Wyrwał mnie z sieci zastawionej na mnie

Zdarzyło się w moim życiu, że zainteresowałem się tym, co niezwykłe, czyli parapsychologią. Jednym z wielu tematów, jaki dotknąłem, była medytacja wschodnia.

W sklepie wysyłkowym kupiłem samouczki na kasetach magnetofonowych i książki poświęcone temu, jak medytować i co się przez to osiągnie. Ćwicząc, przechodziłem kolejne etapy - od najprostszych technik do coraz bardziej skomplikowanych. W tych ćwiczeniach szukałem relaksacji, pokoju, szukałem też władzy, nadnaturalnych zdolności, takich jak widzenie na odległość czy wychodzenie z ciała. Podczas medytacji najbardziej zajmowało mnie odkrywanie przyszłości, a dokładniej zobaczenie, jakie będą numery w totolotku. Moja celność wzrastała, byłem pod wrażeniem swoich umiejętności. 

W tym też czasie przechodziłem rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym, które mi pokazały, że to, co robię, to grzech. Uciąłem medytacje, wyrzuciłem kasety, spaliłem książki. Myślałem, że to załatwi sprawę, ale nie zamknęło jej do końca. Poprzez medytacje pootwierałem duchowi złemu różne furtki do mojego wnętrza, do mojego życia. Diabeł, który wciągał mnie w te medytacje, nie chciał tego tak zostawić. Kiedy więc zacząłem coraz bardziej zbliżać się do Boga, podejmować służbę w Kościele, przypomniał o sobie. Często, kiedy byłem sam w pokoju, czułem jego obecność. Nie stanowiło różnicy, czy ktoś był w mieszkaniu, czy nie, czy światło się paliło, czy nie. Sytuacja zmieniała się w zależności od tego, czy wyświęciłem pokój. Jeżeli wyświęciłem pokój, czasem całe mieszkanie, to ta obecność przenosiła się za okno lub za drzwi wejściowe. Jeśli go nie wyświęciłem, to byłem niemal sparaliżowany ze strachu przez długi czas. 

Wchodząc we wschodnie medytacje nawet przez myśl mi nie przeszło, że może się to tak dla mnie skończyć. Skutki tego zacząłem odczuwać dopiero wtedy, gdy chciałem z nimi skończyć, odrzucić je, wydostać się z sieci, którą na mnie zastawiono. Pragnąłem mieć nadludzką moc, wiedzę, zdolności, chciałem być jak Bóg, a dałem się złapać na pokusę przeciwko pierwszemu przykazaniu i przypłaciłem to konkretnym cierpieniem. Bóg jednak mnie obronił, dał siłę, wytrwałość i łaskę, aby zerwać z tym grzechem, aby uznać, że jestem tylko człowiekiem... i aż człowiekiem. Jezus oddał za mnie Swoje życie, nie zostawił mnie. Wyrwał mnie z sieci zastawionej na mnie i dał prawdziwą moc, to jest zaufanie, że Bóg jest najmocniejszy. On mnie wyzwolił z mocy grzechu, z mocy szatana. W Nim jest prawdziwe życie. 

Krzysiek 

Świadectwo z "Posłania" 1/2008