Chrystus mnie obdarował

Moje życie przed rozpoczęciem Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym można krótko opisać jako letnie. Raz bliżej, raz dalej od Boga, ale nigdy naprawdę blisko. On chciał jednak czegoś więcej.

Po półtorarocznej przerwie wróciłem do „Posłania”, by tym razem przejść seminarium. Czułem, że tego chce ode mnie Pan. Na początku systematyczność, poświęcanie własnego czasu stanowiły problem. Okazało się, że Chrystus chce, bym spalił za sobą mosty, podczas gdy ja nie miałem odwagi. Jednak gdy zacząłem Mu się zawierzać, obawy ustawały, a rosła determinacja. Rozpoczęła się praca nad rozważaniem tekstów i odnoszeniem ich do własnego życia. Na początku wydawało mi się, że mało z nich rozumiem, że to takie trudne. Duch Święty dawał mi jednak wytrwałość i ufność, by kontynuować tę drogę. Powoli zauważałem, czego mi brakuje i prosiłem o to Boga. 

Modlitwa o uzdrowienie nie przyniosła widocznych efektów, nie przestawałem jednak wierzyć w to, że są. Wkrótce doświadczyłem, jak bardzo zły duch chce mi przeszkodzić. Ale ze mną był Chrystus. Cały czas na mnie czekał, nie potępiał i nie odrzucał, przyjmował z moimi słabościami. Dawał ufność i pocieszenie. Poczułem, że prowadzi mnie przez to seminarium. Gdy nachodziły mnie wątpliwości, pokusy, strapienia, odpowiedzią na nie były teksty do rozważania lub konferencja dotycząca właśnie tego problemu. Moja modlitwa zaczęła zmieniać się na lepsze. Stałem się bardziej systematyczny, rozpocząłem codzienne odmawianie różańca i ignacjańskiego rachunku sumienia. Zdziwiło mnie, jak chętnie Chrystus mnie obdarowuje, podczas gdy ja tak niewiele mogę Mu od siebie dać. 

Im dalej Duch Święty mnie prowadził, tym bardziej zdawałem sobie sprawę ze swojej słabości i uzdrawiającej łaski Chrystusa. To ona mnie przemieniała, a nie moje wysiłki i starania. Mimo to gdy nadszedł czas modlitwy o wylanie darów Ducha Świętego, Chrystus mnie zaskoczył, Nadal borykałem się z własna słabością, brakiem ufności, problemami w modlitwie, a Jego odpowiedzią nie było potępienie, ale dar – otrzymałem dar języków. Nie mogłem uwierzyć, że mimo mojej słabości Chrystus tak mnie kocha, że chce jeszcze mi coś dać. Aby jeszcze bardziej mnie obdarować, oddaje mnie pod matczyną opiekę Maryi. W czasie seminarium zauważyłem, jak bardzo pomaga mi Ona na mojej drodze, jak różanie chroni mnie przed złem. W tym czasie zrozumiałem, czym jest wolność, którą obdarza mnie Chrystus. Nie ma tu przymusu ani podstępu, jest tylko delikatne zaproszenie i niezwykła cierpliwość. Dzięki Jego łasce przeszedłem nie tylko seminarium, ale prawdziwą przemianę. Oddając się w opiekę Maryi, chcę dalej współpracować z łaską i odpowiadać na Boże zaproszenie. 

Chwała Panu!

Rafał

Świadectwo z "Posłania" 5/2005