Błogosławieństwo ma ogromną moc

Z o. Józefem Witko OFM o uzdrowieniu z lęków, dobrym słowie i... urodzaju ziemniaków rozmawia Marta Kalniuk.

Czym jest błogosławieństwo i przekleństwo w życiu człowieka i jakie są ich źródła?

Najprościej mówiąc, błogosławieństwo to dobro, którego doświadczamy, kiedy słuchamy Słowa Bożego i wypełniamy je w swoim życiu, przekleństwo zaś to zło, którego doświadczamy, kiedy nie słuchamy Słowa Bożego i nie zachowujemy go w naszym życiu. Źródłem przekleństwa może być Bóg (co może wydawać się nam dziwne), my sami – kiedy przeklinamy sami siebie lub innych – oraz diabeł.

Co znaczy, że źródłem przekleństwa może być Bóg?

Bóg, stwarzając świat duchowy i materialny, ustanowił pewne prawa. Wiemy, że w świecie widzialnym istnieją różnego rodzaju prawa, np. przyrodnicze, fizyczne, drogowe, które mają nam pomóc żyć bezpiecznie. Jeśli je zachowamy, to tu, na ziemi, możemy się poruszać bezpiecznie, bez większych trudności i problemów. Jeśli zaś je zlekceważymy, będziemy doświadczać tego konsekwencji. Na przykład prawo grawitacji, dzięki któremu możemy chodzić pewnie po ziemi, nie fruwamy tu i tam, bez celu – wiemy, że dzięki temu nic złego się nam nie przydarzy. Ale jeśli ktoś zlekceważy prawo przyciągania, jeśli stwierdzi, że nie wierzy w jego istnienie i wyjdzie np. na dach lub na drzewo i skoczy, to w najlepszym wypadku się połamie, a w najgorszym – może się nawet zabić. Taka będzie konsekwencja tego, że zlekceważył prawo grawitacji. Podobnie rzecz się ma z osobą, która jedzie z nadmierną prędkością. Przekroczenie prędkości wiąże się z otrzymaniem mandatu. Jeśli ktoś jedzie za szybko, to wówczas, nawet jeżeli w to nie wierzy, gdy zatrzyma go policja, będzie musiał ponieść konsekwencje w postaci mandatu i punktów karnych. Te konsekwencje to nic innego jak przekleństwo, które dotyka tych, którzy łamią prawo. Podobnie jest w świecie duchowym. Kiedy mówimy, że Bóg jest źródłem przekleństwa, mamy na myśli to, że kiedy Bóg stworzył prawa duchowe, dołączył do nich błogosławieństwo za ich zachowanie i przekleństwo za ich złamanie. Wszystko dla dobra człowieka. Inaczej mówiąc, kiedy zachowujemy Boże przykazania, Bóg nas chroni. Kiedy je łamiemy, to mówimy Bogu: „Teraz chcę sam sobie poradzić w życiu”, to Bóg już nie może nas chronić, akceptuje naszą wolną wolę, liczy się z nią. Jeśli człowiek mówi „nie”, Pan Bóg to uszanuje. Człowiek, który popełnia grzech, ściąga na siebie przekleństwo, czyli jego konsekwencje. Dlatego mówimy, że źródłem przekleństwa jest Bóg, bo ustanowił pewne prawa, ale nie po to, by nam szkodzić, tylko by nas chronić.

Jak więc żyć, żeby doświadczać Bożego błogosławieństwa?

Zachować Boże przykazania – to wystarczy. Kto zachowuje Boże przykazania, może być pewien, że żyje w przestrzeni Bożych błogosławieństw, Bóg mu błogosławi i chroni jego życie.

Są jednak takie osoby, które są wierzące, a w swoim życiu doświadczają różnego rodzaju utrapień, trudności, na przykład braku pracy, choroby. Te problemy ciągną się przez wiele lat, a one własnymi siłami nie potrafią ich pokonać. Czy jest jakieś źródło takich problemów, czy mamy się godzić na to, jeśli przez wiele lat doświadczamy takiego stanu?

