Nigdy nie mów Mi "nie"

O Marii Jurczyńskiej (1919 – 1996), nazywanej siostrą Marią, charyzmatyczce, posługującej modlitwą wstawienniczą wielu tysiącom osób, świeckim kierowniku duchowym, założycielce wielu wspólnot Odnowy w Duchu Świętym, żonie i matce pięciorga dzieci

Znaki powołania

Maria, opowiadając historię swego życia – historię łaski, jak sama to określiła – i powołania, zaczyna od wydarzenia, a właściwie mistycznego przeżycia, które ma już w wieku 5 lat. Będąc w kościele z mamą, widzi figurkę Niepokalanej, która uśmiechnięta zbliża się do niej, całuje w czoło i robi na nim krzyżyk. Ten obraz nieraz wraca do Marii tęsknotą. Jako 12-letnia dziewczynka, wychowanka sióstr niepokalanek, „wykrada” z klęczników zakonnic lektury kontemplacyjne, które czyta schowana za organami. Zapominałam wtedy o całym świecie, a Bóg obsypywał mnie bogato łaskami. W przerwach między lekcjami podsłuchuje konferencji rekolekcyjnych o Duchu Świętym i wtedy zaczyna w niej kiełkować miłość do Trzeciej Osoby Trójcy Świętej. Już jako młoda licealistka czuje w sobie żar Bożej Miłości, przynaglana tym żarem pragnie cierpieć, gdyż tylko cierpienie mogłoby ugasić ten nieustający żar w sercu bliskim omdlenia.

I cierpienie przyszło

Pragnie wstąpić do klasztoru, ale wybucha wojna. Mieszka na Wołyniu i by mieć opiekę dla siebie, siostry i ciężko chorej matki, godzi się wyjść za mąż. To ratuje ją przed zsyłką na Sybir. Wojna trwa, a na świat przychodzą kolejne dzieci. Z powodu bliskości frontu 13 razy, z mężem i małymi dziećmi, muszą zmieniać miejsce zamieszkania. Jakiś czas mieszkają w ziemiance. Mimo trudnej sytuacji, w której się znajdują, biorą pod swoją opiekę jeszcze pięcioro sierot. Razem mają więc na utrzymaniu dziesięcioro dzieci, które wychowują w bardzo ciężkich warunkach. Maria ponadto jest wyniszczana chorobą tarczycy, więc tylko jej mąż, człowiek głębokiej wiary, dzień i noc pracuje na utrzymanie rodziny. O tym czasie sama pisze z wiarą: Przestałam wraz z mężem przywiązywać wagę do posiadania. Stałego zamieszkania doczekują się Jurczyńscy dopiero w 1945 roku, gdy osiedlają się w Żarach, przy ulicy Średniej 10.

Pomimo obowiązków żony i matki Maria prowadzi wytrwałe życie duchowe. Choroba zmusza ją do częstych wyjazdów nad morze. Czas ten wykorzystuje na pogłębienie swojej wiedzy teologicznej. Regularnie, nawet kilka razy w roku, wyjeżdża na rekolekcje do Gostynia. Swoją wieloletnią formację zawdzięcza też trzem kapłanom, z których każdy wprowadza w jej duchowość inny rys. Pod kierownictwem jednego z nich, jezuity, przechodzi indywidualnie 30-dniowe rekolekcje ignacjańskie, z których owoców czerpie później w swej posłudze. Maria tak pisze o swojej codziennej „formacji”: pobudka o czwartej rano i czterokilometrowa droga do kościoła na mszę, po drodze różaniec, przygotowanie do komunii, w kościele droga krzyżowa i komunia św. przede mszą, bo w trakcie Eucharystii musi biec już do obowiązków domowych.

Czas próby i nowe życie

W Żarach Maria pełni funkcję instruktorki poradnictwa przedślubnego, zakłada również Sodalicję Mariańską. Należy do niej 36 dziewcząt, 16 kobiet oraz kilku mężczyzn. W latach 50. zabroniono spotkań religijnych, więc przenosi je do swojego domu. Często też przebywają u Marii kapłani. Chętnie modlą się razem, dyskutują, rozważają Słowo Boże i wspólnie jedzą posiłki. Już wtedy Maria dostrzega w sobie szczególny dar Ducha Świętego. Mimo młodego wieku służy radą i wsparciem księżom, pomaga rozwiązywać problemy życia kapłańskiego.

