Filip Neri, czyli ogień radości

Szesnasty wiek, Rzym. W tym mieście głośno z powodu pewnego człowieka. Wygląda ubogo, ale jest czysto ubrany, z białą brodą, o błyszczących oczach i filuternym uśmiechu. Za dnia widuje się go, jak zawsze, na ulicach i w różnych kościołach. Po zapadnięciu zmroku odwiedza wstydzących się swej biedy ubogich. Bywa na dworze, ale wszystkim okazuje, jak brak mu talentu, aby być dworzaninem. Oddziałuje na dwór, ale dwór nie oddziałuje na niego. Innym razem pojawia się nagle w kościele w wywróconym na lewą stronę płaszczu narzuconym na sutannę, w birecie włożonym ukośnie na jedno ucho. W tym stroju przechodził przed tabernakulum bez przyklęknięcia.

Jest autorem wielu innych jeszcze żartów, a przecież okrzyknięto go Drugim Apostołem Rzymu. Co więc kryje się pod tak nietuzinkowymi zachowaniami? Czym się kieruje świadomie narażając się na drwiny? Kto uczynił jego serce tak bardzo wolnym i radosnym?

Co zaspokoi jego serce?

Święty Filip Neri, bo to o nim mowa, przychodzi na świat we Florencji 21 lipca 1515 roku. Jego ojciec jest notariuszem, więc rodzina należy do wyższego stanu. Wychowuje się w mieście, lubi przebywać w różnych kościołach podziwiając freski, które tchną wielką duchowością. Stopniowo ujawnia charakterystyczny dla Florentczyków urok i dowcip. Trafnie określa się go włoskim słowem „festivita”. Oznacza ono nadmiernie dobry humor, serdeczność w podejściu do bliźnich, naturalność w obcowaniu, postawę, która rozciąga się na wszystko - osoby i rzeczy, zwłaszcza w zmiennych kolejach życia. W latach młodzieńczych charakteryzują Filipa: umiłowanie wolności, niepohamowana wesołość, a przede wszystkim, głęboka mistyczna duchowość. Jest subtelny i wyczulony na piękno.

Z powodów politycznych i trudności materialnych Filip w wieku 18 lat opuszcza rodzinną Florencję i wyrusza do miasteczka u stóp Monte Cassino do swego wuja, by rozpocząć karierę kupca. Korzysta z posługi mnichów, poznaje życie wspólnotowe, przyjmuje sercem dewizę benedyktynów „Nic nie przekładać ponad miłość do Chrystusa”. Wkrótce jasnym się staje, że życie kupca i bogactwa materialne nie są w stanie zaspokoić jego serca. Często modli się na szczycie skały nad morzem w Gaecie, rozmyśla o męce Chrystusa i coraz bardziej odrywa się od spraw doczesnych. Podejmuje decyzję oddania się Bogu, i to tak, aby służyć Mu bez przeszkód. Z dziecięcą prostotą modli się: Mój Jezu, tak bardzo chciałbym Ciebie kochać! Co mógłbym uczynić Jezu, aby wypełnić Twoją wolę?. W innej modlitwie mówi: Kto pragnie czegoś innego niż Jezusa Chrystusa, ten nie wie, czego pragnie. Kto chce czegoś innego niż Jezusa Chrystusa, ten nie wie, czego chce. Kto pracuje dla czegoś innego niż dla Jezusa Chrystusa, ten nie wie, dla czego pracuje.

W sercu miasta

Filip podejmuje decyzję o opuszczeniu wuja i udaje się do Rzymu. Sam powie potem, że jego kariera kupiecka trwała tylko kilka dni. W Rzymie mieszka u celnika z Florencji i zostaje domowym nauczycielem jego dwóch synów. Jako zapłatę otrzymuje skromny pokój i worek zboża. Świadomie decyduje się na naśladowanie Chrystusa w ubóstwie i wyrzeczeniu.

Jego uczniowie osiągną dobre wyniki nie tylko w szkole - obydwaj później zostaną kapłanami.

