Odnajdzie życie ten, kto je straci

Przybądź, Duchu Święty, spuść z niebiosów wzięty światła Twego strumień – tą modlitwą siostra Elwira Petrozzi, jej współsiostra Aurelia i nauczycielka o imieniu Nives powitały dzień w zrujnowanym dworku w Saluzzo we Włoszech. Tak właśnie 25 lat temu rozpoczęła się historia wspólnoty Cenacolo, z której pomocy skorzystało już kilkanaście tysięcy osób.

Początkowo miała ona pomagać osobom uzależnionym od narkotyków, ale już od wielu lat wychodzi naprzeciw tym wszystkim, którzy zagubili radość i sens życia. Co proponuje? 

Wierzymy, że życie chrześcijańskie, w całej swej pełni, jest prawdziwą odpowiedzią na wszystkie niepokoje człowieka. Nikt poza Tym, który nas stworzył, nie jest w stanie odbudować serca człowieka zagubionego pośród doświadczeń życia, które utraciło sens. Naszą siłą jest miłość darmowa, miłość, która rodzi się z Chrystusowego Krzyża, która przywraca umarłym życie, więźniom wolność, a niewidomym wzrok. 

Z sześćdziesięciu domów rozsianych po całym świecie wychodzą dziś zdrowe rodziny, kapłani i siostry zakonne; narkomani, którzy dawniej mieszkali w parkach czy na dworcach, dziś służą dzieciom ulicy jako misjonarze w Brazylii, Peru, Argentynie. A wszystko zaczęło się w sercu pewnej niezwykłej kobiety, która powiedziała Bogu: „Tak”.

Klucz wiary 

Rita była czwartym z siedmiorga dzieci państwa Petrozzich. Pochodziła z rodziny, która doświadczyła nie tylko cierpienia związanego z tułaczką w czasie wojny, ale i upokorzenia związanego z alkoholizmem ojca. Nie były dla niej łatwe chwile, kiedy biegała w nocy po paczkę papierosów czy kiedy pijany rodzic przyjeżdżał po nią do szkoły na rowerze. Teraz jednak siostra często przytacza tę historię, gdyż uwierzyła, że Bóg posłużył się w jej życiu także tym cierpieniem. Chciałabym, aby stało się to przesłaniem dla wielu młodych, wielu dziewcząt, które piszą do mnie o swoich smutnych doświadczeniach z dzieciństwa. Często są to osoby zamknięte w negatywnych przeżyciach z przeszłości. Pragnę otworzyć i przeczytać ich historie za pomocą klucza wiary, spoglądając na Boga, który jest Ojcem, i który nigdy nas nie opuszcza i nie pozostawia samych na drodze. Dzisiaj wierzę, że każde małe cierpienie zostało przeżyte z Jezusem, przez Niego zabrane, przecierpiane i zwyciężone. 

Jako młoda dziewczyna potrafiła zrezygnować z własnych planów, spotkań z przyjaciółmi, aby na przykład zrobić porządki czy narąbać drewna i napalić w piecu pewnej starszej pani. Miała narzeczonego, z którym snuła plany na przyszłość. Jednak podczas pewnego spotkania z nim zrozumiała, że jest wzywana do czegoś więcej. Po dłuższym czasie pytań i rozterek, doświadczenia niezrozumienia ze strony rodziny, w wieku 19 lat wstąpiła do zgromadzenia, zajmującego się głównie pomocą chorym i przyjęła imię Elwira. 

Krzyk młodych 

Jako zakonnica opiekowała się chorymi, gotowała obiady, pracowała w przedszkolu. Mimo że bardzo ceniła swoje zgromadzenie, czuła jednak, że czegoś jej brakuje: My, zakonnice, wybrałyśmy służbę tym ostatnim. Jesteśmy obecne w szpitalach, domach starców, ambulatoriach. Ale między nami a biednymi jest zawsze bariera drzwi, które zmykają się za nami wieczorem. My tu, a oni tam. Modliła się więc, aby Bóg dał jej światło, jak ma lepiej wypełnić swoje powołanie. W jednym z wywiadów wspomina, że pod okno kuchni przychodzili do niej młodzi ludzie, prosząc o talerz zupy. Nigdy im jej nie odmawiała, ale w pewnym momencie doszła do wniosku, że zamiast posiłku daje im śmierć: Oni, silniejsi, pójdą na ulicę, żeby kraść i dalej ćpać. Jej modlitwa o światło Boże stała się jeszcze intensywniejsza: Słyszałam krzyk, który wznosił się do moich uszu, do mojego serca. Nocami nie mogłam spać ze względu na młodych. (…) Uświadomiłam sobie, że w rodzinach nie było dialogu, porozumiewania się, zaufania między małżonkami oraz rodzicami i dziećmi: młodzi zostali pozostawieni sami. Tak zrodziło się wezwanie, aby otworzyć drzwi wszystkim uwięzionym, najbardziej zdesperowanym, których się spotykało na stacjach, ulicach i w pociągach. Przez trzy lata prosiła swoich przełożonych o możliwość otwarcia domu, w którym będzie mogła dzielić życie z tymi, którzy może zewnętrznie mieli wiele, ale brakowało im czegoś podstawowego – miłości. Przełożeni mieli wątpliwości, gdyż siostrze Elwirze brakowało specjalistycznego wykształcenia potrzebnego do pracy z uzależnionymi. Jednak, jak sama mówi: wezwanie, które pochodzi od Boga, sprawia, że jesteśmy w stanie czynić dzieła i uwierzyć w rzeczy, o których wcześniej nigdy nie myśleliśmy i nie wyobrażaliśmy sobie. 

