Posłanie do najuboższych z ubogich

Kiedy byłam nastolatką, wybrałam się na pielgrzymkę pieszą do Częstochowy (10 dni z Torunia). Podczas niej pewnej nocy usłyszałam cichy głos w sercu: „Należysz do Mnie”. Powiedziałam wtedy: „Nie, Panie Boże, Ty się pomyliłeś, to nie mogę być ja. Na pewno nie ja. Jestem słaba, mam swoje plany”.

Rano pobiegłam do pewnego mądrego księdza i zapytałam go o to, co się stanie, gdy nie podążę za swoim powołaniem. Odpowiedział: „Nie będziesz szczęśliwa”. Pomyślałam wtedy: „Uczynię się szczęśliwą”. Przez kolejne lata – było ich razem ze studiami siedem – próbowałam uczynić się szczęśliwą. Próbowałam intensywnie, uczyłam się, pracowałam za granicą, miałam chłopaka, próbowaliśmy się kochać, ale nic z tego nie wychodziło. Gdy pracowałam za granicą, zauważyłam, że wśród tego bogactwa i sytości nie ma szczęścia. Kiedy obejrzałam film o Matce Teresie, o której w tamtym czasie dużo nie wiedziałam, serce mi zaczęło „płonąć”. Odczułam, że też chcę tak żyć i tak pracować, chociaż nie czułam się godna. Gdy wróciłam do Polski, zaczęłam rozumowo wybierać i szukać kongregacji, które zajmują się dziećmi z upośledzeniem, bo skończyłam studia z pedagogiki specjalnej. Moją fascynacją była pomoc chorym dzieciom, np. z porażeniem mózgowym, autyzmem. Szukałam więc zgromadzenia o takim charyzmacie, ale w końcu napisałam do Misjonarek Miłości. Siostry zaprosiły mnie na tzw. come and see (przyjdź i zobacz), tj. dwutygodniowy pobyt, w którym uczestniczy się w życiu wspólnoty: bierze się udział w modlitwie, w apostolacie ubogich, razem z siostrami wychodzi do najuboższych, do kanałów, na ulice, na dworce kolejowe, odwiedza się ubogie rodziny. Kiedy przyjechałam do sióstr, od razu poczułam się jak w domu, ale jeszcze toczyła się we mnie walka. Jednak pewnego wieczoru usłyszałam w sercu słowa: „Czy kochasz Mnie więcej niż?…” . Tego „niż” było dużo w moim życiu – rodzina, moje plany, zawód i inne, ale odpowiedziałam Panu: „Dobrze”. Po dwóch miesiącach przyjechałam do sióstr do Katowic już jako kandydatka i widzicie, co ze mnie wyrosło.

W czasie, kiedy rozpoznawałam swoje powołanie – był to okres moich studiów – byłam związana z grupą Posłanie, która jest wspólnotą charyzmatyczną, ale też stoi twardo na ziemi. Myślałam, że to wystarczy, ale nie wystarczyło. W końcu znalazłam szczęście w naszym zgromadzeniu.

Formacja początkowa trwała cztery i pół roku, pierwsze śluby miałam w Warszawie 8 grudnia 2008 r., po czym zostałam wysłana na misje do Rumunii do Bukaresztu. W naszym tamtejszym domu zajmujemy się chłopcami z upośledzeniem fizycznym i umysłowym, a więc wróciłam do mojej miłości. Kiedy ponad dwadzieścia lat temu Matka Teresa przyjechała do Rumunii, jak zawsze szukała najuboższych z ubogich. Rząd – wtedy jeszcze komunistyczny – pokazał jej piękne instytucje, ale tłumaczka, która jej towarzyszyła, powiedziała, że to nie jest prawdziwy obraz i że pokaże jej rzeczywistość. Zaprowadziła Matkę Teresę do instytucji dla upośledzonych dzieci, które były bite, wiązane, niedożywione. W malutkim pokoiku umieszczonych było trzydzieścioro dzieci. W czasie posiłków wrzucano tam jedzenie i szybko zamykano drzwi. W takich warunkach tylko silniejsze dzieci miały szansę przeżyć. Matka Teresa wzięła wtedy sześćdziesięcioro z tych dzieci – te które były w najgorszym stanie – żeby chociaż mogły umrzeć godnie. Została ich matką chrzestną. Dzieci były tak chore, że wszyscy spodziewali się, że niedługo umrą. Jednak większość z nich, otoczona miłością i troską sióstr, nie umarła i żyje do dziś w naszych domach. Praca z tymi dziećmi nie jest jedynym naszym apostolatem w Rumunii, wychodzimy też do najuboższych z ubogich. Bracia Misjonarze Miłości prowadzą apostolat na dworcach kolejowych, a my wychodzimy do rodzin, albo do osób samotnych. Najuboższą grupę społeczną stanowią w tym kraju Cyganie. Społeczność ta jest bardzo liczna, ale Rumuni (biali i wykształceni) nie chcą mieć z nimi nic do czynienia. Te relacje są bardzo trudne. Wśród Cyganów jest grupa bogatych, zazwyczaj kolorowo ubranych, którzy mają swój dialekt podobny do hindi. Ci, którzy zajmują się okultyzmem i ubrani są w świecące stroje, też są dosyć majętni. My pracujemy wśród tych, którzy są ubodzy. Czasami w jakiejś gliniance mieszkają razem rodzice, ciotka i wiele dzieci. Cyganie kochają dzieci. Nie mają warunków, ale mają dużo dzieci. Mieszkają bez wody, bez elektryczności, utrzymują się głównie z żebractwa.