Słowo Boże mówi nam, że jesteśmy grzesznikami. Człowiek upada i popełnia grzechy. Na pewno każdy z nas ma świadomość, że w swoim życiu złamał takie czy inne Boże przykazania. Grzech pociąga za sobą winę i karę. Wina jest gładzona w sakramencie pokuty, a kara jest do odpokutowania bądź tu, na ziemi, bądź w czyśćcu. Z tą karą często związane są pewne przekleństwa. Przekleństwo, można by rzec, to nic innego jak prawo złych duchów do ingerowania w moje życie – prawo w tym sensie, że człowiek sam porzuca Boga i wybiera grzech, czyli wchodzi na teren złego, na którym on jest panem i może robić, co chce. W przypadku, kiedy człowiek zgrzeszy, zło go niszczy, chce doprowadzić do śmierci, do całkowitego unicestwienia. Jeżeli zatem człowiek uwolni się spod przekleństwa, a więc kiedy powróci do Boga, On zaczyna go na nowo chronić, a złe duchy już nie mają do niego dostępu. Konsekwencje jednak zostają i trzeba z nimi żyć. Można ofiarować je za siebie czy za swoich bliskich jako zadośćuczynienie za popełnione grzechy. Nie buntować się, nie narzekać, tylko je cierpliwie znosić. Jezus mówi, że jeśli weźmiemy te konsekwencje na siebie, ten krzyż – na który sobie zasłużyliśmy czy który został nam dany przez naszych bliskich lub też ponosimy konsekwencje grzechów cudzych – i będziemy go nieść z poddaniem woli Bożej, stanie się on lekki i słodki, taki, że nawet go nie odczujemy. Jeżeli zaś zaczniemy się buntować, będziemy cierpieć podwójnie, bo zło dalej będzie nas dręczyć, męczyć, a – z drugiej strony – staniemy się umęczeni wewnętrznie, psychicznie, dźwigając krzyż konsekwencji naszych grzechów. Sami będziemy się nakręcali, katowali takimi czy innymi myślami, a to spowoduje wzrost cierpienia.

W życiu osób, które zauważają takie czy inne sytuacje, niekoniecznie musi działać przekleństwo. Żyjemy w określonej społeczności, mają na nas wpływ inni, władze podejmują pewne decyzje, które nam sprzyjają lub też i nie. Dlatego we wszystkim musimy zaufać Panu Bogu. Jeżeli zauważamy, że jest jakieś przekleństwo, które jest uzasadnione, bo popełniłem taki czy inny grzech, muszę się nawrócić i ewentualnie poprosić kapłana o jego złamanie, unicestwienie, a uczestnicząc w modlitwie o uzdrowienie, prosić Boga, aby mnie uzdrowił, czyli uwolnił od tych konsekwencji.

Czy złe słowo, rzucone na drugiego człowieka, ma moc w jego życiu, może uczynić szkodę?

Dobre słowa mają dobrą moc, zaś złe słowa mają złą moc. Żadne słowa nie są bez znaczenia. Każde z nich ma na nas wpływ. Może sprawić nam radość, przyjemność bądź też wzbudzić gniew, złość, ból czy cierpienie. Jeśli wzięlibyśmy jakąś osobę i zaczęli o niej mówić dobrze wśród jej znajomych, poczułaby w sercu ciepłe uczucia, miłość do nas i byłaby w jakiś sposób szczęśliwa, wyróżniona, zaakceptowana. Ale gdybyśmy mówili o niej źle publicznie, wówczas czułaby w sercu gniew, rozdrażnienie, złość do nas. Każde słowo, które wypowiadam, niesie ze sobą albo dobro, albo zło. Pan Jezus mówi: Niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie, a co nadto jest, od złego pochodzi (Mt 5,37). Święty Jakub w swoim liście też zwraca uwagę na język, który jest takim małym organem, ale potrafi jak iskra podpalić wielki las (por. Jk 3,1-12). To, co mówimy, nie jest bez znaczenia, dlatego nośnikiem przekleństw są słowa, ale mogą nimi być również różnego rodzaju rzeczy i gesty. Przede wszystkim jednak przekleństwo rzucane jest przez słowa. Kiedy przeklinam w złości, w gniewie, tym bardziej te słowa są nasiąknięte złem, stwarzają jakby złe powietrze. Wypowiadając takie czy inne słowo, sprawiam, że cząsteczki powietrza, które się znajdują w danym pomieszczeniu, zaczynają drgać. Odbijają się jedne o drugie, przekazując dobro albo zło. Nie jest zatem bez znaczenia to, co mówię, czy to o sobie, czy o drugim człowieku, tym bardziej, jeśli są to przekleństwa.

