Jak działa homeopatia?

Mam na imię Aneta i pochodzę, pewnie jak większość osób w naszym kraju, z rodziny katolickiej. Wiara w moim życiu odgrywała zawsze ogromną rolę. Od dziecka dużo się modliłam, śpiewałam w scholce parafialnej, należałam do Oazy Dzieci Bożych, byłam na pielgrzymce. Z lekcji religii wiedziałam, że nie wolno wywoływać duchów czy chodzić do wróżki, bo to może się źle skończyć. Na tym moja wiedza o zagrożeniach duchowych się kończyła. 

Jestem matką dwójki dzieci i jak każda matka bardzo troszczę się o ich zdrowie. Gdy starszy syn skończył 3 lata, zaczął bardzo często chorować. Wciąż powracało zapalenie krtani, dlatego przez około siedem miesięcy leczony był antybiotykami. Lekarze przepisywali mu tylko antybiotyki i sterydy. Nie przynosiły one jednak rezultatów, a częstotliwość ich podawania rosła.

Od znajomej dowiedziałam się o dobrym lekarzu, który leczy stosując homeopatię. Nigdy wcześniej nie korzystałam z porad osób leczących w niekonwencjonalny sposób, ale z poczucia bezradności postanowiłam spróbować takiej metody. Homeopatą nie był żaden laik, udający uzdrawiacza, ale wykształcony lekarz. Bardzo spodobało mi się jego podejście do pacjenta, długi wywiad i trafna diagnoza, która wyjaśniała wcześniejsze problemy zdrowotne dziecka. Terapia szybko przyniosła oczekiwane skutki.

Za dalszym korzystaniem z homeopatii przemawiała również niska cena leków i to, że lekarz z czasem zaczął leczyć dwójkę moich dzieci. Czasem wystarczały porady udzielane przez telefon. Byłam bardzo zadowolona z szybkich efektów. Gdy któreś z dzieci zachorowało, szybko wracało do zdrowia nawet po jednym, dwóch dniach leczenia. Tak było na przykład z zapaleniem oskrzeli u młodszego syna.

Lekarz, z którego porad wówczas korzystałam, zafascynowany był buddyzmem oraz wschodnimi technikami leczenia, np. akupunkturą. Najczęściej odrzucał praktykę medycyny tradycyjnej, co w tamtym czasie nie wydawało mi się niczym podejrzanym. Dzieci leczone były homeopatycznie przez około 9 lat.

Modlimy się codziennie wraz z dziećmi. Wierzę, że właśnie modlitwa, szczególnie różaniec, uchroniły nas od zła, które rozpanoszyło się w naszym życiu. W domu zaczęły zdarzać się różne, bardzo poważne awarie, dotyczyły też one samochodu. Do tego doszły drobne wypadki podczas jazdy. W naszej rodzinie pojawiły się też problemy finansowe. Choć podjęłam dodatkową pracę, nie dało się odczuć poprawy sytuacji. Dzisiaj wiem, że ilość i częstotliwość nawarstwiających się problemów przekraczały wszelkie normy.

Czułam obecność zła, ale nie umiałam go nazwać po imieniu. W tym czasie ciągle się modliłam, szczególnie do Anioła Stróża. Nie mogłam pojąć, co się z nami dzieje. Pojawiły się u mnie stany depresyjne, myśli - podszepty, na przykład, gdy prowadziłam samochód, słyszałam zachętę: „uderz w drzewo”. Były też myśli bluźniercze przeciwko św. o. Pio.

Docierały do mnie różne sygnały o tym, że leczenie homeopatyczne jest złe, ale nikt nie potrafił do końca wytłumaczyć mi, dlaczego. Nawet księża mieli na ten temat różne opinie. Wierzę, że Opatrzność Boża nad nami czuwała, bo Pan Bóg postawił na mojej drodze ludzi, dzięki którym dowiedziałam się o rekolekcjach z o. Jamesem Manjackalem w Toruniu.

Pojechałam na nie z ogromną radością i wielką tęsknotą, którą sam Pan Jezus włożył mi w serce. Był to dla mnie czas spotkania z żywym, realnym Jezusem, który jest obecny w naszym życiu. To był czas nawrócenia. Gdzieś głęboko w duszy czułam, że wiara to jest głębia, że pod wierzchnią warstwą tradycji jest coś więcej, że właśnie tak może w nas działać Duch Święty. Wówczas po raz pierwszy tak Go doświadczyłam. Był to dla mnie czas oczyszczenia, łez, czas ogromu miłości, ale i czas stanięcia w prawdzie, która odkrywała, czym jest naprawdę homeopatia. Duch Święty ustami o. Jamesa mi to wyjaśnił. Jego opowieść o poświęceniu kliniki homeopatycznej, które spowodowało zanik leczniczych właściwości tych leków, wiązała się z bardzo ważnym pytaniem: jeśli woda święcona „neutralizuje” ich działanie, to CO w nich tak naprawdę działa? Zrozumiałam, skąd płynie siła leków, które - w nieudowodniony naukowo sposób - dawały zaskakujące efekty. Przewrotność zła polega tu na tym, że „leki” przynoszą „dobre” efekty i trudno doszukiwać się w nich czegoś szkodliwego. Na złe skutki przychodzi jednak czas. Dzisiaj to wiem. Choroby mijały, ale mam świadomość, że „leki” te zostawiły ślady, są to ślady w sferze duchowej.

Po rekolekcjach głęboko w sercu zerwałam z homeopatią, wyrzekłam się wszelkiego zła. Wyrzuciłam leki homeopatyczne i ulotki zachęcające do korzystania z porad naszego lekarza. Odbyłam spowiedź generalną. W Sanktuarium w Oborach całą naszą rodzinę zawierzyliśmy opiece Matki Najświętszej.

Duch Święty działa w moim życiu. Wyraźnie widzę znaki Jego obecności w mojej rodzinie, ale i wśród znajomych, którym z radością opowiadam o spotkaniu z Jezusem. Pragnę kroczyć Jego śladami tak, jak poprowadzi mnie Duch Święty.  

Świadectwo z "Posłania" 1/2010