Panie, nie mogłeś umiłować mnie bardziej!

Jedni z uporem twierdzą: „To średniowieczne fałszerstwo!”. Inni odpowiadają: Dla nas, uczonych, możliwość sfałszowania odbicia na Całunie byłaby większym cudem aniżeli Zmartwychwstanie Chrystusa, oznaczałaby bowiem, że cała nauka XX wieku nie dorównuje umysłowi fałszerza z XV wieku. Tymczasem tego roku między 10 kwietnia - Niedzielą Miłosierdzia Bożego - a 23 maja - Niedzielą Zesłania Ducha Świętego - podczas publicznego odsłonięcia Całunu katedrę turyńską odwiedziły ponad dwa miliony osób. 

Chodzi o Jezusa 

Lniane płótno o wymiarach 4,36 na 1,1 m od wieków było otaczane czcią jako szczególna relikwia chrześcijaństwa. Mówiono, że jest to obraz „nie uczyniony ludzką ręką” (rzeczywiście, na płótnie nie widać śladów pociągnięć pędzlem). Nie wiadomo, jak znalazł się w Edessie (Turcja) i kto go ukrył w murach obronnych miasta, dość, że po odnalezieniu płótno, złożone na czworo, było wystawione na widok publiczny w świątyni. Pięć wieków później zostało przewiezione do Konstantynopola. Później, zabrane przez krzyżowców, przechodziło w ręce różnych rycerzy i książąt, w 1532 roku o mały włos nie zostało zniszczone podczas pożaru (dziury wypalone przez topiące się srebro z relikwiarza zostały potem załatane przez siostry klaryski), wreszcie w drugiej połowie XVI w. trafiło do katedry w Turynie. Mimo że nie było często wystawiane na widok publiczny, tylko w latach 70. XX w. pięciokrotnie próbowano podpalić Całun. Sataniści przedostawali się przez okienko do kaplicy, by sprawować „czarne msze”. Na początku lat 90. złodzieje próbowali otworzyć kuloodporną gablotę z relikwią, by ją ukraść. Ostatni pożar, któremu zresztą można było zapobiec (za zaniedbania skazano pięć osób na kary więzienia), miał miejsce w 1997 roku. Podczas badań Całunu w latach 80. XX w. zastosowano test metodą węgla C-14, ogłaszając następnie, że płótno jest średniowiecznym falsyfikatem. Dopiero w niespełna 30 lat później badacze przyznali, że próbka, którą wzięli do badań, była najgorszą z możliwych, pochodzącą z najbardziej zanieczyszczonych miejsc (a dokładnie: z łat naszytych na spalonych częściach). Co sprawia, że Całun jest atakowany z taką siłą? Idzi Panic, historyk, twierdzi: Prawdziwą przyczyną, wbrew pozorom, nie jest wiek płótna. Nie chodzi też o materiał, z którego Całun został utkany. Kontrowersje budzi wizerunek, który na Całunie każdy może dostrzec, czyli widok człowieka ukrzyżowanego w sposób podobny do tego, jaki znamy z Ewangelii. Chodzi więc o osobę Jezusa. Gdyby nie to, płótno nie budziłoby jakichkolwiek dyskusji. Każdy bez oporów przyjąłby wyniki dociekań historyków. 

