Przypatrzcie się

Kilka miesięcy temu wróciłam z pracy za granicą do rodzinnego domu z wyraźnym odczuciem ulgi, że teraz to już wszystko będzie łatwiejsze. Zwiedziona jednak fałszywym wrażeniem „cieplarnianych” warunków zaczęłam zaniedbywać to, o co jeszcze tak niedawno walczyłam przebywając za granicą: rozważanie Pisma Świętego, adorację Najświętszego Sakramentu, codzienny rachunek sumienia.

Tym sposobem w krótkim czasie znalazłam się w stanie duchowego strapienia. Zastanawiałam się, co dalej zrobić ze swoim życiem. Dotarło bowiem do mnie bardzo mocno, że nawet satysfakcjonująca praca nie zawsze zajmuje całe dnie, ani tym bardziej nie zapełni pustki w sercu. Pytałam Boga, co dalej, ale zważywszy na to, że zaniedbywałam modlitwę - nie byłam w stanie usłyszeć odpowiedzi… Gdy tak doświadczałam własnej słabości, rodziło się we mnie coraz silniejsze pragnienie, by „coś” z tym w końcu zrobić. Czułam się jednak całkowicie niezdolna do tego, by podjąć jakiekolwiek postanowienie. Nie wierzyłam, że jestem w stanie temu sprostać. 

Pragnienie zmiany było jednak na tyle silne, że postanowiłam dobrze wykorzystać nadchodzący urlop. Nie bez wątpliwości, po dwóch latach przerwy wyruszyłam po raz kolejny na pielgrzymi szlak wiodący ku Jasnej Górze. W tym szczególnym czasie uczyłam się na nowo zawierzać każdy dzień Bogu, otwierać się na drugiego człowieka, przełamywać własne zahamowania podejmując odpowiedzialność za różne służby. Tegoroczne hasło pielgrzymki: „Przypatrzcie się powołaniu waszemu” oraz związane z nim konferencje mocno dotykały mojego serca. Z dnia na dzień zamiast buntu, pytań i wątpliwości zostawała tylko modlitwa o właściwie rozeznanie. Był to czas przygotowania serca na to, co miało nastąpić dalej, bowiem prosto z Jasnej Góry - z ufnością w opiekę Matki Bożej - pojechałam na drugi tydzień rekolekcji ignacjańskich do Wolborza, by jeszcze dokładniej przyjrzeć się swojemu powołaniu. 

Zetknięcie ze światem ciszy po długim czasie jej zagłuszania to prawdziwy „szok kulturowy”. Pomimo pragnienia ciszy trudno mi było się zatrzymać i odnaleźć, a rozproszenia na modlitwie towarzyszyły mi właściwie nieustannie. Jednak to pozwoliło mi zrozumieć, że to nie ja jestem tutaj głównym aktorem – że to Bóg mnie na te rekolekcje zaprosił i On sam udziela mi Swej łaski. W rekolekcjach towarzyszyła mi również Maryja. Kontemplując sceny Zwiastowania i Narodzenia Jezusa wpatrywałam się z niedowierzaniem i podziwem w Jej pokorę i całkowite zawierzenie siebie Bogu pomimo pytań i wątpliwości. Zapragnęłam tak jak Ona mówić Bogu „Fiat” nawet wtedy, gdy czegoś w swoim życiu nie rozumiem. A pytań dręczyło mnie wiele. Pan jednak wysłuchał mojego wołania i wyszedł mi naprzeciw, uzdrawiając z lęku o przyszłość. Wpatrując się w Jezusa odkrywałam siebie na nowo, to, jaką jestem, gdy spadną maski. I wtedy, gdy stanęłam w prawdzie o sobie i przyjęłam, że sama z siebie nie mogę nic i gdy już niczego się nie spodziewałam, w czasie adoracji Jezus przyszedł do mnie ze Swoim pokojem. Pokój coraz bardziej napełniał moje serce, a ja mogłam coraz mocniej zawierzyć swoje życie Jezusowi, zapragnąć rzeczywiście Go naśladować w mojej codzienności oraz przyjąć z otwartym sercem to, do czego mnie wzywa. Chwała Panu! 

Agnieszka

Świadectwo z "Posłania" 5/2007