Miłość do końca

W sierpniu tego roku uczestniczyłam w III tygodniu rekolekcji ignacjańskich w Porszewicach. Celem tego tygodnia rekolekcji, który dotyczy Męki Pańskiej, jest poznać, pokochać i naśladować Jezusa. Ta modlitwa towarzyszyła nam, rekolektantom, przez cały tydzień. Pragnę podzielić się w tym świadectwie, co Pan dał mi zrozumieć i do czego zaprosił poprzez kontemplację Jego Męki.

W kontemplacji niedzieli palmowej, kiedy Jezus wkraczał na osiołku do Jerozolimy, a tłumy krzyczały Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie! (J 12,13), Pan pokazał mi Swoją wolność wobec tego, że jest ogłaszany królem żydowskim, wolność od całej królewskości tego świata, od szukania znaczenia, prestiżu, pierwszych miejsc, szczególnego traktowania. On, będąc Bogiem i Królem Wszechświata, nie przywdział szat królewskich i nie dosiadł konia, aby zamanifestować Swoją wielkość. Wybrał zwykłego osiołka, który wówczas służył Żydom jako zwierzę gospodarstwa domowego. Pan pokazał mi, że mam Go naśladować w Jego uniżeniu, pokorze, nieszukaniu wywyższenia i pozycji.

Poprzez modlitwę fragmentem Ewangelii, który dotyczył zapowiedzi Męki i Zmartwychwstania oraz ustanowienia Eucharystii, Pan dał mi poznać, jak bardzo był niezrozumiany przez Swoich uczniów. W chwili, kiedy mówił im o Swojej Męce, oni kłócili się, kto z nich jest największy. Podobne kłótnie miały miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy (Łk 22,24). Nie rozumieli słów Jezusa, unikali tematu, bali się Go pytać. Jezus czuł się samotny w Swojej misji. Poprzez ten obraz zrozumiałam, że muszę bardziej żyć i zajmować się sprawami Jezusa. Zobaczyłam, że moja modlitwa często kręci się wokół moich spraw i problemów i że czas to – z pomocą Bożą – zmienić. W tym samym fragmencie św. Marek napisał, że Jezus wziął dziecko, postawił je przed nimi (Mk 9,36a). Pan dał mi doświadczyć, że jestem dzieckiem w Jego rękach i że droga dziecięctwa Bożego, którą wytyczyła św. Teresa z Lisieux, jest także moją drogą, którą mam iść przez życie.

Sześć dni przed świętem Paschy Jezus przyszedł do Betanii, gdzie przebywał Łazarz. W obliczu niezrozumienia przez uczniów chciał się podzielić z przyjacielem, którego wskrzesił z martwych, tym, co Go wkrótce spotka. W tej kontemplacji Pan dotknął głębokiego problemu, który od dłuższego czasu mnie nurtuje – lęku przed śmiercią. Każdy człowiek doświadcza obawy przed śmiercią, jednak widziałam, że tu jest coś więcej niż zwykły, ludzki lęk. Wieczorem kapłan prowadzący rekolekcje zaproponował modlitwę wstawienniczą przed Najświętszym Sakramentem za wszystkich rekolektantów, którzy pragną duchowego wsparcia. Podeszłam do modlitwy, oddałam swój lęk Jezusowi, kapłan pomodlił się za mnie. W trakcie modlitwy już czułam, jak łzy same cisną mi się do oczu. Przepłakałam całą adorację. Pan przyszedł z łaską uzdrowienia.

W kolejnych dniach rekolekcji kontemplowałam, jak Jezus kocha do końca. Jak kochał Judasza, który Go zdradził, jak o niego walczył i modlił się za niego. Jak przebaczył oprawcom, wisząc na krzyżu. Jak kochał Szymona Piotra, który się Go publicznie wyparł. Zobaczyłam, że Jezus kocha do końca, że nigdy nie wycofuje się z więzi z człowiekiem. W tej modlitwie Pan dał mi poczucie bezpieczeństwa, że nigdy nie wycofa się z relacji ze mną, że mogę zaufać Jego miłości.

Po śmierci Jezusa Józef z Arymatei udał się do Piłata i poprosił, aby mógł zabrać Jego ciało. Odstąpił Mu swój własny grobowiec. Józef oddał Jezusowi swój grób, a w nim dokonało się Zmartwychwstanie. Zrozumiałam, że również i ja muszę oddać Jezusowi swój grób, wszystkie miejsca, gdzie doświadczam śmierci, problemy, z którymi sobie nie radzę, z nadzieją i ufnością, że również ja doświadczę Jego Zmartwychwstania.

Po III tygodniu rekolekcji ignacjańskich bardzo pragnę naśladować Jezusa w Jego miłości do człowieka. Zdaję sobie sprawę, że jest to program na całe życie i że nie jest on wykonalny ludzkimi siłami. Dlatego wołam: „Duchu Święty, przyjdź, ponieważ nic bez Ciebie nie mogę uczynić!”.

Anna  

Świadectwo z "Posłania" 5/2014