A gdyby powiedział Jezusowi "Tak"?

Bogaty młodzieniec 

Pewnego dnia do Jezusa podszedł bogaty młodzieniec. Z gorliwością wypełniał przykazania Boże. Być może nawet był przekonany, że jest z nim wszystko w porządku, w końcu jest pobożnym człowiekiem i stara się kochać Pana Boga. Ale Jezus postawił wyżej poprzeczkę: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! (Mk 10,21). Wiemy, że odszedł zasmucony. A gdyby powiedział Jezusowi „Tak!”? 

Przy grobie męczenników 

W dalekiej Lizbonie młody augustianin, Ferdynand, za zgodą przełożonych przenosi się do klasztoru w Coimbrze. Chce w ten sposób oddalić się od krewnych (rodziców już wtedy nie miał), którzy są wręcz zgorszeni tym, że młody i majętny człowiek marnuje – według nich  swoje życie na modlitwę i posty. Po kilku latach Ferdynand otrzymuje święcenia kapłańskie. Młody ksiądz stara się wiernie wypełniać swoje obowiązki. Rozczytuje się w Piśmie Świętym. 

Ale Bóg chce czegoś więcej. W Coimbrze Ferdynand poznaje pięciu braci mniejszych, zapaleńców z nowopowstałego zakonu, którzy zamierzają wyruszyć na misje do Maroka. Misja – wydawałoby się – nieudana: oto młodzi zakonnicy wkrótce zginą śmiercią męczeńską. Gdy ich ciała zostaną przywiezione do Coimbry, Ferdynand długo będzie się modlił przed ich grobem. W jego sercu kiełkuje pragnienie męczeństwa za wiarę. 

Przełożeni, nie bez żalu, zgadzają się, aby opuścił zgromadzenie i wstąpił do braci mniejszych. Przed swoim wyjazdem słyszy od jednego ze współbraci: „I co, myślisz, że jak pójdziesz do franciszkanów, to będziesz świętym?”. „Jeśli nim zostanę, będziesz chwalił Boga”. 

A jeśli Bóg tego nie chce? 

W Olivanez Ferdynand wstępuje do wspólnoty franciszkańskiej i zmienia imię na Antoni – od św. Antoniego Pustelnika. Zaraz po przebyciu nowicjatu wsiada na statek płynący do Maroka. Kiedy jednak dociera na ziemię afrykańską, okazuje się, że jego organizm nie może wytrzymać w tak ciepłym i suchym klimacie. Choruje na febrę. Po trzech miesiącach wyczerpującej choroby decyduje się wrócić do Portugalii – dochodzi do wniosku, że najwidoczniej Bóg obrał mu inną drogę. W czasie podróży na Morzu Śródziemnym zrywa się ogromna burza. Statek, przez kilka dni miotany falami, zawija wreszcie na… Sycylię. Tam Antoni odnajduje skromny klasztor franciszkański, w którym dochodzi do zdrowia. Tego samego roku wyrusza wraz z braćmi na kapitułę generalną do Asyżu. Ma szczęście widzieć i słuchać samego św. Franciszka. 

Po zakończeniu kapituły nikomu nieznany brat Antoni z Portugalii dołącza jako kapłan do małej wspólnoty w Monte Paolo koło Forli. Ten, który chciał dokonać wielkich czynów dla Chrystusa, rąbie drwa, nosi wodę, sprząta kapliczkę, gotuje. 

Wędrowny kaznodzieja 

Jakiś czas później w Forli odbywa się kapituła prowincjonalna, podczas której ma być wyświęconych kilku kapłanów. Okazuje się, że mimo obecności tak wielu gości nikt nie chce powiedzieć kazania – wszyscy nagle zaczynają się wymawiać. Przełożony Antoniego prosi go, aby w takim razie on wygłosił homilię – a zakonnik zgadza się w duchu posłuszeństwa. Oparta na Słowie Bożym mowa elektryzuje słuchaczy. Nagle widzą, że ten skromny braciszek, na którego nikt nie zwracał uwagi, posiada niezwykły dar głoszenia Słowa. Wyznaczono więc go na wędrownego kaznodzieję, a on przemierza miasteczka i wioski w północnych Włoszech, głosząc Dobrą Nowinę. Św. Franciszek prosi go też, aby wykładał filozofię na uniwersytecie w Bolonii. Tak Antoni odnajduje wolę Bożą wobec swojego życia. 

