Jezus chodzi po Woodstocku

Witajcie! 

W tym roku Przystanek Jezus, który odbywa się w Kostrzynie nad Odrą, zgromadził 568 ewangelizatorów z całej Polski, w tym także kilkudziesięciu kapłanów, diakonów, kleryków, sióstr zakonnych i zakonników. Ten piękny czas rozpoczęliśmy rekolekcjami, które poprowadził ks. bp Dajczak – zachęcając nas m. in. do bliskiego trwania w Chrystusie, abyśmy nim ubogaceni, mogli iść do innych. Przystanek Jezus upływa pod hasłem „Przysiądź się” i towarzyszy mu ikona Trójcy Świętej namalowana przez Rublowa – zachęcając nas w ten sposób do życia w głębokiej komunii z Bogiem. 

Od środy jeździmy na pole Woodstock. Tu również można znaleźć kontynuację naszego przystankowego hasła, ponieważ na naszym małym poletku znajduje się ogromny stół i krzesło, które ma zachęcić woodstockowiczów, aby się do nas „dosiedli”. Zresztą, chodząc po polu, zapraszamy ich do przyjścia na nasz teren, a oni często korzystają z zaproszenia. 

Przystanek Woodstock oficjalnie rozpoczyna się w piątek, jednak już kilka dni wcześniej przyjeżdża tu mnóstwo osób, aby zająć sobie dogodne miejsce, np. w lesie i aby porozmawiać i poznać nowych ludzi. 

Idąc w pole, chodzimy dwójkami lub trójkami, czasami czwórkami, nigdy w pojedynkę. W takiej grupce zawsze jest ktoś, kto przeszedł kurs „Paweł”, który przygotowuje do tego typu posługi. Osoby, które go przeszły, mówią, że łatwiej jest im ewangelizować. To chodzenie grupami jest bardzo skuteczne, ponieważ woodstockowicze też siedzą grupami na polu i wtedy, kiedy się dosiadamy - każdy z kimś rozmawia. Ludzie na Woodstocku są bardzo otwarci. Chcą słuchać. To mnie tutaj zaskakuje. Ale to wcale nie znaczy, że łatwo jest do nich mówić o Bogu. Nie wystarczy powiedzieć, że „Bóg Cię kocha”, oni mają swoje argumenty, zranienia, powikłane życie, a często po prostu Bóg i wiara ich nie interesują. Zwykle wtedy mówią, że są bardzo szczęśliwi i niczego już w życiu nie potrzebują. Trudno jest wtedy rozmawiać dalej. Są takie momenty, kiedy można tylko (albo aż) złożyć osobiste świadectwo spotkania z Chrystusem i pójść dalej, do innych. Idąc do ludzi, modlimy się, by Pan pokazywał nam, do kogo mamy podejść. Dziś na przykład poszliśmy za takim natchnieniem i zaowocowało to wartościową rozmową z młodą i wrażliwą dziewczyną. Modliliśmy się za nią po rozmowie. Myślę, że Pan ją poprowadzi dalej. Ona szuka prawdy w szczerości serca. W środę z kolei spotkałam chłopaka, który wraz ze swoją dziewczyną czeka na narodziny dziecka. Oboje są narkomanami. Myślałam o nich i ich dziecku, jego przyszłości. To prawdziwy ból serca słyszeć i widzieć te zagubione osoby. Przeżywamy ich historie, ci ludzie nie są nam obojętni. Wieczorem, kiedy wracamy do bazy na modlitwę, powierzamy ich wszystkich Bożemu Sercu, aby Pan dalej ich prowadził. Na Woodstocku jest też wiele dzieci. Z bólem serca można tylko patrzeć, jak ich niewinność i wrażliwość jest wystawiona na obrazy, których nie powinny oglądać. Czasem aż chce się płakać. Ale modlimy się, naszym orężem jest modlitwa, ona sprawia, że się nie załamujemy i mamy siłę iść dalej. 