Filip podejmuje również własne studia - filozofię i teologię, bardziej jednak w tym czasie zajęty jest modlitwą i innymi ćwiczeniami duchowymi. Pośrodku wielkiego miasta rozpoczyna życie pustelnicze i wędrowne. Pielgrzymuje do siedmiu kościołów, najczcigodniejszych świątyń Rzymu, by przybliżyć się do Kościoła pierwotnego. Ponieważ nie jest pewien, czego Chrystus chce od niego, całe noce spędza na modlitwie. Szczególnie ulubionym miejscem jego spotkań z Bogiem są katakumby św. Sebastiana. W nich to Filip przeżyje swoje Zielone Święta.

Doświadczenie Ducha Świętego

Jego najstarszy biograf, Gallonio, pisze: Do zwyczajów Filipa należała codzienna modlitwa do Ducha Świętego i bardzo pokorna prośba o Jego dary i łaski (...). Kiedy więc pewnego dnia 1544 roku modlił się z całym zapałem, nagle poczuł w swoim sercu tak potężny napór miłości Ducha Świętego, że zaczęło ono w jego piersi bić tak gwałtownie, iż można było to zobaczyć także na zewnątrz. Sam Filip powie później, że ujrzał wnikającą do swoich ust ognistą kulę i poczuł, jak jego klatka piersiowa rozszerzała się. Odczuwanie wewnętrznego ognia było tak silne, że Filip rzuca się na ziemię i woła: „Dosyć Panie, dosyć, nie mogę znieść więcej!”. Jego modlitwa jest przepełniona miłością, ale ponieważ miłości nigdy nie ma dość, zawsze modli się o więcej miłości i o większą miłość. Miłość do Boga sprawia, że cała jego postać świeci i płonie. Oczy, usta, czoło... wszystko jest jasne. Równocześnie z tym doświadczeniem miłości Bożej ogarnia Filipa niezmierzona radość, radość, która całkowicie wywodzi się z miłości Bożej.

Po zdarzeniu, jakie Filip przeżył w Zielone Święta, pojawiają się także zewnętrzne symptomy, których nie może ukryć, choć często są dla niego przykre. Należy do nich drżenie całego ciała, które przenosi się na krzesło, na którym siedzi lub na klęcznik, na którym klęczy. Kiedy celebruje mszę świętą, inni obawiają się, że wyleje wino, przewróci kielich, dlatego musi łokciami opierać się o ołtarz. Istnieje wiele świadectw o cieple promieniującym z serca Filipa. Składają je zwłaszcza ludzie, którzy chodzili do niego do spowiedzi i których niekiedy obejmował i przyciskał do serca.

Od czasu zdarzenia w katakumbach Filip ma nad sercem guz wielkości pięści. Najlepsi wówczas lekarze próbują go leczyć, są jednak bezradni. Tajemnica ta wyjaśni się dopiero po jego śmierci. Po otwarciu klatki piersiowej stwierdzono bowiem, że żebra były w tym miejscu złamane, kości oddzielone od chrząstki. W ten sposób Bóg uczynił dostateczną przestrzeń, aby serce wypełnione Duchem Świętym przy gwałtownym biciu nie raniło się o żebra.

Te osobliwe przejawy są dla Filipa przede wszystkim obciążeniem psychicznym. Przez całe swe życie unika wszystkiego, co mogłoby sprawiać wrażenie nadprzyrodzonych darów, co przyciągałoby ciekawość, ale i szacunek ludzi. Mawia: Wszyscy ci, którzy szukają wizji i ekstaz, wcale nie wiedzą czego pragną.

Ale ogień Ducha Świętego nie opuści go już nigdy. Powie: Zostałem zraniony miłością! Z nielicznych, ocalałych wierszy możemy przytoczyć wołanie jego duszy do Boga: Tak bardzo chciałbym dowiedzieć się od Ciebie, jak zrobiona jest owa sieć miłości, która zagarnia tak wielu. Filip, szukając odpowiedzi na to pytanie, oddaje się do całkowitej dyspozycji Duchowi Świętemu.

