Otworzyłam się na uwielbienie

Podczas rekolekcji z ks. Arturem usłyszałam świadectwo jednej z animatorek. Mówiła w nim o prowadzeniu Boga w cierpieniu, a konkretnie w czasie, kiedy nasze modlitwy zdają się być niewysłuchane, pragnienia nie realizują się i ogólnie życie nie jest w naszej opinii takie, jakie byśmy chcieli, żeby było. Odnalazłam się w tym świadectwie bardzo mocno, tak jakby była mowa o mnie samej.

Momentem, kiedy rozpoznałam czas, w jakim obecnie się znajduję, było przełomowe zdarzenie opisane we wspomnianym świadectwie. Osoba ta otrzymała łaskę przemiany podczas zwyczajnej, niedzielnej mszy – była to wolność wobec przeżywanej sytuacji i pokój serca oraz akceptacja własnego życia. Zapragnęłam wtedy takiej łaski, ale wiedziałam też, że musi ona przyjść od Pana Boga i że kiedy to się stanie, nie będzie to moja zasługa. Muszę się tylko na tę łaskę otworzyć i czekać.

Łatwiej powiedzieć niż wykonać. Pomimo usłyszenia Dobrej Nowiny, pozostał we mnie strach przed wolą Bożą i cierpieniem, który był spowodowany fałszywym obrazem Boga. Podświadomie podważałam Jego dobroć, choć innych przekonywałam, że „Bóg Cię kocha, Bóg jest dobry”. Sposobem na ten lęk okazało się uwielbienie, do którego było sporo okazji w czasie rekolekcji, ale w którym nie czułam się do tej pory zbyt pewnie, zwłaszcza gdy trzeba było oddawać Bogu chwałę na głos. Bardzo pomocne okazały się tutaj warsztaty modlitwy uwielbieniowej, ponieważ mimo przynależności do wspólnoty, na spotkaniach bardzo rzadko w taką modlitwę się włączałam. Po części dlatego, że nie wiedziałam, jak to robić, po części dlatego, że miałam fałszywy obraz Boga. Warsztaty otworzyły mnie na taką formę modlitwy i wzbudziły we mnie pragnienie, aby częściej ją praktykować, aby się jej nauczyć.

Jak się okazało, uwielbienie zaczęło uzdrawiać mój obraz Boga i naprawiać naszą relację. Może to brzmi dziwnie – nauczyć się modlitwy, ale tak właśnie jest, potrzebowałam się do niej przekonać. Oczywiście nie było to łatwe. Od czasu rekolekcji Pan Bóg musiał mi o tym jeszcze klika razy przypominać, ale już w krótkim czasie mogę powiedzieć, że modlitwa uwielbienia wzbudziła we mnie większą wdzięczność Bogu za to, co mam. Nauczyła też, że Słowo Boże to miecz w walce duchowej i że powinnam go jak najczęściej używać, a samej modlitwy należy się po prostu uczyć. Czekam teraz, aż Pan otworzy moje serce na uwielbienie we wspólnocie. Wiem, że On mnie nie popędza (choć przypomina), ale jest cierpliwy. Modlę się również o łaskę wolności. Jezu, ufam Tobie i chwała Tobie!

Agata

Świadectwo z "Posłania" 6/2016