Wybrać Chrystusa

Koleje mojego życia odsłaniają prawdę, że Słowo Boże jest żywe, ma moc pocieszyć i pokrzepić serce, przemieniać życie. 

W ostatnich tygodniach przeżywałam trudny czas wzmożonej walki duchowej. Różnego rodzaju problemy sprawiały, że czułam się uciemiężona i zmęczona dźwiganiem brzemienia codzienności.

W sercu pojawiało się zwątpienie. Z drugiej strony wciąż trwałam na modlitwie powierzając się Bogu, ufając, że On we właściwym czasie przyjdzie pokrzepić mnie Swoją łaską. Nie spodziewałam się tego, że czeka mnie jeszcze jedno trudne wydarzenie. W tym czasie dostałam wymówienie z pracy, ponieważ odmówiłam pracodawcy wykonania zadania, które całkowicie przekraczało moje kompetencje. Czułam się przytłoczona tą całą sytuacją. W pierwszej chwili nie mogłam się z nią pogodzić, wiedziałam, że spotkała mnie niesprawiedliwość. Ratunku szukałam w modlitwie. Poprosiłam też o nią wspólnotę. 

Przypomniała mi się historia o trzech młodzieńcach z Księgi Daniela. Otworzyłam Pismo Święte i zaczęłam ją czytać: Król Nabuchodonozor sporządził złoty posąg o wysokości sześćdziesięciu łokci, a szerokości sześciu łokci i kazał go ustawić na równinie Dura w prowincji babilońskiej (Dn 3,1). Herold zaś obwieszczał donośnie: „Rozkaz dla was, narody, ludy, języki: w chwili, gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, upadniecie na twarz i oddacie pokłon złotemu posągowi, który wzniósł król Nabuchodonozor”(Dn 3,4-5). 

Zobaczyłam, że jako chrześcijanka nieustannie jestem stawiana w swoim życiu przed wyborem oddania pokłonu albo złotemu cielcowi, albo jedynemu prawdziwemu Bogu. Tym cielcem może być praca zawodowa, jeśli poświęcam jej całe swoje życie. Złotym cielcem może być przełożony lub człowiek, o którego uznanie przesadnie zabiegam. Mogą nim być pieniądze, jeśli panicznie obawiam się o ich brak. Mogą nim być również moje własne plany i życiowe wizje. A przecież ja już wybrałam Chrystusa i zdecydowałam się na pójście za Nim. Wybrałam słuchanie Jego słowa, a nie mądrość ludzką, która tak często daleka jest od myśli Bożych. Lepiej się uciec do Pana, niż pokładać ufność w człowieku. Lepiej się uciec do Pana, niżeli zaufać książętom (Ps 118,8-9). Tylko Chrystus jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, a ja ciągle Mu nie dowierzam. Różne trudne sytuacje w życiu podważają to zaufanie, ale jednocześnie są szansą spotkania ze Zmartwychwstałym Panem i wyznania za św. Tomaszem: Pan mój i Bóg mój! (J 20,28). Każdy wybór Chrystusa na nowo, a co za tym idzie - zwycięstwo Jego miłości w moim sercu - jest krokiem w Jego stronę, w stronę świętości. Tym samym staje się odmową oddania czci złotemu posągowi, powiedzeniem „nie” nieprzyjacielowi duszy i światu. 

Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: „(…) nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś” (por. Dn 3,16-18). Związano więc tych mężów w ich płaszczach, obuwiu, tiarach i ubraniach, i wrzucono do rozpalonego pieca (Dn 3,21). 

Podobnie przedstawia się życie chrześcijanina. Różne doświadczenia, na jakie wystawia mnie życie, utrapienia i przeciwności są niczym ogień. Jednak zaufanie Chrystusowi, położenie w Nim nadziei sprawia, że ten ogień mnie nie spala. Pośród tego świata Bóg jest tym, który mnie ocala, a Jego miłosierdzie rozciągnięte nad moim życiem, potrafi wyprowadzić dobro z każdej sytuacji. 

Jednak anioł Pański zstąpił do pieca wraz z Azariaszem i jego towarzyszami i usunął płomień ognia z pieca, sprowadzając do środka pieca jakby orzeźwiający powiew wiatru, tak że ogień nie dosięgnął ich wcale, nie sprawił im bólu ani nie wyrządził krzywdy (Dn 3,49-50). 

Marta 

Świadectwo z "Posłania" 3/2008