Czy może się zdarzyć, że przekleństwo, które rzucamy na inną osobę – w dzisiejszych czasach nawet można zamówić sobie przekleństwa – uderza w nas, wraca do nas?

Aby przekleństwo było skuteczne, musi spełniać dwa warunki: musi być wypowiedziane przez osobę, która ma autorytet, władzę i musi mieć punkt zaczepienia (np. grzech). Jeśli te warunki nie są spełnione, wówczas przekleństwo się nie spełni. Nawet jeśli ktoś wypowiada przekleństwo bez powodu, to musi liczyć się z jego konsekwencjami. Takie przekleństwo wróci do niego, i to on poniesie skutki niesłusznego przekleństwa. Jak wróbel spłoszony, jaskółka w locie, tak się nie ziści niesłuszne przekleństwo (Prz 26,2).

Jak zatem przezwyciężyć przekleństwa, jeśli odkrywamy, że jakieś ciążą nad naszym życiem? Ojciec powiedział o tym, że tu potrzebne jest nawrócenie. Jeśli nawróciliśmy się, modlimy się, staramy się uczestniczyć w życiu sakramentalnym, a widzimy, że w naszym życiu powtarzają się sytuacje, istnieje w nim jakaś siła, która nie pozwala nam wyzwolić się np. z grzechu, który do nas nieustannie powraca. Co to może oznaczać i jak mamy takie przekleństwo przełamać?

Tutaj moglibyśmy zastosować różne sposoby. Jeśli przekleństwo jest wynikiem grzechu, wiadomo, że muszę się nawrócić, zrezygnować z tego grzechu, przeprosić za niego Boga, w sakramencie pokuty ten grzech wyznać i wynagrodzić Bogu za niego. Jak powiedziałem wyżej, konsekwencje mogą zostać. Wtedy trzeba je cierpliwie znosić, ufając, że Bóg w Swoim nieskończonym miłosierdziu uzdrowi mnie lub też sprawi, że te konsekwencje przyczynią się do mojego uświęcenia. Jeśli rzuciłem przekleństwo na siebie samego, np. „Jestem do niczego”, „Nic ze mnie nie będzie”, „Nic mi się nie udaje”, „Nigdy do niczego nie dojdę” lub też wypowiadałem takie przekleństwa na innych, np. dzieci, sąsiada, kolegę czy któregoś z przyjaciół, takie przekleństwo powinno być odwołane w sakramencie pokuty.

Jeśli natomiast to przekleństwo zostało rzucone przez moich rodziców czy przez osobę ze świata okultystycznego, to musiałoby być przez nich odwołane. Często te osoby już nie żyją, jak dziadkowie czy rodzice. Zdarza się np., że jakieś przekleństwo jest już od paru pokoleń. Wtedy taką władzę – rozwiązywania i związywania – ma kapłan. Ta władza, jaką on posiada, nie dotyczy tylko sakramentu pokuty, ale również wielu spraw, związanych z życiem człowieka, między innymi łamania przekleństw. Łamiąc je i błogosławiąc, kapłan stawia przekleństwu granice w imieniu Boga.

