Być narzędziem Ducha Świętego

Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: „Słyszeliście o niej ode Mnie – [mówił] – Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”. Zapytywali Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”.

Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: «Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba». (Dz 1,3-11).

Podobnie jak uczniowie słuchający Jezusa przed Wniebowstąpieniem nie rozumieli danej im zapowiedzi, jaką misję mają pełnić, tak i współcześnie trudno nam pojąć, do czego Bóg nas wzywa. Tamci marzyli o przywróceniu królestwa Izraela – jego ziemskiej potędze i dobrobycie. A w naszych czasach wielu marzy o posiadaniu mocy, władzy nad innymi, czyli o swego rodzaju własnym królestwie. W rzeczywistości nie o takim panowaniu mówił Jezus, ale o byciu Jego świadkami dla kontynuowania dzieła, które powierzył rodzącemu się Kościołowi.

Gdy Duch Święty zstąpi na was

Potrzebujemy namaszczenia ogniem Ducha Świętego. To On daje nam doświadczyć miłości Bożej, daje też zrozumienie słów Jezusa: A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J 14,26). Apostołowie i uczniowie Pańscy chociaż przez trzy lata chodzili z Jezusem, słuchali Go, widzieli znaki i cuda, które czynił, dopiero dzięki światłu Ducha Świętego do końca mogli pojąć Jego naukę. Obecnie także sama wiedza nie wystarcza. Potrzebujemy Bożego tchnienia, aby podążać śladami Jezusa i Jego nauczania. W ten sposób możemy doświadczać własnej przygody w Duchu Świętym, a nie tylko czytać w Dziejach Apostolskich, jak przebiegała ona w historii pierwotnego Kościoła.

Otrzymacie Jego moc

Jak wielu chciałoby otrzymać Jego moc do własnych celów. Nawet jeśli towarzyszyłaby im pobożna intencja, w gruncie rzeczy podszyta byłaby ona pokusą bycia kimś wielkim, wyjątkowym, lepszym od innych. Duch Święty, który przenika i zna nas bardziej niż my sami siebie, nie udziela się dla naszej zguby, bo do tego doprowadziłaby nas pycha, ale poprzez trudne doświadczenia, częste cierpienia ćwiczy nas w pokorze i zrozumieniu, że mamy stawać się uległym narzędziem w Jego ręku. Dary i charyzmaty Ducha Świętego są po to, by służyć innym w odnalezieniu drogi do Boga, a nie dla naszej ozdoby czy poprawy samopoczucia. Św. Paweł w jednym z listów wyznał: (...) poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9,27). On, który, był tak bardzo obdarowany, o czym możemy przeczytać w Dziejach ApostolskichBóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy (19,11-12) – miał świadomość grożącego niebezpieczeństwa i trzymał siebie w karności jako dobry żołnierz Chrystusa.

Jeśli chcemy tak służyć, również musimy nieustannie zapierać się siebie, by nie ulec pokusie szukania własnej chwały. Ciągłe doświadczanie swojej słabości i ograniczoności jest dla nas zbawienne, bo musimy całkowicie oprzeć się na Bogu, prosić Go o pomoc, by móc pełnić Jego wolę. Pan Jezus w obrazowy sposób porównał się do winnego krzewu, a nas do latorośli. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,4-5). Jak wyznawało wielu świętych, nasza jest tylko nędza i grzech, a wszystko co dobre, mamy od Boga. Pamięć o tym, że siła i moc płynie z Niego, a nie z nas, pomaga nam oprzeć się zakusom diabła, który próbuje poruszyć ludzką próżność, abyśmy chcieli o sobie stanowić i kreować nasze życie według własnej wizji. Dla mało uważnych uczniów jest to źródłem wielu frustracji i problemów z odnalezieniem się we wspólnocie, która posługuje w określonym porządku i wzajemnym posłuszeństwie wobec natchnień Ducha Świętego.

Będziecie moimi świadkami

Jezus nie użył określenia, że będziemy Jego uczniami, ambasadorami dla świata, ale świadkami. Mamy dzielić się z innymi tym, czego sami doświadczyliśmy. [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce (1 J 1,1) – tak wyznawali ci, którzy byli z Jezusem w czasie Jego ziemskiego życia. Wielu też z nich swoje świadectwo przypieczętowało własną krwią. Dlatego w początkach Kościoła słowo „świadek” oznaczało także „męczennik” (gr. martus, łac. martyr). Pierwsi uczniowie odczuwali wręcz wewnętrzne przynaglenie Ducha Świętego, by głosić Jezusa Zmartwychwstałego: Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli (Dz 4,20).

Każde następne pokolenie chrześcijan wezwane jest do dawania świadectwa, bo mówienie o tym, czego samemu doświadczyło się, jest najbardziej pociągające. To właśnie Duch Święty sprawia, że te same wydarzenia zbawcze z życia Jezusa stają się naszym udziałem poprzez duchowe doświadczenie mocy Jego miłości, która czyni w nas wszystko nowe, podnosząc z wymiaru zmysłowego do nadprzyrodzonego. Kto przeżyje osobiste spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym, również od tej pory nie może nie mówić o tym, co stało się Jego udziałem, pragnie dzielić się z innymi Dobrą Nowiną. Dla powiększenia wymiaru tego świadectwa Bóg od początku powołuje różne formy życia wspólnotowego. Jego uczniowie mają w nich unikać niepotrzebnej rywalizacji, z reguły niszczącej je od środka, a budować siebie i innych wzajemną miłością na wzór Jezusa, czyli służąc sobie wzajemnie w pokorze, nie oceniając jedni drugich, ale wszystko powierzając Bogu.

Chociaż poruszamy się w innych czasach, także możemy zaznać smaku męczeństwa wpisanego w posługę dawania świadectwa. Dzieło ewangelizacji wymaga od nas wielu poświęceń – nieustannego zapierania się siebie, trudzenia się we dnie i w nocy, godzenia tego z obowiązkami stanu oraz zawodowymi, składania duchowych ofiar, toczenia walki z mocami ciemności, znoszenia pomówień i nieuzasadnionych oskarżeń… Nie wiemy, do czego jeszcze zostaniemy wezwani, ale poprzez ćwiczenie się w małych rzeczach nabieramy hartu ducha.

Prośmy Ducha Świętego, aby zachował nasze serca otwarte na Jego natchnienia i prowadzenie, byśmy stawali się coraz bardziej uległym narzędziem w Jego ręku! Nie dawajmy się też zastraszyć czy zniechęcić przeciwnikowi, który chciałby zatrzymać nas i pomniejszyć dobro zaplanowane dla nas i wielu przez Boga.  

Dagmara Krzyżanowska

Konferencja z "Posłania" 3/2016