Obudzić olbrzyma

Ilona 30 lat temu wraz z przyjaciółmi w pewnym miasteczku na południu Polski zakładała grupę Odnowy w Duchu Świętym. Zaangażowana w życie Kościoła, uległa w pewnym momencie pokusie: „Bóg mnie do niczego nie potrzebuje, On sobie beze mnie poradzi”. Odeszła od wspólnoty, próbowała sama dbać o swoje życie duchowe, z różnym skutkiem. Dzieci dorosły i opuściły dom, nie miała zbyt wiele pracy…

Wtedy z pomocą przyszła jej koleżanka, zresztą protestantka. Tak długo męczyła Ilonę o wspólny wyjazd do Czech, aż ta w końcu się zgodziła. W drodze koleżanka i jej współtowarzysze wciąż rozprawiali o jakimś „fantastycznym kongresie”, który odbędzie się w Warszawie. Nagle i ona zapragnęła tam pojechać. Zapisała się w ostatniej chwili, ale – choć potem ogarnęły ją wątpliwości co do wyjazdu – nie zmieniała decyzji. Ostatniego dnia kongresu Ilona składała świadectwo: „Jestem bardzo szczęśliwa! Przez te 15 lat przestałam do Pana Boga mówić – teraz na nowo chcę się udać w Jego stronę. Kocham Go i chcę ewangelizować!”.

To krótkie świadectwo z II Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji, który odbył się w dniach 19-22 września w Warszawie. Dotyczył on odnowy parafii, a nosił hasło „Obudzić olbrzyma” – w tym czasie jednak przebudzony został nie tylko olbrzym, ale i wiele ludzkich serc.

Śpiący olbrzym

Parafia jako śpiący olbrzym to całkiem trafne zestawienie. Miejsca na kongres (w którym wzięło udział 800 osób, w tym 150 kapłanów) użycza parafia Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie, największa na terenie stolicy. Proboszcz, ks. Dariusz Gas mówi: „Posługujących w pełnym wymiarze godzin księży jest sześciu, a parafian 35-40 tysięcy. Jeżeli każdy ksiądz spotykałby się z wiernymi bez przerwy przez 10 godzin, 7 dni w tygodniu, to miesięcznie jednej osobie mógłby poświęcić zaledwie 2 i pół minuty”. Ks. Battista Tronchin, Włoch pracujący w jednej z warszawskich parafii, zapytany, ile procent jego parafian przychodzi do kościoła, odpowiada: „Dwanaście. Ale jest tu w Warszawie parafia, do której uczęszcza… 1 procent!”. „Zaczyna się u was to, co już jest na Zachodzie, na przykład we Francji” – kwituje Marc de Leyritz, który wraz z żoną zainicjował katolicką wersję kursu Alfa. Biskup Grzegorz Ryś (głoszący nauki rekolekcyjne podczas kongresu) przytacza przykład pewnej miejscowości w Niemczech, w której zauważono coraz mniejszą frekwencję parafian, a w związku z tym postanowiono zlikwidować jedenaście (!) parafii, sprzedać budynki kościelne i założyć jedno tzw. centrum duchowości. Ale czy to jest rzeczywiście zgodne ze słowami Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”? Czy parafia – jak pięknie opisują ją dokumenty Kościoła, zwłaszcza adhortacja Christifideles laici – nie ma być rodziną Bożą jako braci ożywionych duchem jedności, domem rodzinnym, braterskim i gościnnym, wspólnotą wiernych (ChL 26)?

