Wielki jest nasz Pan i godzien wszelkiej chwały

Jak wielki jest nasz Pan i godzien wszelkiej chwały, mogłam się przekonać, uczestnicząc w rekolekcjach ignacjańskich – fundament w Porszewicach koło Łodzi. O tych rekolekcjach dowiedziałam się od członków wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym „Posłanie”. Gdy w czasie spotkań wspólnoty słyszałam świadectwa osób, które wróciły z rekolekcji, bardzo zapragnęłam w sercu także tam pojechać. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek mi się to uda, bo rekolekcje trwają 6 dni. To długi czas odcięcia się od codziennych obowiązków, tym bardziej, kiedy się ma pracę lub rodzinę.

Poza tym są to rekolekcje w ciszy. Wytrzymać tydzień w milczeniu? Obawiałam się, że nie dam rady. Jednak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Mimo moich obaw Jezus zaprosił mnie na tę wspaniałą ucztę duchową. Tak, był to czas szczególny. Czas wielkich łask. Rekolekcje prowadził o. Remigiusz Recław – jezuita, który już na samym początku zapowiedział, że nie będzie łatwo. Uświadomił nam, że to czas ćwiczeń duchowych, kiedy człowiek „gimnastykuje się” duchowo i jak ważna jest sumienność w przestrzeganiu planu dnia, czasu modlitwy i zachowanie całkowitego milczenia. Przedstawił nam cel tych rekolekcji, którym ma być spotkanie Jezusa i bycie tylko dla Niego. Metodą modlitwy, stosowaną w czasie tych rekolekcji, jest medytacja ignacjańska. Jej istotą jest praca ze Słowem Bożym, spotkanie z Jezusem, wejście z Nim w dialog.

Jadąc na rekolekcje pragnęłam, aby Pan przeniknął każdy zakątek mej duszy, aby usunął wszelki lęk z mojego serca. Po moim głębokim nawróceniu, które miało miejsce w 2008 r., zmieniło się moje patrzenie na wiarę, Kościół, na Boga. Z „letniego” katolika stałam się „gorącym”, gdyż miłość, której doświadczyłam od Boga, kazała mi iść za Nim. Zaczęłam brać udział w nabożeństwach o uzdrowienie duszy i ciała, w pielgrzymkach do sanktuariów maryjnych, w rekolekcjach oraz spotkaniach Wspólnoty „Posłanie”. Często spotykałam się z tego powodu z niezrozumieniem ze strony rodziny czy znajomych. Bardzo pragnęłam, aby Jezus w czasie tych rekolekcji powiedział mi, czy moje zaangażowanie w życie religijne jest rzeczywiście przesadą - jak twierdzą niektórzy - czy nie krzywdzę przypadkiem dzieci, męża, najbliższej rodziny. Na te wszystkie moje wątpliwości odpowiedział mi Jezus już w czasie drugiej medytacji, która dotyczyła wyboru dwunastu Apostołów (Mk 3,13-19). Jest to fragment z Ewangelii wg św. Marka, w którym Jezus wchodzi na górę i wywołuje z tłumu stojącego na dole kolejne osoby – Swoich uczniów. W tej medytacji mieliśmy prosić o owoc, a mianowicie o radość z tego, że Jezus mnie wybrał. Bardzo mnie to poruszyło, bo uzmysłowiłam sobie, że rzeczywiście Jezus wybrał mnie z tłumu i uzdrowił nie tylko moje ciało, ale przede wszystkim duszę. Wybrał nie po to tylko, aby wybrać, ale żebym z Nim była (chociażby w czasie adoracji) i żebym głosiła Jego Słowo i dawała świadectwo o Nim oraz o tym, co On uczynił w moim życiu. To jest ogromne wyzwanie, bo być uczniem Chrystusa to także ciężar niesienia z Nim Krzyża.