Na polu pojawiają się też świadkowie Jehowy. Są też krisznowcy, którzy mają całą wielką wioskę dla siebie. Na Woodstocku pijaństwo i narkomania nie należą do rzadkości. Są też miejsca, gdzie uczy się ludzi mantry i medytacji. Są też miejsca okultystów i satanistów. Zdarzają się kradzieże i pobicia. Jeden z mężczyzn, który z nami rozmawiał, został pobity przez swoich „kolegów” właśnie za to, że z nami rozmawiał...Została też zniszczona wystawa pro-life, która znajdowała się na obrzeżach pola. W nocy dziesięciu zamaskowanych mężczyzn z nożami w rękach pocięło ją, po czym uciekli. Mimo to nie przygniata nas smutek ani nie dotyka nas zło, które się tu przecież wydarza. W ogóle nie skupiamy się na nim, ponieważ troską naszego serca jest drugi człowiek, do którego Pan nas posyła. Mamy wiele radości z tego, że dane jest nam mówić o Chrystusie. Myślę sobie, jakimi szczęściarzami musieli być Apostołowie, bo oni głosili Jezusa prawie przez całe swe życie! Ich szczęście musiało być doskonałe. Również i nam Pan daje zakosztować tej radości. Niesamowite jest to, że wszystkim towarzyszy jedno i to samo pragnienie, aby iść na pole i rozmawiać z woodstockowiczami. Pragnienie świadczenia o Chrystusie nieustannie trawi nasze serca. Podobnie wszyscy doświadczamy naszej ludzkiej słabości i bezsilności w przyprowadzaniu innych do Boga. Doświadczamy, że to jest ponad nasze siły, że sami z siebie nic nie możemy zdziałać, że wszystko jest łaską i że my tak naprawdę nie potrafimy ewangelizować. Stąd rodzi się pełna pokory modlitwa do Pana: „Panie, uczyń wszystko sam! Ponieważ NIC bez ciebie nie możemy uczynić!”. Jednego dnia, kiedy w sercu tak właśnie się modliłam, doświadczyłam owocnej rozmowy z jedną osobą, która dała się poprowadzić Duchowi Świętemu. Kiedy wieczorem uczyniłam refleksję nad tym, co miało miejsce tego dnia, dziwiłam się słowom, które wypowiedziałam do tej osoby. To nie były argumenty przeze mnie wcześniej wymyślone i przygotowane. Zobaczyłam ingerencję Bożą. Podczas tej rozmowy w sposób szczególny doświadczaliśmy prowadzenia przez Ducha Świętego. 

Jezus chodzi po Woodstocku, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Posyła nas w pole, ponieważ gorąco pragnie przyprowadzić tych wszystkich zagubionych, poranionych, z poplątanym życiorysem – do Siebie. Jest nas ponad 500 osób, woodstockowiczów zaś - około 400 tysięcy. Żniwo jest ogromne. Jesteśmy kroplą w morzu potrzeb. Każde usta, mogące iść i głosić miłość Pana, są na wagę złota. Wydawałoby się, że jest nas o wiele za mało – to prawda, ale jak się nas wymnoży przez kilka rozmów na dzień i to wszystko pomnoży razy 5 dni naszej ewangelizacji – daje to łącznie około kilku tysięcy rozmów. A warto zorganizować Przystanek Jezus, jak to powiedział pewien katecheta, gdyby dzięki temu życie choćby jednej osoby zostało przemienione. Niektórzy też żartobliwie mówią o „cudownym rozmnożeniu ewangelizatorów”, ponieważ gdzie się nie poszło i nie spojrzało, tam wszędzie można było spotkać naszych ludzi rozmawiających z woodstockowiczami. Także sama nasza obecność jest już dla nich świadectwem – wiemy to od nich. Mówią nam, że bardzo ich dziwi, że chce nam się tu przyjeżdżać i bez żadnej zapłaty, bezinteresownie chodzić i rozmawiać z ludźmi. Niektórzy woodstockowicze sami przychodzą do naszej bazy Przystanku Jezus na polu, by z kimś z nas porozmawiać lub aby się wyspowiadać. Niektórzy z nich spowiadają się tylko raz w roku – na Przystanku Jezus. Mówią, że tu są fajni księża. Przychodzą z irokezami na głowach, z tatuażami, ubrani „niestandardowo” – bez obawy odrzucenia. W naszej bazie na polu wszyscy są mile widziani i gorąco zapraszamy każdego do jej odwiedzania, kiedy chodzimy po polu. Zapraszamy także na Eucharystię do naszego kościoła, przy którym stacjonujemy oddalonego o jakieś 5 km. Niektórzy korzystają z zaproszenia i przychodzą. Jest to naszą ogromną radością. Muszę kończyć. Jak Pan da, ciąg dalszy nastąpi. Muszę biec na Eucharystię. 

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie! 

Asia

(...)

Witajcie! 