Chciałabym zapytać o przekleństwo dotykające całe rodziny, gdy z pokolenia na pokolenie pojawiają się te same schematy zła, na przykład alkoholizm, choroby nowotworowe albo te same rodzaje chorób. Jak możemy przełamać takie przekleństwa w rodzinie?

W takich sytuacjach wskazana jest modlitwa za przodków. Dobrze jest zamówić mszę świętą gregoriańską czy nowennę za przodków, uczynić coś dobrego zwłaszcza osobom będącym w potrzebie materialnej lub duchowej, więcej się modlić, pościć i dać jałmużnę w tej intencji. Następnie udać się do kapłana, i poprosić o złamanie tego przekleństwa oraz o błogosławieństwo. Powinno być wówczas dobrze. Pewna osoba miała problemy z masturbacją ponad 40 lat. Próbowała różnych metod, żeby się z tego nałogu uwolnić. Jeździła na mszę świętą w intencji uwolnienia, na rekolekcje, stosowała rady kapłana, ale nic to nie pomagało. Pogodziła się już z myślą, że z tym nałogiem będzie się zmagała do końca życia. Parę miesięcy temu była na rekolekcjach na temat uzdrowienia relacji w rodzinie. Nie wiązała swojego zniewolenia z problemami pokoleniowymi. Przyjechała na te rekolekcje, bo zainteresował ją temat, chciała się dowiedzieć czegoś nowego. W czasie tych rekolekcji poczuła w sercu, że powinna przyjść z pomocą swoim przodkom. Po powrocie do domu zamówiła gregoriankę za cztery pokolenia.

Kiedy dobiegały końca msze święte za zmarłych przodków, około 23 – 25 dnia, te pokusy – natrętne myśli, koszmary nocne – strasznie się nasiliły. Kiedy gregorianki dobiegła końca – wszystko skończyło się jak ręką odjął. Ani pokus, ani koszmarów nocnych, ani żadnych myśli natrętnych związanych z tym zniewoleniem. Od tego momentu nie ma żadnych tego typu problemów.

Nasza modlitwa za przodków, kiedy mamy problemy osobiste, małżeńskie czy rodzinne, może być bardzo pomocna. Jeśli do tego dodamy modlitwę za siebie i wynagrodzimy Panu Bogu za swoje grzechy, spełnimy jakieś uczynki miłosierdzia, będzie to bardzo pomocne. Czy dojdzie do uzdrowienia międzypokoleniowego, czy zostaną złamane przekleństwa – nie wiem, ale wiele osób, które modlą się za swoich przodków lub też podejmują akty wynagradzające Panu Bogu za grzechy, mówi, że to bardzo pozytywnie wpływa na ich życie i życie ich rodzin.

Czy mogę Ojca poprosić o kilka świadectw, dotyczących tematu błogosławieństwa i przekleństwa, związanych z przełamaniem tych ostatnich?

Świadectw o istnieniu i działaniu przekleństw jest bardzo dużo. Wiele osób opowiada, że w ich życiu działają siły, które nie pozwalają im normalnie funkcjonować i doświadczać szczęścia. Są i takie świadectwa, które pokazują, jak przekleństwo rujnuje nie tylko życie, ale i dobrze prosperujące firmy. Pewna firma transportowa, która działała bardzo dobrze i nieustannie się rozwijała, w pewnym momencie, bez uzasadnionych racji, nagle zaczęła upadać. Jej właściciele zaczęli chorować, w ich domu choroba goniła chorobę. Do tego doszedł wypadek samochodowy, który cudem przeżyli. Kiedy zorientowali się, że padli ofiarą przekleństwa, poczęli zbliżać się do Boga, uczestniczyć we mszach świętych z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Wówczas ich sytuacja zmieniła się na lepsze. Obecnie jest coraz lepiej. Przekleństwo rzeczywiście istnieje i jest straszne, trzeba mieć tego świadomość, ale pamiętajmy, że błogosławieństwo ma o wiele potężniejszą moc. Dzięki niemu możemy doświadczać dużo dobra i uniknąć wiele zła.

