Umiłowałam piękno domu Twego, Panie

Jako dziecko i w czasie dorastania starałam się być blisko Boga. Wyrażało się to w codziennej modlitwie, w uczestniczeniu we mszy świętej. Pragnęłam być blisko Boga. Od dzieciństwa pamiętam domowe awantury, straszliwe kłótnie, których byłam świadkiem. Nie mogłam ścierpieć atmosfery w domu.

Mama zniechęcona życiem, wciąż narzekająca, tata zapracowany. Problemy codzienne w szkole, w domu obciążały mnie, nie radziłam sobie z nimi. Doświadczanie i przeżywanie trudnej dla mnie rzeczywistości przyczyniły się do zwątpienia w obecność Boga, w Jego miłość, nie czułam jej. Z czasem zaczęło coraz bardziej doskwierać mi znużenie codziennością, poczucie bezsensu, rozpaczy, beznadziejności. Towarzyszył mi często stan, że „nic mi się nie chce”. 

W tym czasie pojechałam na rekolekcje oazowe. Tam szczególnie doświadczyłam obecności Boga, szczęścia, pokoju. To był jeden z pierwszych momentów, kiedy rozpoznałam działanie Ducha Świętego przekonana, że On może przemienić moje życie, aby było pełniejsze, lepsze. Na tych rekolekcjach zrobiłam świadome postanowienie, że chcę być dobra, że chcę podobać się Bogu, że chcę Mu służyć. Ale był to czas, kiedy oprócz tych dążeń miałam jeszcze wiele innych pragnień. Chciałam mieć w życiu dobrą zabawę, odreagować sytuację domową. Spędzałam czas w gronie osób, dla których Bóg był na marginesie życia, żyjących praktycznie bez Niego, dla których liczyła się przede wszystkim zabawa. Równolegle uczęszczałam na spotkania modlitewne, próbowałam rozwijać swoją wiarę. 

Dobry opis tego czasu odnalazłam w Księdze życia św. Teresy z Avila, która powiedziała o sobie: Nurzałam się blisko 20 lat w tym morzu burzliwym, wciąż upadając, to znów podnosząc się, i to słabo tylko - i potem znowu upadając. (...) Takie życie, rzec mogę, należy do najsmutniejszych, jakie sobie można przedstawić, bo ani się Bogiem nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata. Gdy używałam przyjemności światowych, wspomnienie na to, co winna jestem Bogu, sprawiało mi udręczenie; gdy byłam na samotności z Bogiem, przywiązania światowe rozstrajały mnie. Jest to wojna tak ciężka, że nie rozumiem, jak mogłam ją wytrzymać, choćby jeden miesiąc, a cóż dopiero tyle lat (KŻ 8,2). Przeżywałam podobne rozdarcie. Chciałam być blisko Boga, ale też pociągało mnie życie pełne światowych przyjemności, świat czysto ludzki, w którym Bóg był gdzieś z boku. 

Pamiętam w trakcie jednej z imprez, w środku zabawy nagle odczułam, że to nie jest miejsce dla mnie, że to nie ci ludzie, wśród których powinnam być, że to po prostu nie jest to! Towarzyszyło mi jakieś nieokreślone uczucie tęsknoty i niespełnienia. Ale nie zrozumiałam tego, nie zastanowiłam się nad tym, zlekceważyłam i zapomniałam. 

W międzyczasie rozpoczęłam studia, próbowałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zaczęło mnie męczyć, nudzić skupianie się tylko na swoich sprawach i problemach. Pojechałam na rekolekcje ignacjańskie połączone z kierownictwem duchowym. Podczas nich postanowiłam poszukać wspólnoty ludzi, wśród których będę mogła być bliżej Boga. Zaraz po rekolekcjach odnalazłam wspólnotę, gdzie właśnie rozpoczynało się Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym. Wzięłam w nim udział. Zaczęłam widzieć wyraźnie, że nie mogę żyć wśród tak różnych osób: tych, dla których przykazania Boże są nieważne, dla których Jezus nie był najważniejszy oraz tych ludzi, którzy żyli dla Boga. I zaczęłam spostrzegać, że mam taką skłonność, że łatwo mi odejść od Boga, że granice między złem, grzechem, a dobrem nie są już dla mnie tak wyraźne. Zaczęło mi ciążyć takie życie, które praktycznie było oddalaniem się od wiary, odchodzeniem od Boga i stawało się nie do zniesienia. Tłumaczyłam się, że niby wszystko jest dobrze, ale zaczęłam słyszeć głos sumienia, który wzywał mnie do konkretnego opowiedzenia się za Chrystusem. 

Po przeżytym Seminarium wszystko zaczęło się OD NOWA. We wspólnocie zaczęłam doświadczać Boga w żywy, osobowy sposób. Wciąż uczę się wyjścia naprzeciw człowiekowi, uczę się, czym jest wolność, służba. Przebywając we wspólnocie, na spotkaniach modlitewnych czy podczas innych wydarzeń, doświadczyłam kilka razy w sposób bardzo osobisty i szczególny tego, że to jest moje miejsce, że odnalazłam to właściwe miejsce. Towarzyszyła temu głęboka radość i pokój. Przypomniałam sobie wtedy też to odczucie podczas wspomnianej imprezy i rozpoznałam, że to był głos Jezusa w moim sercu, który mnie wołał. Moja odpowiedź na to wołanie, współpraca z łaską Bożą doprowadziły mnie do przemiany życia. Jezus poprzez modlitwę, rekolekcje, sakramenty przemienia mnie tak, że uczę się z miłością przyjmować cierpienie i krzyż, że trudności, jakich doświadczam, nie powodują rozpaczy, beznadziei, jak dawniej. Kierunek mojego życia teraz jest jasny. Co więcej, mogę zaznawać prawdziwej radości i mogę się nią dzielić, a także doświadczeniem spotkania Jezusa oraz Jego miłości, tym, że poza Bogiem nie ma dobra. 

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to, że jesteś przy mnie, za to, że mogę trwać przy Tobie, że żyjąc w świecie, mogę być wierna Tobie, Twoim przykazaniom, że uchroniłeś mnie od odejścia od Ciebie, od rezygnacji z życia w bliskości z Tobą. 

Dziękuję Ci, Panie, że Ty mnie podtrzymujesz na drodze wiary, prowadzisz i wzywasz, pomimo słabości, do służby Tobie, do bycia Twoim narzędziem. 

Jezu, ufam Tobie! 

Iza

Świadectwo z "Posłania" 5/2007