Słuchaj, Izraelu!

Nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu – te słowa z Ewangelii według św. Mateusza (12,19) poruszają niezwykle istotny aspekt życia duchowego, a mianowicie to, że Boga usłyszeć można w ciszy.

Są, owszem, takie sytuacje, poprzez które przemawia On do nas w codziennym życiu, różnych doświadczeniach, niemniej aby wyraźnie usłyszeć głos Pana i to, co chce On nam powiedzieć, musimy wejść w wewnętrzne wyciszenie. O. Józef Augustyn SJ milczenie wewnętrzne nazywa nawet koniecznym warunkiem modlitwy i życia duchowego w ogóle. Dlaczego? Dlatego, iż modlitwa jest rozmową: rozmową, w której najpierw jesteśmy zaproszeni do słuchania, co Bóg do nas mówi. Przekonuje również, że modlitwa nie jest przede wszystkim mówieniem człowieka. Modlitwa jest najpierw słuchaniem Boga. Bóg mówi w ciszy.

Ucieczka od ciszy

Dlaczego Bóg wybiera taką okoliczność do nawiązywania dialogu z człowiekiem? Zwróćmy uwagę, że współczesny świat nieustannie bombarduje nas różnego rodzaju wrażeniami, zachęca w coraz bardziej krzykliwy sposób do pójścia za jego propozycjami. Ludzie przebywający poza swoim domem atakowani są obrazami i dźwiękami, którymi niemal przesycona jest otaczająca ich atmosfera. Ale nawet we własnych mieszkaniach nie odnajdują azylu przed tą presją, niemal brutalnością współczesnego świata. Wystarczy, że włączą telewizor czy komputer.

Jaki jest skutek takiego życia zanurzonego w mocnym oddziaływaniu bodźców zewnętrznych? Człowiek przyzwyczaił się i oswoił z krzykiem, który przecież jest wyrazem przemocy – stwierdza o. Augustyn. Co więcej, człowiek stał się niewrażliwy na subtelne bodźce. (…) nie jest już w stanie wtedy usłyszeć ani siebie samego, ani też drugiego. Po prostu nie jest w stanie słuchać. Chorobą naszych czasów, chorobą relacji międzyludzkich jest niezdolność do słuchania. Nie umiemy siebie nawzajem słuchać. (…) Nie umiemy wypoczywać, nie umiemy reflektować nad sobą, nie umiemy spokojnie spotykać się z innymi, z Bogiem. Uciekamy w oglądanie mocnych programów, filmów. Tak szybko męczy nas rozmowa z Bogiem, z ludźmi, męczy nas głębsza refleksja nad swoim życiem. Dla wielu z nas zapracowanie jest bardzo dobrym alibi, żeby nie wejść w siebie, żeby nie dowiedzieć się, co właściwie nam jest, na co właściwie jesteśmy chorzy. Wejść w ciszę, to zrezygnować z owego alibi. Wejść w ciszę to przestać się oszukiwać. I właśnie dlatego cisza może być trudna, może być bolesna.

To doświadczenie jest także nieobce tym, którzy wydają się być ludźmi pobożnymi, znajdującymi czas na modlitwę. Pojawia się bowiem w ich przypadku niebezpieczeństwo płytkości duchowej. Polega ono najpierw na niezachowaniu odpowiednich proporcji czasu poświęcanego na to, by słuchać impulsów świata i głosu Boga. Jeśli temu pierwszemu poświęcamy wiele i karmimy tym własne myśli, to przenikają one również i nie dają spokoju w czasie próby modlitwy. Są częstą przyczyną rozproszeń i mogą zniechęcać do wytrwałej walki duchowej i trwania w ciszy. Drugim elementem tego niebezpieczeństwa jest kształtowanie wewnętrznej obłudy, która rozdziela sprawy światowe od duchowych, podczas gdy tylko poprzez podporządkowanie wszystkiego, czym człowiek żyje, życiu duchowemu może człowiek uzyskać całkowitą integralność osobową i dojrzałość wewnętrzną. Jeśli zatem komuś przeszkadzają momenty, gdy zostaje sam ze sobą, jeśli jest bardziej nastawiony na mówienie, a nie na słuchanie w kontaktach z innymi, także ze swoim Panem, to powinien odbudować w sobie tęsknotę za ciszą wewnętrzną. Inaczej nie usłyszy Boga. Uwolnij się – doradza Klemens Tilmann – zostaw wszelkie troski, obowiązki, wysiłek, pośpiech oraz aktywność. I jeszcze bardziej uwolnij się od niepokoju, dyskusji wewnętrznych, myśli, projektów, wszystkich planów działania. Im bardziej uwolnisz się od tego wszystkiego, tym bardziej uwolnisz się od siebie samego.