Kiedyś, jesienną porą, wracałem z Biecza ze mszy świętej z modlitwą o uzdrowienie. Była bardzo gęsta mgła. Droga, którą jechaliśmy, nie miała namalowanych pasów ani w środku, ani po bokach, więc nie za bardzo wiedzieliśmy, czy jesteśmy z prawej strony jezdni, czy z lewej, czy na środku. Poruszaliśmy się bardzo powoli. Mieliśmy świadomość, że jeśli ta mgła się utrzyma i będzie tak gęsta, będziemy jechać całą noc. Wtedy przyszła mi myśl, aby ją pobłogosławić. Wyciągnąłem więc rękę i powiedziałem: „Panie Boże, niech w Twoje Imię ta mgła się rozstąpi, aby droga była przejrzysta”. I jak tylko skończyłem błogosławić, nagle mgła się rozstąpiła. Droga była widoczna, mgła zaś daleko, na obrzeżach pól. Do samego Jarosławia nie było już żadnych problemów z widocznością. Innym razem, kiedy wracaliśmy ze mszy świętej i znów była podobna sytuacja, na myśl o pobłogosławieniu mgły pojawiły się złe myśli: „Za pierwszym razem zadziałało, za drugim – niekoniecznie… może to był przypadek, zbieg okoliczności. Jeżeli to zrobię i nie zadziała, razem z Grzegorzem, który kieruje busem, możemy mieć wątpliwości co do skuteczności błogosławieństwa. Panie Boże, mam teraz problem… w moim sercu toczy się walka: błogosławić czy nie?”. Muszę się przyznać, że nie zrobiłem tego jawnie, tak jak za pierwszym razem, tylko w sercu i uczyniłem mały krzyżyk, żeby Grzegorz nie widział. Pobłogosławiłem – i nie było tak, jak za pierwszym razem, że mgła natychmiast zniknęła – ale po jakichś 15 sekundach droga stała się przejrzysta. Pomyślałem wówczas: „Panie Boże, przebacz – zwątpiłem. Ale dałeś mi dowód na to, że błogosławieństwo działa”.

Innym razem, kiedy byłem w Stanach Zjednoczonych, zachęcałem, aby błogosławić to wszystko, co kupujemy, również żywność, która często jest naszpikowana chemią i z tego powodu jest niezdrowa. Ponieważ często nie ma nic innego do jedzenia, ciężko jest o zdrową żywność, dlatego to, co się kupuje, spożywa, trzeba błogosławić. Wówczas nam nic nie zaszkodzi, a nawet przyczyni się do odnowienia sił fizycznych i odporności naszego organizmu. Podczas jednego ze spotkań przy obiedzie poproszono mnie, abym poprowadził modlitwę przed jedzeniem. W czasie modlitwy powiedziałem: „Panie Boże, pobłogosław ten posiłek, spraw, aby przyczynił się do odnowienia naszych sił psychicznych, fizycznych, duchowych, żeby nam nie zaszkodził, aby poszedł w mięśnie, a nie w tłuszcz”. Ta modlitwa spodobała się paniom, które, jak wiadomo, dbają o linię. Jedna z nich powiedziała do mnie: „Niech mi ojciec ją podyktuje”. Podyktowałem modlitwę, a ona przez cały tydzień ją odmawiała przed obiadem. Po tygodniu, gdy się spotkaliśmy, powiedziała do mnie: „Proszę ojca, to działa!”. „Co działa?” – zapytałem. „To błogosławieństwo”. „Jakie?” „No, jak to jakie? To, które ojciec odmawiał przy posiłku. Jem normalnie, wszystko błogosławię, tak jak ojciec mi powiedział, a schudłam pięć funtów!”.

