Dzielnica cudów

W tym roku w lipcu mieliśmy z mężem zaplanowany wyjazd do Legnicy, która znajdowała się na trasie jego badań terenowych. Wyjazd musiał się zmieścić w ściśle określonych widełkach czasowych, więc po wczasach mieliśmy 2 dni na pranie i przepakowanie rzeczy, aby wyruszyć w dalszą trasę. Wszystko działo się szybko. Poszukiwanie hotelu według klucza: tani i blisko miejsca, gdzie stał się Cud Eucharystyczny. I rzeczywiście mieliśmy piechotą niecałe 5 minut do kościoła. Tak zaczęła się nasza przygoda.

Zwyczajne miejsce

Przyjeżdżamy do Legnicy późno, koło godziny 21. Mały hotelik w samym centrum, przy jednej z główniejszych arterii. Dostajemy pokój wysoko, na 3. piętrze. Zaraz po wejściu do niego zamykam okno, bo hałas dobiegający z ulicy jest dość dotkliwy. Stojąc w oknie, patrzę na okolicę. Legnica to typowe śląskie miasto, obdrapane kamienice, duży ruch samochodów. Moją uwagę przykuwają grupy młodych ludzi w czapkach z daszkiem, którzy – mówiąc oględnie – nie wzbudzają zaufania. Spędziliśmy parę godzin w samochodzie, więc mimo późnej pory chcemy pójść na spacer, chociaż króciutki. Schodzimy na dół… Po 200 metrach dziwi nas to, że ciemne zakamarki tej dzielnicy żyją o tej porze. Czujemy się mało bezpiecznie i wracamy do hotelu. Wtedy pierwszy raz zaczynam się zastanawiać, gdzie my właściwie jesteśmy, co to za miejsce?

Następnego dnia rano plan jest gotowy: śniadanie, msza św., mąż rusza do pracy. Stojąc pod hotelem i czekając na niego na dole – wraca do pokoju po jakiś drobiazg – przyglądam się przechodniom. Człowiek za człowiekiem. Uderza mnie fakt, że jakoś dużo na tej ulicy ludzkiej nędzy i ciemności. Na twarzach niektórych widać historie ich życia…

Szukamy kościoła, szybko do niego trafiamy. Mały, z czerwonej cegły, niczym się nie wyróżnia. Na jednej ze ścian wisi duży baner z obrazem niewiernego Tomasza, który wsadza swój palec w przebity bok Zmartwychwstałego Zbawiciela, pod nim napis: „Miejsce Wydarzenia Eucharystycznego”. Jakie wszystko tutaj jest zwyczajne! To Sanktuarium św. Jacka – ciekawe, bo to święty, którego otaczała sława cudotwórcy. Wchodzimy do środka. W lewej nawie jest miejsce, gdzie wystawiono relikwiarz. W nim – bardzo podobnie jak w Sokółce, z której pochodzę – na korporale czerwona plamka, naprawdę mała, ma kilka milimetrów. W tym miejscu czas płynie niewytłumaczalnie szybko. Niedługo zaczyna się msza, którą przeżywam bardzo szczególnie, głębiej, w większym skupieniu; słowa kapłana dotykają serca i odpowiadają na pytania, które aktualnie w nim noszę. Czuję się przemieniona i dotknięta. Mąż zabiera się do pracy, a ja spędzam czas przed Panem w kaplicy adoracji. Modlitwa napełnia mnie głębokim pokojem. Kiedy wracamy do pokoju hotelowego, ciągle nurtuje nas pytanie: Co to za miejsce? Zaczynamy szukać. W internecie znajdujemy informację, że dzielnica, w której jesteśmy, to Zakaczawie, znana w Polsce z tego, że jest bardzo trudna – nazywana Dzielnicą Cudów. Nie wiem, na ile wiadomości, które znaleźliśmy, są prawdziwe, ale odpowiadają naszym wrażeniom. Dlaczego cudów? Bo dawniej na Zakaczawiu słynna była sztuczka: „Masz komórkę – nie masz komórki”. Potocznie mówi się, że „tu się cuda działy”. Dzielnicę charakteryzowała wysoka przestępczość i, niestety, było tu bardzo niebezpiecznie. Z relacji mieszkańców wiemy, że te same problemy dziś także dotykają to miejsce, jednak zmniejszyła się ich skala. Nadal żyją tu, jak określiła to jedna z osób z Zakaczawia, „trudni ludzie”.

Jak w Sokółce?

