Te rekolekcje mnie odmieniły

Każde uczestnictwo w rekolekcjach wnosi do życia duchowego coś nowego. Nigdy nie wiadomo, jakie dary Pan przygotował, jakie słowo zakorzeni się w sercu, jakie wydarzenie wpłynie na naszą duszę. Podobnie było z rekolekcjami z Marią Vadią. Zacznę może od tego, że wspominano mi o niej wcześniej. Wskazywano mi jej konferencje jako warte przesłuchania. W odpowiedzi na moje różne krótkie świadectwa usłyszałam kilkukrotnie: „Posłuchaj Marii Vadii”. Próbowałam wysłuchać jej konferencji, ale to chyba nie był mój dzień, bo po 15 minutach stwierdziłam, że to nie dla mnie.

Drażniło mnie wręcz jej ciągłe powtarzanie dziękczynienia. Nie wsłuchując się dalej, poddałam się i już do tego nie wracałam. Maria Vadia została zaproszona do Torunia, gdzie mieszkam. Od ponad roku posługuję w trakcie rekolekcji organizowanych przez wspólnotę Posłanie. Tym razem miałam opór. Nie bardzo chciało mi się w nich uczestniczyć. Sama posługa okazała się jednak ważniejsza i tak zostałam na rekolekcjach. 

Maria Vadia zrobiła na mnie wrażenie swoją otwartą osobowością. Nie pojawiała się na hali tylko w celu wygłoszenia konferencji, ale była obecna prawie przez cały czas. Śpiewała i tańczyła w trakcie uwielbienia, później głosiła konferencję, w przerwie cierpliwie wysłuchiwała osób, które tłumnie podchodziły i znów głosiła konferencje – nie widać było po niej zmęczenia. Od samego początku, gdy tylko zaczęła mówić, miałam wrażenie, że każde słowo jest skierowane do mnie. Doskonale rozumiałam, co Maria chce nam przekazać. Wszystko było jak układanie puzzli w odniesieniu do mojego życia i serca. To było tak bardzo mocne duchowo, że nie potrafię tego wyrazić. Nawołanie do uwielbienia, do dziękczynienia – przecież to takie oczywiste! Dlaczego więc tego nie robię? Dlaczego nie dziękuję całą sobą za ogrom darów, jakie otrzymuję od Boga każdego dnia? Odpowiedź okazała się być bardzo prosta – zapominam i wstydzę się. To spotkanie odmieniło mnie w tym względzie. Teraz bardziej ekspresyjnie staram się dziękować Bogu za najmniejszy nawet dar, uwielbiam Go za każdą minutę swojego życia z całym bagażem doświadczeń zebranych w tym czasie. Poruszyły mnie słowa: "Diabeł nienawidzi wychwalania Jezusa. Kiedy otaczamy się płaszczem TEHILLAH, nic złego nie może nas dotknąć. Możemy wydać ekspresję na zewnątrz, pokazać, kim dla nas jest Jezus. Taka moc wychwalania wychodzi również poza ściany i rozlewa się na otoczenie". Jeszcze bardziej zrozumiałam, że moja postawa wobec Boga (trwanie w uwielbieniu) może mieć wpływ na innych ludzi, np.: na moją rodzinę. 

Owoce tych rekolekcji zaczęły się już pierwszego dnia. W piątek udało mi się podejść do Marii i poprosiłam ją o modlitwę o moc Ducha Świętego, którą będę mogła zanieść do domu. Maria spojrzała na mnie i powiedziała: "Mogę się pomodlić, ale ty masz w sobie tego samego Ducha, co ja – ty sama możesz zanosić Go innym, do swojej rodziny. On może działać również poprzez ciebie". Poczułam, że tak właśnie jest. Zrozumiałam, że również mogę zanosić tę radość i miłość Jezusa innym potrzebującym. Właściwie już od jakiegoś czasu Bóg stawia na mojej drodze osoby zagubione, poszukujące Jego miłości. 