Inna kobieta po rekolekcjach, na których zostały pobłogosławione świece, poszła kilka dni później na pole, gdzie posadziła ziemniaki i pobłogosławiła pole tą świecą, modląc się, aby było ono chronione przed szkodnikami, zarazami, złym powietrzem. We wrześniu podeszła do mnie i powiedziała: „Proszę ojca, pole tak mi obrodziło, że nie mogę ziemniaków pomieścić w piwnicy! Jeszcze nigdy nie miałam takiego urodzaju”. Inna z osób powiedziała, że przed domem ma drzewo – nie pamiętam czy owocowe, czy raczej ozdobne. Pewnego razu, wychodząc z domu i idąc obok tego drzewa, spostrzegła, że całe było pokryte jakimś robactwem. Przyszła jej wówczas myśl, żeby wziąć świecę, pomodlić się i pobłogosławić nią to drzewo. Zrobiła tak, jak pomyślała i poszła do domu. Następnego dnia, kiedy podeszła do tego drzewa, okazało się, że całe robactwo było martwe, sporo go leżało pod tym drzewem.

I może na koniec jeszcze jedno świadectwo. Osoba, która wróciła ze Stanów Zjednoczonych, na nocnym czuwaniu w Jarosławiu dała piękne świadectwo o uzdrowieniu osoby mocno zniewolonej przez lęki. Te lęki były tak silne, że kobieta, u której mieszkała, nie potrafiła być w domu sama. Ilekroć ona wychodziła do pracy, ta kobieta cały dzień stała na ulicy, wśród ludzi, aż do momentu jej powrotu. Widząc, jak bardzo się męczy, zaproponowała jej wspólną modlitwę przy zapalonej pobłogosławionej świecy. Odmówiły Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, koronkę do Bożego Miłosierdzia i poszły spać. Następnego dnia rano ta kobieta przybiegła do kuchni uśmiechnięta i powiedziała: „Wiesz co, modlitwa podziałała. Nie mam lęków. Spałam całą noc. Już się nie boję”. Została całkowicie uwolniona.

Prosimy jeszcze na koniec o słowo przesłania dla Czytelników i o błogosławieństwo dla wszystkich, którzy będą oglądać ten wywiad albo czytać go w naszym piśmie.

W naszym codziennym życiu musimy pamiętać, że mamy dobrego Ojca. Nasz Ojciec jest Bogiem, i to Bogiem wszechmocnym. Jako Jego dzieci możemy prosić o wszystko, co jest nam potrzebne do życia i na pewno to otrzymamy. Dlatego czy to w modlitwie, czy poprzez błogosławieństwo prośmy Go o wszystko, wierząc, że to otrzymamy. Wierzymy mocno, że wszystko, o co prosimy, otrzymamy, a to, co pobłogosławimy, na pewno nam nie zaszkodzi, lecz przyczyni się do naszego uzdrowienia. Błogosławieństwo ma ogromną moc. Jeśli będziemy błogosławić siebie, współmałżonków, nasze dzieci, domy, pola, na których uprawiamy warzywa, zboża czy owoce – błogosławieństwo przyniesie dużo, dużo dobra, zachowa pola od zniszczeń, od szkodników, a my będziemy się cieszyć tym, co jest najlepsze – płodami ziemi, które będą zdrowe i wolne od szkodliwych substancji. Pamiętajmy, aby się modlić, a modląc się ufać. Każdą osobę, która czyta wasze pismo, która słucha tego wywiadu, pragnę obficie i skutecznie pobłogosławić, wzywając Bożego miłosierdzia. Niech Bóg, który jest wszechmocny i jest naszym Ojcem, uwolni was wszystkich od wszelkiego zła – tego, którego doświadczacie ze strony osób najbliższych, od tego, którego doświadczacie ze strony złych i nikczemnych ludzi i od tego, którego doświadczacie z powodu własnych grzechów. Niech Pan położy kres temu złu, sprawiając, aby wasze życie od tego momentu było wolne od przekleństw, złorzeczeń i złych słów, aby było obficie i skutecznie pobłogosławione dobrem, zdrowiem, wolnością, radością i pokojem, i tym wszystkim, czego najbardziej potrzebujecie. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Toruń, 17 lutego 2013 r.

Wywiad został autoryzowany i opublikowany w "Posłaniu" 5/2013