Ciekawą interpretację powodów uśpienia parafii – zwłaszcza w Polsce – dał ks. Kazimierz Półtorak. Wskazał on, że po 1989 roku nastąpiło zderzenie posttotalitaryzmu z zachłyśnięciem się Zachodem, a wskutek tego pojawił się konsumizm, indywidualizm, urzeczowienie człowieka, zmieniło się także postrzeganie rodziny. W 25 lat później ludzie wciąż ulegają wpływom szybkich zmian kulturowych, postmodernizmu, prywatyzacji wiary i religijności. Zanikł szacunek do świętości, zmniejszyła się istotnie rola tradycji czy rytuałów, nie można mówić o przynależności do Kościoła poprzez tzw. afiliację naturalną (urodzenie się w rodzinie katolickiej). To, co do tej pory było skuteczne – wyłączna aktywność prezbiterów, masowe akcje – skończyło się.

Powołał Mnie Pan już z łona mej matki (Iz 49,1c)

Czy istnieje rozwiązanie? Tak – po pierwsze spotkanie z Chrystusem (do którego parafia poprzez swoje działania, skierowane na wszystkie wymiary życia, powinna doprowadzić człowieka), następnie też kształtowanie dojrzałych uczniów poprzez stałość i ciągłość działań formacyjnych.

To właśnie osobiste doświadczenie żyjącego Boga pozwala odkryć prawdziwą tożsamość, zrozumieć sens życia, odnaleźć własne zadanie w Kościele. Biskup Ryś przytacza przykłady dwóch postaci biblijnych. Pierwsza to Barnaba (zwany wcześniej Józefem) – lewita rodem z Cypru, który sprzedał pole, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów (por. Dz 4,36-37). Lewita, który ma pole? Rekolekcjonista przypomina: Lewi nie ma działu ani dziedzictwa wśród swoich braci, gdyż dziedzictwem jego jest Pan (Pwt 10,9). Lewici żyli z ofiar, nie było im łatwo, przymierali głodem, ale… byli zaproszeni do szczególnej relacji z Bogiem. Tymczasem Józef ma dość takiego życia. Emigruje na Cypr, dorabia się, ale tym samym zaprzecza swojej tożsamości, powołaniu. Nie wiemy, w jaki sposób spotkał Chrystusa – może poruszyły go mowy św. Piotra, które słyszał, gdy handlował płodami roli w Jerozolimie? Doprowadziło go to jednak do zupełnej przemiany życia, przyjęcia na nowo wewnętrznej prawdy o sobie: powołania do bycia w bliskości z Bogiem. Jak bardzo musiał się z tego powodu radować, skoro jego nowe imię brzmi ‘Syn Pocieszenia’ (Barnabas) – tego pocieszenia, które daje Paraklet, Duch Święty?

Inna osoba, która dzięki osobistemu spotkaniu z Bogiem odkryła to, kim jest naprawdę, to św. Mateusz Ewangelista. Bóg – przypomina bp Ryś – przychodzi do człowieka w takim punkcie wyjścia, w jakim on się znajduje. A pozycja Mateusza była nieszczególna: to celnik – a więc złodziej, kolaborant, grzesznik. Łukasz i Marek piszą o Lewim, który siedział w komorze celnej. Ale bohater tej sceny zapamiętuje ważny szczegół, nowe imię, które nadaje mu Jezus: Mateusz – 'dar Boży'! Bóg w tym, kim pogardzano i kto być może sam sobą pogardzał, widzi już ten szczególny dar dla Kościoła – przyszłego Ewangelistę i Apostoła. Rekolekcjonista zaznacza, że choć Bóg widzi prawdę o nas, o naszym wewnętrznym uwikłaniu, jednocześnie dostrzega w nas dar. Nie czeka, aż będziemy idealni, aby nas posłać. W powołaniu jest lekarstwo.