Jednocześnie trwa jej służba świeckim. Kapłani kierują do niej osoby z problemami, których nie udaje się rozwiązać w konfesjonale. Pełni też rolę katechetki. Na jej katechezy chętnie przychodzą nie tylko dzieci, nawet te z sąsiedniej szkoły po lekcjach, ale rodzice i ich krewni.

Przychodzi czas próby. Coraz większe trudności ze zdrowiem zmuszają Marię do rezygnacji z pracy katechetki. Dotyka ją niezrozumienie ze strony spowiedników, którzy zarzucają jej zbyt częstą spowiedź, bo przecież nie jest w zakonie. Potem pojawia się niezrozumienie w strukturach parafii, jej posługa wydaje się niepotrzebna, szkodliwa, padają podejrzenia o sekciarstwo. Przełomowy moment nadchodzi w czasie Świąt Zesłania Ducha Świętego. Wcześniej, w Wielki Piątek, całą noc w kościele rozważa drogę krzyżową, modli się za kapłanów, podejmuje nowennę o świętego spowiednika. Jak sama pisze: Panu „dałam termin” do Zielonych Świątek. Święta nadeszły, a ja nie mam kierownika! Więc w desperacji, idąc do Komunii Świętej, wołam w sercu: „Duchu Święty, Ty sam odtąd będziesz – musisz być moim Kierownikiem!” Po powrocie od Stołu Pańskiego, ledwo uklękłam w ławce, przeżyłam to, co dziś określamy wylaniem Ducha Świętego! Odtąd całe moje życie wewnętrzne przybrało inny wymiar: życie w ukochanym Duchu Świętym.

Za Polskę

W 1955 roku rozpoczyna potrójną nowennę: za Polskę i o przyjście w Polsce Królestwa Jezusa i Maryi, pierwsze piątki i soboty oraz niedziele do Trójcy Świętej. Zamawia też msze święte w tych intencjach. Rok później, w dniu, w którym ukończyłam nowennę, przyszły Śluby Jasnogórskie. Przed nimi przechodzi niebezpieczną operację tarczycy, cierpienia ofiarowując za nawrócenie się narodu polskiego. W swoich notatkach pisze: W tej intencji wykupiłam sama, lub moi – w Bogu – Przyjaciele, prawie wszystkie Msze św. niedzielne na Jasnej Górze odprawiane w czasie wakacji szkolnych, a także 22 VIII, 24 i 26, niedziela następna i 8 IX 1956 r. Po cudownym uzdrowieniu mnie niegodnej – po operacji (po kilkunastu godzinach lekarze zauważyli, ze szwy wszystkie są zrośnięte i zaczęłam chodzić, byłam zdrowa). W duchu najcięższej ofiary przyjęłam z rąk Bożych ten „powrót” do życia.

Niedługo po tym poznaje Kardynała Wyszyńskiego, on kieruje ją do biskupa Kominka, z którym połączy ją później głęboka przyjaźń. Z biskupem prowadzi długie dyskusje na temat roli świeckich w Kościele. Wspólnie przemyślane wnioski zawozi on na Sobór Watykański II i Bogu dzięki zostały przyjęte – Bogu na chwałę!