Na pustynię ją wyprowadzę

Dlaczego Bóg mówi w ciszy? Dlatego, że Bóg nie gwałci ludzkiej wolności. I – w przeciwieństwie do taktyki świata – nie posługuje się krzykiem, ale chce wyprowadzić człowieka z dala od zgiełku i złudnych błyskotek, które zalewają umysł, mamiąc go spełnieniem i nasyceniem. Oddalenie, odłączenie się od tych rzeczy staje się naszą odtrutką, rodzajem duchowego detoksu. W Księdze Ozeasza alegorią duszy otumanionej ułudą świata jest niewierna żona, która zdobna w swe kolczyki i naszyjniki biegała za swymi kochankami, a o Mnie zapomniała <wyrocznia Pana>. Dlatego chcę ją przynęcić – mówi Bóg – na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca (Oz 2,15-16). Potrzebujemy zatem ciszy, aby odkryć prawdę o tym, kim rzeczywiście jesteśmy i usłyszeć głos Oblubieńca. Dobrym sposobem na to może być udział w rekolekcjach ignacjańskich lub innych, które odbywają się w milczeniu. Kilka dni oderwania od zgiełku życia i wejścia na drogę ćwiczenia duszy w nasłuchiwaniu poruszeń Boga pomaga dostrzec istnienie wewnętrznego, niezwykle głębokiego życia w nas. To, co do tej pory zagłuszał hałas, gwałtowne i silne przeżycia, tempo codziennych spraw, zostaje wydobyte na zewnątrz. Człowiek w ten sposób może odkryć prawdę o sobie, jakiej do tej pory nawet nie podejrzewał: o źródłach mojego nieszczęścia, prawdę o źródłach mojego zagubienia i jednocześnie prawdę o tym, gdzie szukać wyjścia i co jest wyjściem w moim życiu – wskazuje o. Augustyn.

Rekolekcje takie uczą nie tylko wyciszenia zewnętrznego (rezygnacji z rozmowy, słuchania mediów, maksymalne minimalizowanie dźwięków otaczającego świata), ale także wyciszenia wewnętrznego (unikania impulsów pochodzących z karmienia się obrazami, kontaktu wzrokowego czy jakichkolwiek interakcji, które zakłóciłyby szukania relacji człowieka ze Stwórcą). W ten sposób dusza staje się jak oblubienica wyczekująca nadejścia Oblubieńca: szukać będę ukochanego mej duszy (Pnp 3,2). Paradoksalnie to szukanie głosu Boga w ciszy nie polega na jakiejś kreatywności czy dynamice. Nasza rola ogranicza się jedynie do wyciszenia ludzkiej inicjatywy i aktywności. Ta „pasywność” człowieka nie jest bezczynnością, ale jest aktywnym otwieraniem się na działanie Boga. Św. Faustyna tak opisywała owoce trwania w ciszy podczas pewnych rekolekcji: W tej głębokiej ciszy lepiej mogę osądzić stan swej duszy. Dusza moja jest podobna do wody przeźroczystej, w której wszystko widzę, jak nędzę swoją, tak i wielkość łask Bożych, a z tego prawdziwego poznania gruntuje się duch mój w głębokiej pokorze. Wystawiam swe serce na działanie Twej łaski, jako kryształ na promień słońca, niech się w mym sercu odbije Twój obraz Boży tak, jako tylko się w stworzeniu odbić może, niech promieniuje przeze mnie Twoje bóstwo, Który mieszkasz w duszy mojej (Dz 1336).

