Poznacie prawdę

Kiedy byłem w liceum, w moje ręce wpadły materiały z zakresu parapsychologii. Zacząłem się interesować tym, co niezwykłe, niecodzienne. Nie widziałem w tym niczego złego. Jedną z wielu rzeczy, jakimi się zainteresowałem, była afirmacja.

Polegała ona na tym, że w trakcie medytacji (na sposób wschodni) powtarzałem sobie jakieś zdanie bądź myśl, która miała kreować rzeczywistość mojego życia. Jedną z takich afirmacji było zdanie, że „jestem otwarty i mam dobre kontakty z ludźmi”. Jak mówi teoria, aby takie zdanie mnie zmieniło, potrzeba być zrelaksowanym, a najlepiej medytować (wówczas mózg jest w takim stanie, że łatwiej ominąć różne bariery, np. rozumu). Medytowałem więc i powtarzałem sobie to zdanie, aby być bardziej otwartym i mieć lepsze kontakty z ludźmi. Czy moje życie się zmieniało? Nie, nadal trwałem w zamknięciu w sobie. W ciągu tygodnia medytowałem, a w weekend nie miałem do kogo pójść, aby pogadać i boleśnie odczuwałem swoją samotność. Co więcej, medytacja, zamiast kierować mnie na zewnątrz, ku innym ludziom, kierowała do wewnątrz, skupiając na sobie samym, co zamykało mnie jeszcze bardziej. Co mi dawała? Złudne poczucie, że coś robię, aby zmienić rzeczywistość samotności, w której się znajdowałem. Czy to zdanie było prawdą o mnie? Nie, było zaprzeczeniem prawdy, było kłamstwem, które metodycznie i z uporem starałem sobie wbić w podświadomość. Na szczęście to i inne kłamstwa - które sobie wtłaczałem do głowy - rozbijały się o twardą rzeczywistość, która z każdym dniem robiła się coraz twardsza. Samotność, oddalenie od ludzi, niezdolność do głębszych relacji dawały mi się we znaki coraz mocniej. Kiedy na studiach odrzuciłem medytację i inne praktyki wschodnie, zobaczyłem, że tylko prawda o sytuacji, w jakiej się znajduję, umożliwia zmianę czegokolwiek w życiu na lepsze. Powoli uznałem moją ułomność w relacjach międzyludzkich, moją nieumiejętność w nawiązywaniu głębszych kontaktów i poprosiłem Boga o pomoc. Prawda pozwoliła mi podjąć właściwe, realne kroki, aby wyjść z izolacji. Zacząłem się uczyć przyjaźni, uczyć słuchać innych i rozmawiać z nimi. Dopiero to sprawiło, że rzeczywiście się otworzyłem na ludzi i moje kontakty z nimi stały się lepsze. 

Afirmacja była tworzeniem fikcji, uciekaniem od rzeczywistości, świadomym trwaniem w kłamstwie przed sobą samym, była złamaniem ósmego przykazania. W moim życiu nauczyłem się, że tylko Prawda wyzwala i że kłamstwo, jakkolwiek by ładnie i naukowo nie wyglądało, pogłębia tylko cierpienie. Gdy boli kogoś ząb, to nie wmawia sobie, że ma zdrowe zęby, tylko idzie do dentysty i mówi: „Boli mnie ząb”. Gdy złamie nogę, to nie oszukuje siebie mówiąc: „Mam ładne proste nogi”, tylko dzwoni po karetkę. Teraz, gdy cierpię z jakiegoś powodu, to nie udaję, że wszystko jest w porządku, tylko mówię sobie prawdę o sytuacji i szukam drogi wyjścia, szukam pomocy. Jezus powiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” oraz: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. Słowo Boże jest skuteczne i ja tego doświadczyłem. 

Krzysiek 

Świadectwo z "Posłania" 2/2008