Lekcja ewangelizacji

Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7).

Świat obecnie potrzebuje świadków żywej wiary. Jeżeli uczeń Chrystusa chce dawać świadectwo, głosić innym Dobrą Nowinę o Jezusie, musi przestać liczyć na własne siły i zdać się całkowicie na Boga, Jemu zaufać. Największą przeszkodą w byciu apostołem jest nasza pycha, myślenie, że sami damy radę.

W konsekwencji liczymy wtedy bardziej na własne siły, zdolności niż na Boga. Mogłam tego doświadczyć podczas rekolekcji dla gimnazjalistów, do prowadzenia których zaproszono naszą wspólnotę w okresie Wielkiego Postu. Mieliśmy do zagospodarowania dwa dni. Na pierwszy dzień było przewidziane przedstawienie „Zraniony Pasterz” i świadectwo, a drugi dzień miał być poświęcony tematowi „Sens życia”. 

Gdy jechaliśmy pierwszego dnia na rekolekcje, każdy z nas czuł się pewnie, bo przecież graliśmy przedstawienie już tyle razy, więc nie było czym się przejmować, każdy zna swoją rolę. Pan Bóg jednak chciał nas wiele nauczyć, bo rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Od samego początku przedstawienia uczniowie w najmniej oczekiwanych i najmniej odpowiednich momentach wybuchali śmiechem, wyśmiewali się ze wszystkiego. Nie mogliśmy zrozumieć ich reakcji, gdyż sceny dręczenia przez złego ducha, cierpienie Jezusa i Emanuela (głównego bohatera) nie były scenami komicznymi. Odbiór przedstawienia spowodował, że wszyscy aktorzy schowani za kurtyną nie ustawali w modlitwie. Gdy wracaliśmy autobusem po posłudze, po ludzku czuliśmy się zdruzgotani, gdyż atmosfera była naprawdę ciężka. Jednak poprzez wzajemne dzielenie się we wspólnocie braci i sióstr Pan przyszedł do naszych serc z umocnieniem. W pewien sposób zostaliśmy przygotowani do tej sytuacji poprzez lekturę książek niezłomnego ewangelizatora Davida Pierce’a (Rockowy kapłan, Żyjąc w klatce na szczury), który ewangelizując w niebezpiecznych miejscach często spotykał się z przykrymi doświadczeniami. Pocieszaliśmy siebie nawzajem, że mogło być jeszcze gorzej, bo nikt nas nie opluł, nie obrzucił kamieniami, nie narażaliśmy też życia.

Następnego dnia jechaliśmy do tych samych uczniów nie z tak wielkim entuzjazmem jak poprzedniego, panowała atmosfera modlitwy. Ponadto cała wspólnota łączyła się z nami duchowo. Jedna z osób wyznała, że modliła się słowami D. Pierce’a: Panie Boże spraw, aby dzisiaj nie było tak trudno jak wczoraj.  Drugi dzień rekolekcji rozpoczęliśmy od wspólnej modlitwy i oddania się w opiekę Maryi. Program tego dnia składał się z krótkich świadectw o sensie życia, które były przeplatane rapem. Poprzez zadawanie uczniom pytań dotyczących sensu życia wciągnęliśmy ich w dialog, dlatego nie było miejsca na wygłupy, byli oni zainteresowani tym, co się działo. Po krótkim wprowadzeniu opowiedzieliśmy o tym, o czym marzyliśmy, będąc w ich wieku. Dzieliliśmy się tym, że marzyliśmy o prawdziwej miłości, spotkaniu tej jedynej osoby – „księcia z bajki”; chcieliśmy mieć szczęśliwy dom bez kłótni i alkoholu; chcieliśmy być lubiani wśród znajomych, zdobyć akceptację grupy; marzyliśmy o tym, aby być zauważonym, docenionym; być pięknym i sławnym. Opowiadaliśmy o tym, że nie znaleźliśmy szczęścia tam, gdzie szukaliśmy, bo ukochana osoba odeszła, ktoś musiał zrezygnować z bycia sławnym. Nie oznaczało to jednak, że nasze życie straciło sens, bo spotkaliśmy na swej drodze Kogoś, kto nas nigdy nie opuści, dla Kogo jesteśmy bardzo ważni, Kto nas kocha takimi, jakimi jesteśmy, przed Kim nie musimy udawać i możemy być sobą. Spotkanie z Chrystusem całkowicie zmieniło nasze życie i o tym mogliśmy zaświadczyć wobec uczniów gimnazjum. Ostatnim punktem programu była modlitwa zawierzenia życia Jezusowi. Zaprosiliśmy młodzież, aby każdy, kto chce, zaprosił Jezusa do swojego serca. W tym momencie przypomniało mi się posługiwanie D. Pierce’a, który po swoich koncertach zapraszał na scenę tych wszystkich, którzy chcieli zawierzyć życie Jezusowi i modlił się za nich wraz z zespołem. 

Pan Bóg wiele mi pokazał poprzez to doświadczenie. Drugi dzień rekolekcji był zupełnie inny, odczuwaliśmy duży pokój podczas posługi, widać było poruszenie wśród uczniów. Kiedy mówiliśmy o naszych marzeniach dotyczących miłości, wszyscy milkli, gdyż dotknęliśmy najgłębszych pragnień każdego młodego człowieka. Osobiście mogłam doświadczyć, że Pan Bóg ma wielką moc, gdyż ci sami uczniowie, którzy jednego dnia rozrabiali, zachowywali się w nieodpowiedni sposób, drugiego dnia byli zupełnie inni. Byłam zaskoczona, w jaki sposób Duch Święty posługiwał się nami, że mogliśmy dotrzeć do młodzieży poprzez dialog z nimi. Pan Bóg przypomniał nam, że jeżeli chcemy pracować w Jego winnicy, to powinniśmy za każdym razem przystępować do pracy z taką samą gorliwością, nieważne czy gramy przedstawienie pierwszy, czy dziesiąty raz. 

Uwielbiam Cię Panie, bo Ty pragniesz, abyśmy pracowali w dziele ewangelizacji „nie swoją mocą, ale mocą Ducha Świętego”. Dziękuję Ci za łaskę tych rekolekcji, bo jechałam tam, żeby innym opowiedzieć o tym, co Bóg uczynił w moim życiu, a sama zostałam zewangelizowana.

Grażyna 

 

Świadectwo z "Posłania" 2/2007