Spojrzenie naukowców 

Badania Całunu ze wzmożoną siłą rozpoczęły się w XX wieku. Na jego temat wypowiadają się nie tylko historycy, ale i informatycy, fizycy, lekarze… Stwierdzono, że krew znajdująca się na Całunie ma grupę AB Rh+, bardzo rzadką, występującą jednak często u ludów Bliskiego Wschodu. Wykazuje ona wysoki poziom bilirubiny - substancja ta występuje u osób, które przed śmiercią doświadczyły wycieńczających cierpień. Specjaliści potrafią rozpoznać, która krew wypłynęła przed, a która po śmierci Mężczyzny z Całunu, odróżniają też krew tętniczą od żylnej. Czy potrafiłby to odróżnić - nawet genialny - średniowieczny fałszerz? Psychologowie, analizując Oblicze z Całunu, stwierdzili, że wyraża ono wiele bolesnych przeżyć, takich jak odrzucenie, osamotnienie, poniżenie i podeptanie godności. Mimo niewymownego cierpienia Twarz wyraża jednocześnie głęboki spokój. Teolo-gicznie można wytłumaczyć to przeświadczeniem o głębokim sensie doświadczanego cierpienia i zbliżającej się śmierci… Określono, że Człowiek z Całunu miał około 40 lat, był wysoki, jak na tamte czasy - 1,80 m - jednak znajdowano już wcześniej w wykopaliskach z Ziemi Świętej osoby o takim wzroście. Odkryto też, że włosy z tyłu głowy miał splecione w warkocz - co było charakterystycznym w ówczesnych czasach sposobem uczesania nauczycieli żydowskich. Na płótnie znaleziono też pyłki roślin i minerały, występujące w okolicach Jerozolimy. Na oczach Zmarłego, zgodnie ze starożytnym i późniejszym zwyczajem żydowskim, położone były monety (pochodzące z 29/30 roku n.e. - ich odbicie również można znaleźć na Całunie). Niedawno zaś dr Barbara Frale, dzięki komputerowej analizie negatywu Całunu, zdołała odczytać odbicia liter (pochodzące prawdopodobnie z pergaminu, dołączonego do płócien grobowych) w języku greckim, łacińskim i aramejskim, w tym (I)esou(s) Nnazarennos (Jezus z Nazaretu) i (T)iber(iou) (Tyberiusz). Na płótnie znajduje się również napis innece - prawdopodobnie jest to fragment łacińskiej formuły in necem ibis - „pójdziesz na śmierć”… 

Jeden z badaczy Całunu, Żyd Barrie Schwortz, mówi wprost: Może to wywołać konsternację w mojej rodzinie i wśród innych Żydów, ale moim zdaniem Całun jest płótnem, w które zawinięto Jezusa po ukrzyżowaniu.

Jak fotografia Ukochanego 

Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Turynu powiedział: Dla człowieka wierzącego istotne jest przede wszystkim to, że Całun to zwierciadło Ewangelii. Refleksja nad Całunem każe bowiem uświadomić sobie, że widniejący na nim wizerunek jest tak ściśle związany z tym, co Ewangelie opowiadają o męce i śmierci Jezusa, że każdy człowiek wrażliwy, kontemplując go, doznaje wewnętrznego poruszenia i wstrząsu. Jedna z internautek podczas dyskusji toczącej się na forum internetowym wyznaje: Dla mnie Całun jest relikwią, a wizerunek, jaki na nim się pojawił, jest jednym z cudów, jaki uczynił Jezus. Na to niezwykłe płótno patrzę nie tylko oczyma wiary, ale i z ciekawością, jak patrzy osoba zakochana na fotografię ukochanej osoby. I choć ją zna, wciąż (wpatrując się) odkrywa coś nowego. Ks. Roman Tomaszczuk, który usłyszał o Całunie jako dziesięciolatek, w swoim świadectwie z pielgrzymki do Turynu pisze: Czy mogło mnie tam zabraknąć? - tamtego chłopca, a dzisiaj księdza zakochanego od 25 lat w Człowieku z całunu? Miłosz, uczeń szkoły średniej: W milczeniu przesuwałem się powoli do przodu, nie odrywając od niego wzroku. Byłem zaskoczony. Stałem przed Całunem i patrzyłem. (…) Zobaczenie z bliska Całunu jest fascynującym przeżyciem. Ciemnoskóra zakonnica z Francji: Dla mnie jest to odbicie ciała Oblubieńca. Barbara, poruszająca się na wózku: Chcę mieć pewność, że On wie, co się ze mną dzieje. Że rozumie, co to znaczy ból ponad siły, że dzięki temu, co sam przeszedł, nie pozostanie obojętny na moje cierpienie. (…) Z Jego strony otrzymałam to, czego się spodziewałam. Teraz kolej na mnie, ja też muszę dotrzymać warunków naszej umowy. 

