Uwielbić Boga w życiu szefowej

W lutym uczestniczyłam w rekolekcjach charyzmatycznych z o. Józefem Witko OFM, zatytułowanych „Jerycho – moc uwielbienia. Burzenie twierdz warownych”. Zwykle w trakcie rekolekcji nie mam możliwości słuchania wszystkich konferencji – wynika to z posługi, którą wykonuję w czasie ich trwania. Wiąże się to dla mnie z psychicznym napięciem i zwykle nie oczekuję sytuacji, które mogłyby sprawić we mnie jakieś poruszenie, dlatego często nie potrafię się cieszyć faktem uczestnictwa w tym wydarzeniu. Myślałam, że tak będzie i tym razem i nawet nie bardzo się tym zmartwiłam, bo temat uwielbienia nie jest mi zupełnie obcy.

Oczywiście, chciałam posłuchać nauczania o. Józefa, mając nadzieję, że uda mi się wpasować usłyszane treści w to, co już wiem, ale nie liczyłam na wiele. Jednak te rekolekcje były inne. Kolejny raz Bóg mnie zaskoczył i dał więcej, niż oczekiwałam.

Po pierwsze, posługa, która przed rekolekcjami budziła we mnie duże zniechęcenie, minęła bardzo spokojnie. Otrzymałam dar radości, miłości i pokoju serca. Mogłam nie tylko usłyszeć wiele z konferencji o. Witko, ale również brać udział w uwielbieniu. To było już bardzo dużo, bo przyzwyczaiłam się, że pewne elementy z programu rekolekcji gdzieś mi umykają. Ale to nie wszystko. Szczególnie jedna historia opowiedziana przez o. Józefa zapadła mi w pamięć. Przedstawił on początkowo trudną sytuację zawodową pewnej kobiety, która dzięki modlitwie uwielbienia nie tylko została rozwiązana, ale ta pani stała się „przyjacielem szefa”. Przyczyniło się to do refleksji i zmiany (choć nie od razu) własnego postępowania. Moją szefową można zaliczyć do tzw. trudnych osób, stąd wiele było narzekania w moich ustach i niezadowolenia, w którym trwałam od dłuższego czasu. Nie było mi wcale łatwo zamienić to na błogosławieństwo i uwielbienie, ale przy pomocy łaski Bożej stało się to możliwe. Od jakiegoś czasu udaje mi się rozpoczynać dzień pracy od uwielbienia Boga w życiu mojej szefowej, współpracowników i w tym, co ma się wydarzyć. Po około dwóch tygodniach od rozpoczęcia takiej modlitwy zauważyłam, że pracuje się lepiej – mniej jest sytuacji konfliktowych, wzajemnych pretensji czy niedopowiedzeń. Co więcej, nigdy wcześniej nie usłyszałam z ust szefowej słowa „dziękuję” za wykonanie pracy, która nie należy do moich obowiązków, a ostatnio otrzymałam dodatek do wynagrodzenia. Szefowa nigdy wcześniej nie dawała nam takich „nagród”. Wiele innych, drobnych spraw również zaczęło się wyjaśniać. To trochę tak, jakby nad miejscem, gdzie pracuję, rozstąpiły się chmury gradowe i zaczęło delikatnie jaśnieć słońce.

Wiem, że to nie koniec zmian w firmie, tak więc nie zaprzestaję modlitwy uwielbienia. Ona ma wielką moc i – tak jak nauczał rekolekcjonista – może burzyć mury, które do tej pory wydawały się nam nie do ruszenia. Mogę to potwierdzić własnym przykładem. Chwała Panu!

Joanna  

Świadectwo z "Posłania" 2/2017