Dziś po raz ostatni wychodzę na pole Woodstock. Patrząc na te wszystkie dni, kiedy ewangelizowaliśmy i na cały trud życia w Kostrzynie i myślę, że warto było tu przyjechać, by choć kilku osobom powiedzieć o Bogu i zaświadczyć o Jego miłości. Ludzie na polu w większości nie rozumieją już słów Pisma Świętego, nauczania Kościoła, a w najlepszym wypadku Jezusa uważają za jednego z bogów - równego innym. Nie ma znaczenia, jaką religią żyjesz - mówią. Trudne były i są to rozmowy. Tak, jak w miarę łatwo jest dosiąść się do nich i wzbudzić zainteresowanie rozmową - są bardzo chętni i otwarci na dialog - tak trudno jest ich przekonać, że Bóg jest miłością i że Jezus jest Panem. Specyfika tych rozmów jest taka, że nie sposób podchodzić do woodstockowiczów inaczej, jak tylko z miłością. Naprawdę trzeba zaczerpnąć z Boga miłość, moc Ducha i odwagę, by iść i głosić - w przeciwnym razie to nie ma sensu. Żadne krytykowanie, ocenianie, moralizowanie nie pomoże w dawaniu świadectwa. Nasza mowa nie miała nic z tego, była rozmową pełną szacunku, zrozumienia i przede wszystkim osobistego świadectwa spotkania z żywym Jezusem. „My nie przychodzimy Was nawracać” – mówiliśmy woodstockowiczom. Na polu Woodstock można być tylko (aż) świadkiem Jezusa. Nie przyjechaliśmy tu, aby innych przekonywać do Boga, ale po to, by dać o Nim świadectwo, że my Go spotkaliśmy w naszym życiu i że On jest miłością. Nie sposób też przygotować się inaczej do tych rozmów, jak tylko prosząc Ducha Świętego, by On je prowadził. A z drugiej strony warto jednak być uformowanym, posiadać poukładaną wiedzę teologiczną, biblijną, ponieważ czasami padają trudne pytania i z tej dziedziny dobrze jest znać odpowiedzi i bronić wiary także na drodze intelektualnej. Dla mnie osobiście nieoceniona okazała się pomoc płynąca z dzieł św. Tomasza z Akwinu, jak i jego wskazówki mówiące o tym, że osobom, które nie wierzą w Boga i nie znają Pisma Świętego należy tłumaczyć wszystko na drodze rozumowej, tym zaś, którzy wierzą, można podawać argumenty biblijne i teologiczne. Nie znaczy to, oczywiście, że rozmawialiśmy językiem filozoficznym, trzeba było wszystko tłumaczyć na prosty język i odwoływać się do przykładów z życia. Zapragnęłam też dalej zgłębiać swoją wiarę, naukę Kościoła, nie tyle dla siebie, by umocnić swoją wiarę, co dla tych, do których Pan mnie posyła, by pomóc im również i w ten sposób zbliżyć się do Boga. Wszystkie argumenty usłyszane na polu Woodstock, słyszę również w środowiskach i grupach ludzi, wśród których mi dane nam żyć. 

Nierzadko ze strony wooodstockowiczów doświadczamy też prowokacji. To nie są grzeczne dzieci. Próbują nas, sprawdzają nasze reakcje, szczególnie cierpliwość kapłanów i kleryków. Brak reakcji agresywnej jest naszą wygraną, a pełna humoru odpowiedź na ich zachowanie - zwycięstwem, ponieważ bardzo często po takim „dialogu” dochodzi do owocnej, Bożej rozmowy z „prowokatorem” i dobrze się to kończy. Niesamowitym jest również to, że organizatorzy Przystanku Jezus i Przystanku Woodstock działają w porozumieniu i żadna ze stron nie zwalcza drugiej. Każdy robi swoje. Można powiedzieć, że Przystanek Jezus stał się niejako naturalną częścią Woodstocka, ponieważ woodstockowicze sami przychodzą do naszej bazy na polu i pytają, kiedy przyjadą ewangelizatorzy, ponieważ chcieliby porozmawiać. Przyzwyczaili się do naszej obecności, a niektórzy rokrocznie z niej korzystają. 

*** 

Nie sposób opowiedzieć wszystkiego, co zdarzyło się na polu Woodstock. Jest to doświadczenie spotkania i szczerego dialogu z drugim człowiekiem. Są to chwile niepowtarzalne, zapadające w pamięć i serce. Trzeba tu przyjechać samemu, do czego gorąco Was wszystkich zachęcam! Warto również zapoznać się z przystankową stroną: www.przystanekjezus.pl, gdzie na głównej stronie znajduje się już galeria zdjęć. Można też nas usłyszeć w internetowym radio (strona, jak wyżej) i posłuchać relacji na żywo. 

I jeszcze na koniec jedna refleksja: kiedy wracałam pociągiem z woodstockowiczami do domu, uderzyła mnie jedna rzecz. Ci ludzie, z którymi się spotykaliśmy przez te kilka dni – nie żyją gdzieś daleko, ale pośród nas. Wysiadali dużymi grupami w różnych miastach, także w mojej miejscowości. Przystanek Woodstock i Przystanek Jezus nie zakończyły się, one trwają w naszych miastach i środowiskach, do których Pan nas posyła. Także i tu każde usta gotowe do dawania świadectwa – są na wagę złota.

Asia

Świadectwo z "Posłania" 3/1009