Od modlitwy do czynów

Wiele czasu spędza na modlitwie pustelniczej i zawsze szuka samotności przepełnionej Bogiem. Bardzo lubi modlić się aktami strzelistymi. Wynajduje modlitwę - coś w rodzaju różańca z 63 wezwaniami takimi jak: „Jezu, bądź moim Jezusem”, „Panno Maryjo, Matko Boża, proś Jezusa za mną”. Filip te modlitwy wprost smakuje, słowo po słowie, przejęty uczuciem wchłania w siebie. To dodaje jego duchowości nie tylko ciepła i delikatności uczuć, ale także czegoś dziecięcego.

Miłość Boga otwiera drogę do miłości bliźniego. Filip przechodzi od modlitwy do czynów, co wyrażają słowa: „Opuścić Chrystusa dla Chrystusa”. Podąża więc do biednych i nieuleczalnie chorych, do dotkniętych chorobami zakaźnymi i do skazanych na śmierć na ulicy. Ich to potem pielęgnuje w szpitalu Św. Jakuba. W czasie tej posługi może spotyka się z innymi wybitnymi postaciami ówczesnej epoki takimi, jak św. Ignacy Loyola, Kamil de Lellis oraz bractwami, które czynnie okazują wówczas miłość bliźniego i składają się głównie z osób świeckich. Filip pojawia się nie tylko w szpitalach ale także na placach, chodzi do sklepów, szkół, niekiedy nawet do banków i rozmawia o sprawach duchowych z najróżniejszymi ludźmi. Potrafi w miły sposób zachęcać zwłaszcza młodych ludzi w domach towarowych słowami: „No, młodzi przyjaciele. Kiedyż to zaczniemy być dobrymi?”.

Filip potrafił, gdy zachodzi taka potrzeba, udzielać szybkiej i praktycznej pomocy - gdy na przykład umiera żywiciel rodziny, jak ma to miejsce w rodzinie muzyka Animucci. Pieniądze nigdy nie są dla Filipa problemem, właśnie dlatego, że nie mają żadnej dla niego wartości. Chciwość uważa za „duchową dżumę”. Cóż jest więc bardziej naturalnego jak to, że bogaci ludzie z jego otoczenia takiemu jak on kapłanowi wciąż dostarczają pieniędzy?

Dar uzdrawiania

Biegano do niego i posyłano, aby przyszedł, modlił się i wkładał ręce. Biografowie wspominają, że sprowadzano Filipa, gdy zdarzał się trudny poród. Z wielką miłością i współczuciem pomaga umierającym. I to nie tylko na sposób ludzki, ale duchowy - dzięki łasce Boga, która jest z nim. Istnieją obszerne relacje o ostatnich godzinach Persiana Rosy, spowiednika Filipa. Kiedy zbliżał się koniec jego życia, nawiedzały go lęki, widział „czarnego psa”, w którym dopatrywał się szatana. Z chwilą, gdy przyszedł Filip, odzyskuje spokój. „Bogu dzięki, pies ucieka. Spójrz, już jest przy drzwiach”.

Podczas procesu kanonizacyjnego Filipa zgromadzono wiele relacji i dokumentów o uzdrowieniach. Kiedyś pewna siostra zakonna wyznała mu na spowiedzi, że jest zgubiona. „Nie - powiedział Filip - mówię ci, że jesteś przeznaczona do raju. Udowodnię ci to. Powiedzże mi, za kogo Chrystus umarł?” - „Za grzeszników”. - „ Słusznie. A ty kim jesteś?” - „Grzesznikiem”. „A więc raj jest dla ciebie, bo żałujesz za swoje grzechy”. W tym momencie siostra została całkowicie uleczona ze swej depresji.

Miłość Filipa do każdego jest tak delikatna i serdeczna, że aż do późnej starości odczuwa on potrzebę cierpienia za grzechy innych. Brał na siebie surowe praktyki pokutne, czuł się razem z innymi winnym i opłakiwał ich grzechy jak własne.

Początkowym pragnieniem Filipa jest służba Bogu w stanie świeckim, nie chciał być kapłanem ani spowiednikiem. Posłuszny jednak Duchowi Świętemu przyjmuje w 1551 roku święcenia kapłańskie. Odtąd codziennie celebruje Eucharystię i słucha spowiedzi. Poprzez sakramenty i kierownictwo duchowe nieustannie przyprowadza dusze do Boga. Mawiał: Słuchanie spowiedzi nie jest dla mnie żadnym wysiłkiem, przeciwnie, jest dla mnie odpoczynkiem. W spowiedzi zależy mu na spotkaniu penitenta z Miłosiernym Chrystusem.

