Ewangelizacja to powołanie dla każdego z nas

O ewangelizacji na ulicach Brazylii, mocy Słowa Bożego i o tym, że istnieją takie miejsca i tacy ludzie, do których tylko ty możesz dotrzeć –  opowiadają Ana Teresa, Angelika i Aneta, świeckie misjonarki ze wspólnoty Przymierze Miłosierdzia.

 

Ana Teresa: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Bardzo się cieszymy, że możemy tu być razem z wami. Mam na imię Ana Teresa, mam 29 lat i od 2007 roku jestem misjonarką „Przymierza Miłosierdzia”. Dzisiaj, dzięki Bogu, mamy tę możliwość – wobec waszych pytań i waszego pragnienia – opowiedzieć trochę o wspólnocie i o charyzmacie, który Bóg nam dał. Najpierw zrobimy gest miłosierdzia: niech każdy weźmie swój identyfikator i powachluje nim sąsiada. Jest bardzo gorąco, czyż nie? Zróbcie gest miłosierdzia wobec waszego brata, siostry, ponieważ to jest nasze powołanie: w każdej minucie, w każdej sytuacji odkrywać, jaki gest miłosierdzia mogę wykonać dla mojego bliźniego.

Angelika: Mam na imię Angelika, od 2005 roku jestem misjonarką „Przymierza Miłosierdzia”. Jestem troszeczkę starsza – mam 31 lat. Przeczytajmy najpierw Słowo Boże: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana (Łk 4, 18-19). Tak jak o. Enrique mówił do nas, każde Słowo Boże ma tę zdolność, że może nas przemienić, dotknąć w głębi naszych serc. Na pierwszym miejscu dotknęło serc naszych ojców – Enrique i Antonello – którzy rozpoczęli to dzieło miłosierdzia. Doświadczyli, że przemieniało ono ich serca i że było zaproszeniem Boga, aby wspólnota mogła iść za tym Słowem. Jesteśmy przekonani, że to Słowo nas ustanawia, zradza na nowo, że ono nie jest tylko nasze. To jest prawdziwe wezwanie dla nas wszystkich, chrześcijan, aby za każdym razem bardziej i głębiej odkrywać, że Bóg wylał na nas Ducha. Duch Pański jest nad nami i posyła nas do tych, którzy jeszcze nie znają Boga, którzy potrzebują doświadczyć miłosierdzia. Dlatego jest to powołanie, wezwanie dla każdego z nas.

Ana Teresa: Możesz położyć rękę na głowie osoby, która jest po twojej prawej stronie. Jeśli śpi, to potrząśnij nią i powiedz: „Słuchaj, to powołanie jest dla ciebie! Duch Pański jest nad tobą! On cię posyła, abyś ewangelizował!”. Jesteście gotowi?

Angelika: Dzisiejszy świat najbardziej potrzebuje doświadczenia miłości miłosiernej Jezusa. Jako wspólnota jesteśmy wezwani, aby przynosić to doświadczenie najbardziej biednym osobom. Mamy różne prace ewangelizacyjne, a pośród nich jest wyjście na ulice. Wychodzimy, aby odwiedzić ludzi tam mieszkających, bezdomnych, śpimy z nimi, jemy. W Sao Paulo jesteśmy na ulicach od piątku aż do niedzieli. Pamiętam, kiedy pierwszy raz poszłam na ulicę. Był tam pewien mężczyzna, który chciał nam zrobić coś złego. Pochodzę z małego miasteczka w Brazylii i zawsze słyszałam, jak mówiono, że Sao Paulo jest miastem pełnym przemocy, miałam duży lęk przed tym miejscem. Tak więc spałyśmy na ulicy, a wspomniany mężczyzna miał złe zamiary. Razem z nami było sześcioletnie dziecko. Powiedzieliśmy do niego: „Pomódlmy się, aby ten mężczyzna poszedł sobie i nic złego nam nie zrobił”. A ono odpowiedziało: „Nie potrafię się tak modlić jak wy”. „To pomódl się tak, jak chcesz. Rozmawiaj z Bogiem”. To dziecko złożyło rączki i zaczęło się modlić: „Ojcze Niebieski, dziękuję Ci za ten wieczór, ponieważ dałeś mi przyjaciela, dałeś mi kocyk, abym mógł spać, ale Ty, Panie, dałeś mi dużo więcej, niż to – dałeś mi miłość”. Takie dziecko sześcio-, siedmioletnie… Innym razem na ulicy w Portugalii żył pewien bardzo złośliwy bezdomny, który zawsze ze wszystkimi się kłócił. Powiedział do nas: „Czego chcecie?”. A my na to: „Chcemy trochę pobyć z panem”. „A bądźcie, gdzie chcecie, ulica jest publiczna”. Zaczęliśmy z nim rozmawiać i po trochu zaczął się otwierać. Na koniec powiedział do nas: „Wiecie, dlaczego świat dzisiaj jest taki? Ponieważ brakuje w nim miłości. Wszyscy widzą mnie tutaj, na ulicy, patrzą na mnie jak na śmiecia. To już 16 lat, odkąd jestem na ulicy i dzisiaj po raz pierwszy ktoś patrzy na mnie jak na człowieka”. Świat potrzebuje miłości i my, którzy doświadczyliśmy miłości Bożej, musimy nieść to doświadczenie do innych osób. Zwykle, kiedy idziemy ewangelizować, osoby, które spotykamy, czują tylko ten brak – chcą doświadczyć miłości, miłosierdzia Bożego, które nas nie potępia, ale przyjmuje.

