Moc modlitwy uwielbienia

Jak się modlić, kiedy jest wielka potrzeba modlitwy, w czasie, kiedy odbywają się dzieła ewangelizacyjne, kiedy bliska osoba choruje na nowotwór, kiedy ktoś prosi o wsparcie modlitewne? Co więcej, jak modlić się, kiedy równocześnie trzeba się opiekować dzieckiem prawie cały czas, bo jest ono bardzo absorbujące albo nie chce spać?

Po przeczytaniu książki Marii Vadii Jezus potężny wojownik. Zwycięstwo mocą uwielbienia odkryłam, że można modlić się inaczej – razem z dzieckiem. Modlitwa z moim synkiem jest dynamiczna, pełna gestów całego ciała, okrzyków oddających chwałę Bogu. Nie mając zdolności muzycznych, posiłkuję się pieśniami uwielbienia odtwarzanymi w internecie. Są to pieśni radosne, dynamiczne, czasami kontemplacyjne. Podczas takiej modlitwy można dziecko zaangażować w śpiew czy taniec i grę na prostych instrumentach, np. tamburynie, grzechotce, bębnie, flecie, cymbałkach.

Chwalcie Go bębnem i tańcem, chwalcie Go na strunach i flecie (Ps 150,4).

Radośnie wykrzykuj na cześć Pana, cała ziemio, cieszcie się i weselcie, i grajcie (Ps 98,4).

Ta modlitwa była szczególnie cenna w czasie, gdy moja mama chora na nowotwór przebywała w szpitalu w trakcie chemioterapii. Fizycznie nie mogłam z nią być, ale, jak napisała Maria Vadia, nasze modlitwy „wędrują” tam, gdzie my pójść nie możemy. Tak też czyniłam. Słuchając pieśni, jednocześnie modliłam się z synkiem poprzez taniec i grę na instrumentach. Razem wykrzykiwaliśmy słowa: „Jezus”, „cała chwała dla Jezusa”. Synek z wielką radością „grał” na wszystkich możliwych instrumentach, naśladował gesty, wznoszenie rąk, oklaski, podskoki, obroty, etc. W chwilach, kiedy zajął się grą na swoim instrumencie, mogłam skupić się bardziej na modlitwie słowami psalmów i modlitwie dziękczynienia. Wtedy też uwielbiałam Boga w Jego dobroci i miłości, dziękowałam za Jego miłosierdzie. Było to trudne, zwłaszcza w momentach zagrożenia życia mojej mamy, gdy słowa grzęzły w gardle. Wtedy czułam się zniechęcona, słaba, nie miałam ochoty modlić się, a już na pewno dziękować i tańczyć na chwałę Bożą. Jednak przełamywałam swoje uczucia i skoncentrowanie się na trudnej sytuacji. Niejako zmuszałam się do wyrażenia prawdy, że Bóg jest dobrym Ojcem, że czuwa i że zwyciężył szatana, grzech, śmierć i chorobę. W tej modlitwie głosiłam i przyjmowałam Jego zwycięstwo i błogosławieństwo dla mojego życia, życia moich bliskich, mojej mamy. Uwielbiałam i jednocześnie korzystałam z zasług, jakie płynęły z drogocennej Ofiary Chrystusa na Krzyżu, z Jego Krwi wylanej dla naszego zbawienia, przynoszącej nam już teraz ochronę przed każdym złem fizycznym i duchowym.

Prosiłam o wstawiennictwo aniołów, aby pomagali mamie. I tak się działo, doświadczała ona opieki Bożej. Zwłaszcza raz było to mocno odczuwalne, kiedy podczas pobytu mojej mamy w szpitalu któregoś późnego wieczoru lekarz osobiście przychodził do niej kilkukrotnie ze słowami pocieszenia. To szczególne, bo zazwyczaj po wieczornym obchodzie pacjent już nie spotyka się z lekarzem.

Często po takiej modlitwie mam mocną zadyszkę, ale też wielką radość, pomnożoną wiarę i zaufanie do Boga.

Chemioterapia okazała się skuteczna. Dziękuję Ci, Panie, za to uzdrowienie i za każdy dzień życia. Dziękuję Ci, Boże, że mam udział w Twoim królestwie pełnym mocy i chwały, że mogę czerpać z dziedzictwa miłości, miłosierdzia i uzdrowienia. Wysławiam, Jezu, Twoje zwycięstwo nad duchem śmierci i choroby. W Twoje Imię, Jezu, ogłaszam wolność od każdego przekleństwa.

Izabela  

Świadectwo z "Posłania" 1/2017