Jak pełnić wolę Bożą?

Nieraz zastanawiamy się nad właściwym kierunkiem w życiu. Nierzadko powodowani niecierpliwością oczekiwalibyśmy gotowych odpowiedzi i prostych recept na szczęście. Kiedy te nie przychodzą, zaczynamy się smucić, niepokoić czy gniewać, a potrzeba niewiele albo tylko jednego (por. Łk 10, 42). Mamy kochać Jezusa w aktualnie dostępny nam sposób, tj. w okolicznościach naszej codzienności.

Jeśli nam chodzi, byśmy się stali świętymi, to nic innego nie czyńmy, tylko się starajmy o miłość – podpowiada nam Służebnica Boża Rozalia Celakówna i wyjaśnia, że aby kochać Pana Jezusa nie potrzeba dokonywać rzeczy wielkich. My jednak chcemy być wielkimi i dokonywać rzeczy wielkich, także w sprawach Bożych. Brak możliwości po temu czy niepowodzenia w zadaniach odbieramy zazwyczaj negatywnie, jak gdyby Bóg potrzebował naszych dokonań. Przecież On już nas zbawił i to za darmo, abyśmy nie mogli się chlubić naszymi uczynkami (por. Ef 2,8-9). Zapominamy też, że stało się to na Kalwarii, a nie w sali rzymskiego czy żydowskiego senatu. Jezus stał się jak robak, nie człowiek, zawisł na krzyżu jak przestępca, jak baranek został upieczony na palestyńskim słońcu. Ale my – to zupełnie co innego, klasa wyższa, ponadprzeciętni, tylko do zadań specjalnych. Rozalia napisała w tym kontekście: Bardzo mnie to dziwi często, że nieraz dusze Bogu oddane, nawet i kapłani, są tego przekonania, że mamy wiele i wielkie rzeczy spełniać, by się Bogu podobać, a ja jestem tego przekonania, by się ukryć przed światem i samą sobą, oddać się Jezusowi całkowicie i bez zastrzeżeń, ślepo Mu zaufać, nie analizować Jego zamiarów względem nas, lecz radośnie wszystko przyjąć, co z woli swej na nas dopuści [...]. I tylko tu, na tej drodze całkowitego oddania się bez zastrzeżeń, możemy się cieszyć prawdziwą wolnością i swobodą, która jest udziałem dzieci Bożych. Jak dalece różni się ta perspektywa od naszych wyobrażeń. Szara codzienność nie wydaje nam się atrakcyjnym miejscem do pełnienia woli Bożej. Tym bardziej nie są nim, według oceny naszego ego, życiowe peryferia – sytuacje i ludzie oczekujący bezinteresownej pomocy. Dobrze, że mamy Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On większość swojego życia spędził zanurzony w realiach rodzinnego miasta, Nazaretu. Czyż to nie podpowiada, że codzienność naszego tu i teraz jest wolą Bożą względem nas?

