Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity

Chcę podzielić się świadectwem tego, jak Pan Bóg zaprosił mnie do wspaniałej przygody w Duchu Świętym, jak wzywa do coraz głębszego „zakorzenienia się” w Nim, by przynosić owoce poprzez zaangażowanie w dziele ewangelizacji, poprzez podjęcie formacji i posługi w konkretnej wspólnocie, w której mnie postawił. 

Już w dzieciństwie pojawiło się w moim sercu pragnienie wspólnoty. Bóg cały ten czas ścigał mnie Swoją miłością, wlewał w serce zbawienną tęsknotę za wolnością, za miłością, za poznaniem Jego Samego, dawał też wielkie pragnienie życia we wspólnocie. Kiedy dostałam się na studia, wiedziałam jedno – muszę poszukać grupy, wspólnoty dla siebie. Od października ruszyłam z nowo poznaną koleżanką ze studiów (nota bene do dziś będącą w naszej wspólnocie) na podbój duszpasterstwa akademickiego. Byłyśmy na wszelkich możliwych spotkaniach, w końcu zdecydowałyśmy się. Tak się złożyło, że trafiłyśmy na spotkanie rozpoczynające Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym prowadzone przez wspólnotę „Posłanie” i już zostałyśmy (w trakcie jego trwania stwierdziłam, że zostanę tylko na Seminarium i pójdę w swoją stronę). Nie wiedziałam jeszcze, co przygotował mi Pan i do czego będzie chciał mnie wezwać.

Przeszłam Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym. Słuchałam świadectw innych, jak Bóg ich uzdrawiał i uwalniał, pozostawałam jednak wciąż bardzo zamknięta na prawdę, z jaką Jezus chciał do mnie przyjść. Przeżyłam to Seminarium powierzchownie, nie chciałam dostrzec swojego zniewolenia, dalej wolałam koloryzować obraz siebie, uciekać od prawdy. Już w trakcie Seminarium padło zaproszenie do spowiedzi generalnej, z całego życia. Ja jednak - skłonna do zaniedbań - uległam kolejnej pokusie i odsunęłam tę propozycję. Dzięki Bożej łasce pozostałam jednak we wspólnocie. Przebywanie blisko Jezusa, świadectwo i modlitwa wspólnoty, bycie blisko światła, sprawiło, że i ja zapragnęłam wyjść z ciemności i niewoli grzechu. Przyszedł czas błogosławiony - spotkania z Miłosiernym Panem w sakramencie spowiedzi generalnej. Podczas niej Jezus ukazał mi prawdę, że czekał stęskniony, aż powrócę jak marnotrawny syn. Spadła zasłona zła. Rzeczywistością stały się w moim życiu słowa: Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Kiedy wracałam ze spowiedzi, poczułam się jak ptak wypuszczony na wolność. Czułam osobiste zaproszenie do życia we wspólnocie, bo tu spotkałam Jezusa Miłosiernego. Doświadczyłam i doświadczam, czym jest Odnowa, gdyż Jezus czyni w moim życiu wszystko nowe: przebaczył mi mój grzech, uzdrowił z lęku, w dodatku wezwał do posługiwania w dziele ewangelizacji. Zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach animatorów, angażować się w posługę, zaczynając od najmniejszych spraw. 

Jednak nieprzyjacielowi zależało na odłączeniu mnie od wspólnoty, od tego postępowania w dobrym. I tak na II roku studiów socjologii zaczęłam przeżywać trudności, pojawiały się bowiem wątpliwości i myśli przeciwko wierze, wywoływane i podsycane przez wpajaną na studiach ideologię. To, co kiedyś wydawało się oczywiste, teraz było podważane. Świat, środowisko akademickie oferowały postmodernistyczną filozofię, relatywizm, a w moim sercu rodziły się wątpliwości. Był to czas, w którym mogłam „wypłynąć na głębię”, oddając swoje życie Jezusowi albo pozostać w miejscu, nie wychylać się, a przede wszystkim - co było tak ważne dla mnie - „nie przesadzać”. Lękałam się odrzucenia i niezrozumienia w środowisku studenckim, jeśli radykalnie wybiorę Jezusa. Nie podjęłam walki z tymi myślami, zwłaszcza, że pojawiły się tzw. „przyjazne dusze”, które wspierały mnie w tym moim „bez przesady”. Opuściłam wspólnotę, zaczęłam zaniedbywać osobistą modlitwę. I czułam wewnętrzne rozbicie. Postępowałam w swoim buncie i pogłębiało się moje wewnętrzne rozdarcie. Usłyszałam na studiach, że jeżeli do 5 roku nauki jeszcze będę wierzyć, to chyba będzie cud. Dzięki Bogu mieszkałam wtedy z osobą ze wspólnoty, której świadectwo życia, wierność wybraniu przez Jezusa, modlitwa, a także modlitwa wspólnoty sprawiały ten zbawienny niepokój w mojej duszy. Usłyszałam wtedy od tej osoby: „Zacznij od nowa zacznij jeszcze raz”. Zachęcona do spotkania z kapłanem, a przez niego do modlitwy różańcowej, zaczęłam się modlić, pękła zasłona i zobaczyłam to ciągłe zwodzenie, schodzenie na manowce konformizmu ze światem. I tak powróciłam do osobistej modlitwy, do wspólnoty i stał się cud, bo oto skończyłam już studia i - pomimo zapowiedzi - nadal wierzę. Wiem, że jest tak dzięki łasce, jaką jest życie w Kościele, w tej konkretnej wspólnocie, w której zostałam postawiona. 

