Jestem grzesznikiem, któremu przebaczono

Z niecierpliwością wyczekiwałam urlopu wakacyjnego, miałam bowiem zaplanowany wyjazd do Porszewic na I tydzień rekolekcji ignacjańskich. Już od pierwszych dni spędzonych w domu rekolekcyjnym wiedziałam, dlaczego tego typu rekolekcje nazywa się „ćwiczeniami duchownymi”. Czułam, jakbym byłam na zgrupowaniu przed jakąś ważną imprezą sportową, z tą różnicą, że w milczeniu doskonaliłam ducha, a nie ciało.

Celem dwóch pierwszych dni rekolekcji było rozbudzenie w sercu pragnienia doświadczenia żyjącego Boga. Mając w pamięci piękno spotkania Pana w czasie Fundamentu, w którym uczestniczyłam dwa lata wcześniej, myślałam, że to nie będzie wymagało ode mnie zbyt dużego wysiłku i zaangażowania. Jednak bardzo się pomyliłam, bo Pan wcale nie chciał mi wyjść na spotkanie. Moje serce zostało rozpalone pragnieniem spotkania do tego stopnia, że płakałam, nie mogąc doświadczyć obecności Boga obok mnie. To była trudna próba oczyszczania serca, choć z perspektywy czasu widzę, jak bardzo potrzebna. Wówczas za wzór postawiłam sobie Symeona, który każdego dnia swojego życia oczekiwał Mesjasza. I z tym pragnieniem – spotkania Jezusa – budziłam się przez kolejne dni rekolekcji.

Tematem przewodnim I tygodnia jest doświadczenie miłosierdzia, ale żeby móc przyjąć jego ogrom, trzeba poznać ciężar grzechu. Przekonałam się, że nie jest to łatwym zadaniem, lecz zmaganiem z samym sobą, z grzeszną przeszłością i… teraźniejszością. Jezus postawił mnie w prawdzie i pokazał moje grzechy i zaniedbania, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Odnalazłam się zarówno w postawie Kaina, który składał Bogu nieszczerą ofiarę całopalną, jak również w postawie Jonasza uciekającego przed Panem do Tarszisz. Pomimo poznania obrzydliwości grzechów czułam, że moja skrucha i żal nie są pełne. Wówczas, zgodnie z sugestią towarzysza duchowego, odprawiłam u stóp krzyża drogę krzyżową. Wtedy dopiero zobaczyłam, jak moje konkretne grzechy ranią Jezusa, jak skazują Go na śmierć, jak kaleczą kolana podczas upadków, jak upokarzają w trakcie obnażenia z szat, jak krępują ramiona i przybijają dłonie do krzyża i w końcu jak chowają w grobie, zasuwając kamień. W tym doświadczeniu przygotowywałam się do odbycia spowiedzi generalnej – kluczowego punktu ćwiczeń I tygodnia. To było niesamowite doświadczenie, kiedy po wyznaniu grzechów w oczach kapłana zobaczyłam oczy Jezusa i kiedy, klęcząc przed księdzem udzielającym mi rozgrzeszenia, czułam, że jestem w ramionach kochającego Ojca. Po spowiedzi wiedziałam, że w tym momencie moja dusza jest tak czysta, jak w dniu jej stwarzania przez Boga i że jest uwolniona od wszelkich kajdan. To nie był jeszcze koniec rekolekcji i niespodzianek, jakie przygotował dla mnie Miłosierny Ojciec. Kiedy rozważałam Słowo o uzdrowieniu głuchoniemego, Pan dał mi poznać, że uwalnia mnie z lęku przed bliskością, którą do tej pory miałam, co sprawiało, że trzymałam się na dystans, bojąc się relacji z drugim człowiekiem. Duch Święty uczył mnie rozeznawania i pokazywał, jakie owoce przynosi wierność ignacjańskiemu rachunkowi sumienia, modlitwie, która nazywana jest kwadransem dla duszy.

I choć nie było mi łatwo, to dzięki tym dniom rekolekcji wiem, że jestem grzesznikiem, któremu przebaczono, a moją duszę oczyszcza sam Bóg i czyni to każdego dnia, wisząc na krzyżu dla mnie. Jestem też lepiej przygotowana do wzięcia udziału w zawodach, których nagrodą jest wieniec życia w królestwie niebieskim. Chwała Panu!

Joanna  

Świadectwo z "Posłania" 1/2017