Rozalia, zanim zrozumiała Bożą pedagogikę, próbowała kształtować swoje życie według określonych – i zdawałoby się nawet, bardzo pobożnych wzorców. Po tym, kiedy przynaglona wewnętrznym głosem wyjechała z rodzinnej Jachówki koło Makowa Podhalańskiego do Krakowa, była przekonana, że będzie zakonnicą. Jezus miał jednak wobec niej inne plany. Na oddział chorób wenerycznych byłam przeniesiona urzędowo – wspomina. W pierwszej chwili zrozumiałam, że taka jest wola Boża. Pan Jezus w głębi mej duszy przemawiał, że tu jest moje właściwe pole pracy, że tu mam pozostać. Pomimo tych duchowych sygnałów i zapewnień, jakie otrzymywała od Boga, Rozalii nie było łatwo. Jej czyste serce spotkało się oto z osobami o rynsztokowych obyczajach i karczemnym języku. Nigdy nie przypuszczałam, że ludzie tak żyją na świecie, bo na ten temat nigdy z nikim nie mówiłam. Słyszałam tyle, że jest choroba weneryczna, lecz o tym nie wiedziałam, że się ją dostaje przez życie rozpustne. Gdy usłyszałam te potworne wyrazy, byłam przekonana, że jestem chyba w piekle, bo ludzie w ten sposób nie mogliby postępować. Realia, z jakimi się zetknęła, dalekie były od jej wyobrażeń na temat drogi uświęcenia. Choć oddział nie wydawał się przestrzenią idealną do duchowych praktyk, to z woli Jezusa stał się dla Rozalii miejscem wybranym: Pan Jezus dał mi tę łaskę, że w tym piekle na ziemi; wśród osób rozpustnych; bardzo często w szaleńczych warunkach; wśród przekleństw i rozmów najpotworniejszych, ten dobry Jezus zachował mnie wolną od pokus przeciwnych anielskiej cnocie czystości do tego stopnia, że w mym umyśle nigdy nie pozostawało wspomnienie słów słyszanych, a w czasie spełniania swych funkcji koło tych chorych, tak kobiet jak i mężczyzn, taką byłam obojętną, jakobym pracowała koło kamieni, a nie ludzi. Świadoma cudownego działania łaski w tych warunkach, po pewnym czasie napisała z wdzięcznością: O, jak dobry jest Pan Jezus, że mnie, najniegodniejszej, dał tę wielką łaskę, że mogę pracować w takim środowisku [...]. Praca przy chorych jest tak piękna, jak może żadna inna – zwłaszcza przy chorych wenerycznie.

Wolę Bożą w swoim życiu odkrywała Rozalia stopniowo w postawie zawierzenia i otwartości. Zdarzały jej się przy tym momenty zwątpienia i błędnych decyzji. Podejmowała je w dobrej wierze, konsultując ze spowiednikiem, ale najwyraźniej nie odpowiadały one Bożemu zamysłowi. Tak było na przykład wtedy, gdy udało jej się wreszcie uzyskać zgodę na wstąpienie do klarysek. Wciąż mi się zdało, że na świecie bardzo trudno uświęcić duszę swą i rzeczywiście tak jest, więc poszłam, by w klasztorze kochać więcej Pana Jezusa i lepiej Mu służyć [...]. Gdy wstępowałam za klauzurę, w głębi mej duszy słyszałam głos: To nie twoje miejsce. Wola Boża jest inna względem ciebie. Podobnie męczyła się, kiedy zmieniła miejsce pracy na wygodniejsze i lepiej płatne, ale o którym wiedziała, że nie jest jej przeznaczone. Dlatego, ku zdziwieniu i niezadowoleniu ceniącego ją bardzo pracodawcy, opuściła placówkę, po czym zapisała: Moją emeryturą, etatem i pensją jest wola Boża!. W pewnym stopniu te bolesne doświadczenia i pomyłki przyczyniły się do jej duchowego oczyszczenia i ściślejszego zjednoczenia z wolą Bożą. Rozalia odkrywała ją w sposób dynamiczny, w procesie obejmującym jej wewnętrzne poruszenia, rady spowiednika i okoliczności życiowe. Obrany kurs wymagał nieraz korekty, z którą wiązało się cierpienie. Jezus odsłonił jej jego zapomnianą wartość: Cierpienie jest tak wielką łaską, że nikt z ludzi tego nie pojmie dostatecznie, większą niż dar czynienia cudów, bo przez cierpienie dusza mi oddaje, co ma najdroższego: swą wolę, ale przez cierpienie miłośnie przyjęte. Ona mnie kocha wówczas całym sercem. Ostatecznie pytanie o wolę Bożą jest, jak pokazuje przykład życia Rozalii Celakówny, testem naszej miłości i wierności. Odpowiedź na nie zawiera się w gotowości na oddanie wszystkiego dla Jezusa i przyjęcia wszystkiego z Jego rąk. Okoliczności są drugorzędne: Jestem przekonana – napisała Służebnica Boża – że łaska Boża jest wszechpotężna, że potrafi uświęcić duszę nawet między szatanami, byle tylko nie stawiano oporu jej działaniu.

Cytaty za: Rozalia Celakówna, Pisma, Kraków 2008.  

Tomasz Kalniuk

Artykuł z "Posłania" 5/2017