Przejść do posługi misyjnej

Kolejnym lekiem, który ma obudzić śpiącego olbrzyma, jest nawrócenie pastoralne, często wspominane podczas całego kongresu. Ten termin pochodzi z dokumentu z Aparecidy, przyjętego przez Konferencję Episkopatu Brazylii w 2007 r. po pielgrzymce Benedykta XVI. Choć list skierowany jest do krajów Ameryki Łacińskiej, może służyć Kościołowi powszechnemu. Biskupi brazylijscy napisali: Nawrócenie pastoralne naszych wspólnot wymaga przejścia od duszpasterskich zabiegów o charakterze konserwującym do posługi zdecydowanie misyjnej. „Nawrócenie” – a więc, jak zaznacza bp Ryś, trzeba zacząć najpierw od siebie samego. Co jest naszą wewnętrzną prawdą? Czy nie usiłujemy grać kogoś lepszego, udawać jak Ananiasz i Safira? Istotne jest także „nawrócenie wspólnot” – ponieważ ewangelizuje Kościół, parafia. To nie znaczy, że wspólnota ma rosnąć w nieskończoność, ale ma być miejscem doświadczania miłości wzajemnej. Głoszenie Ewangelii ma wynikać z miłości. Nie istnieje ewangelizacja w pojedynkę, nie należy też ona tylko i wyłącznie do osoby konsekrowanej. Rekolekcjonista przypomina tu o szczególnej roli kapłana, jaką wyznacza mu nauczanie Soboru Watykańskiego II – pasterz, poprzez kapłaństwo służebne, jest na służbie wobec wspólnoty, którą prowadzi do jedności i w której członkach budzi i wzmacnia charyzmaty. One zaś są dane dla Kościoła, dla służby – nie dla własnego dobrego samopoczucia. Wreszcie „odejście od zabiegów o charakterze konserwującym” – często mamy pokusę zadowolenia z tego, co jest: w niedzielę na mszę świętą przychodzi 10% wiernych – wspaniale! Stanu samozadowolenia nie powinny jednak potęgować liczby – zdarzają się, owszem, miejscowości, w których frekwencja na niedzielnej mszy świętej wynosi nawet 110%… ale to zwykle uzdrowiska lub miejscowości turystyczne. Czy obecni na tej Eucharystii tworzą ten Kościół? Warto też zapytać, czy w nasze posługiwanie (wspólnotowe czy parafialne) nie wkradła się rutyna. Jeśli zatem chcemy rozwoju naszych parafii, wspólnot, musimy przejść od konserwacji do posługi o charakterze misyjnym, bo zachowuje tylko ten, kto pomnaża. Jeśli chcemy cokolwiek zachować – głośmy Chrystusa.

Bieg ku świętości

Jak mówi papież Franciszek, przekaz wiary przypomina sztafetę 4x400. Ten, kto kończy pierwszy etap, nie może rzucić pałeczki na oślep, ale wie, komu ją przekazuje, powinien go dotknąć – ewangelizacja to spotkanie osoby z osobą, prowadzenie do relacji z Jezusem, postawy uczniostwa. Kościół bowiem powinien być nieustannie ewangelizujący i ewangelizowany. Bogactwo wspólnot, różnorodność sposobów ewangelizacji i formacji sprawia, że owa sztafeta jest rzeczywiście możliwa. W trakcie kongresowych warsztatów uczestnicy mieli okazję zapoznać się z niektórymi wspólnotami i ich działalnością w parafii (m.in. Szkołą Nowej Ewangelizacji, wspólnotami Emmanuel i Chemin Neuf, Drogą Neokatechumenalną, Focolari), a także z takimi inicjatywami, jak komórki parafialne i kurs Alfa. Świadectwem dzielili się goście kongresu, m.in. bp Nicholas di Marzio, zaangażowany w dzieło ewangelizacyjne swojej diecezji oraz o. Vincent Breyanert, który wzrastał i zaangażował się we wspólnocie Chemin Neuf. Listy do uczestników przysłali abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji oraz ks. Piergiorgio Perini, prekursor komórek parafialnych.

Jedne wspólnoty wysyłają swoich członków do posługi misyjnej bardzo szybko, inne – po długim okresie przygotowania. Co jest jednak wspólne dla każdej z nich, to formacja duchowa, która ma prowadzić człowieka ku świętości.