Panie, nie mogłeś umiłować mnie bardziej! 

Bez względu na to, czy Całun ogląda się bezpośrednio, czy też analizuje się trójwymiarowy obraz, wygenerowany przez informatyków, nie sposób nie pochylić się nad Męką Chrystusa i nie przeżyć jej osobiście. Rany na głowie Człowieka z Całunu przypominają o tym, jak żołnierze nałożyli Mu na głowę koronę z cierni. To nie był wieniec, jak sobie wyobrażamy, ale zrobiony z kolczastych gałęzi czepiec, który - wciśnięty za pomocą uderzeń kijów - boleśnie ranił głowę i kark. Oblicze jest pokryte ranami, na prawym policzku widać ślad po szczególnie dotkliwym uderzeniu, prawdopodobnie kijem lub biczem. Na prawie całym ciele Skazańca doliczono się 120 ran, zadanych podczas biczowania. Było ono wymierzane narzędziem o trzech rzemieniach, zakończonych ołowianymi kulkami lub haczykami, powodującymi rany tłuczone i szarpane. Widać też, że jeden z rzymskich oprawców cechował się szczególnym okrucieństwem… 

Na plecy umęczonego Jezusa zarzucono poprzeczną belkę krzyża, która mogła ważyć 30-40 kg. Przed kolejnymi otarciami chroniła Go nałożona szata, która, niestety, przeszkadzała z kolei w chodzie, powodując upadki i obrażenia kolan. Ślady krwi na ramionach świadczą o tym, że Jezus miał ręce wzniesione, gdy wypływała. Widać też, że próbował podciągnąć się do góry - grzbiety dłoni noszą ślady otarcia. Przebito Mu gwoźdźmi nadgarstki, uszkadzając nerwy (dlatego kciuki zagięły się do środka i na całunie ich nie widać). W podobnie okrutny sposób przebito stopy, wykręcając lewą z nich. W szczególnie wstrząsający sposób Całun ukazuje śmierć Jezusa, walczącego na krzyżu o każdy łyk powietrza. Ślady na płótnie potwierdzają też słowa św. Jana: jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda (J 19,34). Widać, że włócznię wbito z dużą siłą; żołnierz uderzał w prawy bok, ponieważ przyzwyczajony był do tego, że walczący osłaniali lewy bok, a tym samym serce, tarczą… 

Jan Paweł II mówił: Całun jest także obrazem miłości Boga, a zarazem grzechu człowieka. Wzywa do odkrycia najgłębszej przyczyny odkupieńczej śmierci Jezusa. To świadectwo niezmierzonego cierpienia sprawia, że miłość Tego, który „tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16), staje się niemal namacalna i ujawnia swoje zdumiewające wymiary. W obliczu takiego cierpienia człowiek wierzący musi zawołać z głębokim przekonaniem: „Panie, nie mogłeś umiłować mnie bardziej!”, a zarazem uświadomić sobie, że przyczyną tego cierpienia jest grzech: grzech każdego człowieka. 

