Nowe siły

Rekolekcje to dla mnie czas święty, bo jest to czas nawrócenia, spotkania z Bogiem. To czas, kiedy mogę oderwać wzrok od tego, co ziemskie i zwrócić się ku temu, co Boże i duchowe. Podczas nich dana jest szczególna łaska, aby spojrzeć na swoje życie w świetle Bożym. To czas refleksji nad swoim życiem i czas odkrywania prawdy o sobie. 

Na rekolekcje ignacjańskie pojechałam z odczuciem, że jestem jak nieurodzajny figowiec z Ewangelii wg św. Łukasza (zob. Łk 13,6-9). Figowiec ten kolejny rok nie wydawał owoców. Właściciel winnicy chciał go już wyciąć, ale wstawił się za nim ogrodnik. Z nadzieją, że figowiec wyda owoce, zobowiązał się on, że jeszcze raz go okopie. Od długiego czasu towarzyszyło mi przemęczenie i poczucie braku sił. Krzyż w moim życiu wydawał się za ciężki. To chroniczne zmęczenie powodowało, że nie mogłam zmierzyć się z ważnymi kwestiami w moim życiu. Nie mogłam o nich rozmawiać, a nawet myśleć. Czułam totalną blokadę. Mimo że się starałam, nie mogłam nic zrobić. Podobnie nie mogłam podjąć ważnych tematów na modlitwie podczas przeżywanych rekolekcji. Powierzałam Panu Bogu to moje „nie wiem, co robić”. Dni rekolekcyjne mijały.

Medytacja ignacjańska ma taką specyfikę, że po właściwej modlitwie wykonuje się refleksję nad nią. Celem tej praktyki jest określenie, czy modlitwa się udała, czy nie, co w niej przeszkadzało, a co pomagało. W każdej refleksji odnajdywałam swoje zmęczenie i niemoc. Nie mogłam przełożyć Słowa Bożego na konkrety własnego życia. Było to przygnębiające, zwłaszcza, że trwało już bardzo długo.

Pomimo zniechęcenia byłam posłuszna słowom usłyszanym podczas homilii, słowom kierownika duchowego, które zachęcały do rozeznawania i do wzmożonej modlitwy. Im więcej się modliłam, tym bardziej mogłam usłyszeć delikatny głos Boga w swoim sercu. Ten głos mówił mi, że Bóg mnie znał, zanim zaistniałam, że Bóg zawsze przy mnie jest, że cieszy się moją wiernością Jemu, że wzywa mnie do wypełnienia Jego woli, do oddania i zawierzenia każdego aspektu życia.

Któregoś razu, czytając notatki z refleksji po modlitwie po całym dniu, spostrzegłam, że po jednej z medytacji zniknęło moje poczucie zmęczenia. To był dla mnie cud. Dotychczas czułam się tak, jakbym próbowała wspiąć się na jakąś skałę, ale za każdym razem spadałam, a ostatecznie tylko pod nią stałam. W czasie modlitwy Bóg dał mi siły, abym mogła się wspinać. Tego nie mogłaby dokonać żadna roczna terapia psychologiczna ani najbardziej ekskluzywne wakacje na tropikalnej wyspie. Tak działa Bóg, który ma moc w jednej chwili zmienić moje życie! Tylko Bóg może dać siły, abym mogła w nowy sposób przeżywać swoje życie - w nowy sposób, czyli w przeświadczeniu obdarowania duchem mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Dziękuję Ci, Panie!

Iza  

Świadectwo z "Posłania" 2/2010