On jest motorem napędowym

Z Piotrem i Jackiem z grupy "Wyrwani z niewoli" rozmawia Marta Kalniuk  

Jesteśmy na Diecezjalnych Dniach Młodzieży w Hartowcu, z nami „Wyrwani z niewoli” – Piotr i Jacek. Na samym początku chciałabym zapytać, jak to się stało, że zajęliście się ewangelizacją? 

Piotr: Po ludzku nie wiemy, jak to się zaczęło. Żyliśmy swoim życiem, a nagle doświadczyliśmy Boga – i ewangelizujemy. To duże zaskoczenie. Jednak, analizując wszystko na chłodno, zauważamy, że był w tym mocny palec Boga, który dotknął nas na początku w spowiedzi świętej. Wyrwał nas z niewoli, bo jesteśmy osobami, które doświadczyły uzależnienia. Naturalnym efektem doświadczenia Boga powinno być to, że człowiek chce się Nim dzielić – zaczęliśmy więc to robić. Na początku każdy po swojemu, a gdy się poznaliśmy na rekolekcjach prowadzonych przez o. Jamesa Manjackala (rzuciliśmy się sobie w oczy, bo obaj byliśmy łysi), zagadaliśmy do siebie. Jacek powiedział, że jest nawrócony – odparłem, że ja też. Od tamtej pory przeżywamy naszą wspólną przygodę ewangelizacyjną. Powstały różne projekty, Jacek podjął się nagrywania muzyki – rapu chrześcijańskiego z Judoką, zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. Od dwóch lat nasz zespół nazywa się „Wyrwani z niewoli”. 

Jacek: W Piśmie Świętym działanie Ducha Świętego jest symbolizowane przez wodę – czy to wylewającą się spod świątyni, czy – jak sam Jezus wskazuje – jako strumienie wody żywej. Myślę, że to jest klucz do zrozumienia, dlaczego zaczynamy ewangelizować. Głoszenie Jezusa Zmartwychwstałego w świecie wypływa z Serca Boga. To Jego zamysł dla ludzkości, żeby iść i ogłaszać Jego miłosierdzie, że On jest miłością, dobrym Ojcem, kochającym, czekającym Bogiem. Myślę, że u nas też się stąd wzięło. On czeka na odpowiedź każdego człowieka. Każdy ma wolną wolę, swoje decyzje. Czy w swojej bezradności, nie mając pomysłu na życie, zwróci się do Boga, by On coś z tym zrobił? To indywidualna kwestia. Widzę, jak Kościół od tylu wieków głosi Dobrą Nowinę i wierzę, że teraz, w tych trudnych czasach, będzie to robił jeszcze bardziej. Dla niektórych to, że głosimy, jest zgorszeniem. Nie pasujemy do wizji, że ksiądz wygłasza kazanie z ambony. Tymczasem stajemy w prosty sposób i mówimy, jak to przeżywamy, mamy do tego prawo. Ktoś może powiedzieć, że nie powinniśmy, bo nie jesteśmy po teologii. Nie potrzebuję jej, by mówić o moim doświadczeniu Boga. Apostołowie też mieli problem z ludźmi, którzy chodzili i uzdrawiali w Imię Jezusa Chrystusa. Chcieli zachować dla siebie pewne rzeczy i skarżyli się do Pana, jakim prawem oni to czynią. A On ich uspokajał: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Znam młodych świeckich, którzy idą i głoszą z wielką mocą, jest to często potwierdzane znakami: nakładają ręce, modlą się w Imię Jezusa, a chorzy odzyskują zdrowie. Wśród osób, które robią to już od dawna z urzędu, może się rodzić pokusa zawłaszczenia, ale Bóg mówi do każdego i każdego posyła: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”. To nie jest zarezerwowane tylko dla księży. Im więcej osób będzie to robić, tym więcej ludzi będzie miało doświadczenie mocy Imienia Jezus. 

Piotr: Odnaleźliśmy w swoim życiu Źródło Wody. Kiedyś mówili nam, że tu jest woda, tam jest woda, pij z tego źródła, a będziesz napojony. Tak naprawdę piliśmy błoto, ścieki – a one nie mogły ugasić naszego pragnienia. Odnaleźliśmy to w Chrystusie. Teraz my, którzy zaczerpnęliśmy ze źródła, chcemy mówić ludziom: „Słuchajcie, tam jest Źródło prawdziwej wody, która sprawi, że twoje pragnienie będzie ugaszone, która uleczy twoje rany, to, w jaki sposób byłeś skrzywdzony, to, że szukasz teraz potwierdzenia swojej wartości w ludziach, to, że próbujesz naprawić swoje złamane serce w narkotykach, alkoholu, różnych substancjach – jedynie ta Prawdziwa Woda jest w stanie cię uzdrowić”. Jesteśmy takimi drogowskazami. Źródłem Wody są sakramenty Kościoła. Odkryliśmy to bardzo mocno. 

Chciałam zapytać o waszą fundację. Czy zajmujecie się tylko ewangelizacją? Jak wygląda wasze życie? 