Siedząc w kaplicy i rozmyślając nad fragmentem o powołaniu Dwunastu doznałam jakby olśnienia. Usłyszałam, jak Jezus mówi do mnie: „Chodź za Mną, pokażę Ci coś.” Pan wchodzi na górę, idę uradowana za Nim, a z dołu słyszę głosy: „Nie przesadzaj! Zwariowałaś już chyba! Szkoda czasu, lepiej zajęłabyś się rodziną!”. Oglądam się – u góry mój Pan i Zbawiciel, na dole ludzie, z którymi żyję na co dzień i którzy krzyczą. Czuję rozdarcie, a Jezus mówi: „Co zrobisz? Wrócisz na dół, aby nie odstawać od reszty, czy idziesz za Mną na samą górę? Co da ci większe szczęście - przebywanie ze Mną czy z nimi? Oni nie poznali jeszcze Mojej miłości. Ty jej doświadczyłaś i doświadczasz każdego dnia”. Odczuwałam w tym czasie ogromną radość i wzruszenie, pojawiły się łzy. Już wiedziałam, że nie chcę wracać, aby wpasować się w tłum. Uświadomiłam sobie, że chcę za Nim iść do końca, bo On jest moją radością i sensem życia. Prosiłam Go, aby dał mi siłę do kroczenia za Nim w każdej sytuacji. Po zakończonej medytacji byłam ogromnie wzruszona, bo czas spędzony na niej był rzeczywiście spotkaniem z Jezusem. Gdybym mogła wtedy mówić, wykrzyknęłabym na cały głos z radością: „Jezu, Ty do mnie mówisz!”.

Fundament miał za zadanie pokazać każdemu z uczestników, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Nawet gdy czasem nie dostrzegamy Jego obecności, bo narastają problemy w pracy czy w domu, On zawsze jest przy nas, bo jest samą Miłością. Nawet gdy „łódka naszego życia” miotana jest przez fale i gdy nam się wydaje, że Jezus „śpi”, że zapomniał o nas, On jest, czuwa i nie pozwoli nam zginąć. Często, gdy człowiek ma oczy pełne łez, wówczas trudno mu rozpoznać Jezusa. Skupiony jest tylko na swoim bólu. Tę trudność miała nawet św. Maria Magdalena, gdy, będąc przy grobie Pana, nie rozpoznała Zmartwychwstałego.

W czasie medytacji o garncarzu (Jr 18,1-6) Bóg uświadomił nam, że każdy człowiek jest gliną w Jego rękach. On nas ukształtował i to takich, jakich nas potrzebuje. Każdego obdarzył talentami. Gdy rozmyślałam nad tą medytacją, zdałam sobie sprawę, jak wieloma talentami obdarzył mnie Bóg. Pan Jezus wskazał mi, jak urabiał mnie jako „kawałek gliny”. Przez różne doświadczenia w życiu na „garnku” powstały pęknięcia, tak jak w moim sercu rany. Ale dopuściłam do mojego życia Chrystusa i Jego światło. Gdybym żyła monotonnym życiem, bez kłopotów, byłabym nijaka. Byłabym „zamkniętym naczyniem”. Tuż po moim nawróceniu chciałam wszystkich zbawić, chciałam wszystkich przyprowadzić do Jezusa, aby doświadczyli tego, co ja. Jezus wskazywał mi każdego dnia tych rekolekcji, że mam bardziej Mu zaufać i czynić dobro. Mam świadczyć całym moim „aktywnym” życiem religijnym o Jego obecności wśród nas. Mam mówić o Jego miłości, ale nie narzucać nikomu swej woli. Często chcemy wiele rzeczy zrobić po swojemu. Nie pytamy o wolę Boga. Wyprzedzamy Jezusa, zamiast iść za Nim i uważnie Go słuchać. Jezus przez całe rekolekcje pokazywał mi, co robię dobrze, a co muszę jeszcze poprawić. Niesamowite było spojrzenie wgłąb siebie i słuchanie tego, co Jezus chce mi powiedzieć. Wiele spraw pokazał mi wtedy w zupełnie innym świetle, niż je dotąd widziałam. Każdego dnia pokazywał mi, jak ważne jest trwanie we wspólnocie, wtedy moja samotność nie będzie tak dotkliwa.

Czuję ogromną radość i wdzięczność Bogu za to, że mogłam przeżyć tak wspaniałe rekolekcje. Dziękuję Jezusowi, że trafiłam do Wspólnoty „Posłanie”, która poprowadziła mnie na nie. Składam dziękczynienie za organizatorów rekolekcji ignacjańskich, za o. Remigiusza, za wszystkich oo. jezuitów. Niech wszystkim Bóg błogosławi. Dziękuję Jezusowi, że uzdrowił mnie z różnych lęków i obaw, z niewiary w swoje siły. Teraz już wiem, że z Nim mogę wszystko, a w moich słabościach jest siła, która pochodzi od Boga. Nie mam się czego obawiać, bo w sercu mam Jego miłość, a na ustach Jego chwałę. Chwała Panu!

Nina  

Świadectwo z "Posłania" 2/2011