Być świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego

W zeszłoroczne wakacje, gdy byłam w Częstochowie, podczas rozmowy z koleżanką zrodziło się w nas pragnienie, by wspólnie pojechać na Światowe Dni Młodzieży do Kolonii. Dzięki Opatrzności Bożej obie mogłyśmy się tam udać - ja pojechałam, bo cudem znalazły się pieniądze, a Monika dzięki temu, że ktoś inny zrezygnował w ostatniej chwili i mogła jechać w miejsce tej osoby. 

Jeszcze przed wyjazdem zastanawiałam się, po co ja tam w ogóle jadę. Oddać pokłon Jezusowi - no tak, ale po co jeszcze. I wówczas na modlitwie zrozumiałam, że jadę, by świadczyć, by być świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego, żyjącego we mnie. 

Na miejscu Bóg nieustannie dawał mi ku temu okazję. W programie ŚDM zaplanowane były konferencje biskupów polskich, w których razem z grupą brałam udział, zaś po każdej z nich następował czas na zadawanie pytań do biskupów lub złożenie świadectwa. I - za sprawą współpracy z działającą we mnie łaską Ducha Świętego - znalazłam się jak apostoł Jezusa pośrodku świątyni, tzn. stanęłam przed ołtarzem w przepełnionym kościele (większość grup była polskojęzyczna) i powiedziałam, że jestem żywym przykładem tych słów, które przed momentem głosił biskup. Podzieliłam się z innymi świadectwem mojego życia. Życia w prawdzie, w uczciwości, bez ściągania na egzaminach (jestem studentką), bez godzenia się na łatwiznę, by osiągnąć szybki sukces małym kosztem. Dzieliłam się, że czasem jest ciężko (nie raz mam poprawki), ale w trudnych sytuacjach wsparciem są dla mnie słowa Pisma Świętego - cytowanie ich (wybranych wersetów, adekwatnych do sytuacji, w której się znajduję). Pan dał mi okazję, by zaświadczyć o przemianie, jakiej we mnie dokonał, jak z osoby zalęknionej, zakompleksionej i nieszczęśliwej (bo żyjącej w grzechu, kłamstwie, fałszywym zdaniu o sobie) uczynił ze mnie człowieka radosnego, cieszącego się życiem (bo żyjącego w prawdzie), który nie boi się już wyjść przed tłum i o Nim świadczyć, o Jego miłości i cudownej, uzdrawiającej mocy przemiany ludzkich serc.

Pragnieniem Serca Jezusa jest zbawienie każdego człowieka. Jeśli więc kochasz Jezusa, nie lękaj się świadczyć o Nim wśród ludzi, do których On cię posyła - to może być dla nich jedyna okazja, by Go spotkać.

Z łaski Pana mogłam o Nim świadczyć zarówno wobec pełnego kościoła wiernych, jak i w indywidualnych rozmowach, na przykład wtedy, gdy kiedyś podczas oczekiwania na metro z małą grupą ludzi (wracających ze mną na nocleg do szkoły) postanowiliśmy zjeść późną kolację na dworcu. Niedaleko mnie siedział też trochę podpity człowiek. Gdy widziałam, że zerka na nas - młodzież z ŚDM, roześmianą i zajadającą posiłek - pomyślałam, że może też jest głodny i podzieliłam się z nim tym, co jadłam.

Przed wakacjami byłam na filmie Karol - człowiek, który został papieżem.  Bardzo poruszyły mnie w nim słowa młodego Karola Wojtyły, który modlił się, by być posadzką, po której inni dojdą do Chrystusa. Słowa te stały się też moją modlitwą, gdy w chwili ciszy złożyłam Jezusowi ukrytemu w Eucharystii pokłon i oddałam Mu jedyną rzecz, jaką mogę oddać - dar swego życia - by On mnie prowadził, by żył we mnie i bym służyła Mu tak, jak On tego pragnie - prowadząc innych. Jezus wysłuchał mej modlitwy - jeszcze tego samego dnia po raz pierwszy byłam porządkową (w drodze na plac Marienfeld, a szliśmy około trzech godzin wraz z wielkim, wielonarodowym tłumem). Pilnowałam wówczas, by wszyscy z naszej grupy doszli oraz by nikt się nie zgubił. Oprócz tych zewnętrznych oznak Bóg dokonuje we mnie też ciągle przemiany wewnętrznej i wlewa troskę o zbawienie innych, tak aby nikt nie zginął.

Podczas całego pobytu na ŚDM (11 dni) wszędzie czuło się obecność Boga - Ducha Świętego, który udzielał się wśród uczestników radością, życzliwością i poczuciem jedności. To nie była radość wynikająca z racji młodego wieku, ale dar Ducha Świętego, który nas ogarniał i mimo tak wielkiej różnorodności kulturowej i językowej tworzył z nas jedno, jeden Kościół - Mistyczne Ciało Jezusa. Odczulam to zarówno w małej wspólnocie, jaką stanowiliśmy jako pięćdziesięcioosobowa grupa ludzi pozbieranych z różnych stron diecezji pelplińskiej (i nie tylko) w jednym autokarze; jak i jako wspólnota młodzieży pozbieranej z różnych stron świata.

Niesamowitym było dla mnie również doświadczenie, gdy o poranku po nocnym czuwaniu przeszłam się po placu, by rozprostować kości. Kiedy tak spacerowałam między sektorami, w pewnym momencie przystanęłam i rozejrzałam się, a Bóg napełnił me serce radością. Wokół mnie rozpościerało się morze ludzi, których nie mogłam ogarnąć wzrokiem. Ludzi młodych, którzy przybyli na to miejsce w tym samym celu - dla Jezusa, by złożyć Mu pokłon. Moje serce napełniła radość z tej nadziei, którą wspólnie dla świata stanowimy. Pan pokazał mi, że oprócz tych, których znam na co dzień, na świecie są jeszcze miliony osób, które pragną żyć dla Boga.

W czasie czuwania odczuwałam też obecność dwóch papieży - Benedykta XVI, którego wezwanie do wewnętrznej adoracji Jezusa wciąż w sobie noszę oraz duchową obecność Jana Pawła II, który z góry nam towarzyszył i wstawiał się za nami.

Dziękuję Bogu za to, że posyła mnie tam, gdzie chce, bym o Nim świadczyła, że to On mnie wybrał, uzdrowił, że jest Bogiem z nami, obecnym, żyjącym. Dziękuję, że przez słowa Jana Pawła II: Nie możemy być spokojni, gdy pomyślimy o milionach naszych braci i sióstr, tak jak my odkupionych Krwią Chrystusa, którzy żyją nieświadomi Bożej miłości - wlewa we mnie troskę o zbawienie bliźnich. Dziękuję Ci, Boże, za to, że zapragnąłeś żyć we mnie. Alleluja!

Dorota

Świadectwo z "Posłania" 11/2005