wracaj”. Kiedy to powiedziała, nie miała żadnych znaków, że jest wolna, ale trafiło się, że sprzątała u pani, która miała koty. Potarła ręką sierść kota, pogłaskała go i dotknęła swoich oczu, nosa – nic, nie pojawiła się reakcja, a zawsze wcześniej w takich przypadkach była chora. Nie musiała dotykać sierści, a już reagowała na alergen. Pomyślała, że może trzeba zanurzyć nos, oczy w tej sierści i wtedy się przekonać. Wzięła kota, zdjęła okulary, przyłożyła twarz do jego sierści, poruszała kilka razy i nic. Została uzdrowiona, a kilkanaście lat się męczyła z tą alergią. Innym razem ta sama osoba miała problem z barkiem. Nie mogła spać na prawym boku, bo ilekroć to zrobiła, budziła się z ogromnym bólem i już po spaniu. Lekarze nie wiedzieli, jaka jest tego przyczyna. Leczyła się, ale nic nie pomagało. Ale kiedy usłyszała, że można rozkazać tym duchom bólu czy choroby, aby odeszły i więcej nie wracały, stwierdziła, że czemu nie skorzystać z tej możliwości. Pewnej nocy obudziła się z bólem, więc wstała i powiedziała: „Duchu tego bólu, idź precz ode mnie i więcej nie wracaj”. Położyła rękę na tym ramieniu. Nagle ból ustał, przeszedł. Przypadek, zbieg okoliczności czy rzeczywiście zadziałało? Jak to sprawdzić? Położyła się na prawym boku i przespała do rana. Obudziła się – nie było bólu. Od tamtego momentu nie ma żadnych problemów z tą dolegliwością, a wcześniej długo się leczyła.

Kiedy wierzymy, kiedy ufamy Jezusowi, możemy rozkazać złym duchom, aby odeszły od nas i nie wracały więcej. Ta władza jest udzielona każdemu, kto wierzy. Ale musimy też wiedzieć, że mamy jej zakres. Możemy rozkazać złym duchom w stosunku do swojego życia, mamy prawo do naszych dzieci, do naszego współmałżonka, więc jeśli im coś dolega, są atakowani przez złe duchy, też możemy rozkazać: „Idźcie precz od mojego współmałżonka na mocy sakramentu małżeństwa, na mocy prawa rodzicielstwa, idźcie precz z mojego domu”. Nie możemy jednak rozkazać, jeśli widzimy sąsiada, który jest pijany, albo np. ma problemy z czystością, aby od niego odeszły złe duchy, bo nie wiemy, czy może on chce być w tym grzechu, może jemu z tym dobrze i wtedy złe duchy nie odejdą, bo nie mamy takiej władzy. Jeśli chodzi o swoje życie, o swoją rodzinę, możemy na tej władzy się opierać i będziemy doświadczać konkretnych znaków Bożego działania. Natomiast ci, którzy posługują we wspólnotach, gdzie jest prowadzona modlitwa wstawiennicza, mają już inny rodzaj władzy. Tutaj wspólnota ma władzę posługiwania modlitwą wstawienniczą i jeśli do niej należę i zostanę poproszony o wzięcie udziału w takiej modlitwie, to w tym zakresie mam władzę, która łączy się z władzą wszystkich, którzy się modlą, ale też jest złączona z władzą wspólnoty, z charyzmatem, którym posługuje. Czym innym są egzorcyzmy, ten rodzaj posługi należy do władzy biskupa, który zleca jakiemuś kapłanowi, aby takie modlitwy odprawiał nad osobami, które są opętane. My tej władzy nie mamy, chyba że otrzymamy ją od biskupa. Natomiast mamy władzę posługiwania modlitwą o uwolnienie – a jest ona modlitwą wstawienniczą, czyli modlitwą prośby, którą kieruję do Boga, aby uwolnił bliską mi osobę od zła. A rozkaz mogę stosować, tak jak wspomniałem, w stosunku do siebie i do swoich najbliższych, nakazując tym duchom, aby odeszły, bo te osoby należą do mnie i podlegają mojej duchowej władzy na mocy sakramentu chrztu, bierzmowania czy rodzicielstwa, małżeństwa.

Poprosimy Ojca o końcowe przesłanie i modlitwę za naszych Czytelników.

Bóg jest zawsze z nami, On nas nigdy nie opuścił i nie opuści. Chciałbym, aby każdy, kto czyta te słowa, kto korzysta z waszej posługi, miał tego świadomość – że jest Bóg. A skoro Bóg jest, zło ma swój kres, ma swoje granice. I jeśli zaufamy Bogu, jeśli na Nim się oprzemy, to moc Ducha Świętego przemieni nasze życie i sprawi, że na tej ziemi, mimo takiego czy innego zła, będziemy bardzo szczęśliwi, ale też staniemy się świadkami mocy Boga, która będzie działać i objawiać się właśnie przez nas. Życzę wam wszystkim, waszemu stowarzyszeniu, abyście, wierząc w moc Boga, poddali się działaniu Ducha Świętego, który przez was chce przychodzić do innych. Miejcie świadomość, że Bóg przez was dotyka wszystkich, którzy są poranieni, utrudzeni, umęczeni codziennością i szukają pomocy drugiego człowieka w doświadczeniu obecności Boga w życiu, takim jakim ono jest. I tego wam życzę. Wszyscy, którzy będą czytać te słowa i którzy z wami współpracują, niech w sposób szczególny doświadczą działania Bożego Ducha poprzez ten wywiad, poprzez tę rozmowę i przez waszą posługę i niech otrzymają tę łaskę, której najbardziej potrzebują, o którą chcą teraz w swoim sercu Boga poprosić. Pomodlę się, aby w Imię Jezusa, mocą Ducha Świętego stało się to, czego pragną. Panie Jezu, Ty powiedziałeś: „Proście, a otrzymacie”. Pragnę teraz w Imię Twoje, Jezu, wzywając mocy Ducha Świętego, prosić, aby ci, którzy czytają ten wywiad, oraz ci, którzy należą do Stowarzyszenia „Posłanie”, otrzymali to, o co Cię proszą. Ufam, że chorzy doświadczą łaski uzdrowienia, zniewoleni – uwolnienia, że ci, którzy zmagają się ze złem, odniosą zwycięstwo. Niech zatem w Imię Jezusa, przez moc Ducha Świętego stanie się tak, jak wierzą. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Toruń, 16 listopada 2013 r.

Wywiad został autoryzowany, wydrukowany w "Posłaniu" 2/2015