Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus

Jesteśmy wezwani do tego, aby stawać się jak Jezus. Jest to wielka godność i zarazem powołanie, by być jak On, abyśmy mogli za św. Pawłem zakrzyknąć: Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20). Nie ma jednak innej drogi do życia w pełni, do życia w Jezusie, jak droga krzyża, droga umierania i zapierania się siebie: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Łk 9,23).

Nie musimy szukać umartwień na siłę, nakładać na siebie ciężarów i szukać krzyża. W naszym życiu, w codzienności zdarzają się sytuacje, które trudno nam zaakceptować, które są pokrzyżowaniem naszych planów, zamierzeń, naszych wyobrażeń na temat siebie samych i innych. Trudno jest przyjąć doświadczenie umierania sobie, zapierania się siebie, niełatwo w tych momentach zawierzyć Bogu, zaufać, że Jego drogi są dla nas najlepsze. A jednak jeśli chcemy być uczniami Jezusa, nie ma innej drogi. Święta Faustyna, która przekazała nam orędzie Bożego Miłosierdzia, swoim życiem potwierdzała to nieustanne zawierzanie się Jemu, z ufnością wołając w modlitwie: Jezu, dziękuję Ci za codzienne drobne krzyżyki, za przeciwności w moich zamiarach, za trud życia wspólnego, za złe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych, za cierpkie się obchodzenie z nami, za posądzenia niewinne, za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za zaparcie się własnej woli, za wyniszczenie swego ja, za nieuznanie w niczym, za pokrzyżowanie wszystkich planów. Dziękuję Ci, Jezu, za cierpienia wewnętrzne, za oschłości ducha, za trwogi, lęki i niepewności, za ciemność i gęsty mrok wewnętrzny, za pokusy i różne doświadczenia, za udręki, które wypowiedzieć trudno, a zwłaszcza za te, w których nas nikt nie zrozumie, za godzinę śmierci, za ciężkość walki w niej, za całą jej gorycz. Dziękuję Ci, Jezu, któryś wpierw wypił ten kielich goryczy, nim mnie, złagodzony, podałeś. Oto przyłożyłam usta do tego kielicha woli Twojej świętej, niech mi się stanie według upodobań Twoich, niechaj się stanie ze mną to, co zakreśliła mądrość Twoja przed wiekami. Pragnę wysączyć kielich przeznaczeń aż do ostatniej kropelki, nie chcę badać ich przeznaczenia; w goryczy – radość moja, w beznadziejności – ufność moja. W Tobie, Panie, wszystko dobre jest, co daje ojcowskie Twe serce; nie przenoszę pociech nad gorycze ani goryczy nad pociechy, ale za wszystko dziękuję Ci, Jezu (Dzienniczek, 343).

Są to sytuacje, w których po ludzku doświadczamy upokorzenia, wewnętrznej walki, aby przestać bardziej ufać sobie, swoim misternym planom na życie i oddać ster swojego życia Jezusowi w pełni. Dopiero w tym, co mnie krzyżuje, co wymaga mojego zapierania się siebie, mogę naprawdę przylgnąć do Jezusa Ukrzyżowanego, dotknąć się swoją raną Jego Ran i w nich odnaleźć uzdrowienie. Bez tego doświadczenia umierania sobie, zapierania się siebie, przyjmowania Jego woli w codzienności nie możemy wzrastać w wierze, nie możemy stawać się uczniami Jezusa. Przyjmowanie woli Bożej dla mojego życia daje wolność, usuwa lęk, wyprowadza na głębię, uczy miłości. Nie można, mówiąc o krzyżu, nie uwzględniać miłości Boga do nas, skoro Bóg chce nas napełnić swoimi dobrami. Razem z zaproszeniem: naśladuj Mnie – Jezus nie mówi swoim uczniom wyłącznie: weź Mnie jako wzorzec, ale również: uczestnicz w moim życiu i moich wyborach, poświęć razem ze Mną swoje życie dla miłości Boga i braci. W ten sposób Chrystus otwiera przed nami drogę życia, która, niestety, nieustannie jest zagrożona przez drogę śmierci... Droga życia, która podejmuje i odnawia postawy Jezusa, staje się drogą wiary i nawrócenia; drogą krzyża – właśnie. Jest to droga, która prowadzi do zaufania Chrystusowi i Jego zbawczemu planowi, do uwierzenia, że On umarł, aby objawić miłość Boga do każdego człowieka; to droga, która nie lęka się niepowodzeń, trudności, wyobcowania i samotności, gdyż wypełnia serce człowieka obecnością Jezusa; to droga pokoju, panowania nad sobą, głębokiej radości serca (Jan Paweł II, Orędzie na XVI Światowy Dzień Pokoju).

Jezus zaprasza nas więc do postępowania w nowości życia, do trudu nawracania i rozpoznawania z ufnością, że On jest dobry i pragnie dla nas dobra, a doświadczenie umierania, zapierania się siebie, wpisane w pedagogikę miłości Bożej, prowadzi do wolności dziecka Bożego, do pełni życia: Życie prawdziwe wyraża się bowiem w darze z siebie, co jest owocem łaski Chrystusa: życie wolne, we wspólnocie z Bogiem i z braćmi (por. Gaudium et spes, 24). Jeśli życie w gronie uczniów Chrystusa staje się najwyższą wartością, wówczas wszystkie inne sprawy znajdują w zależności od tego swoje należne miejsce i znaczenie. Kto zaś opiera się jedynie na dobrach ziemskich, okaże się przegranym, pomimo pozorów sukcesu: śmierć porwie go z całym stosem rzeczy, ale z życiem zupełnie nieudanym (por. Łk 12,13-21). Wybór jest więc pomiędzy być i mieć, pomiędzy życiem w pełni i istnieniem pustym, pomiędzy prawdą i kłamstwem (Jan Paweł II, Orędzie na XVI Światowy Dzień Pokoju).     

Katarzyna Ciesielska

Artykuł z "Posłania" 1/2015