Wskrzeszenie Padwy 

Antoni wiernie służy Bogu, a On obdarza go wieloma charyzmatami, darem czynienia cudów, a mówi się, że także wskrzeszania umarłych. Taki cud czyni właśnie dla Padwy. To miasto na początku XIII wieku nie było bezpieczne. Uwikłane w spory z sąsiednimi miastami, podzielone wewnętrznie na różne stronnictwa, przepełnione było atmosferą niezgody i mściwości. Wiele osób doświadczało znacznego ubóstwa, inni znów drżeli o swój pokaźny dobytek. Do takiego właśnie miejsca przybywa Antoni w 1227 roku. Po jednym z kazań podchodzi do niego grupa osób, która pod wpływem Słowa Bożego postanowiła zmienić swoje życie. Aby było im łatwiej zachować chrześcijański styl życia, postanawiają założyć wspólnotę – Bractwo Pokutne. Antoni rusza w drogę, ale co kilka miesięcy wraca do Padwy, żeby odprawić Eucharystię i nauczać w którymś z kościołów. Wreszcie w dwa lata później, kiedy postanawia wygłosić właśnie w tym mieście 40-dniowe rekolekcje wielkopostne, atmosfera zupełnie się zmienia. Do kościoła przychodzi coraz więcej osób, wkrótce przestają mieścić się w świątyni. Na czas codziennej mszy świętej zamykają się sklepiki i warsztaty, kończą się wykłady na uniwersytecie. Nawraca się wiele osób, ludzie stają się zdolni do przebaczenia, zaczynają wnosić pokój we wzajemne relacje. Miasto odżywa. 

Widzę Pana mego! 

Do Antoniego zgłasza się banda rozbójników. Stwierdzają, że kazanie, które ostatnio usłyszeli, było skierowane specjalnie dla nich, więc teraz chcą się wyspowiadać i zmienić swoje życie. Z kolei pewnego notariusza święty doprowadza do szewskiej pasji, ponieważ kłania mu się… zbyt nisko! „Kłaniam ci się, bo kiedyś będziesz męczennikiem za wiarę” – odpowiada zakonnik. Rzeczywiście, wiele lat później, w czasie pielgrzymki do Ziemi Świętej, zostanie zamordowany, ponieważ nie będzie chciał wyprzeć się chrześcijaństwa. 

Gruntowne przygotowanie teologiczne, zdobyte u augustianów, ale przede wszystkim umiłowanie Słowa Bożego jest tajemnicą powodzenia jego kazań. Zna Biblię niemalże na pamięć. Czyta ją i rozważa codziennie. Podczas jednej z kontemplacji objawi mu się Dzieciątko Jezus. 

Nie zostaje mu już wiele czasu. Mimo młodego wieku jest wyczerpany trudami podróży i umartwieniami, choruje także na nieuleczalną wówczas puchlinę wodną. Nie odmawia jednak pomocy tym, którzy go proszą. Próbuje interweniować u władcy Werony w sprawie uwolnienia więźniów politycznych. Misja, niestety, kończy się niepowodzeniem. Droga osłabia jego siły. Umiera na przedmieściach umiłowanej Padwy, po przyjęciu namaszczenia chorych i wspólnej modlitwie z braćmi, mówiąc z zachwytem: „Widzę Pana mego!”. 

Jego pogrzeb, na który napływa mnóstwo ludzi, staje się manifestacją wiary – wiary w zmartwychwstanie. Już w rok po jego śmierci, w obliczu heroiczności cnót wiernego Sługi Bożego i oczywistych cudów, dziejących się za jego wstawiennictwem, Kościół ogłasza go świętym. Ta wiadomość dociera bardzo szybko do augustianów w Coimbrze… 

Chodź za Mną! 

Nieraz jesteśmy jak bogaci młodzieńcy, i to niekoniecznie bogaci materialnie. Od zawsze w Kościele, pobożni, może od wielu lat w jakiejś wspólnocie, nawet w jakiś sposób zadowoleni z siebie. A przecież naszym powołaniem jest to, abyśmy ogłaszali dzieła potęgi Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła (1 P 2,9). Co nas wstrzymuje? Nieraz Jezus zdaje się stawać przed nami i mówić: „Oddaj Mi to, co ci się wydaje, że masz. Oddaj Mi swoje plany, swoje lęki, swoje zranienia, swoje relacje. Oddaj Mi swój upór, żeby trwać przy braku przebaczenia, przy zazdrości. Oddaj Mi przesądy i zaufanie tylko do siebie. Oddaj Mi swoje skrupuły, potrzebę bycia idealnym! Przestań za tym chodzić! Chodź za Mną!”. 

Renata Czerwińska

Artykuł z "Posłania" 2/2008