Bóg jest źródłem męstwa

Na rekolekcje syntezy Ćwiczeń duchowych św. Ignacego jechałem bez entuzjazmu i specjalnych oczekiwań. Codzienność pełna trosk zrobiła swoje i moja nadzieja została ostatnio podkopana. Także życie duchowe przeobraziło się w szlachetne przyzwyczajenie i obowiązek, którym brakowało już jednak polotu i gorliwości.

I właśnie rekolekcje okazały się czasem badania swojego serca w świetle Słowa Bożego i wystawiania go na uzdrawiające działanie łaski Bożej, budzenia do nowej nadziei w Panu.

Z poziomu serca widać inaczej, dzięki czemu spod zmęczenia mogłem też wydobyć radość z zaangażowania w dzieło Nowej Ewangelizacji. Sam Bóg, który mnie powołał, raduje się z mojej wierności i chce dzielić ze mną tę radość! To poszerzyło serce od przepisanej i wyrabianej normy do miłości, której się nie mierzy.

Prorocy Starego Testamentu, którzy byli przewodnikami po medytacjach w tej syntezie, pomogli mi swoim przykładem stawać na nowo przed Bogiem w całej szczerości serca. Ich wielkość to ostatecznie, po próbach i upadkach, wielkość samego Boga, który ich wybrał, a któremu oni starali się być wierni. Bóg wybrał także mnie do grona Swoich uczniów. Bycie uczniem Chrystusa to niełatwe zadanie pośród przykrości i przeciwności, jakich się doświadcza. Potrzeba zaufania, że to Bóg, który mnie wybrał, sam mój los zabezpiecza. Aby być wielkim, trzeba stać się dzieckiem, które Bóg prowadzi za rękę. To też przypomniał mi Pan. Dlatego zamiast miłości własnej i egoizmu, które są wylegarnią lęków, zapragnąłem Bożego królowania w moim sercu. I Bóg przyszedł, by odnowić ze mną Swoje serdeczne przymierze.

Bez pokładania całej nadziei w Panu niewiele zrobię, bo jestem słaby. Ale przyjaźń z Nim owocuje męstwem, dzięki czemu można czynić dobro, a nie kapitulować i siać zniechęcenie. Bóg jest źródłem męstwa! Zrozumiałem także, jak toksyczny jest egoizm i jak bezwzględną walkę powinienem mu wydać, wyrabiając w sobie ducha wspólnotowego. Bez tego nie ma dobra, bo Bóg działa w miłości.

Mam pewność, że zawsze byłem, wciąż jestem i do końca będę kochany przez Boga Ojca. Czy jednak świadomie chcę Jego miłości, tak różnej od mojej? Czy chcę kochać tą miłością innych, tonących w wodach świata? Czy chcę być tak miłosierny, jak Jezus, by zapominać o sobie samym i dawać siebie braciom? Tak, chcę! W Twoje ręce, Boże, powierzam ducha mego. Tchnij we mnie Ducha Swego. AMEN.

Tomek 

Świadectwo z "Posłania" 2/2010