W Brazylii mamy również pracę na favelach. W tych miejscach jest dużo przemocy, narkotyków, prostytucji i śmierci. Pewnego razu matka, która miała dziesięciomiesięczne dziecko, płacząc, powiedziała do nas: „Pomóżcie mi, nie chcę już więcej używać narkotyków, nie chcę już więcej źle traktować mego dziecka, ale nie mam ani jednej osoby, która by mi pomogła”. Ta kobieta sprzedawała pieluszki swego dziecka, aby zakupić więcej narkotyków. Płakała, mówiąc: „Nie chcę już więcej tego robić! Ale potrzebuję pomocy”. Wiele razy widzimy jakąś osobę i zapominamy, że mamy patrzeć na nią wzrokiem miłosierdzia, tak jak patrzy na nas Chrystus. W taki sposób musimy postrzegać każdego – naszych sąsiadów, nauczycieli, przełożonych, szefów, którzy często potrzebują przeżyć to samo doświadczenie, które mamy.

Inne zdarzenie: pewnego razu również byliśmy na faveli w centrum Sao Paulo. Kiedy tam wchodziliśmy, spotkaliśmy grupę bandytów, którzy chcieli zamordować pewnego mężczyznę. Wtedy zaczęliśmy rozmawiać z tymi porywaczami i wzięliśmy ze sobą tego człowieka. Zabraliśmy go do jego własnego domu i zostaliśmy tam z nim. Wiadomo, że ci bandyci w ogóle nie byli szczęśliwi z tego powodu. Poszli za nami, weszli do tego domu z bronią w ręku i powiedzieli: „Albo nam oddacie tego mężczyznę, albo wszyscy zginiecie”. Umierałam tam z lęku, cała się trzęsłam, film z całego mojego życia przeszedł mi przed oczami, zaczęłam już prosić Boga o wybaczenie moich grzechów i myślałam, że w tym momencie umrzemy. Nagle ten mężczyzna, który miał być martwy, zaczął mieć manifestację demoniczną. Wtedy odwróciliśmy się i zaczęliśmy się za niego modlić. Bandyci zobaczyli to i powiedzieli: „Skoro się nim opiekujecie, to zostawimy was w spokoju”. To był jedyny raz, kiedy demon uratował nasze życie. Zaczęliśmy się więc modlić za tego mężczyznę i później został on uwolniony. Wzięliśmy jego dzieci do naszego domu. Byłam razem z nimi i jego żoną, a drugi misjonarz został z tamtym mężczyzną w jego domu, ponieważ baliśmy się, że ci bandyci wrócą i zabiją wszystkich. Przez całą noc obchodzili oni nasz dom. Całą noc baliśmy się tego momentu, gdy wejdą. Następnego dnia poszliśmy porozmawiać z szefem faveli i po pierwsze przeprosiliśmy go, że przeszkodziliśmy w jego pracy. On odpowiedział: „Bardzo dobrze zrobiliście, ponieważ w tamtym momencie byliśmy pełni złości. A teraz widzimy, że nie ma potrzeby zabijać tego człowieka. Działaliśmy pod wpływem emocji. Teraz chcemy wam podziękować za to, że nam pomogliście i nie pozwoliliście, abyśmy zrobili coś złego”.

Wiele razy idziemy i mówimy: „A to jest niedobra osoba”. Nie, to są ludzie, którzy nie spotkali miłości i miłosierdzia Bożego. Dzisiaj, tego ranka, mieliśmy doświadczenie otrzymania mocy Ducha Świętego. Słowo Boże mówi: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie. Duch Święty spoczywa na nas i nas posyła. Niektórzy są wezwani, aby wyjechać na misje, ale każdy z nas jest wezwany, aby nieść miłosierdzie Boże do tych, których znamy.