Łaska roku 1977

Kiedy modli się w Sylwestra przełomu roku 1975/76, otrzymuje wewnętrzne przekonanie, że w 1977 otrzyma łaskę – przychodzi jej na myśl data 7 lipca. Już w styczniu 1977 r. otrzymuje zaproszenie na sympozjum przełożonych domów rekolekcyjnych. Tam poznaje ks. Mariana Piątkowskiego, który zaprasza ją na rekolekcje w Gostyniu. W tym miejscu następuje kolejny przełomowy moment w życiu Marii. Ledwo zaczęły się rekolekcje, a ona już chce wyjechać. Nagromadzony żal, rana związana z odrzuceniem jej służby w Kościele teraz dają o sobie znać. Zostaje z posłuszeństwa. Spotyka się z ks. Piątkowskim, który modli się za nią. Sama pisze o tym wydarzeniu: Położył mi swoje ręce na głowę. Potem podał Pismo Święte i obserwował. Ja przymknęłam oczy, chwilę modliłam się cicho i otworzyłam książkę na potwierdzenie tego, co pod jego dłońmi przeżywałam, mianowicie wypełnienie mego wnętrza niezrównanym pokojem. Przeczytałam, jak z Piotra opadły kajdany. I tego samego w tej chwili doświadczyłam. Ksiądz jeszcze chwilę wraz ze mną się modlił, a potem pytająco otworzył Pismo Święte i głośno czyta: „tej nocy otrzymali chrzest” – i tej nocy ja otrzymałam „chrzest” w Duchu Świętym! Ks. Marian odczytał mi, że droga całego mego życia była drogą w Duchu Świętym, a teraz otrzymuję niejako jej ukoronowanie. Ks. Piątkowski zaprasza ją także do przeżycia Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Rozpoczyna je 13 maja, a 7 lipca 1977 roku w Poznaniu przeżywa modlitwę o wylanie Ducha Świętego. Później jeszcze przez rok jeździ do Poznania na spotkania modlitewne. Tak zaczyna się jej przygoda z Odnową, której całkowicie się poświęca. Zakłada wiele grup modlitewnych, choć nie bez przeciwności. Dla licznych świeckich staje się matką duchową.

Dar specjalny

Nadchodzi rok 1980, kiedy do Polski przyjeżdża Tom Forrest, aby wizytować większe ośrodki Odnowy w Duchu Świętym. Przybywa także do Żar. W domu Marii wygłasza konferencje, celebruje Eucharystię i prowadzi modlitwę wstawienniczą, podczas której słyszy ona słowa proroctwa wypowiedziane nad nią: Pan Jezus przekazuje ci teraz dar specjalnej służby dla kapłanów, kleryków, zakonów; zabiera Ci wszelką tremę, obawę. Otrzymasz moc Ducha Świętego, miłość i mądrość i będziesz dusze ich uzdrawiała i uwalniała od złego ducha. Nie jest to dla niej łatwe proroctwo, tak wiele wycierpiała ze strony kapłanów. Ku swemu ogromnemu zaskoczeniu, godzinę później otrzymuje telegram, w którym jest zaproszona do Łodzi, aby poprowadzić rekolekcje dla kleryków w Seminarium Duchownym. Kiedy pyta Pana Jezusa (przed obrazem Jego Serca), co ma zrobić, słyszy wyraźnie głos: Nigdy nie odmów Mi, nie mów Mi nie. Niedługo potem Maria poważnie zapada na zdrowiu, wygląda to na stan przedzawałowy, jej życie jest zagrożone. Choruje ponad dwa miesiące, ale swojej decyzji nie zmienia. Jedzie na rekolekcje w stanie, w którym nie może utrzymać w ręku nawet własnej torebki. Tak zaczyna się jej nowa misja apostolska.

Nieustanna służba

O sobie mówi „Boże nic”, pełna prostoty, pokory, wewnętrznego ciepła, wobec innych wyrozumiała, ale też wymagająca, radykalna w walce z grzechem, nałogiem, pokusą. Co do życia duchowego, stawia wysokie poprzeczki. Zdarza się, że ktoś wychodzi od niej, trzaskając drzwiami, ale później wraca, zrozumiawszy swój błąd. Obdarzona szczególnym darem poznania, przeprowadza ponad 1000 modlitw za kapłanów, 2000 za kleryków i wiele tysięcy za ludzi świeckich. Otrzymuje szczególne błogosławieństwo Ojca Świętego Jana Pawła II do tej posługi. Jako osoba świecka dostaje najpierw od swego biskupa, a później od Ojca Świętego pozwolenie na egzorcyzmowanie, co jest wyjątkiem, gdyż taka władza zazwyczaj udzielana jest tylko kapłanom. Jej posługiwaniu towarzyszą uzdrowienia duchowe i fizyczne. Zapraszała mnie też wiele razy na modlitwę dla trudnych spraw. Byłem świadkiem natychmiastowych uzdrowień palaczy i z innych nałogów. Uczestniczyłem wiele razy w egzorcyzmach wobec ludzi zniewolonych grzechami cielesnymi, zmysłowości, dzieciobójstwa i innymi. Podziwiałem jej spokój i ufność do Boga w chwilach bardzo trudnych w duszach ludzkich. Nie była urzędnikiem. Poświęcała tyle czasu, ile było potrzeba – aż do skutku. Często mówiła przed trudnymi egzorcyzmami: „Musisz być gotów oddać życie dla sprawy Bożej, aby uwolnić człowieka z mocy zła” (o. Błażej Sekuła OFM, brat duchowy Marii). Ks. Tartak tak mówi o jej posłudze: Gdy Maria rozmawiała z osobami, które do niej przychodziły – nie wypowiadała ani jednego zbędnego zdania. Każde zadane pytanie trafiało w sedno życia danego człowieka, podobnie jak udzielane rady. Czasem aż ciarki przechodziły, gdy się tego słuchało. W jej słowach była mądrość, moc i obecność Boga. (…) Uczyła także dostrzegania Boga w różnych okolicznościach i sytuacjach, które człowieka spotykają. Nieraz, gdy ktoś przychodził do siostry Marii i skarżył się jej, ona pytała: „A czy Pan Bóg o tym wie?”. Gdy ktoś odpowiadał, że wie, ona mówiła: „A to znaczy, że On to wszystko ogarnie, ty Mu zaufaj”.