Piotr: W roku szkolnym prowadzimy profilaktykę w szkołach. Mamy autorski program profilaktyczny. Jeździmy także do różnych ośrodków, jesteśmy otwarci na wejścia do domów dziecka, poprawczaków, więzień. To jest nasze główne zadanie. W wakacje wchodzimy z koncertami, z muzyką Jacka – jego pseudonim to Zeta Igreka. To jest nasze główne działanie, czyli głoszenie Dobrej Nowiny w rożnych formach – przystępnych dla młodzieży (muzyka hiphopowa). 

Nie robicie nic innego, tylko głosicie? 

Piotr: Robimy… Czasami śpimy, jemy coś. Prowadzimy normalne życie. Myślimy o zawarciu związków małżeńskich – mam narzeczoną, Jacek ma dziewczynę, może w przyszłości też narzeczoną. Odkrywamy w swoim życiu misję, pasję, mamy swoje talenty. Kiedyś nie zdałem z polskiego, a teraz napisałem książkę – przekraczamy swoje granice. Dzieją się niesamowite rzeczy. 

Jacek: Ludzie są wprowadzeni w jakieś ramki i uważają, że to niemożliwe, że z tego żyjemy. Kiedy jesteśmy z naszym programem, koncertem, staramy się pozyskiwać od miasta środki, które są przeznaczone na profilaktykę, przeciwdziałanie narkomanii czy różnym patologicznym zachowaniom. Dzięki temu możemy później inwestować w dalsze projekty, muzykę czy wideoklipy. Wierzymy, że później będzie możliwość rozwinięcia fundacji. Na razie usiłujemy ogarnąć wszystkie papiery, a to nie na nasze głowy, więc szukamy ludzi, którym powierzymy pewne rzeczy. 

Piotr: Nasze działania w szkołach chcemy coraz bardziej uskuteczniać. Studiuję zaocznie, jestem na psychologii i myślę, że dzięki temu będziemy jeszcze bardziej efektywnie pomagać ludziom. 

Co jest motorem, który was pcha do tego, że wydajecie temu całe życie? 

Jacek: Myślę, że motorem jest Duch Święty i doświadczenie napicia się ze Źródła Wody. Napijesz się raz, Bóg wypełnia serce, daje mocny zastrzyk, a kolejne lata trwania przy Bogu to doładowywanie się ciągle na nowo. Idę do spowiedzi dwa razy w miesiącu i ciągle Bóg mi przebacza, ciągle daje kolejny motywator, zastrzyk pozytywnej energii do tego, aby trwać, aby pracować nad sobą, zmieniać się. Walczę o to, by trwać, bo nie jest to łatwe. Można się nawrócić, zmienić swoje życie, ale przychodzi szara codzienność, zmaganie, problemy, troski, wyzwania. Ciągle trzeba stawiać temu czoła. Staramy się zwracać ku Bogu: „Panie, nie rozumiem wielu rzeczy, dużo spraw mnie przerasta, prowadź mnie i pomóż mi”. To On jest motorem napędowym. Im więcej Go zapraszamy, tym lepiej funkcjonujemy. Im mniej, tym to gorzej wygląda, Bóg schodzi na dalszy plan. Prosimy o modlitwę, abyście wspierali nas, byśmy ciągle się do Niego przybliżali i żeby nas napełniał. 

Poproszę jeszcze o końcowe przesłanie. 

Jacek: Przesłanie jest jedno: Bóg jest dobry, Bóg jest miłosierny. Widziałem gdzieś koszulki z napisem: „Z gębą jak cmentarz świata nie zbawisz”. Do końca tego nie zrozumiałem, bo przecież ja nie jestem od tego, by zbawiać świat. Czasem mam taką gębę, a czasem nie. Wiem jednak, kto jest Zbawicielem i kto ten cały świat odkupił. Ogromną radość wewnętrzną daje mi to, że Jezus oddał za mnie życie, że mogę w Nim się odradzać, doświadczać tego, że On odpuszcza moje grzechy i oczekiwać z nadzieją nieba, tego, że jest tam przygotowane dla mnie mieszkanie. Czekajcie, wariaty, na to, że znajdziemy się wszyscy razem w domu Ojca! 

Piotr: Żyjcie tą nadzieją, wzbudźcie w sobie nadzieję nieba, żeby to było waszym celem w życiu tutaj, na ziemi. To niby coś odległego, a już jutro możesz gryźć glebę. I jeszcze jedno przesłanie: ty też jesteś powołany! Nie tylko „łyse banie, które głoszą zmartwychwstanie”. To także ty, który jesteś katolikiem, chrześcijaninem, jesteś posłany do tego, by nieść Chrystusa. Nie przejmuj się swoimi słabościami, bo moc się w nich doskonali. Odwagi, głowa do góry! Z Chrystusem! On będzie prostował nasze życie. Z Bogiem! 

Hartowiec, 25 lipca 2015 r.  

Wywiad z  "Posłania" 5/2015