Uwierzyć, że jest ktoś, kto kocha

W samym Sao Paulo istnieje 3900 faveli, dzielnic nędzy, a 12 tys. osób mieszka na ulicy. Widzieliśmy dzieci, które umierają z głodu, widzieliśmy dzieci, które żywią się własnymi odchodami, trawą czy robactwem, bo nie mają nic do jedzenia. Pewien człowiek powiedział nam kiedyś: „Chciałbym być psem i mieć bogatego pana”. Zrozumieliśmy, że nie możemy się nazywać chrześcijanami, jeśli bardziej kochamy nasze psy niż naszych braci. 

Zobaczyliśmy, że nie można być szczęśliwym samotnie, w pojedynkę, że szczęście polega na dawaniu życia innym. Doświadczyliśmy mocy Bożej miłości, która naprawdę może przemienić ludzkie życie. Każdego dnia doświadczamy, jak Bóg działa w ludziach, którzy Go kochają, jak ich uzdrawia i przywraca do życia (…). Dzieci ulicy mówią nam: „Bogu dzięki, że jesteście, bo przedtem byłyśmy same. Myślałyśmy, że Bóg o nas zapomniał. A teraz wiemy, że tak nie jest, dlatego że wy jesteście z nami”. 

Prostytutki będą szybciej 

Szczecin. Sierpniowy wieczór, około godziny 19. W jednej z bram na śródmieściu stoi człowiek. Mimo schludności ubioru widać, że jest osobą bezdomną. Nagle jego twarz rozjaśnia się: „Kogo moje oczy widzą!”. Serdeczny uścisk z każdą z sześciu młodych osób, ożywiona rozmowa, na koniec - wspólna modlitwa. Nie jest anonimową osobą, ale czyimś przyjacielem. „Od razu lżej na sercu, kiedy swoich widzę” - mówi. I dodaje: „Oni są zawsze punktualni”. Tak wyglądają środy w szczecińskiej wspólnocie Przymierze Miłosierdzia. Początki wspólnoty sięgają końca lat 90. ubiegłego wieku, a założycielami jest dwóch włoskich dominikanów - oo. Antonello Cadeddu i Enrique Porçu. 

Ojciec Enrique wspomina, że ich wspólnota zakonna była skierowana na pomoc ubogim, jednak wraz ze współbratem odczuwali pewien niedosyt. Spotkałem kiedyś na ulicy chłopca, który błagał mnie: „Zabierz mnie z tego życia”. On płakał, a ja nie mogłem go przyjąć do mojego domu. Inny bezdomny mówił: „Pukałem do drzwi wielu klasztorów i domów prowadzonych przez osoby duchowne, ale nigdzie nie było dla mnie miejsca. Oni mnie przyjęli”. „Oni” to była prostytutka i alkoholik. W tym momencie usłyszałem słowa Jezusa, który mówił: „Grzesznicy i prostytutki wejdą przed wami do królestwa niebieskiego”. (…) Za zasłoną życia konsekrowanego i kapłańskiego stwarzamy sobie spokojne życie, podczas gdy naszym pokojem jest utrata własnego, ziemskiego pokoju dla pokoju Chrystusa. Zastąpiliśmy reguły ostrożnością, podczas gdy Jezus chce od nas chrześcijańskiego szaleństwa. (…) Wtedy się nawróciłem… 

To drugie nawrócenie - wezwanie do wypłynięcia na głębię, większego wydania się dla ubogich, otwarcia na charyzmaty i na dzieło Nowej Ewangelizacji - przyszło, kiedy ojcowie zbliżali się do 50. roku życia. Motorem napędowym była też dla nich lektura Dzienniczka św. Faustyny. Po kilku latach rozeznawania wspólnota zakonna zezwoliła im na życie poza konwentem. Wyjechali do Brazylii, do Sao Paulo. W 2000 r. założyli stowarzyszenie Przymierze Miłosierdzia. Nazwa wywodzi się z obietnicy danej św. Faustynie, że dzięki Duchowi Świętemu i mocy Miłosierdzia Bożego najwięksi grzesznicy mogą stać się świętymi. Charyzmatem wspólnoty jest praca z ubogimi (jej członkowie dzielą z nimi życie) i ewangelizacja. Obecnie domy stowarzyszenia są już nie tylko w Brazylii, ale i we Włoszech, w Portugalii, Francji, Belgii - i w Polsce. Tylko w bieżącym roku do wspólnoty wstąpiło 120 młodych ludzi. W kraju, w którym powstała, tworzy również Centra Wsparcia Rodziny, zajmujące się dziećmi ulicy. Obecnie prowadzi tam 17 domów dla narkomanów i ludzi ulicy: 5 dla dorosłych, 12 dla dzieci i młodzieży. 