Filip przyciąga ludzi do siebie jak magnes żelazo, z powodu przepełniającej go miłości. Przyciąga wszystkich: wielkich i małych, mężczyzn i kobiety, grzeszników i ludzi świątobliwych, prałatów, książęta, wytwornych panów, rzemieślników. Choć dla siebie jest surowy, dla innych ma tylko miłość, pociechę i zrozumienie. Komuś, kto chciał podejmować natychmiast wielkie czyny pokutne, mówi: „Jeżeli chce pan koniecznie w czymś przesadzać, to niech pan przesadza w delikatności, cierpliwości, pokorze i grzeczności, gdyż to wszystko już samo w sobie jest dobre”.

Oratorium

Podczas udzielania sakramentu pojednania Filip dostrzega wielkie braki w zakresie wiedzy religijnej i życia duchowego swych penitentów. Szuka sposobu, aby temu zaradzić i jednocześnie czymś zająć, szczególnie młodych narażonych na próżniactwo tamtych czasów. Odkrywa oryginalne dzieło - oratorium, które wywrze ogromny wpływ na Rzym - szczególnie młodzież Rzymu, na elitę uczonych i artystów oraz na dwór papieski. Czym było i jest nadal oratorium? To szczególny rodzaj zebrań religijnych, które mają ustalony przebieg. Najpierw praktykuje się na nich modlitwę wewnętrzną, potem czyta i omawia jakąś książkę religijną, porusza konkretne tematy i o nich dyskutuje. Następnie wyznaczona osoba przedstawia życiorys świętego lub słowa Ojców Kościoła. W końcu występuje trzeci z braci i mówi o historii Kościoła. Wszystko kończy się radosnymi pieśniami religijnymi i wspólną modlitwą.

Niektóre z tych spotkań odbywały się na świeżym powietrzu - Filip chce przynosić ludziom radość pośród piękna przyrody i przy wspaniałych melodiach wielkich muzyków, radość prawdziwą człowieka żyjącego w pokoju z Bogiem.

Prześladowania

Szczególnym wynalazkiem Filipa są też pielgrzymki do siedmiu najważniejszych kościołów Rzymu. Gromadzą one nawet do kilku tysięcy osób, stają się narzędziem do budowania wspólnoty przez modlitwę, a także mają chronić penitentów Filipa przed grzechem i ponownym upadkiem.

Posługiwanie Filipa spotyka się oczywiście z prześladowaniami. Przez całe miesiące jest poddawany obserwacji i często bywa przesłuchiwany. On mówi tylko o jednej trosce, jaką ma: Boża chwała, ratunek dusz i nic, co dotyczy mnie. Jednym cięciem zakazano mu jego dzieła. Na piętnaście dni odmówiono mu prawa do słuchania spowiedzi. Sam kardynał zarzuca mu obraźliwymi słowami, że chodzi nowymi drogami, że powołał do życia sektę, że rozsadza go ambicja i pycha, udaje wielkiego człowieka. Na to Filip ze spokojną szczerością zwraca się do wiszącego na ścianie wielkiego krzyża i mówi: Panie, Ty wiesz, czy to, co robię, czynię tylko po to, by założyć jakąś sektę. Po tych słowach oddala się. Filip proroczo zapowiada, że prześladowania się skończą, gdy tylko przyniosą owoce, jakich Bóg pragnie. Tak też się dzieje. Zakazy zostają odwołane, a sam papież nakazuje zanieść Filipowi dwie świece poświęcone w uroczystość Matki Bożej Gromnicznej i powiedzieć, że żałuje, iż nie może osobiście wziąć udziału w pielgrzymce do siedmiu kościołów.

Mówią o nim: "Il Santo!"

Pokorne poszukiwanie woli Boga doprowadza w 1575 roku do powstania Kongregacji Oratorium skupiającej kapłanów świeckich i kleryków. Nowoerygowana kongregacja otrzymuje swój dom i kościół, z czasem zaczyna zakładać nowe fundacje. Od wszystkich zgromadzeń i zakonów odróżnia ją to, że kapłani nie składają ślubów ani przyrzeczeń czasowych. Każdy dom jest samodzielny, rządzi nim przełożony wybierany co trzy lata przez całą społeczność domową.