Głównym charyzmatem Misjonarek Miłości jest zaspokojenie pragnienia Chrystusa, wołającego na Krzyżu: „Pragnę”, dlatego w każdej z naszych kaplic znajduje się krzyż i napis „Pragnę”. Jak zaspokoić to pragnienie Jezusa? W kim? Dlatego szukamy najuboższych z ubogich. Tymi ubogimi są nie tylko ci ubodzy materialnie, ale też ubodzy duchowo, moralnie. W Rumunii jest wiele rozbitych rodzin, pewnie wynika to z braku wiary, bo w czasach komunistycznych ludzie tam nie mieli religii. Wiele osób jest analfabetami. Mają możliwość edukowania się, ale nie każdy chce się uczyć. Szczególnie Cyganie nauczyli się takiego „wolnego” życia. To, co staramy się robić, aby zaradzić temu ubóstwu duchowemu, to obudzić pragnienie Jezusa. To jest najważniejsze, bo jeśli odkryję Jezusa, że On nie jest Kimś dalekim, ale żywym Bogiem w moim życiu, to obudzi się we mnie pragnienie zmiany życia: chcę być dobry, nie chcę kraść, nie chcę kłamać, chcę mieć jedną żonę, chcę wychowywać moje dzieci. Dlatego wychodzimy do naszych ubogich z katechizacją. Na przykład w sobotnie poranki wychodzimy ok. godz. 9, zazwyczaj z siostrą Mary Thomas, do jednej z cygańskich rodzin. Jak tylko dojdziemy do bramki i jedno dziecko nas zobaczy, ucieka i za chwilę pojawia się dziesięcioro innych. Ostatnio, ponieważ było ciepło, zrobiłyśmy katechezę na dworze. Jedno z dzieci usiadło na cegle, inne na odwróconej misce, jeszcze inne na jakimś sweterku i już zaczęły słuchać. Stosujemy w pracy z dziećmi metodę „katecheza Dobrego Pasterza”, polegającą na przedstawianiu fragmentów z Pisma Świętego za pomocą przygotowanych przez nas figurek. Ta metoda bardzo przemawia do dzieci i otwiera ich serca. I przez przygotowane przez nas pytania dzieci zaczynają myśleć i dochodzą do relacji z Jezusem, który jest Kimś bliskim, jest Dobrym Pasterzem. Kończymy tę katechezę rysowaniem i ewentualnie, jeśli są grzeczne, dostają po cukierku. W czasie letnim organizujemy wiele obozów, w których pomagają nam liczni woluntariusze, głównie z Hiszpanii, którzy przyjeżdżają na tydzień lub dwa. W Bukareszcie oprócz naszego domu są jeszcze dwa. Po sąsiedzku siostry misjonarki zajmują się ludźmi z ulicy, bezdomnymi. Organizują kąpiele, posiłki, rekolekcje. Trzecia wspólnota mieszka w dzielnicy cygańskiej. Siostry najbardziej inwestują tam w edukację młodego pokolenia i już można zauważyć zmiany.

s. Chilla Maria MC

Świadectwo wygłoszone 4 lipca 2013 r. w czasie rekolekcji ewangelizacyjnych dla młodzieży w Brodnicy, zamieszczone w "Posłaniu" 5/2013