Chwała miłości 

Papież Benedykt XVI zauważa, że Jezus objawia Swoją chwałę w Swojej Męce - a jest to chwała miłości, którą daje całym sobą. Umiłował On Ojca, pełniąc Jego wolę aż do końca, z doskonałym oddaniem; umiłował ludzkość, oddając Swoje życie za nas. W ten sposób już w Swej męce został otoczony chwałą, a Bóg został otoczony chwałą w Nim. Ale męka jest zaledwie początkiem. Całun Turyński jest bowiem nie tylko świadkiem Męki, ale i Zmartwychwstania Chrystusa. Naukowcy twierdzą zgodnie, że płótno nie zawiera żadnych śladów odrywania, drobinki krwi czy pigmentów, widoczne pod mikro-skopem, nie „przesuwają się” w żadną stronę. Obraz odbił się jedynie na górnej warstwie płótna, nie wnikając w ogóle do głębi (pod mikroskopem można sprawdzić, że ma zaledwie kilkadziesiąt mikronów grubości, choć zarazem jest obrazem trójwymiarowym). Ciało spoczywało w Całunie kilkadziesiąt godzin, a potem… Tutaj nauka jest bezradna. Jak wyjaśnić zmartwychwstanie? Idzi Panic wskazuje, że w próbach odpowiedzi na to pytanie dominuje teoria wielkiego błysku przy jednoczesnym uwolnieniu ogromnej energii - ale jak to możliwe, że materiał nie został przy tym zniszczony? Źródło tejże teorii jest następujące: otóż Całun zachowuje się jak klisza fotograficzna. Zauważył to już u końca XIX wieku pierwszy fotograf płótna, Włoch Secondo Pio. Znany ze swej fotograficznej pasji, naświetlał klisze przez 14 i 20 minut. Gdy zaczął je wywoływać w ciemni, w pewnym momencie na płycie ujrzał - jako pierwszy człowiek w historii - wyraźne Oblicze umęczonego Jezusa Chrystusa. (…) „Był to wizerunek tak wyrazisty, że skamieniałem” - wspomina. 

W królestwie śmierci rozbrzmiał głos Boga 

Benedykt XVI w tej właściwości Całunu widzi jeszcze jeden znak: A jednak śmierć Syna Bożego, Jezusa z Nazaretu, ma pewien przeciwny aspekt, całkowicie pozytywny, źródło pociechy i nadziei. Przychodzi mi na myśl fakt, że święty Całun zachowuje się jak dokument „fotograficzny”, posiadający „pozytyw” i „negatyw”. I rzeczywiście tak właśnie jest: najciemniejsza tajemnica wiary jest zarazem najbardziej świetlistym znakiem nadziei, która nie ma granic. Nawiązując do podtytułu tegorocznego wystawienia relikwii - Tajemnica Wielkiej Soboty - wskazuje on na duchową kondycję współczesnego człowieka, jego wewnętrzne zagubienie, ciemność, często życie tak, jakby Bóg był gdzieś daleko, nieobecny: ukrycie Boga jest częścią duchowości współczesnego człowieka. Podobnie mówiła niegdyś Matka Teresa, wskazując, że współczesny świat cierpi przede wszystkim nie tyle na głód chleba, co na głód miłości. Papież wskazuje, że do owego wewnętrznego zagubienia przyczyniły się także tragiczne dzieje XX i początków XXI wieku. Rozważając tajemnicę Wielkiej Soboty Ojciec Święty wyraźnie zaprasza do dostrzeżenia obecności Boga także w skrajnym opuszczeniu i samotności człowieka: Właśnie to wydarzyło się w Wielką Sobotę: w królestwie śmierci rozbrzmiał głos Boga. Zdarzyło się coś, co było nie do pomyślenia: to znaczy Miłość przeniknęła „do piekieł”. Nawet w największym mroku najbardziej absolutnej ludzkiej samotności możemy usłyszeć głos, który nas woła i znaleźć dłoń, która nas weźmie i wyprowadzi na zewnątrz. Całun Turyński jest więc znakiem zwycięstwa życia nad śmiercią, miłości nad nienawiścią. Jest wezwaniem do kontemplacji Tego, który tak bardzo nas umiłował i przyjęcia tej miłości. 

Renata Czerwińska 

Na podstawie: Całun Turyński – świadek zmartwychwstania, „Nasza Arka” 4/2010; ks. Waldemar Chrostowski, Całun przyjął Jezusa martwego, a oddał Go żywego, „Nasz Dziennik” 30 IV - 03 V 2010; Autentyk czy fałszerstwo? Z prof. Idzim Panicem rozmawia Edward Kabiesz, „Gość Niedzielny” 17/2010; ks. Roman Tomaszczuk, Pasja, „Gość Niedzielny” 19/2010

Artykuł z "Posłania" 3/2010