Chcieliśmy mu dać kuchenkę

Brazylia to kraj ogromnych kontrastów. Minimalna płaca to 120 euro. Tyle - lub mniej - zarabia 70% ludności. Pozostali mają płace o 2-3 tysiące większe. Ta drastyczna nierówność jest źródłem przemocy. Co minutę w samym São Paolo - dziesięciomilionowym mieście - kradziony jest samochód, rocznie ginie 15 000 osób, więzienia są przepełnione. Są w nich także dzieci. A Brazylia ma jeszcze 26 innych stanów… 

O. Enrique opowiada, jak to pewnego razu podszedł do niego człowiek ze stalowym prętem, chcąc go zabić. Misjonarz zaczął z nim rozmawiać, potem zaproponował modlitwę. W Brazylii wszyscy są bardzo religijni - także bandyci lubią być błogosławieni. Po modlitwie ów człowiek rozpłakał się. Mieszkał w ogromnym pustostanie, w którym przebywały ponad dwa tysiące ludzi. Kradł, ponieważ nie miał nic - nawet kuchenki, na której mógłby podgrzać mleko dla dziecka. Ojciec poprosił go o adres, obiecując pomoc. Kiedy po kilku dniach pojechał tam wraz z dwiema osobami ze wspólnoty, okazało się, że adres był fałszywy - ubogi nikomu nie ufał. Po kwadransie modlitwy i kręcenia się po okolicy ów człowiek pojawił się przed nimi. Początkowo zląkł się, wziął ich za policję. Nieporozumienie szybko zostało wyjaśnione. Pomodliliśmy się za niego, daliśmy to, co przynieśliśmy. Najbardziej chcieliśmy podarować mu kuchenkę, ale był to czas, kiedy nie mieliśmy nawet łóżek, spaliśmy na podłodze, sami więc mieliśmy tylko jedną, w dodatku dwupalnikową. Na koniec on się nawrócił, a my w ciągu dwu tygodni otrzymaliśmy cztery nowe czteropalnikowe kuchenki z piekarnikiem

Kotwica dla katolików 

Kościół w Brazylii także przechodzi niełatwą drogę. Teoretycznie 60% społeczeństwa to katolicy. Jednak biskupi mówią wprost, że w kraju potrzebna jest Nowa Ewangelizacja. W XVI wieku Brazylia była kolonią portugalską. W latach 60. król Portugalii otworzył więzienia i wysłał uwolnionych do południowoamerykańskiej kolonii. W tym samym czasie napływali tam mieszkańcy Afryki ze swoimi wierzeniami animistycznymi czy wprost okultystycznymi. Rządzący w Brazylii Portugalczycy siłą przymuszali do przyjmowania chrześcijaństwa, toteż konwersje nie były szczere. Ludzie, bojąc się zemsty starych bogów, zaczęli ich utożsamiać z Matką Bożą, ze świętymi… Kultura chrześcijańska i pogańska wzajemnie się przeniknęły, tworząc przedziwną mieszankę, w której obok wiary chrześcijańskiej współistnieją wierzenia afrykańskie, typu makumba czy spirytyzm. Dodatkowym problemem stał się napływ protestantów z Ameryki Północnej. Co roku 1% brazylijskich katolików przechodzi na protestantyzm… Duże wpływy mają też przeróżne sekty. Wreszcie do osłabienia wiary przyczyniła się też popularna w ubiegłym wieku w Ameryce Łacińskiej teologia wyzwolenia. W Brazylii połączyła się ona z marksizmem. Z kościołów wyrzucano tabernakula, konfesjonały, obrazy świętych, kapłan nie miał nic do powiedzenia. Wspierała to nawet część brazylijskiego episkopatu… Owocem tego były masowe przejścia wiernych do kościołów ewangelickich. Jan Paweł II w czasie swojego pontyfikatu zatroszczył się o zmianę biskupów. W tym czasie w Brazylii pojawił się też ruch Odnowy w Duchu Świętym. O. Antonello mówi: Aspekt charyzmatyczny, tak wyraźny w Kościele ewangelickim, jest po prostu bliższy brazylijskiej mentalności. Dlatego właśnie kotwicą trzymającą katolików w Kościele jest Odnowa w Duchu Świętym i inne ruchy charyzmatyczne, które potrafią ożywić Kościół. Około 10% wszystkich katolików w Brazylii (około 8 milionów ludzi) należy do Odnowy w Duchu Świętym. 