Podczas gdy dzieło się rozrasta, Filip coraz bardziej usuwa się, by w samotności przebywać z Bogiem. Zawsze jednak jest dla każdego dostępny, także w nocy klucz do jego pokoju zawsze leży pod jego drzwiami.

Coraz częściej mówią o nim "Il Santo". Niewątpliwie przyczynia się do tego również szczególne zdarzenie. W znakomitym domu Massimich zachorował czternastoletni syn. Filip odwiedzał go codziennie, gdyż od lat był zaprzyjaźniony z rodziną. Kiedy stan chłopca pogorszył się, z pośpiechem posłano po Filipa. Ten w tym momencie odprawiał mszę świętą, a gdy przybył po pół godzinie, chłopiec już nie żył. Przygotowywano go już do pogrzebu. Gdy Filip wszedł do pokoju, przycisnął chłopca do piersi, położył mu rękę na czole i modlił się około ośmiu minut. Dwukrotnie wypowiedział jego imię. Chłopiec otworzył oczy i zaczął rozmawiać z Filipem. W tej rozmowie Filip zapytał go, czy teraz nie wolałby raczej umrzeć i znów zobaczyć swoją matkę i siostrę w niebie. Chłopiec wyraźnym głosem zgodził się na to i umarł. Filip położył rękę na czole i powiedział: "A więc idź, bądź błogosławiony i módl się za mną do Boga".

Filip tytułu "Il Santo" nie cierpi i stara się przy pomocy nieprawdopodobnych środków i zachowań odwrócić od niego uwagę. Siedzi kiedyś u wejścia do kościoła i to podczas mszy świętej, i w kościele każe sobie strzyc włosy. Kręci się przy tym zarozumiale i pyta obecnych, czy pięknie wygląda. Gdy słyszy komentarz: "Patrz na tego zwariowanego starca" - jest szczęśliwy. Nikt nie ma widzieć w nim "Santo". Dlatego często używa jędrnego języka ulicy, klepie ludzi po plecach, nazywa ich "osłem" lub "potworem", właśnie tak, jak odnosili się do siebie prostacy.

Oddajmy się Boskiej Miłości

Wszystkie zewnętrzne, nawet najbardziej szokujące zachowania Filipa nie mogą ostudzić jednak żaru jego serca. Mawia: Trawi mnie miłość!. Biorąc wieczorami w swe ręce korpus Ukrzyżowanego, modli się: Oddajmy się najzupełniej Jego Boskiej Miłości i wejdźmy całkowicie do rany Jego boku, tego żywego źródła mądrości wcielonego Boga. Oddajmy się tak bardzo, abyśmy zapomnieli o samych sobie i nigdy już nie znaleźli drogi na zewnątrz.

Filip ma zaufanie do tego co pozytywne, do łaski. Tak więc nie odrzuca niedorzecznej mody, przesadnego bogactwa. Ufa miłości Boga, która zacznie działać w ludziach sama z siebie, jak ogień lub nasionko - na początku niepozorne i ukryte, ale przecież już kiełkujące. Spowiednikom i kierownikom duchowym radzi: trzeba starać się tylko dobrocią wpajać ludziom stopniowo ducha miłości Boga, wtedy bowiem to, co zamierzał spowiednik, będzie dokonywało się samo z siebie. Mawia: Ludzie żyjący w świecie muszą starać się o swoje uświęcenie we własnych domach, albowiem ani życie na dworze, ani jakikolwiek zawód lub praca nie stanowią przeszkody, gdy się chce służyć Bogu. Droga do ascezy dokonuje się w dniu powszednim, a do Chrystusa zbliża przyjmowanie i znoszenie codziennych uciążliwości i bied, zwłaszcza choroby, a nie szukanie specjalnych ćwiczeń pokutnych. To na ówczesne czasy było nowe, gdyż uważano, że intensywne życie duchowe mogą prowadzić tylko uprzywilejowani.