Ana Teresa: Angelika mówiła trochę na temat tego, czego doświadczamy w Brazylii, w szczególności w miejscach najbardziej biednych. W tej faveli, o której mówiła – możecie spróbować sobie wyobrazić – w samym centrum Sao Paulo żyje więcej niż 500 rodzin. Każdy dom zrobiony jest z desek, połączonych ze śmieciami, czasami mniejszy niż odległość od ołtarza do końca sceny i tam mieszka 4,5 osób, bardzo często wiele dzieci. W tym miejscu, gdzie jest bardzo dużo śmieci, biedy, ludzie potrzebują okazji, aby odkryć miłość miłosierną Jezusa. Jako wspólnota doświadczamy, że w każdej rzeczywistości – czy to wśród najbiedniejszych, czy też wśród osób, które mają bardzo dobrą sytuację materialną – wszyscy potrzebują spotkać się z miłosierdziem Bożym.

W Brazylii pracujemy z najbiedniejszymi, jak na przykład w Sao Paulo w jednej z favel, która nazywa się Moinho, ale chcemy wam również opowiedzieć trochę o pracy, którą wykonujemy tutaj, w Polsce. Tak jak mówiliśmy wcześniej, zamieszkaliśmy w Polsce półtora roku temu, ale ojcowie i inni misjonarze z naszej wspólnoty przyjeżdżali tutaj już od roku 2008. Jesteśmy obecni w sześciu miastach Polski: Szczecinie, Czarnkowie, Buku, Białymstoku, Warszawie i Wolsztynie. We wspólnocie czujemy potrzebę formacji, ale także uświadamiania młodych i dorosłych, że wszyscy jesteśmy misjonarzami. Przede wszystkim wy, z tej polskiej ziemi, jesteście skarbem, dzięki któremu wiele innych krajów będzie mogło być ewangelizowanych – poprzez wasze świadectwo i waszą wiarę. Tutaj, w Polsce jest siedmiu Polaków mieszkających z nami, którzy teraz kończą właśnie pierwszy rok formacyjny – m.in. jest to Aneta – i wraz z tymi młodymi przygotowują się do bycia misjonarzami. Mamy również wiele innych aktywności. W każdym z wymienionych miast istnieje grupa młodych i dorosłych, którzy spotykają się w ciągu tygodnia, aby dzielić się Słowem Bożym, aby się modlić, aby prosić o moc Ducha Świętego i wychodzić na ewangelizację. W Szczecinie, Warszawie i w pozostałych miastach wychodzimy na ulice. W Szczecinie co środę jesteśmy na stacji PKP, przy dworcu autobusowym i w centrum miasta. Tutaj, w Polsce czujemy bardzo mocno rzeczywistość ludzi z ulicy, to, jak bardzo doświadczają oni obecności Bożej, kiedy wychodzimy do nich, aby powiedzieć im: „Jezus cię kocha, jesteś ważny dla Boga. Na tym, co przeżywasz dzisiaj, nie kończy się twoje życie. Możemy modlić się za ciebie”. Ten prosty gest wychodzenia do nich przyczynia się do przemiany nie tylko w ich życiu, ale również w naszym.

Aneta: W każdą środę osoby z fraterni (czyli przechodzący formację, czasami misjonarze) idą na mszę do katedry, później spotykają się o godz. 19.00 razem z osobami z grupy młodych lub starszych, którzy razem z nimi wychodzą do bezdomnych. Modlą się chwilkę razem, dzielą na grupy, po czym idą na miasto w poszukiwaniu naszych braci z ulicy. Na początku, gdy zamieszkałam w Szczecinie, przed wyjściem byłam na adoracji i myślałam: „Panie Boże, co ja mam powiedzieć tym bezdomnym, których spotkam na ulicy?”. Usłyszałam wtedy w sercu słowa: „Po prostu kochaj i o nic więcej się nie martw”. Poszłam na spotkanie, pomodliliśmy się, podzieliliśmy na grupy i poszliśmy. W pewnym momencie, kiedy przechodziliśmy przez ulicę, zatrzymało nas dwóch bezdomnych. Jak wiadomo, pierwsze, co chcą bezdomni, to pieniądze. Odpowiedzieliśmy: „Nie mamy pieniędzy, ale możemy z wami porozmawiać”. Zaczęliśmy rozmawiać. Jeden z nich powiedział, że lubi książki, a ja na to: „Słuchaj, mam tu taką książkę, może chcecie, żeby coś z niej wam przeczytać?”. Zorientowali się wtedy, że to Pismo Święte. Jeden z nich powiedział: „No, to Jana”. Znalazłam i pytam: „Jest tu Jan, ale który fragment chcecie?”. Był już wieczór. Jeden z bezdomnych wziął Pismo Święte i zaczął swoją brudną ręką przewracać kartki. W pewnym momencie się zatrzymał i powiedział: „To!”. I zaczęli czytać. Tam były słowa: „Świat was nienawidzi, ale Mnie pierwszego znienawidził” oraz „Proście, o cokolwiek chcecie, a to będzie wam dane”. Dla nas to było zaskoczenie, że Pan Bóg to wszystko poprowadził. Chcieliśmy tylko oddać się cali misji ewangelizacji, a On sam dał Słowo, które w danym momencie było potrzebne tym bezdomnym. Opowiadali nam wcześniej, ile jest zła na ulicach, ile trudności, a w ten sposób doświadczyli, że Jezus to wszystko już wziął. Po odczytaniu Słowa wzięliśmy się za ręce i pomodliliśmy razem, prosząc w intencjach, które ci bezdomni mieli w sercu. To było niesamowite, że gdy zbliżyliśmy się do nich, byli lekko pijani, a w momencie, gdy ich zostawialiśmy, byli uśmiechnięci, szczęśliwi, a efekt działania alkoholu jakby minął.

