Zdejmij wszystkie maski

Potrząśnij porządnie osobą, która siedzi obok ciebie i powiedz jej: „Bóg chce, żebyś był święty”. Co nie pozwala nam poczuć, że rzeczywiście jesteśmy grzesznikami? Można by powiedzieć o wielu aspektach, ale podkreślimy tylko jeden: barierą, która nie pozwala nam, żebyśmy byli prości i pokorni, jest powierzchowność.

Zawsze mam wyglądać najlepiej na świecie. Sekretem jest odrzucenie chęci pokazywania innym tego, kim tak naprawdę nie jestem i stwierdzenie: „Taki właśnie jestem i koniec”. Pewnego razu, kiedy miałem pojechać do miasta położonego daleko od Sao Paulo, poprosiłem moją znajomą, żeby pożyczyła mi dobry samochód, ponieważ samochody naszej wspólnoty – Przymierza Miłosierdzia – psują się co dziesięć kilometrów, czasami nie można otworzyć bagażnika lub okna. Ucieszyła się: „Jakie to piękne, ojciec prosi mnie o mój samochód! Oczywiście, że pożyczę!”. To był naprawdę dobry samochód. Kiedy zatrzymałem się na światłach, podjechało auto prowadzone przez kobietę, a ona puściła do mnie oko. Spojrzałem na nią, ale jej nie rozpoznałem. Stwierdziłem, że może przychodzi na msze o uzdrowienie. Na kolejnych światłach podjechały dwie dziewczyny na motorach, spojrzały na mnie i zrobiły silnikiem „brumm, brumm”. Pomyślałem, że tu chyba wszyscy zwariowali. Jedna z nich spojrzała na mnie i ponownie zrobiła „brumm, brumm”. Zdziwiłem się, ilu ludzi mnie zna. Na kolejnych światłach inna dziewczyna puściła do mnie oko… Czy tu wszyscy mnie znają? Na koniec zrozumiałem, że to nie ja byłem ważny, ale samochód, który prowadziłem! Rozumiecie? Kiedy jedziecie samochodem, który nic nie jest wart, nikt na was nie patrzy. Ale kiedy jedziesz jaguarem – wszyscy.

Powierzchowność nie pozwala ci, byś był tym, kim jesteś naprawdę. Stwarza barierę, która nie pozwala ci wejść w spokoju w relację z drugą osobą. Jest dla nas ważne, byśmy byli piękni, mieli blond włosy, modne jeansy. Powinniśmy na to uważać, jeśli chcemy dojść do świętości. Musimy zniszczyć w sobie powierzchowność. Mamy pokazywać innym to, kim naprawdę jesteśmy: „Zobacz, jestem taki, jestem grzesznikiem i ty – mąż, żona – masz mnie zaakceptować takim, jakim jestem”. Trzeba mieć wzajemną szczerość, wiedzieć, że jesteśmy dziećmi grzechu pierworodnego. Pomyślcie, czy nie jest prawdą, że mamy w sobie wiele powierzchowności? Zakładamy maski, żeby pokazać się innym ludziom. Jak Jezus może wejść w relację ze mną, jeśli mam maskę? Trzeba być osobą prostą.

Piotr trzykrotnie zdradził Jezusa. Co jeszcze miał do stracenia? Nic. Święty Tomasz, który dotknął ran Jezusa, bo początkowo nie uwierzył – co miał jeszcze do stracenia? Święty Paweł, morderca chrześcijan – co miał do stracenia? Stracił już wszystko, był niczym. Maria Magdalena nie miała nic do stracenia – wcześniej już wszystko straciła i zdawała sobie z tego sprawę, ale komu pierwszemu objawił się Jezus po zmartwychwstaniu? Świętemu Piotrowi czy Marii Magdalenie, z której Jezus wypędził siedem demonów? Logiczne byłoby, żeby Jezus najpierw ukazał się Piotrowi, bo on przecież stał się pierwszym papieżem – ale pierwsza zobaczyła Go Maria Magdalena. W Piśmie Świętym Jezus jest nazywany Synem Dawida. A co zrobił Dawid? Był cudzołożnikiem. Nie wyjechał na wojnę, tak jak inni królowie. Leżał na kanapie, spokojny, z piwem w dłoni i oglądał mecz Brazylia kontra Kolumbia. Kiedy zobaczył nagą zamężną kobietę, przespał się z nią. A kiedy zaszła w ciążę, podstępnie wysłał na śmierć jej męża. Potem w geście rzekomego miłosierdzia przyjął ją za żonę. Spójrzcie na te wszystkie grzechy, które popełnił: cudzołóstwo, zabójstwo, lenistwo. Zorganizował wszystko, aby zamordować człowieka. Miał zepsuty umysł. A co mówi Ewangelia? Jezus – Syn Dawida. To chyba jest przesada, prawda? Czy byśmy tak powiedzieli? Jezus natomiast pozwala nazywać siebie Synem Dawida. Dlaczego? Bo Dawid miał odwagę powiedzieć: „Zlituj się, zmiłuj się”. Stracił swoją twarz. Położył się krzyżem i powiedział: „Zmiłuj się, Panie”. Co robi Jezus? Wybiera Marię Magdalenę, aby pierwsza zobaczyła Go jako Zmartwychwstałego. Wybiera kobietę, która miała siedem demonów. Wybiera Dawida, który był mordercą i cudzołożnikiem. Dlaczego? Bo te dwie osoby miały odwagę, aby pozostać bezbronne, aby nie żyć powierzchownie.

Po mszy świętej, kiedy będziemy się modlić przed Najświętszym Sakramentem, nie stawaj przed Jezusem jak faryzeusz, ale spójrz na Niego i powiedz: „Naprawdę jestem grzesznikiem, ostatnim, na którego mógłbyś spojrzeć. Popełniłem wiele błędów w moim życiu. Nawet nie wiem, dlaczego jestem tutaj. Ale Ty mnie znasz i staję przed Tobą bez żadnej maski. Niech dzieje się według Twojej woli, według Twego Słowa”. Powiedz razem ze mną: „Niech będzie Twoja wola”. Stań przed Bogiem właśnie tak – oddany: „Jezu, nie proszę Cię o nic. Jestem strasznym grzesznikiem i mówię Ci prawdę. Mam pewność, że kiedy stąd wyjdę, znowu będę grzeszyć. Przepraszam Cię, Jezu. Uniżam się przed Tobą jak Dawid. Kładę się krzyżem przed Tobą jak Maria Magdalena. Mówię jak święty Piotr: »Kocham Cię, Jezu«”.  

Konferencja wygłoszona 5 lipca 2014 r. podczas rekolekcji w Toruniu, opublikowana w "Posłaniu" 4/2014