Pan jest moim pasterzem

Jestem studentką. O rekolekcjach ignacjańskich słyszałam już w gimnazjum, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, na czym one polegają… właściwie to kompletnie nie wiedziałam, na czym polegają jakiekolwiek rekolekcje.

Teraz jestem na III roku studiów, więc trochę czasu minęło, trochę modlitw, doświadczeń innych rekolekcji i wiele rozmów. Przez ostatni rok szukałam i znalazłam stronę, przez którą można się było zapisać na takie rekolekcje, ale tego nie zrobiłam, bo a to zajęcia, a to do domu trzeba, a to pieniądze… Temat został zamknięty. Ponownie został otwarty w wakacje, kiedy wielu moich znajomych z rodzinnego miasta wyjeżdżało, by dalej się formować, by iść do przodu. Od jakiegoś czasu zaczęło przeszkadzać mi to, że nie mam tyle odwagi i chęci. W połowie lipca, po rozmowie z przyjacielem, który uświadomił mnie: „Duch Święty może cię przynaglać, by w końcu coś zrobić”, stwierdziłam, że nie mam już wytłumaczenia i jak tylko wrócę do domu, zapiszę się. To nie było takie proste, oczywiście pojawiły się kolejne wątpliwości, czy powinnam, a może to nie dla mnie, czy dam radę, ale pragnienie już było większe. Zapisałam się i poczułam radość z podjęcia dobrej decyzji, jakbym coś wygrała. Nadszedł październik i pojechałam do Częstochowy do Centrum Duchowości im. św. Ignacego Loyoli. Prosiłam, kogo tylko mogłam, by się modlił o spokojne dotarcie do celu (z Torunia do Częstochowy jest dość daleko) i o dobre przeżycie rekolekcji. Muszę przyznać, że te modlitwy bardzo mi pomogły podczas podróży, rekolekcji i powrotu, za co bardzo dziękuję.

Czas samych rekolekcji uznaję za bardzo owocny. Wiele treści i prawd, które były omawiane przez ojca prowadzącego, już wcześniej do mnie w jakiś sposób docierało, jednak nie były one poukładane, nie łączyły się w całość, tak jakbym widziała parę puzzli, a nie cały obraz. To, co mnie zaskakiwało najbardziej, to owoce medytacji. Z początku ciężko mi było zabierać się za modlitwę i za każdym razem myślałam, że chyba nie do końca dobrze mi poszło. Jednak po dwóch dniach już widziałam, jak wszystko się ze sobą łączy, jak te częściowe prawdy, które kiedyś przychodziły mi do serca, teraz stają się całością, jak jedno wynika z drugiego i przede wszystkim do czego to wszystko prowadzi. Zrozumiałam, że miałam fałszywy obraz Boga dającego prawo, którego trzeba przestrzegać. Jeśli nie wypełnię wszystkiego co do przecinka, Bóg mnie nie będzie kochał. Narzucałam sobie wiele obowiązków i myślałam, że to wszystko muszę robić, by być blisko Niego. Jeśli tego nie zrobię, Bóg mnie zostawi, bo stwierdzi, że mi nie zależy. Zobaczyłam tez, jak to łączyło się z moimi relacjami z ludźmi, czego oni ode mnie oczekiwali i czego oczekiwałam od innych. Dowiedziałam się, skąd brał się mój ukryty perfekcjonizm.

Z początku czułam niemoc. Uświadomiłam sobie, że mam taki obraz Boga, a nie inny, że nie widzę miłości, ale... nic z tym nie zrobię. Miłość i chęć kochania totalnie mnie przerastają. Jednak pod koniec rekolekcji mieliśmy najwspanialszą medytację - nad Psalmem 23, który jest mi bardzo bliski. Tam Pan przemówił prosto do mojego serca: On jest troszczącym się o wszystko pasterzem, On wie, czego potrzebuję, On wie, kiedy trzeba odpocząć, On zna drogę, którędy iść. On dał nam wszystko, On dał mi wszystko. Pan jest Pasterzem moim, NICZEGO mi nie braknie… To, czego wtedy najbardziej potrzebowałam, to pokoju – i otrzymałam go. Poczułam uwolnienie, jakbym dopiero teraz mogła oddychać. W takiej wolności zapragnęłam prawdziwej relacji z Jezusem, by był moim przyjacielem, któremu mogę wszystko powiedzieć, z którym mogę rozmawiać wszędzie i o każdej porze, któremu nawet nie muszę nic mówić, bo On i tak wie. Zapragnęłam być z Nim tak blisko, żeby wystarczył jeden znak, a będę wiedziała, co On mi mówi, jak najlepszy przyjaciel, żebym już więcej Go nie odpychała.

Na koniec ujrzałam w Nim troskliwego Ojca. Jego wszystkie dary dla nas: Eucharystię, życie, mękę i śmierć Jezusa, prawa nadane 2000 lat temu. Wszystko to zostało nam dane z miłości, byśmy szli drogą ku zbawieniu, byśmy zaznali wiecznego szczęścia. Wszystko to stało się dla mnie jasne i przejrzyste.

I jeszcze jedna wspaniała prawda z rekolekcji: Bóg chce relacji z każdym. Stworzył każdego innego, osobnego, inaczej postrzegającego świat. Bóg widział każdego takim, jaki miał być. Zwrócił uwagę na każdego, dając mu takie cechy, talenty, taki wygląd, jaki ma. Stworzył każdego i powiedział: „Takiego ciebie ukochałem miłością odwieczną. Takiego ciebie chcę”. Bóg chce mieć z każdym człowiekiem niepowtarzalną, osobistą relację. A skoro tak, to nie można się porównywać z innymi. Każdy będzie postrzegał i odczuwał na swój sposób, ale Prawda jest jedna - Jezus. Słowa Ja sam będę pasł moje owce i sam będę je układał na legowisku (Ez 34,15) zrobiły na mnie niezwykłe wrażenie. On, Bóg i Pan, z pełną stanowczością i majestatem Ojca mówi: „Ja sam się będę tobą opiekował i zajmował, tylko mi pozwól”. Zrozumiałam wtedy, że sama nic nie mogę, jedynie chcieć Bożej miłości i prosić o nią.

Do Torunia wróciłam już inna. Czułam, że w moim sercu zostały zasiane ziarna prawdy, które jeszcze mnie całej nie wypełniają, jeszcze wszystkiego nie rozumiem, ale one po prostu są i z czasem dojrzeją. Nie przez moje starania, ale przez Jego miłość, o którą warto prosić.

Niech Pan będzie uwielbiony, bo do tego zostaliśmy stworzeni – do miłości!

Gosia   

Świadectwo z "Posłania" 5/2012