Angelika: Niestety, tutaj, w Polsce nie mamy jeszcze domu, w którym moglibyśmy przyjąć naszych braci z ulicy, ale modlimy się i prosimy Pana Boga, by dał nam tę łaskę. Jednak poprzez takie proste gesty, o których powiedziała Aneta, znamy coraz więcej osób bezdomnych i oni odwiedzają nas w naszym domu, aby z nami porozmawiać, zjeść coś, wykąpać się. Codziennie przychodzi jakiś bezdomny i przyprowadza kolejnych. Mówi: „Dzisiaj przyszedłem z moim kolegą”. Najpiękniejsze jest to, że cały dzień nie piją, bo wiedzą, że muszą być trzeźwi, aby móc przeżyć z nami cały dzień. Mówią: „Dzisiaj nie piłem, żeby móc być razem z wami”. Pewnego dnia jeden z nich powiedział: „Przyszedłem, aby doświadczyć tej miłości i dlatego przyprowadzam innych, aby również mogli jej doświadczyć”. Niech w tym momencie każdy z nas powie w sercu: „Chcę być żywym wyrazem miłości miłosiernej Boga, aby również inni mogli mieć to doświadczenie, poczuć dotknięcie miłości miłosiernej”. To może się wyrazić poprzez dzieła miłosierdzia, poprzez ewangelizację w szpitalu, w więzieniu, poprzez kontakt z najbiedniejszymi, a także poprzez ewangelizację wprost, czy to w szkołach, na rekolekcjach czy np. chrystotekach. Wykorzystujmy wszystkie możliwości wyjścia na ulicę, aby głosić Boga, który jest żywy.

Chciałabym poprosić, abyśmy wszyscy powstali i by każdy z nas w swoim sercu pomyślał o miejscach ewangelizacji, w których mógłby być. Jakie to są miejsca, które Pan Bóg ci zawierza, aby głosić Jego życie, Jego obecność? Może to być twój dom, szkoła, w której jesteś, może ulice, ale to Pan Bóg będzie mówił w twoim sercu. Zapraszam cię, abyś zamknął oczy i z ręką położoną na sercu z całą prostotą pomyślał o tych miejscach, do których Pan cię posyła. Istnieją takie miejsca i tacy ludzie, do których jedynie ty możesz dotrzeć. Są tacy, którzy potrzebują twojego „tak”, aby mogli poznać Jezusa, Tego, który jest żywy, który jest radością, który jest pośród nas. Zapraszam cię, abyś powtórzył te słowa: „Panie Jezu, w nowy i głębszy sposób proszę Cię o zrozumienie tej prawdy. Twój Duch jest nade mną. Ufam, Panie, że pokażesz mi miejsca i osoby, które Ty, Panie, mi zawierzasz, abym ewangelizował. Ufam, Panie i proszę Cię, posłuż się mną”. Powtórz to z mocą: „Posłuż się mną.

Świadectwo wygłoszone 1 czerwca 2013 roku w Toruniu podczas rekolekcji „Duch Święty zstąpi na was i otrzymacie Jego moc”, prowadzący: oo. Enrique Porcu i Antonello Cadeddu. Opublikowane w „Posłaniu” 1/2014

Zdjęcie z serwisu duchowy.pl, autor: Gabriela Beszłej