Czy to całe zamieszanie jest naprawdę potrzebne? 

Rekolekcje z ojcami Enrique i Antonello dwa lata temu w świątyni na warszawskich Siekierkach: kościół pełen ludzi wznoszących ręce, modlących się w językach, niektórzy z nich doświadczają spoczynku, uzdrowienia, uwolnienia. Inni jednak pytają: Czy to całe charyzmatyczne zamieszanie jest naprawdę potrzebne? O. Enrique odpowiada, że takie spektakularne znaki, jak właśnie uzdrowienia, są przede wszystkim dla osób niewierzących czy niepraktykujących: Dla wierzących samo uzdrowienie nie jest aż tak istotne. Są często powoływani na drogę ofiary, krzyża. Natomiast dla niewierzących uzdrowienie jest konieczne jako instrument dla początkujących, aby uwierzyć, że jest Ktoś, kto kocha, kto się o nich troszczy. W Brazylii widzimy to szczególnie wyraźnie wśród bezdomnych. Często żyją oni w tak skrajnie trudnych warunkach, że żadne argumenty nie skutkują. Wtedy jedyną siłą, którą dysponujemy, jest nałożenie rąk. Takie właśnie momenty przekonują nas o istnieniu Kogoś, kto przez nas działa. Psychologiczna pomoc osobie, która doświadczyła opuszczenia i nędzy, wymaga wiele cierpliwej miłości, trudu, czasem trwa wiele lat, a i tak nie zawsze przynosi oczekiwany skutek. Natomiast kiedy wkracza w to wiara, moc Ducha Świętego, prawdziwa miłość do Jezusa, wtedy w krótkim czasie dzieją się prawdziwe cuda. Jezus uzdrawia, leczy, daje nowe życie, daje miłość, wskrzesza. Psychologia pomaga, ale decydująca jest zbawcza miłość Jezusa. Ojcowie przytaczają przykłady osób, zanurzonych w świecie przestępczym, narkotyków, prostytucji, które po modlitwie postanowiły zmienić swoje życie. Nie zawsze dzieje się to łatwo i szybko, jednak wielu z nich nie wraca do dawnego życia. W ich nawróceniu misjonarze odczytują wołanie Ducha Świętego do współczesnego świata: Dziś, widząc społeczeństwo zranione, podzielone, zniszczone przez zło, Duch Święty objawia się nie tylko przez świętych, ale i przez grzeszników, którzy pod wpływem modlitwy zmieniają swoje życie. Bóg chce powiedzieć w ten sposób: „Proszę, proszę, wróć do Mnie!”. Przypominają, że Duch Święty działa za pośrednictwem ludzi prostych i pokornych. 

Głosić z mocą 

Ojcowie mówią: Duch Święty żyje i chce z nas czynić żywych ludzi, pełnych radości, świadomych tego, że są powołani, aby głosić Słowo Boże z całą mocą. Dobrą Nowinę można głosić na tak wiele sposobów. Brazylijczycy lubią telenowele? Wspólnota zaczęła więc nagrywać kilkuodcinkowe filmy, w których poszczególne osoby opowiadają o… swoim dawnym życiu (często też uwikłaniu w tak poważne sprawy, jak handel narkotykami, prostytucja czy morderstwa) i nawróceniu. Telenowele ewangelizacyjne są emitowane przez katolicką telewizję, obejmującą swoim zasięgiem cały kraj. Młodzi spędzają często całe noce w dyskotekach, klubach? Wspólnota wychodzi naprzeciw temu, organizując „Chrystoteki” - nocne spotkania, na których młodzi mogą się bawić przy muzyce o dobrym, chrześcijańskim przesłaniu, a przy tym… skorzystać ze spowiedzi (w Szczecinie „Chrystoteka” prowadzona jest przy parafii oo. dominikanów). Osoby ze szczecińskiej wspólnoty o realizacji swego podstawowego charyzmatu, czyli służbie ubogim, mówią tak: Co tydzień wychodzimy do bezdomnych, aby przebywać z nimi, modlić się z nimi, zanosić Dobrą Nowinę tym, którzy czują się zupełnie wykluczeni i opuszczeni. (…) Głęboko wierzymy, że nikt nie jest tak biedny, by nie mógł czegoś dać i nikt nie jest tak bogaty, by nie mógł czegoś otrzymać. Często spotkania z bezdomnymi są dla nas niesamowitym świadectwem działania Boga, a my sami, chcąc coś dać z siebie osobom żyjącym na ulicy, w rezultacie dużo więcej od nich otrzymujemy. 

