Kochaj bardzo dobrego Boga!

Kochaj bardzo dobrego Boga! O, jak szczęśliwe są dusze, które taki Skarb posiadają! 

Taką radę dała dusza czyśćcowa zakonnicy, siostrze Marii od Krzyża, żyjącej w XIX wieku we Francji. Wiele innych rad i wskazówek zostało jej przekazanych, a ona je spisała. Zawierają proste prawdy i jasne światło na życie każdego z nas właśnie z perspektywy pełniejszego poznania Boga, jakiego doświadcza się po śmierci. 

My Go znamy znacznie lepiej od was i kochamy Go o wiele bardziej! (…) Na świecie nie znacie dobrego Boga. Urabiacie sobie o Nim pojęcie według własnej ograniczonej wyobraźni. My jednak dopiero wtedy poznajemy Boga, Jego doskonałość, miłosierdzie, miłość, gdy porzucając powłokę błota, odzyskujemy swobodę naszych dusz! 

Uderzające jest wezwanie do miłości, które tak często powtarza się na kartach rękopisów. Dlaczego jest ono tak istotne? Dusza czyśćcowa przekazuje, iż liczy się tylko miłość. Nasze życie to czas oczyszczenia się z wszelkiego egoizmu oraz interesownych intencji. To czas dochodzenia do pełni miłości. Bóg patrzy na nasze serca, intencje, na to, co kieruje naszymi działaniami. 

Jedynie miłość otrzymuje nagrodę w niebie. Wszystko, co czyni się bez miłości, jest bez znaczenia, a tym samym stracone. Tylko uczynki wykonane z miłości, pod wejrzeniem Boga i dla spełnia Jego Świętej woli, będą miały (…) natychmiastową nagrodę w niebie. Jakie zaślepienie panuje pod tym względem na świecie! 

Rzeczywiście, wielu z nas stara się robić dobre rzeczy. Podejmujemy różne pożyteczne inicjatywy, pracujemy, uczymy się, staramy się być dobrymi ludźmi, dobrymi katolikami, odnieść sukces, aby inni dobrze o nas mówili. Ale, jak się okazuje, wszystkie te dobre rzeczy mają o tyle wartość, o ile czynione są dla Boga i z miłości. Bo to miłość daje sens życiu i w niej tylko się realizujemy, to ona kieruje nas ku Bogu, do którego przecież przez całe życie podążamy. 

Na ziemi wszystko się kocha, przywiązuje się do wszystkiego z wyjątkiem Tego, który powinien być naszą jedyną miłością, a nie otrzymuje jej od nas. 

Tak wiele rzeczy jest atrakcyjnych, przyciągających uwagę, ciekawych. Poświęca się temu dużo czasu. Tak wiele zdarzeń się dzieje, w których bierzemy udział. Inni ludzie są dla nas tak ważni, że dla nich odstawiamy Pana Boga na bok. Co za paradoks! Wszystko wydaje się być ważniejsze niż sam Bóg, wszystko wydaje się być bardziej przyciągające niż On. A tylko Bóg może dać prawdziwe szczęście, którego pragnienie jest wpisane w serce każdego z nas. Tylko On może wypełnić nasze życie prawdziwą miłością, prawdziwym pokojem, wytchnieniem, wolnością. 

Czyż w głębi naszej duszy nie ma czegoś na tyle intymnego, że tylko Bóg to rozumie i tylko Jemu samemu możemy o tym powiedzieć? 

Często, gdy spotyka nas cierpienie, idziemy do przyjaciół, znajomych, aby wypowiedzieć to, co nas boli. Ale czy to nam przynosi rzeczywistą ulgę? Albo gdy nam się coś udaje, zaraz chwytamy za telefon i dzwonimy do najbliższych. A przecież to Bóg jest nam najbliższy, bo jest zawsze blisko nas. To Jemu najpierw powinniśmy mówić o tym, czym żyjemy, co nas spotyka. Często czynimy odwrotnie, szukając wpierw pocieszenia u ludzi. To Bóg może zaradzić naszym troskom. Jest tyle rzeczy, które tylko On może zrozumieć, tylko On może wysłuchać i nas zaakceptować. Tylko w Nim możemy się odnaleźć. Tylko w ciszy, na modlitwie możemy usłyszeć głos Pana, rozpoznać Jego działanie w naszym życiu. Tylko z Nim możemy doświadczyć najbardziej osobowego spotkania, które może zmienić nasze życie i wypełnić je. 

Jak mało troski o życie wewnętrzne w świecie! Zanadto poszukuje się dla siebie wygód, nie chce się sobie zadać w czymkolwiek przymusu i zdobyć się na ograniczenia… 

Jakże mało troski w naszym życiu o to osobiste spotkanie z Bogiem. Albo jesteśmy wygodni - przecież się nam należy wypoczynek, przyjemność, które jednak nie są pierwsze w życiu. Jakże trudno nam się poświęcić, ofiarować swój czas i siebie Bogu oraz drugiemu człowiekowi. Albo jesteśmy zaganiani, pracujemy, udzielamy się i w rezultacie jesteśmy zmęczeni. Ale tak naprawdę mamy dość sił, aby przezwyciężyć trudności, które stoją na drodze naszego spotkania z Bogiem, mamy dość woli, aby podjąć i spróbować zadbać o nasze duchowe życie. 

Jakże mało mamy również troski o drugiego człowieka, o właściwą relację z nim. Często nierozważne słowo, urażenie drugiego, niecierpliwość powodują rozpad związku dwojga, wydawałoby się, nierozłącznych przyjaciół. 

Dzieje się tak dlatego, że Bóg nie posiadł dostatecznie ich serc; bo tylko serca, które przepełnia miłość Jezusa, mogą dawać swym przyjaciołom ze swego nadmiaru. Wszelka przyjaźń, nie oparta w ten sposób na Bogu, jest fałszywa i nietrwała. 

Aby naprawdę być szczęśliwym, trzeba się natrudzić. Każdego dnia poprawiać się z własnych błędów i każdego dnia rozpoczynać od nowa. Zapierać się siebie i starać się przeżywać dzień w świadomości obecności Boga, tzn. wykonywać swoje czynności i obowiązki wiedząc, iż On czuwa. Trzeba nam nieustannie szukać woli Bożej, czyniąc wszystko z wcześniejszym zapytaniem się o zdanie Jezusa, który przebywa w naszym sercu. 

Powiedz Mu o swoich przykrościach, radościach, cierpieniach, jednym słowem – o wszystkim. Mów do Niego tak, jak mówi się do oddanego przyjaciela, do ojca, do oblubieńca. 

Możemy to uczynić wstępując do kościoła, odwiedzając Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Musimy przekroczyć granicę naszego chłodu, obojętności, ograniczenia. Jezus jest tak blisko. To okazja, by wyrazić serdeczną miłość i wdzięczność, oddać Mu chwałę, adorować i uczyć się ufności wobec Jego dobroci. On czeka, aby usłyszeć Twoje słowa: „Kocham Cię”! 

Izabela Surmacz

Cytaty za: Rękopis z czyśćca, Wydawnictwo Michalineum

Artykuł z "Posłania" 6/2007