Powiedziałam Jezusowi: "Tak!"

Na początku tygodnia, w którym dokonają się w moim życiu bezpowrotne zmiany, chciałabym podzielić się świadectwem łask, których doznałam od Pana dzięki Odnowie w Duchu Świętym w Toruniu. Ale od początku. 

Pochodzę ze średnio wierzącej rodziny i nie miałam łatwego dzieciństwa. Sytuacja była tak ciężka, że rodzice prawie się rozwiedli, a mama uciekła ze mną i trójką mojego rodzeństwa do Anglii. Dzięki łasce Boga rodzice pogodzili się i zaczęliśmy nowe życie za granicą, ale trauma z dzieciństwa została.

Już w wieku gimnazjalnym miałam problem z samoakceptacją, pojawiły się również pierwsze koszmary i myśli samobójcze. Po powrocie do Polski, w liceum, było jeszcze gorzej. Tak przyzwyczaiłam się do koszmarów, wszelkich pesymistycznych obrazów i czarnych scenariuszy, że zaczęłam to uważać za nieodłączną część mojego życia i to, kim jestem. Zawsze jednak szukałam pomocy u Jezusa, ale ponieważ nie miałam żadnego wsparcia duchowego, długo błądziłam.

Bóg tak chciał, że nie udało mi się dostać na wymarzone studia ani do wymarzonego miasta i wylądowałam w Toruniu. Załamałam się i wtedy On sprawił mały cud. W drugim miesiącu studiów dostałam pokój w akademiku i bardzo wierzącą współlokatorkę. To dzięki niej dowiedziałam się o Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym i mszach świętych z modlitwą o uzdrowienie. Przez cały rok co miesiąc chodziłam na takie msze, jeśli mogłam, nawet dwa razy w miesiącu, ale nie widziałam skutków, żadnych wielkich przełomów czy uzdrowień w moim życiu. Wróciła rozpacz. Na drugim roku poszłam na seminarium, żeby zobaczyć, o co w nim chodzi.

Początek wydawał się łatwy. Pierwsze tematy o miłości Boga itd. były piękne i zrozumiałe dla mnie. Choć skupiłam się na nich najmniej, były najważniejsze i długo jeszcze pracowały w moim sercu. W drugiej połowie nastąpił ogromny kryzys – nie mogłam się otworzyć na Ducha Świętego. Czułam rozpacz i wyrastający pomiędzy mną a Bogiem mur, przez który tak bardzo chciałam przejść i nie potrafiłam. Było to spowodowanie niewiarą w to, że Bóg chciałby uzdrawiać i mieć relację z kimś takim, jak ja.

Na rekolekcjach z o. Józefem Witko OFM w lutym 2016 r. wszystko zaczęło się zmieniać. Otworzyłam się na działanie Ducha i na charyzmaty. Pierwszym objawem był dar śmiechu, którego nie mogłam opanować. Był to nie tylko dar, o którym wcześniej niewiele wiedziałam, ale również wcale się go nie spodziewałam. Kilka tygodni pomiędzy lutym a czerwcem przyniosły przeogromne zmiany – nagle stałam się o wiele spokojniejsza i radośniejsza, otwarta na działanie Boga. Na rekolekcjach czerwcowych z ks. Johnem Bashoborą Jezus zdecydował się dotknąć najboleśniejszej rany mojego serca – braku miłości do samej siebie – i zrobił to w najmniej spodziewany sposób. Pokazał mi drogę mojego życia i powiedział, że dam radę. Innymi słowy, poznałam swoje powołanie. Wiem, że to nie jest żaden z moich wymysłów, bo stało się to tak niespodziewanie i z taką mocą, że tylko Bóg mógłby tak dotknąć moje serce. Dokonał tego również przez dar śmiechu. Z wrażenia, śmiejąc się cały czas, popłakałam się, i do tej pory na samą myśl o tym doświadczeniu łzy napływają mi do oczu. Powiedziałam Jezusowi: „Tak”.

To było rok temu i Jezus obdarzał mnie coraz to nowymi i pięknymi łaskami. Wiele razy utwierdzał mnie w moim powołaniu, spełniał marzenia i pokazywał, że mnie kocha.

Ostatni miesiąc był jednak trudny. Rodzice zareagowali bardzo negatywnie na moją decyzję: pragnienie wstąpienia do zakonu. Znowu pojawiła się rozpacz, ale tym razem w tej rozpaczy był ogromny wzrost duchowy. Będąc na dnie dna, poszłam na mszę świętą z modlitwą o uzdrowienie do oo. franciszkanów. Niczego nie oczekiwałam, po prostu się modliłam. W którymś momencie o. Błażej powiedział, że Jezus teraz zabiera depresję i natrętne myśli pewnej osobie: to było o mnie. Na potwierdzenie tego doświadczenia, gdy byłam na drugi dzień w Rybnie, modląc się w kaplicy sióstr przed Najświętszym Sakramentem, Jezus wypełnił moje serce nadzieją, pokojem i radością. Na dodatek powtórzyło się doświadczenie z poprzedniego roku: Jezus pokazał mi, że chce spełnić moje największe marzenie i że dam radę – z Nim.

Od tamtego dnia minęło parę dni, a moje spojrzenie na życie i na samą siebie całkowicie się zmieniło. Koszmary, depresja, wszelkie negatywne słowa, jakie ktokolwiek wypowiedział o mnie, nienawiść do samej siebie już mnie nie definiują. Wiem, że jestem umiłowaną córką Boga i że On mnie akceptuje, nigdy się nie zraża i nie przestaje o mnie zabiegać. Widzę, że nie muszę niczym zasłużyć, by być w obecności Boga lub mieć z Nim relację, bo kiedy się uważałam za najmniej wartościową i godną osobę na świecie, On najbardziej o mnie zabiegał. Gdy siebie nienawidziłam, On mnie kochał. Koszmary i czarne scenariusze zamienił w przepiękną historię. Zamiast depresji dał mi radość. Zamiast śmierci dał mi bijące serce. Zamiast łez rozpaczy poznałam smak łez radości.

Pod koniec tygodnia, jak Bóg da, kończę swoją przygodę w Toruniu i idę spełniać swoje marzenia, wbrew wszystkiemu, czego się nasłuchałam od innych. Jestem wdzięczna Bogu za Odnowę w Duchu Świętym w Toruniu, za ks. Artura, o. Błażeja, o. Witko, ks. Bashoborę, za wspólnotę Posłanie i moją byłą współlokatorkę, dzięki której poznałam tylu wspaniałych ludzi.

Chwała Panu!

Basia  

Świadectwo z "Posłania" 4/2017