Po powrocie przeszłam Seminarium w oparciu o książki z serii „Żyć Dobrą Nowiną” połączone z indywidualnym kierownictwem duchowym, które ożywiło przede wszystkim pragnienie miłości Jezusa i gorliwości o Jego dom, jakim jest Kościół. To Jezus uzdolnił mnie do dawania świadectwa, do posługi w grupie teatralnej, potem jako animator, również w grupie medialnej, aby nie zatrzymywać tego, co otrzymałam dla siebie. On pomnaża talenty, a poprzez posługę także uzdrawia. Ta służba jest dla mnie doświadczeniem żywego Kościoła, tego, że jestem jego członkiem. Dokonuje się to we wspólnocie poprzez formację i ewangelizację. Odkrywam od nowa skarby Kościoła i wiem, że poza nim nie mam czego szukać, bo tu odnajduję radość i życie. Poprzez podejmowanie dzieł Nowej Ewangelizacji mogę dać świadectwo innym, ale i nieustannie jestem sama ewangelizowana. Trzeba mi tylko trwać we wspólnocie, słuchać natchnień Ducha Świętego i wypełniać je. A Pan Jezus wzywa nas we wspólnocie do coraz to nowych dzieł, zaprasza, byśmy nieśli Go innym przez media, by ogłaszać Go Królem wśród więźniów, by dać świadectwo młodym (tak było choćby w trakcie Wielkiego Postu, kiedy posługiwaliśmy na rekolekcjach dla młodzieży). Angażując się w dziele ewangelizacji, sami zostajemy obdarowani jeszcze bardziej, doświadczamy radości, pokoju, jedności. Jest to takie mocne doświadczenie tego, że z Jezusa jest ta przeogromna moc, nie z nas. My sami we wspólnocie często doświadczamy swoich słabości i ułomności, czasami trudno jest przyjąć drugiego, ale zawsze, jeśli tylko zaufamy, Pan Bóg udziela nam jedności i uzdalnia do miłości wzajemnej, która też staje się świadectwem, że Jezus jest prawdziwie pośród nas. 

Kiedy się doświadczy tak wielkiej miłości, jaką daje Jezus, kiedy dotyka cię łaska uzdrowienia, kiedy twoje serce przepełni pokój i radość otwarcia się na działanie Ducha Świętego - a ja tego doświadczam - to możesz zachować to dla siebie lub dać zagłuszyć się światu, troskom i przeciwnościom, albo możesz całym sercem przyjąć obdarowanie w Duchu Świętym i dać Mu się prowadzić. Jego łaska pozwala przetrwać przeciwności, brak zrozumienia, trudy, których doświadczamy w środowisku pracy, wśród najbliższych. Wiem, że są one wpisane w drogę ucznia Jezusa, ale już się nie dam im zastraszyć, nie chcę oglądać się wstecz, bo już doświadczyłam, co to znaczy. Każde trudne doświadczenie przybliża mnie do Jezusa i uczy większej ufności. Podejmując we wspólnocie dzieła ewangelizacji staję się świadkiem tego, jak Jezus działa z mocą dziś, że On prawdziwie żyje, a to, co dziś poznaję, wierzę mocno, że jest zapowiedzią tego, co kiedyś Pan dla nas przygotował - życia z Nim w pełni i obfitości. Modlę się, by trwać w Nim, we wspólnocie. 

Uwielbiam Cię, Jezu, w radości posługiwania. Ty napełniasz mnie mocą Swego Ducha, który ożywia moje serce i zapala gorliwością o Twój dom. Bądź wywyższony w każdym dziele Nowej Ewangelizacji, bądź wywyższony w każdej wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym, którą wzywasz do dawania świadectwa o Tobie, który jesteś naszym krzewem winnym. Napełnij nas Swoją mocą, byśmy byli wiernymi i gorliwymi apostołami Zmartwychwstałego. 

Katarzyna

Świadectwo z "Posłania" 4/2007