Zobaczyłam, że jestem kochana przez Boga

Mam na imię Monika. Chciałabym podzielić się świadectwem z rekolekcji, które stały się dla mnie wspaniałym doświadczeniem Bożej miłości, rekolekcji, które poprowadził ks. John Bashobora na przełomie lutego i marca tego roku.

Zacznę od tego, że udział w tym wydarzeniu nie był przeze mnie planowany. Właśnie wychodziłam z depresji, byłam pełna napięcia i smutku, uważałam, że nie zdołam się otworzyć na Boże działanie. Jednak pomimo takiego samopoczucia i obaw dzięki łasce Bożej zapragnęłam wziąć udział w tym spotkaniu.

Nie były to moje pierwsze rekolekcje. Czas, od kiedy się nawróciłam (około 2 lata wcześniej), był okresem intensywnego poznawania Boga, uczestnictwa w rekolekcjach, w mszach z modlitwą o uzdrowienie, czytania wielu artykułów i książek o tematyce katolickiej. Uwierzyłam w Boga z przekonaniem, całym sercem, ale nie potrafiłam otworzyć się na to, że jestem przez Niego kochana. Miłość umiemy przyjmować, jeśli jej doświadczyliśmy. Uczymy się tego od najwcześniejszych lat dziecięcych. Co tu dużo mówić - moje dzieciństwo, doświadczenia związane z miłością rodzicielską są trudne, a słowo „ojciec” budzi niemiłe skojarzenia do dziś, ciągle są we mnie żywe wspomnienia wielu raniących sytuacji. Urodziłam się w rodzinie, w której oboje rodzice byli zranionymi ludźmi. W domu pojawiała się przemoc, kłótnie, napięta atmosfera. Oczekiwano ode mnie dorosłości, bycia silną i twardą, przez co nie czułam się przyjęta taką, jaką jestem. Gdy wyjechałam na studia do Torunia, wiedziałam, że mam w sobie ranę, ale bałam się z nią skonfrontować i wolałam zepchnąć pamięć o niej gdzieś na dno serca.

Przez pierwsze dwa dni rekolekcji faktycznie nie potrafiłam się otworzyć, ale trzeciego dnia, ku mojemu zdziwieniu, zaczęłam się modlić i śpiewać dla Boga z uwielbieniem i radością, oddając Mu i zawierzając moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Po Eucharystii, gdy wróciłam na swoje miejsce i zaczęłam się modlić, z moich oczu popłynęły łzy. Poczułam się przed Bogiem jak dziecko, małe, zranione dziecko, szukające u Niego pocieszenia, utulenia, ukojenia i miłości. W pewnym momencie zobaczyłam Pana Jezusa w długiej białej szacie, który siedział i gestem zapraszał mnie do przyjścia do Niego i przytulenia się. Sens tego, co zobaczyłam, zrozumiałam i przyjęłam dopiero po powrocie do domu. Ogarnęła mnie wtedy taka radość i miłość, takie szczęście, że trudno je opisać. Zrozumiałam, że jestem kochana przez Boga, że jestem i zawsze będę dla Niego ważna. Otworzyłam wtedy Pismo Święte i przeczytałam słowa, które już zawsze będą mi się kojarzyć z doświadczeniem miłości Bożej i tymi właśnie rekolekcjami: Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi (J 1,10-12). 

Owocem tych rekolekcji w moim życiu jest udział w Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym, którego - podobnie jak spotkania rekolekcyjnego - nie planowałam, ale myślę, że Pan Bóg zaplanował. Nie mogłam nie wziąć w nim udziału i nie pogłębiać relacji z Bogiem po tym, czego doświadczyłam. Chwała Panu! 

Świadectwo z "Posłania" 2/2014