Tajemnica Krzyża

Na rekolekcje prowadzone przez Wspólnotę Miłości Ukrzyżowanej, które dotyczyły „Tajemnicy Krzyża”, jechałam, pytając Jezusa o prawdę o mnie, o moim życiu, ponieważ od długiego czasu odczuwałam zniewolenie w swoim sercu. W pierwszym dniu rekolekcji mogłam odczuć, jak bardzo moje serce jest skamieniałe i ociężałe. Pytałam Pana, co je takim czyni.

Podczas jednej z katechez usłyszałam o drabinie Jakuba, o tym, jak Jakub zmęczony i utrudzony, kładąc się spać, położył sobie pod głowę kamień. Ten kamień był symbolem cierpienia i umęczenia w jego życiu. Zobaczyłam, że także w moim życiu są takie miejsca umęczenia, w których często wołałam: „Panie, nie ma Cię, nie ma Cię w moim życiu!”. Nie rozumiałam niektórych wydarzeń z mojego życia. Bóg w tym przeklętym dla Jakuba miejscu ukazał swoją Obecność. Jakub zobaczył drabinę sięgającą nieba, która jest obrazem Krzyża Chrystusa. Ta scena pokazała mi, że miejsce cierpienia w życiu może stać się – przez Krzyż Chrystusa – miejscem błogosławieństwa, miejscem spotkania z samym Bogiem. 

Wiedziałam już także, że w moim sercu nie ma przebaczenia dla drugiego człowieka. W trakcie rekolekcji mogłam prosić wspólnotę je prowadzącą o modlitwę wstawienniczą. Zaskoczyło mnie to, że podczas modlitwy mogłam powiedzieć o najtrudniejszych dla mnie wydarzeniach, także o braku przebaczenia, który zamyka mnie na działanie łaski Bożej, na to, abym mogła pójść dalej, tam, gdzie Jezus chce mnie poprowadzić – do pełnej wolności. Stanęłam w prawdzie o sobie, przyznając, że jestem bezsilna wobec tych ran w moim sercu, że choć samą wolą przebaczam, to żyję tak, jakbym nie przebaczyła. Te rany były w centrum mojego życia. W czasie innej katechezy padło pytanie, które przeszyło moje serce: „Pod jakim krzyżem stoisz w swoim życiu: pod Krzyżem Chrystusa czy pod własnym krzyżem?”. Zobaczyłam, że już tak długo stoję pod krzyżem swoich zranień i adoruję swoje rany. Mogłam zobaczyć swój egocentryzm, który często zamykał mnie na miłość Chrystusa płynącą z Jego Krzyża, byłam zamknięta także na miłość drugiego człowieka. I wtedy po raz pierwszy zapragnęłam głęboko w sercu, nie tylko wolą, ale z głębi serca, przebaczyć, by rzeczywiście Chrystus był na pierwszym miejscu w moim życiu. Zaczęłam oddawać Jezusowi wszystko, co mi się przypominało i ofiarowywać Mu to za osoby, które mnie raniły. To był dla mnie cud, ponieważ długo walczyłam o przebaczenie w sercu i bardzo długo nie wiedziałam, jak mam to uczynić, a Chrystus wskazał mi drogę, zapraszając do tego, bym trwała w ofiarowaniu, bym uczyła się żyć ofiarą. Może jest właśnie tak, że osoba, która przychodzi do nas i nas rani, w głębi swej duszy woła o doświadczenie zbawienia, o to, aby za nią ofiarować to cierpienie. 

Chcę podziękować Ci, Jezu, za cuda, które czynisz w moim życiu, za to, że pozwoliłeś przybić się do krzyża, aby ocalić moje życie. Za Twój Chwalebny Krzyż i miłość, którą w nim objawiasz – chwała Ci, Jezu!

Magda

Świadectwo z "Posłania" 3/2005