Zatem największym trudem, z którym musimy się zmagać, jest poddanie się Bożemu działaniu w nas, a ograniczanie działania człowieka, szukanie woli Bożej ponad własne wyobrażenia i opinie, przekraczanie siebie. O. Augustyn wyjaśnia dalej: Czasami, kiedy jestem zapraszany na rekolekcje do jakiejś wspólnoty kościelnej, zwykle proponuję program, w którym jest dużo czasu na modlitwę osobistą. Niektórzy mówią: ależ, proszę ojca, oni się będą nudzić! Wówczas zwykle odpowiadam: niech się nudzą i niech się pytają, dlaczego się nudzą. Nuda to jest bardzo ciekawe uczucie i bardzo dużo mówiące o człowieku i jego życiu wewnętrznym. Ale to samo dotyczy uczuć złości, zazdrości, poczucia niższości, poczucia wstydu przed sobą, przed Bogiem. To są bardzo ważne uczucia. Trzeba mówić do Boga o wszystkich naszych uczuciach. Przedstawić Bogu to, co jest w nas. (…) Mówienie do Boga o naszym sercu przemienia je. Jeżeli buntujemy się wewnętrznie, mówmy Panu Bogu o buncie. Wypowiadanie się przed Bogiem jest najważniejsze na modlitwie. Ono leczy nasze serca.

Zachowywać w sercu ciszę

Podczas rekolekcji trwanie w ciszy sprawia, że silnie odczuwamy towarzyszące nam działania duchowe. To wymaga nieustannego rozeznawania ich pochodzenia. Z czasem uczymy się, drogą błędów i powodzeń, rozpoznawać wśród nich natchnienia i inspiracje Boże. Pomocą na tej drodze staje się kierownik duchowy. Owoce spotkania z Panem inspirują, by następnie szukać w codzienności ciszy wewnętrznej i zabiegać o nią. Św. Faustyna tak opisywała swoje doświadczenie: Z tych rekolekcji wychodzę całkowicie przemieniona przez miłość Bożą. Dusza moja poważnie i mężnie rozpoczyna nowe życie, chociaż na zewnątrz to życie niczym się nie zmieni, a nikt tego nie dostrzeże, jednak miłość czysta jest mi przewodniczką życia, a na zewnątrz miłosierdzie jest owocem jej. Czuję, że jestem cała przesiąknięta Bogiem i z tym Bogiem idę w życie codzienne szare, żmudne i mozolne, a ufając Temu, Którego czuję w sercu, że przemieni tę szarzyznę w moją osobistą świętość. W głębokiej ciszy, przy Twoim miłosiernym Sercu, w tych rekolekcjach dojrzewa ma dusza. W czystych promieniach Twojej miłości zmieniła dusza moja swą cierpkość i stała się owocem słodkim i dojrzałym, teraz mogę być całkowicie pożyteczna Kościołowi, przez osobistą świętość, która drgnie życiem w całym Kościele, gdyż wszyscy stanowimy jeden organizm w Jezusie, dlatego wysilam się, aby ziemia serca mojego rodziła owoce dobre (Dz 1363- 1364).

O. Augustyn proponuje zabieganie o wydłużoną modlitwę osobistą i medytację Słowa Bożego również w codzienności, po zakończeniu rekolekcji, twierdząc, że tak naprawdę nie można założyć fundamentów głębszego, „systematycznie prowadzonego” życia duchowego. To stwierdzenie wypływa z prostego faktu, że człowiek potrzebuje czasu, aby móc doświadczyć miłości. Jeżeli ludzie, którzy siebie nawet głęboko kochają, nie mają dla siebie czasu, to ich miłość, choćby największa i najpiękniejsza, stopniowo będzie zamierać, stawać się coraz płytsza. Ilustracją postawy trwania w wewnętrznej ciszy są również słowa oblubienicy z Pieśni nad pieśniami: Ja śpię, lecz serce me czuwa: Cicho! Oto miły mój puka! (5,2). Zatem zabieganie i sprawy tego świata nie mogą usprawiedliwić naszego braku czujności. Wręcz przeciwnie, powinny motywować do szukania wyciszenia i troski o zachowywanie pokoju serca, bo tylko wówczas będziemy mogli rozpoznawać głos Oblubieńca, który do nas mówi: Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! (Pnp 2,10).

Agnieszka Kozłowska

Cytaty za: o. Józef Augustyn SJ, Medytacja chrześcijańska, [dostęp] www.mateusz.pl/duchowosc    

Artykuł z "Posłania" 2/2016