Jezu, jakie pragnienia Twego Serca?

Godzina Święta stała się mi bliska, od kiedy przeczytałam fragment z Dzienniczka św. Faustyny: Odprawiłam adorację od godziny jedenastej do godziny dwunastej. Tę adorację odprawiłam za nawrócenie zatwardziałych grzeszników, a szczególnie za tych, którzy stracili nadzieję w miłosierdzie Boże. Rozważałam, jak wiele Bóg wycierpiał i jak wielką nam okazał miłość, a my nie wierzymy, że Bóg nas tak miłuje (…).

Zaprosiłam niebo całe, aby razem ze mną wynagradzało Panu za tę niewdzięczność niektórych dusz. Jezus dał mi poznać, jak Mu jest miła modlitwa wynagradzająca, mówi mi: „Modlitwa duszy pokornej i miłującej rozbraja zagniewanie Ojca mojego i ściąga błogosławieństw morze”. Po skończonej adoracji, w połowie drogi do celi, obstąpiło mnie mnóstwo psów czarnych, wielkich, skacząc i wyjąc, chcąc mnie poszarpać w kawałki. Spostrzegłam, że nie są to psy, ale szatani. Jeden z nich przemówił ze złością: Za to, żeś nam odebrała tej nocy tyle dusz, to my cię poszarpiemy w kawałki – odpowiedziałam, że jeżeli taka jest wola Boga najmiłosierniejszego, to szarpcie mnie w kawałki, bo na to słusznie zasłużyłam, bo jestem najnędzniejsza z grzeszników, a Bóg jest zawsze święty, sprawiedliwy i nieskończenie miłosierny. – Na te słowa odpowiedzieli wszyscy razem szatani: Uciekajmy, bo nie jest sama, ale jest z nią Wszechmocny. I znikły jako pył, jako szum z drogi, a ja spokojnie, kończąc „Te Deum”, szłam do celi, rozważając nieskończone i niezgłębione miłosierdzie Boże. Poprzez słowa św. Faustyny dane mi było uświadomić sobie, jak wiele osób żyjących z dala od Boga można uratować od potępienia poprzez jedną godzinę modlitwy. Od razu postanowiłam każdy czwartkowy wieczór poświęcać na modlitwę wynagradzającą. Oddaję tę modlitwę w intencji dusz w czyśćcu cierpiących oraz osób, które odwróciły się od Boga, które są obojętne na Jego miłość. Ta modlitwa to również moja osobista odpowiedź na słowa Chrystusa skierowane do uczniów w Ogrodzie Oliwnym: Zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. Poprzez nią chcę wyrazić moją miłość do Chrystusa, przeprosić za zdradę uczniów, za każdy grzech, całe zło, które rani Jego Serce. I chociaż sama modlitwa jest dla mnie trudem, to zawsze jej owocem jest wdzięczność, zaufanie i pokój. 

Po pewnym czasie nawarstwiły się w moim życiu troski doczesne w postaci trudności w pracy zawodowej, doświadczenia samotności, własnej słabości. Trudno mi było modlić się i poświęcać czas na Godzinę Świętą. W ciasnocie serca zupełnie skupiłam się na swoich problemach, co właściwie pogłębiało mój nieciekawy stan. W tym czasie czytałam książkę Wolni od niemocy o. Augustyna Pelanowskiego. Bardzo przemówiły do mnie opisane w niej przykłady z Pisma Świętego mówiące o tym, że oddawanie chwały Bogu, uwielbienie, dziękczynienie jest skuteczną modlitwą, przemieniającą nasze życie. Wbrew sytuacji i samopoczuciu zaczęłam modlitwę od prostych słów: „Jezu, uwielbiam Cię, Ty jesteś miłością i dobrocią, Jezu, ufam Ci”. I nagle okazało się, że moja modlitwa stała się pełna dziękczynienia i uwielbienia. Odszedł smutek, zmęczenie, udręczenie. Odejście od skoncentrowania na sobie skierowało mnie na samego Boga, mogłam zapytać: „Jezu, jakie są pragnienia Twego Serca?”. I Jezus odpowiedział mi w ciągu kilku dni. Pracując po południu przy komputerze odkryłam nową dla mnie funkcję kalendarza z możliwością przypomnienia – alarmu o zaplanowanym zadaniu. Dla przetestowania postanowiłam wymyślić jakieś zadanie, o którym przypomniałby mi komputer. Początkowo była to kolacja o 20:00, potem zmieniłam na modlitwę o 21:00, potem o 22:00, ostatecznie ustawiłam przypomnienie na modlitwę o 23:00. Wieczorem, a był to czwartek, uświadomiłam sobie, że to sam Pan Jezus przypomina mi, że o 23:00 zaczyna się Godzina Święta. Odczytałam to zdarzenie jako odpowiedź Jezusa na moje pytanie o pragnienie Jego Serca, jako znak i zarazem wezwanie mnie do modlitwy wynagradzającej. Dziękuję Ci, Panie, za dar tej szczególnej modlitwy, przynoszącej morze błogosławieństw. 

Iza  

Świadectwo z "Posłania" 12/2005