Dotknąć Opatrzności 

Dom w Saluzzo, który Elwira otrzymała od władz miejskich, nie nadawał się do zamieszkania. Były tylko cztery ściany bez drzwi i okien oraz chwasty na wszystkie strony, a my nie mieliśmy żadnych narzędzi, stołów, krzeseł… Nic! Mimo to w ciągu tygodnia pojawili się tam pierwsi chłopcy. Założenie siostry było takie, aby nie przyjmować żadnych dotacji od miasta czy innych sponsorów. Jej podopieczni wcześniej mieli dużo rzeczy materialnych, pieniądze, które wydawali na narkotyki – ubóstwo i zaufanie Bożej Opatrzności miało przynieść im wolność wewnętrzną. Dla mnie najważniejszym było pokazać im, że Bóg istnieje naprawdę, że On jest Ojcem, który interesuje się Swoimi dziećmi oraz że Opatrzność czuwa nad nami dniem i nocą. Nie mogłam o tych rzeczach tylko mówić, była potrzeba dotknięcia ich rękami, osobistego doświadczenia. Jednym z pierwszych darów Opatrzności były narzędzia, potrzebne do odremontowania domu. Siostra Elwira, przechadzając się po targu przystanęła dłużej przy stoisku z narzędziami. Sprzedawca zagadnął ją, czego potrzebuje. „Dużo – odparła – Ale teraz nie mam pieniędzy”. „Ale proszę powiedzieć, czego siostra potrzebuje!… Ja to siostrze dam… Jeśli trzeba, to zawiozę na miejsce…”. 

Przenikasz i znasz mnie, Panie 

W pierwszych dniach w domu w Saluzzo modliły się tylko siostry. Nie proponowały chłopcom modlitwy, ale pozwalały im obserwować ich życie w bliskości z Bogiem. Po miesiącu, kiedy odmawiały jutrznię, jeden z nich powiedział: „Chciałbym zrozumieć, co robicie”. Chłopcy zaczęli włączać się w modlitwę. Moja dusza skakała z radości, kiedy chłopcy, sami z siebie, wzięli w ręce brewiarz i zaczęli modlić się z nami. Zobaczyłam w tym wielkość Boga, który dał mi radość widzenia młodych, będących niedawno niewolnikami zła i ciemności, a teraz modlących się z nami. Zrozumiałam, że ci młodzi byli spragnieni Boga, potrzebowali z Nim spotkania. Dziś modlitwa, szczególnie różańcowa, należy niemal do reguł wspólnoty. W wielu domach jest także całodobowa adoracja, w której uczestniczy każdy z mieszkańców. Ks. Grądalski, opiekun duchowy Cenacolo w Polsce, zauważa, że ta Boża Obecność jest niezwykle ważna dla tych, którym kiedyś brakowało obecności rodziców czy prawdziwych przyjaciół. 

Jestem szczęśliwa 

Siostra Elwira tak mówi o sobie: Z każdym dniem jestem coraz bardziej szczęśliwa, ponieważ istnieję, narodziłam się, a jeszcze większą radość daje mi to, kiedy widzę, że Jezus postawił na mojej drodze sytuacje, w których nie musiałam martwić się o siebie. W życiu nie miałam nigdy wiele czasu na myślenie o sobie, o tym, jak się czuję, czy jestem szczęśliwa, czy smutna, dobra czy zła. Zawsze musiałam opiekować się innymi i zrozumiałam, że to oni stali się dla mnie drogą wzrostu człowieka, chrześcijanina i wierzącego. Od wielu lat jestem szczęśliwie zaślubiona Synowi „cieśli z Nazaretu”, mającego ten sam zawód, a z którym każdego dnia zmierzam do nowego życia wiecznego i wiecznej radości, odkrywając, że służba jest królowaniem. Nie ma królestwa bardziej fascynują-cego, potężniejszego, zadziwiającego, bogatszego od serca człowieka. Być w służbie serca Boga Ojca, służąc człowiekowi, oznacza doświadczyć zaszczytu królowania przez przezwyciężenie wyczerpania, zmęczenia, depresji, lęku: podajemy rękę komuś, kto cierpi bardziej od nas. To wielki dar, że mamy ubogich pośród nas, a mówiąc „ubogi” mam na myśli twojego ojca, męża, żonę, brata, ponieważ dzięki nim możemy wyjść poza nasze limity i przezwyciężyć próg zmęczenia. Można naprawdę przekonać się konkretnie, że: „odnajdzie życie ten, kto je straci”. 

Renata Czerwińska 

Na podstawie: P. Redi, M. Parodi, Siostra Elvira i jej chłopcy; www. comunitacenacolo.it; program telewizyjny „My, Wy, Oni”: Wspólnota Cenacolo 

Artykuł z "Posłania' 5/2008