Wydarzenie Eucharystyczne ma bardzo podobny przebieg jak w Sokółce. 25 grudnia 2013 r. celebransowi, który udziela komunii służbie przy ołtarzu, spada na dywan w prezbiterium konsekrowana Hostia, umoczona w Krwi Pańskiej. Zostaje umieszczona w vasculum z wodą, w tabernakulum do czasu rozpuszczenia. W styczniu 2014 r., w pierwszą sobotę miesiąca, kapłan sprawujący mszę, zaglądając do kielicha z upuszczoną Hostią, zauważa na niej czerwoną, krwistą plamkę i powiadamia o tym proboszcza. Już w tym samym miesiącu biskup legnicki, Stefan Cichy powołuje komisję do zbadania wydarzenia. Diecezja zleca pobranie próbek materiału i poddanie ich analizie w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Wyniki nie są rozstrzygające, więc drugi raz, od czerwca 2015 r. badania przeprowadza Zakład Medycyny Sądowej Uniwersytetu Pomorskiego w Szczecinie. W grudniu Diecezja Legnicka otrzymuje udokumentowane wyniki, w których stwierdza się w badanym materiale biologiczną strukturę tkankową pochodzenia ludzkiego, a dokładnie: „całość obrazu jest najbardziej podobna do mięśnia sercowego”, ze zmianami, które „często towarzyszą agonii”. Jak to określiła lek. med. Barbara Engel, Ordynator Oddziału Kardiologicznego w Legnicy i członkini Komisji powołanej przez biskupa Cichego: „Nauka nie jest w stanie wyjaśnić zaistniałego zjawiska. Nie jest w stanie odpowiedzieć na wiele pytań zaistniałych w toku badania Hostii”. Wydarzenie jest bardzo podobne jak w Sokółce. Pytanie, dlaczego Pan wybrał to miejsce, naturalnie nurtuje moje serce.

Dzielnica Cudów

Sokółka, w której się wychowałam, to niewielka miejscowość w północno-wschodniej Polsce. Lud tam jest pobożny, przywiązany do tradycji, do Kościoła, a tu, na Zakaczawiu, jest odwrotnie. To dzielnica pogrążona w ciemności, tak widoczna jest tu ludzka nędza. Miejscowi mają bardzo poważne problemy, borykają się z nałogami, część z nich ma wyroki, frekwencja wiernych w kościele jest bardzo niska. I właśnie do tej ciemności przychodzi Pan, by pokazać swoje Serce. Tę dzielnicę, tylko przezywaną Dzielnicą Cudów, czyni taką naprawdę. Bo za tym jednym Cudem idą kolejne: ożywienie wiary, cudowne nawrócenia, uzdrowienia. Taka jest teraz rzeczywistość tego miejsca. Do kościoła przyjeżdżają pielgrzymki z całego świata. W rozmowach z miejscowymi oraz z księdzem proboszczem słyszymy kolejne świadectwa. Jedno dotyczy kobiety, aktywnej lewicowej działaczki, ateistki, która, przechodząc kiedyś obok kościoła, widzi baner i wchodzi do środka. Od tego momentu wiele razy wstępuje do tej świątyni. Następuje przemiana jej serca, przyjmuje chrzest, pierwszą Komunię świętą, staje się katoliczką. Kolejne świadectwo opowiada o kobiecie z Zakaczawia, której życie jest bardzo pogmatwane, ona zdradza męża, on zdradza ją, dziecko ma poważne problemy. W czasie Światowych Dni Młodzieży parafia przyjmuje gości ze Stanów, dzięki nim ona odwiedza kościół. Klęcząc przed Relikwią Ciała Pańskiego, nagle widzi przed oczami nazwiska swoich kochanków, wstrząsa to nią do tego stopnia, że nawraca się i rok później już razem z mężem w domu modli się na różańcu. Inna historia dotyczy dwóch dziennikarzy, którzy przyjechali do Legnicy z wieloma trudnymi, agresywnymi pytaniami. W czasie rozmowy z księdzem proboszczem jeden z nich zaczyna płakać jak mały chłopiec, dla niego samego jest to ogromne zaskoczenie. Cud spowodował poruszenie całej parafii: „Tutaj u nas, na Zakaczawiu, gdzie ludzie są tacy trudni, ciągle płaczę” – mówi nam jedna z mieszkanek.

To dopiero początek tego, co Bóg przygotował, czyniąc to miejsce Dzielnicą Cudów. Dla każdego z nas jest to znak, poprzez który Pan mówi do nas. Co mówi? Ksiądz proboszcz na koniec rozmowy – podkreślając także czas Wydarzenia Eucharystycznego, że to dzieje się w epoce, w której nauka dysponuje takimi narzędziami jak mikroskop – zwrócił naszą uwagę, że to „Serce”, które naukowcy zobaczyli na szkiełku, kona. Kona z miłości do mnie, do ciebie, kona z powodu naszych grzechów i pragnie przychodzić nawet do najciemniejszej ludzkiej rzeczywistości, żeby ją przemienić.  

Marta Kalniuk

Fot. ze strony http://jacek-legnica-sanktuarium.pl 

Artykuł z "Posłania" 4/2018