Trwali jednomyślnie

Czym powinna się charakteryzować wspólnota uczniów Chrystusa? O tym na podstawie Dziejów Apostolskich nauczał w trakcie kongresu bp Ryś. Zwrócił uwagę na to, że często mamy pokusę ignorowania słów o wspólnocie pierwszych chrześcijan, bo uważamy, że to stan idealny, a nie norma. A przecież właśnie takie życie ma się stać dla nas normą! Główną cechą pierwotnego Kościoła jest jego jednomyślność. To wyrażenie pojawia się 11 razy w Nowym Testamencie, w tym 10 – w Dziejach Apostolskich. Uczniowie byli napędzani jednym tchnieniem, pragnieniem. Dlatego – jak zwraca uwagę rekolekcjonista – słowo „Jedenastu” tak bardzo woła o uzupełnienie. Aby móc ewangelizować, trzeba budować nie tylko własną relację z Panem, ale i wymiar wspólnoty, miłość wzajemną. Nie ma apostoła, który idzie na misje sam. Określenie „Jedenastu” pokazuje, że jesteśmy wspólnotą ludzi słabych i nie wychodzimy do świata w poczuciu własnej bezgrzeszności. A jednak to właśnie ubóstwo Kościoła oraz kontemplacja są znakami dla świata.

Jednomyślność jest darem od Boga, podobnie jak wzrost Kościoła. Bożym darem są też tak naprawdę owoce ewangelizacji. Jak zauważa rekolekcjonista, Apostołowie głosili wielką mocą – nie swoimi siłami i to nie od ich wysiłków zależały tak liczne przemiany serc (np. po dwóch mowach św. Piotra nawróciło się 5000 mężczyzn). Należy jednak zapytać, jak nie odrzucić ludzi, których Bóg do nas posyła? Czy nie stawiamy zbyt wielu barier, które przeszkadzają w spotkaniu z żyjącym Panem?

Ja sam będę szukał moich owiec (Ez 34,11)

Popołudnie i wieczór 21 września – kiedy Kościół wspomina św. Mateusza Ewangelistę – staje się dla uczestników kongresu świętem ewangelizacji. Przyodziani w moc z wysoka (por. Dz 1,8), mogą dołączyć do wybranej wspólnoty, działającej przy kościele Wniebowzięcia i wraz z nią głosić Chrystusa na terenie parafii. Ewangelizowano więc przy hipermarkecie, przy trzech stacjach metra, zorganizowano marsz dla Jezusa, piknik rodzinny, koncerty uwielbieniowe, odwiedzano też parafian w ich domach. Ewangelizacji podjętej z tak wielkim rozmachem towarzyszy oczywiście adoracja Najświętszego Sakramentu – beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5). Niezwykłe jest to, że na głoszenie otwarci są głównie ubodzy – zarówno materialnie, jak i duchowo. Grzegorz, bezdomny, obiecuje, że przyjdzie na piknik i koncert. Podobnie otwarta na różne wydarzenia parafialne jest pani, kilka miesięcy wcześniej zostawiona przez męża. Jeden z bezdomnych zgadza się, aby pomodlono się nad nim wstawienniczo. O modlitwę prosi też pani, sprzedająca kwiaty przed sklepem. Do grupy ewangelizatorów, rozdającej przy stacjach metra ciasto, owoce i baloniki (a oprócz tego krówki z cytatami z Pisma Świętego i ulotki o wydarzeniach ewangelizacyjnych w parafii) kilkakrotnie podchodzi para, żyjąca w konkubinacie. Kobieta ma bardzo tragiczną historię życia – jest córką alkoholika, od swoich mężów czy partnerów musiała uciekać wraz z dziećmi. Jej obecny konkubent nie ma pracy. Ewangelizatorzy słuchają, dają też własne świadectwa o Opatrzności Bożej. Kiedy się żegnają, para odchodzi z… reklamówką pełną ciasta, z kanapkami i owocami dla dzieci. Kobieta zapowiada, że na niedzielny koncert w parafii zabierze także swoją mamę. Pod kościołem para ewangelizatorów spotyka grupkę palących papierosy chłopaków, w tym dwóch nieochrzczonych. Po rozmowie dwaj z nich idą na adorację. Wracając z niej, jeden mówi do księdza, z którym wcześniej rozmawiał: „To było najlepsze wyjście na fajki w moim życiu”. Ksiądz Leszek ze Śląska odmawia różaniec, idąc w stronę kampusu SGGW. Gdy przechodzi obok przystanku, na którym siedzi pijak, słyszy wewnętrzny głos: „Daj mu różaniec”. „Nieeeeeee… To taki fajny różaniec… dobrze mi się na nim modli…”. „Daj mu różaniec”. „Ech… no dobra…”. Podaje mijanemu człowiekowi różaniec i idzie dalej, ale słyszy, że tamten go woła. Ksiądz podchodzi. Nawiązują długą rozmowę, która kończy się spowiedzią.