Drugi owoc tych rekolekcji jest bardziej przyziemny. W czasie, kiedy się one rozpoczynały, moja sytuacja finansowa była trudna. Ujmę to tak: zero w portfelu i tydzień do wypłaty. Miałam spokój w tym temacie, bo Pan już niejednokrotnie pokazywał mi, że nie pieniądze są najważniejsze, a ufność w Jego miłosierdzie. Tak było i tym razem. W piątek Maria wygłosiła proroctwo o nagłej zmianie finansowej dla wielu osób w trudnej sytuacji, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi, w sobotę zaś do południa otrzymałam telefon z wiadomością, która wyciągnęła nas z naszego impasu i pozwoliła na spokojne przeżycie tego tygodnia. 

Trzeci owoc tych rekolekcji to dar. W czasie modlitwy o wylanie Ducha Świętego poczułam, że otrzymałam pewien bardzo cenny dar, który będzie wymagał ode mnie ogromu pokory i miłości do każdego człowieka. 

Całe rekolekcje stały się dla mnie wielką łaską od Boga. Nie potrafię tego oddać w słowach, ale coś się we mnie zmieniło. Mam większą odwagę w byciu sobą, w głoszeniu Ewangelii. Przestałam się przejmować opinią innych co do mojej duchowości. Przestałam tłamsić w sobie Ducha na spotkaniach modlitewnych wspólnoty. Bardziej odważnie cieszę się udziałem Boga w moim życiu. A przede wszystkim staram się Go wielbić modlitwą językami przynajmniej godzinę dziennie. Stało się to tak bardzo moim udziałem, że trwam w uwielbieniu w czasie wykonywania najróżniejszych czynności, a nawet potrafię rozmawiać z kimś, jednocześnie trwając na modlitwie. To odmienia moje życie i ma wpływ na sytuację w mojej rodzinie. 

Przytoczę krótkie świadectwo z zeszłego tygodnia. Co tydzień jeżdżę z synem na rehabilitację do Bydgoszczy. Tym razem utknęłam w korku w Toruniu i wiadomo już było, że nie zdążę na czas. W pierwszej chwili przyszło zdenerwowanie, ale już za sekundę wielbiłam Boga w innych kierowcach, w tej sytuacji. Uwielbiałam Pana za wszystko i we wszystkich. Dziękowałam i modliłam się językami przez godzinę, aż dojechaliśmy na miejsce. Mój syn był zachwycony, a fakt, że się spóźniliśmy wyszedł na naszą korzyść, bo wizyta poprzedniej osoby się przedłużyła. Po rehabilitacji musiałam podjechać w jeszcze jedno odległe miejsce i znów natrafiłam na korek, więc i tym razem wielbiłam. Kiedy dojechałam i przerwałam modlitwę, nagle mój syn zaczął płakać. Jako że on nie mówi, miałam mały problem z ustaleniem przyczyny tej reakcji, ale szybko zrozumiałam – on chciał, żebym się dalej modliła. I tak moje uwielbienie trwało jeszcze kolejne 1,5 godziny w trakcie drogi powrotnej, przerwane koronką do Miłosierdzia Bożego, którą moje dziecko szczególnie ma w upodobaniu. Niejednokrotnie teraz mój syn namawia mnie na modlitwę i chce, abym chodziła z nim do kościoła. 

Uwielbienie ma ogromną moc. Każdego dnia Bóg daje nam miliony powodów, aby Go wielbić. Im trudniejsza po ludzku wydaje się sytuacja, tym więcej uwielbienia potrzebujemy, bo tylko On jeden – Bóg Stwórca ma moc to przemienić. Ujęło mnie porównanie, jakiego użyła Maria Vadia: po wygranej drużyny, której kibicujemy, cały stadion śpiewa, wiwatuje, ludzie skaczą, ściskają się. Czyż Bóg nie zasługuje na taką, a nawet większą chwałę i radość? Rekolekcje z Marią Vadią pokazały mi, jaką powinnam mieć postawę każdego dnia, a nie tylko w wybranych momentach. Potwierdziły drogę, jaką wyznaczył mi Pan. W pewien sposób mnie odmieniły. 

Ilona

 Świadectwo z "Posłania" 6/2015