Duch Święty uzdalnia do mężnego dawania świadectwa wiary, a dla tych, którzy zaufali, czyni rzeczy nieprawdopodobne. Któregoś dnia wspólnota z Sao Paolo otrzymała telefon z prośbą o modlitwę: do jednego z domów Przymierza Miłosierdzia wtargnęła uzbrojona grupa osób, grożąc zabiciem wszystkich mieszkańców. Rzeczywiście, pozostawało tylko wołanie do Boga. Po półtorej godziny w Sao Paolo znów odebrano telefon od drugiej wspólnoty: Modlimy się właśnie za tych bandytów. W pewnym momencie przestali nam grozić i poprosili o przebaczenie. Jednak wstępującym do wspólnoty, pragnącym wydać życie dla głoszenia Ewangelii, ojcowie przypominają o drodze Krzyża: Możemy wam obiecać tylko jedną rzecz: bardzo dużo cierpienia. Oferujemy wam krzyż, ale jest to droga radości. 

Aż do oddania życia 

Drogę Krzyża dobrze zrozumiał jeden z pierwszych członków wspólnoty, młody chłopak o imieniu Nivaldo. Był dzieckiem ulicy, handlował narkotykami, brał udział w walkach gangów. Nie znał swojego ojca, jego matka była prostytutką. Do 24. roku życia nie słyszał o Jezusie. Wtedy dwie dziewczyny, mieszkające w jego parafii, zaczęły mu opowiadać o Kimś, kto go kocha i jest w stanie nadać sens jego istnieniu. Wszedł więc do kościoła i stając przed Najświętszym Sakramentem powiedział do Boga, aby, jeśli rzeczywiście istnieje, ukazał się w jego życiu. Następnie wziął do ręki Pismo Święte, pozostawione w miejscu modlitwy i trafił na słowa z Księgi Izajasza (45,4-5): nazwałem ciebie twoim imieniem, pełnym zaszczytu, chociaż Mnie nie znałeś. Ja jestem Pan, i nie ma innego. Doświadczył wtedy spoczynku i… natychmiastowego uwolnienia z nałogu narkotykowego. Kiedy trafił do Przymierza Miłosierdzia, zaangażował się całym sercem w dzieło ewangelizacji. Zapamiętano go jako zawsze radosnego, otwartego, szczególnie wrażliwego na ubogich. Dzielił się wszystkim, co posiadał. Pewnego dnia posługiwał w więzieniu dla nieletnich, dzieląc się świadectwem nawrócenia. Kiedy wieczorem wrócił do domu wspólnoty, dowiedział się, że jeden z podopiecznych, narkoman, uciekł. Postanowił go odszukać. O tej porze było to dość niebezpieczne przedsięwzięcie, jednak na propozycje, żeby poczekać do rana, odparł: „Uczyliście mnie, że pasterz daje życie za swoje owce”. Wyszedł z jeszcze dwiema innymi osobami. Zdarzył się wypadek samochodowy. Nivaldo zginął - tylko on. Kiedy przynoszono do nas jego ciało, ten młody chłopak, którego poszedł szukać, szedł przy marach. Przyjaciel Nivaldo opowiedział nam też później, że zrobili razem pakt, taki jak niegdyś św. Jan Bosko ze swoim przyjacielem - że ten, kto pierwszy umrze, spróbuje dać znać drugiemu, czy jest zbawiony. Opowiedział też, że tej właśnie nocy Nivaldo przyszedł do niego we śnie. (…) Zginął dlatego, że chciał uratować jednego młodego narkomana. Oddał życie. Wierzymy, że pewnego dnia zostanie ogłoszony błogosławionym. 

Renata Czerwińska

Na podstawie: Most miłosierdzia. Rozmowa z ojcami Enrique Porcu i Antonello Cadeddu, „W drodze” 10/ 2008; http:/www.przymierzemilosierdzia.pl; Duch [film dokumentalny] 2009, reż. L. Dokowicz, M. Bodasiński 

Artykuł z "Posłania" 5/2010