Krzysiek z Lublina i pewien ksiądz z Rzeszowa są w grupie osób, która ewangelizuje w domach. Gdy podchodzą do jednego z bloków i naciskają klamkę, drzwi na klatkę schodową same się otwierają. Wchodzą więc i na chybił trafił pukają do drzwi. Gospodyni, trochę zdziwiona, zaprasza jednak gości do środka. Długo rozmawiają. Okazuje się, że pani ma dość trudną sytuację życiową. Od dłuższego czasu myśli o sakramencie pokuty, ale nie może się zebrać w sobie, aby to uczynić. Ksiądz proponuje spowiedź, Krzysiek przechodzi do innej części mieszkania i modli się wstawienniczo. Żegnając się już z gośćmi, gospodyni zastanawia się, jak dostali się do bloku: „Tutaj nie można wejść bez domofonu. Ktoś wam otworzył?”. „Nie, nacisnęliśmy klamkę i drzwi się same otworzyły”. „To niemożliwe!”. Po wyjściu z bloku próbują nacisnąć klamkę, ale nie rusza się. Rzeczywiście, Ktoś te drzwi otworzył…

Zapewne wiele owoców tej ewangelizacji zostało zakrytych. Być może jednak ktoś zadał sobie pytanie, co się dzieje w parafii? Co się dzieje na Ursynowie? Skąd w tych ludziach tyle radości? Dlaczego nie wstydzą się mówić o miłości Bożej? I wreszcie – czy to możliwe, że ta miłość jest także dla mnie?

Duch Święty przynagla nas

Składając świadectwa z kongresu, wiele osób mówiło o rozpaleniu nadziei, powołania, pragnienia ewangelizacji. W oficjalnym zaś podsumowaniu kongresu napisano: Mamy świadomość, że nasze parafie kryją w sobie olbrzymi potencjał. Odkrywaliśmy, że Duch Święty przynagla nas dzisiaj do podjęcia darów w nim złożonych. To On wzywa nas: do przekazu wiary będącej osobistym spotkaniem ze Zmartwychwstałym Chrystusem; do „przeżywania parafii, jako pierwszego miejsca doświadczenia Kościoła w środowisku, w którym żyjemy”, do troski o wzrost parafii, dokonujący się poprzez adorację, budowanie małych wspólnot, caritas, postawę uczniostwa (dzięki mistagogii i systematycznej katechezie dotykającej człowieka na każdym etapie życia) oraz ewangelizację; do tego by Parafia stała się wspólnotą żywego Kościoła, wspólnotą dającą życie, wspólnotą czynnej miłości.

Oby rzeczywiście owoce II Kongresu Nowej Ewangelizacji były trwałe i przyczyniły się do rozbudzenia naszych „śpiących olbrzymów”. A kolejny kongres już za rok – będzie dotyczyć ewangelizacji w środowiskach wiejskich i w małych miasteczkach. 

Renata Czerwińska

Artykuł z "Posłania" 6/2013