Wskazywał drogę

Nie byłbym chrześcijaninem, gdyby nie pomoc wielu ludzi, którymi w ciągu mojego życia posłużył się Pan Bóg. Jednym z nich był jezuita – ojciec Józef Kozłowski.

Poznałem go krótko po swoim nawróceniu, w 2001 roku, kiedy przeżywałem dwa tygodnie rekolekcji ignacjańskich w Wolborzu. Ojciec Józef czuwał nad przebiegiem ćwiczeń duchownych, które zapoczątkowały prawdziwy przełom w moim życiu. To w ich trakcie osobiście doświadczyłem spotkania z miłością Bożą, tak że Pan Bóg stał mi się kimś bliskim.

Po latach flirtu z praktykami okultystycznymi rodziłem się do nowego życia, a ojciec Kozłowski aktywnie w tym uczestniczył poprzez swoją modlitwę i słowa. Droga mojego powrotu do nauczania Kościoła katolickiego nie była łatwa. Spustoszenie, jakie wywołał w moim wnętrzu grzech, skutkowało natręctwami w postaci myśli nieczystych czy przeciwnych wierze. Do walki zmobilizowały mnie słowa, jakie ojciec Kozłowski wypowiedział w trakcie jednej z konferencji, a mianowicie, że możliwym jest bycie wolnym na płaszczyźnie wyobraźni. Wówczas ten cel wydawał mi się odległym, ale bardzo pociągającym, bo chciałem smakować wolności wewnętrznej. Duch Święty wpisał te, zdawać by się mogło, zwyczajne słowa głęboko w moją pamięć i uczynił z nich probierz walki na kolejne lata. Dziś, kiedy doświadczam już wolności dziecka Bożego, widzę spełnienie się słów, które Bóg skierował do mnie przez usta tego kapłana.

Głoszenie Ewangelii przez ojca Józefa Kozłowskiego było proste i zarazem głębokie, nie miało nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz było ukazywaniem ducha i mocy (por. 1 Kor 2,4). Po raz kolejny doświadczyłem tego, kiedy spotkałem się z ojcem w trakcie rekolekcji, które prowadził wspólnie z zespołem Mocni w Duchu w Toruniu. W przerwie Ojciec uścisnął mnie mocno i serdecznie, zapraszając na rozmowę. Poszedłem na nią razem z ówczesną narzeczoną (obecnie żoną), bo doświadczaliśmy wówczas silnych walk duchowych. Nie wiedzieliśmy, jak powinniśmy się zachować i czy dalej budować nasz związek. Ojciec Józef miał mniej wątpliwości od nas. Z humorem, bardzo obrazowo wyłożył nam strategię duchowej walki, której przyjęcie przyniosło nam pokój i radość. Ojciec pomodlił się, traktując nas już jako wspólnotę osób, kiedy nam wydawało się to jeszcze bardzo odległe w czasie czy nawet niepewne. Kolejny raz uprzedził fakty, bo zmagania nie doprowadziły do naszego rozstania, tylko do małżeństwa, które zawarliśmy w 2003 roku (pół roku przed śmiercią Ojca).

Jestem przekonany, że Pan Bóg posłużył się tym kapłanem jako narzędziem przemiany mojego życia. Nie byłoby to możliwe, gdyby Ojciec nie był tak dyspozycyjny na pełnienie Jego woli. Okazał się w tym przykładnym jezuitą, synem duchowym świętego Ignacego, który modlił się tak: Słowo Odwieczne, Jednorodzony Synu Boży, proszę Cię, naucz mnie służyć Ci tak, jak tego jesteś godzien. Naucz mnie dawać, a nie liczyć, walczyć, a na rany nie zważać, pracować, a nie szukać spoczynku, ofiarować się, a nie szukać nagrody innej, prócz poczucia, że spełniłem Twoją Najświętszą Wolę. Amen.

Tomasz   

Świadectwo z "Posłania" 3/2016

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.kozlowski.jezuici.pl/