Ad maiorem Dei gloriam

Ad maiorem Dei gloriam - to misyjne zawołanie ojców jezuitów bardzo świadomie i konsekwentnie wcielał w swoje życie śp. o. Józef Kozłowski, kapłan, który chodził śladami Ducha Świętego i uczył tego swoich uczniów. Odkrywca poruszeń w sercu własnym i innych osób, nie zaniedbujący rozeznawania według reguł ignacjańskich, lecz posłuszny temu, co mówi ten Wielki Zapomniany i wcielający Jego Słowa w życie.

Nie przeszkadzał Duchowi Świętemu

Człowiek, który uczył nas – jego stałych słuchaczy – ewangelizowania siebie i służenia innym w sposób, który nie miał nic wspólnego z mentorstwem, krytykanctwem. To, co czynił, to pomoc w przemianie wewnętrznej każdego z nas, którzy chcieliśmy metanoi. Myślę, że ojciec Józef to człowiek dany nam od Boga jako znak Jego żywej obecności w naszym zmaterializowanym, zsekularyzowanym i pełnym frustracji świecie. Ewangelizował sobą, pełen żarliwego przekonania o tym, co czyni.

Człowiek głębokiej wiary

Został wrzucony przez Pana czasu w czas naszego życia, w betonowe pustynie naszych serc – osób mieszkających w Warszawie, Łodzi, Piotrkowie, Toruniu i poza granicami Polski. Znałam go z racji comiesięcznych spowiedzi, rozmów duchowych, rekolekcji (od 1985 do 2002 r.), a jako że moje życie Ad maiorem Dei gloriam! (Dla większej chwały Bożej) zawodowe obfitowało w bardzo liczne kontakty z różnymi ludźmi, miałam możliwość nabrać przeświadczenia, że o. Józef to człowiek bardzo wyjątkowy. W moim przekonaniu wynikało to z jego pełnego zaufania do Maryi i wiernej realizacji Jej wezwania skierowanego osobiście do niego. Maryja była czczona różańcem w jego rodzinie przez kilka pokoleń. Starał się poznawać Ją bliżej, zgłębiając również przesłanie św. Ludwika de Montfort zawarte w książeczce Tajemnica Maryi. Jej zawierzył siebie, a także grupy Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze.

Wyjątkowość ojca Józefa potwierdzał sam Duch Święty, ukazując jego słuchaczom, że jest człowiekiem, który na serio traktuje Słowo Boże – jako Słowo Żyjącego Boga, któremu służył według sugestii św. Ignacego, wyrażonej słowem magis (bardziej, więcej).

Nauczyciel rozmowy

Ojciec Józef bardzo szanował każdego człowieka. Uczył, by nie kierować się ludzkimi względami („względami na względy” – jak mawiał), to znaczy, aby nie być legalistą, chodzącym w duchu własnym, ale aby upraszać Ducha Świętego do wnętrza (myśli, słów, czynów). Podkreślał, że fundamentem naszego życia jest Jezus i żaden człowiek nie może uznawać się sam za fundament. Powtarzał często za św. Pawłem: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał, a jeśli otrzymałeś, to czemu się chełpisz?”. Bardzo wrażliwie korygował nasz język, ucząc czuwać nad takim wypowiadaniem się, aby nie sobie, ale Bogu oddawać chwałę i nie przypisywać sobie zasług. Mówił też, że nasz rozmówca powinien czuć się po spotkaniu z nami bardziej pokojowo, radośnie i życzliwie usposobiony, niż przed rozmową. Był przeciwnikiem wyniosłego traktowania człowieka poprzez stawianie siebie na piedestale lepiej wiedzącego i pouczającego innych, jak postępować, przeciwnikiem pychy w zachowaniach. Miał wielkie zaufanie do Ducha Świętego. Nigdy nie odmawiał pomocy zarówno w sprawach duchowych, jak też egzystencjalnych.

Człowiek modlitwy

Ojciec Kozłowski był także człowiekiem nieustannej modlitwy. Już w 1985 r. na rekolekcjach w Woli Lipienieckiej, w jego rodzinnym domu mówił nam, że rozmawia z nami, ale jego duch wciąż modli się: „Ojcze, w Twe ręce oddaję ducha mojego”. Uczył także niektórych, w jaki sposób modlić się nieustannie. Niezwykła była jego cierpliwość wobec nas (nawet wobec tych, którzy wystawiali go na próbę). W czasie spowiedzi, słuchając, równocześnie modlił się za penitenta. Podkreślał wagę modlitwy w językach, różańca, modlitwy Słowem Bożym, rachunku sumienia i modlitwy chwały w grupach. Zapytany przeze mnie, czego Pan Bóg najbardziej nie lubi w człowieku, odpowiedział: „Małoduszności”. On sam był wielkoduszny.

Dziękuję Trójcy Świętej i Maryi, że mogłam uczyć się od niego żyć w Duchu Świętym.  

Kalina Adamowicz

Świadectwo z "Posłania" 4/2016