Błogosławiony czas sam na sam

Pojechałem na rekolekcje ignacjańskie, które były czasem spędzonym z Bogiem sam na sam. Bardzo ważną kwestią, jak mi się wydaje, był sposób, w jaki tam dotarłem. Wszystko zaczęło się dwa lata wcześniej.

Moja - wtedy jeszcze - narzeczona opowiedziała mi o tych rekolekcjach, a mówiąc o nich, była rozradowana. Wtedy zrodziła mi się myśl o wyjeździe na owe rekolekcje, wiedziałem jednak, że sam - z powodu niepełnosprawności - tam nie dojadę i wtedy powiedziałem Bogu: „Sam nie dam rady dotrzeć na te rekolekcje, ale jeśli załatwisz mi transport, to obiecuję, że pojadę”. Miałem pragnienie być na takich rekolekcjach, usłyszeć, jak Pan mówi do mnie i obiecałem, że odpowiem na to wezwanie. Czekałem ponad rok, aż tu nagle dowiedziałem się, że koleżanki ze wspólnoty planują wyjazd właśnie na rekolekcje ignacjańskie, więc także się zapisałem. Dziewczyna, z którą mieliśmy jechać, zdecydowała, że jednak nie zaryzykuje i nie wybierze się w tak daleką trasę z powodu niesprawności samochodu. Zrobiło mi się przykro, jednak tydzień przed wyjazdem Pan znalazł kolejną osobę, z którą wszyscy razem mogliśmy pojechać do ośrodka rekolekcyjnego. Już po tym czasie zdałem sobie sprawę z tego, że dwa lata wcześniej Bóg posłużył się moją narzeczoną, by rozpalić we mnie pragnienie przeżycia tych rekolekcji, potem posłużył się koleżankami, które popchnęły mnie do odpowiedzi na moją obietnicę daną Bogu, a gdy pojawiło się zagrożenie, że jednak nie pojedziemy, Pan posłużył się kolejną osobą, by nas przyprowadzić do Siebie. Zobaczyłem, że nawet wtedy, gdy po ludzku utrapienia nie da się rozwiązać, Pan zawsze znajdzie sposób, by temu zaradzić. Dla nas może to wydaje się niemożliwe, ale dla Boga nie ma problemów nie do rozwiązania.

Wiedziałem, co to za rekolekcje, znałem ich zasady i być może dlatego łatwo było mi wejść w ciszę, która jest jednym z ich warunków. Nie da się usłyszeć mówiącego do nas Boga, zagłuszając go rozmową z koleżanką lub kolegą. Zanim rozpoczęło się milczenie, ustaliliśmy ze współlokatorem, że nie będziemy sobie przeszkadzać w przeżywaniu rekolekcji, bo obaj wiedzieliśmy, po co tam jesteśmy. W tym miejscu muszę powiedzieć, że modliłem się o takiego lokatora, który nie będzie mnie rozpraszał w przeżywaniu tego czasu i rzeczywiście sobie nie przeszkadzaliśmy. Jako osoba z niepełnosprawnością potrzebowałem pomocy, np. przy obiedzie i muszę powiedzieć, że otrzymałem ją, a nawet i więcej. Posłużę się przykładem: na obiad panie ze stołówki przygotowały kotleta schabowego - niby nic, co mogłoby przysparzać problemów, a ja zastanawiałem się, jak tu go pokroić. Poszedłem więc do kierownika duchowego poprosić o pomoc (była to kobieta). Oczywiście przyszła, pokroiła tego kotleta, ale nałożyła mi też ziemniaczki. Uradowałem się bardzo, że w tej jakże prostej i wydawałoby się zwyczajnej sytuacji zobaczyłem wielką miłość naszego Pana i to że jeżeli o coś Go prosimy, to otrzymujemy nawet więcej, niż się spodziewamy.

Wracając do treści rekolekcji. Codziennie rano o godzinie 7:00 była pierwsza medytacja, o 12:00 kolejna, a po obiedzie - trzecia. Nigdy nie zagłębiałem się aż tak we fragmenty Pisma Świętego, w przypowieści, chociaż już wcześniej wiedziałem, że Bóg przez nie zwraca się do mnie. Nie rozumiałem ich, pewnie też dlatego, że żyjemy ciągle gdzieś się spiesząc, nie mamy czasu na refleksję nad Słowem Bożym, a niejednokrotnie nawet nie chcemy się zastanawiać nad nim. Poddając się refleksji nad zadanym fragmentem Pisma Świętego mogłem zobaczyć, jak przez nie Pan mówił i mówi do mnie i to przez konkretne sytuacje z mojego życia. Bóg pokazał mi, że jestem popękany, kruchy, bojaźliwy, skupiam się na tym, co na zewnątrz, zamiast patrzeć na samego Boga, że nurtuje mnie zbyt wiele spraw. Przekonywał mnie, że jestem Jego dzieckiem i codziennie zaprasza mnie na ucztę, gdzie stół jest suto zastawiony, chce mnie uzdrowić, a ja boję się, że stracę to, co mam, boję się ośmieszenia. To wszystko i wiele innych spraw, które pokazał mi Pan, blokuje mnie na Jego łaski. Bóg chce nam tak wiele ofiarować, ale boimy się przyjąć ogrom darów. Zobaczyłem, jak po ludzku jestem niedoskonałym naczyniem, ale Pan mi powiedział: „Takiego cię stworzyłem i dla mnie jesteś arcydziełem”. Bardzo często nie dostrzegamy tego, jak wiele otrzymaliśmy, jak wiele talentów i zdolności posiadamy, skupiamy się na tym, czego nie mamy, na brakach, na naszej niedoli i właśnie takie myślenie nie pozwala nam dostrzec Boga stojącego obok nas. Zapatrzenie w nasz ból, w nasze niedostatki, nie pozwala nam rozpoznać Boga, tak jak Marii Magdalenie po zmartwychwstaniu. Teraz już jestem pewien, że fundamentem jest Miłość. Chwała Panu za to, co uczynił w moim życiu do tej pory, a także za to, co jeszcze dla mnie przygotuje.

Piotr  

Świadectwo z "Posłania" 2/2014