Sama też kilkakrotnie w życiu doświadcza uzdrowienia. Jedno z nich ma miejsce krótko przed jej śmiercią, gdy choruje na ciężkie zapalenie płuc. Modliliśmy się, robiliśmy wszystko, co jest możliwe, ściągnęliśmy znajomego lekarza. Nie dawał nadziei, ale zostawił recepty. Maria na to odparła, że zapyta Pana Jezusa, co ma zrobić. Modliła się, sięgnęła po Słowo Boże i stwierdziła, że On nie chce, by brała te leki. Poprosiła o Mszę świętą i sakrament namaszczenia chorych. Na drugi dzień była zdrowa. Pokierowała się bardziej głosem Boga niż zdrowym rozsądkiem (ks. Tartak).

Jej dom jest zawsze pełen ludzi. Na podwórku odbywają się spotkania modlitewne, Seminaria Odnowy w Duchu Świętym. Trwającym rekolekcjom przysłuchują się też miejscowi. W ciągu dnia przez jej dom potrafi się przewinąć nawet kilkanaście osób. Nikomu nie odmawia. Jak pisze jej córka: Przyjeżdżali całymi rodzinami albo porywali ją gdzieś. Najczęściej było tak, że jeszcze nie zdążyła wrócić z Polski, a już następny samochód na nią czekał. Służyła na „okrągło” – dzień i noc, do samego końca: Ostatnie cztery lata życia mamy były dla mnie wyjątkowym świadectwem i przykładem heroicznej służby Bogu w drugim człowieku. Przykuta do łóżka, nieustannie służyła, sama czy z księdzem, modlitwą wstawienniczą i rozeznaniem dla przyjeżdżających z różnych stron Polski. Często byłam świadkiem, że w ciągu dnia zjawiało się do dwudziestu osób – dosłownie „drzwi się nie zamykały”. Miała także wspaniały kontakt z młodzieżą. Była powiernicą ich problemów i tajemnic, służyła im radą, rozeznaniem i modlitwą. Była prawdziwą mamą dla wszystkich. Widziałam, jak można pięknie przeżywać czas podeszłego wieku i jak Bóg bierze kruche naczynie w Swoje ręce i przez nie wylewa Swoje łaski, aby jeszcze bardziej w słabości ludzkiej objawiła się Jego moc.

Całe życie Marii wydane było Panu: wielkie obdarowanie, ale też całkowite wydanie, czasami aż do heroizmu, poprzez służbę ludziom. Nic nie pozostawiała dla siebie, nie oszczędzała ani swego czasu, ani zdrowia, ani żadnych dóbr, które posiadała. Nie rezygnowała z wielkich pragnień, które Pan składał w jej sercu, nigdy też nie mówiła Mu „nie”, zawsze zasłuchana w Jego wolę. Stojąc wobec przykładu jej życia, nie możemy się już wymawiać – Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa (Łk 9,24). 

Marta Kalniuk

Na podstawie: Siostra Maria od Ducha Świętego, Modlitwa wstawiennicza; www.domrekolekcyjnyzary.pl; www.odnowa.jezuici.pl  

Artykuł z "Posłania" 5/2013