Pozwól mi dobrze zakończyć dzień dzisiejszy

"Żyć zawsze w Bogu i umierać dla samego siebie" - to charakterystyka pokory w rozumieniu Filipa. Mawia, że serce powinno być wolne dla Ducha Świętego. Wtedy Duch Święty będzie się człowiekiem posługiwał tak, jak nim, gdy wypowiada coś, choć nie wie, dlaczego. Filip ma dar poznania. Na koniec jednej ze spowiedzi mówi penitentowi: Duch Święty objawił mi, że ani jedno słowo z tego nie jest prawdziwe.

Filip ma dar łez, a gwałtowność jego wzruszeń bywa z czasem przyczyną tego, że nie może już sam głosić kazań. Na temat tego daru mówi: Przecież nawet prostytutki płaczą, gdy się im mówi o miłości Boga.

To, co charakteryzuje duchowość Filipa, to prostota i dziecięctwo Boże. Trzymając Hostię w dłoniach, modli się każdego dnia: Panie, miej się dzisiaj przede mną na baczności. Boję się, że Cię zdradzę. Prosi: Pozwól mi dobrze zakończyć dzień dzisiejszy, wtedy nie będę się bał jutra. Hostia w dłoniach, Eucharystia… Filip odprawia mszę z wielkim zaangażowaniem, próbuje ukryć przed uczestnikami swoje wzruszenie. Często po skończonej mszy jest tak wyczerpany i jakby nieobecny, że musi położyć się w swoim pokoju. "Wygląda, jak gdyby miał umrzeć" – wspominają świadkowie. Filip widział w Eucharystii źródło Miłości Bożej.

W wieku 78 lat Filip zaczyna chorować, miewa najprawdopodobniej napady kolki nerkowej, potem pojawiają się kaszel i gorączka. W czasie choroby doświadcza szczególnej opieki Matki Bożej. Jej przyjście powoduje nagłe uzdrowienie Filipa i odsuwa w czasie dzień jego odejścia do Pana.

W uroczystość Bożego Ciała, 26 maja 1595 roku, nic nie zapowiada, że Bóg wybierze właśnie ten moment na odejście Filipa z tego świata. Cały dzień przeżył z wielką gorliwością, modli się, sprawuje sakramenty, przyjmuje wszystkich penitentów, dając szczególne rady. W nocy, w obecności całej wspólnoty, zasypia w objęciach Pana z ręką uniesioną do błogosławieństwa. Ciało jego składają bracia w specjalnej kaplicy kościoła Chiesa Nuova w Rzymie. 12 marca 1622 roku w Bazylice Św. Piotra papież Grzegorz XV kanonizuje Filipa Neri razem z czworgiem Hiszpanów – Ignacym Loyolą, Franciszkiem Ksawerym, Teresą z Avili i Izydorem Oraczem.

Pozwólcie działać Duchowi Świętemu

Dobry Bóg do każdego z nas kieruje szczególne zaproszenie - zaproszenie do świętości. Różnymi drogami mamy do niej dojść. Jak odnaleźć swoją drogę? Jak ją pokonać?

Święty Filip pokazuje, że sprawcą wszelkiego pragnienia i działania jest w nas Duch Święty. On przychodzi, ilekroć chcemy bardziej kochać, bardziej służyć, bardziej poznać i naśladować Jezusa. Tylko On rozpala nasze serca do pełnienia uczynków miłości, do pokonywania słabości, tylko On dokonuje przemiany serc w ewangelizacji. To On uzdalnia słabych ludzi do wielkich dzieł i sam je przeprowadza. Patrząc na postać Filipa możemy odczytać zaproszenie Ducha Świętego: "Pozwólcie mi działać w was i przez was! Zaproście mnie do codzienności, do ewangelizacji, do wspólnot, gdziekolwiek je tworzycie. Chcę wasze głoszenie Słowa uczynić skutecznym, przemieniającym serca słuchaczy. Beze mnie nic uczynić nie możecie".

Duchu Święty przyjdź i rozpal w nas ogień miłości Twojej!

Julita Raczyńska

Na podstawie: Paul Türks COR, Filip Neri - czyli ogień radości, ks. Henryk Jaromin COR, Św. Filip Neri - Sokrates chrześcijański  

Artykuł z "Posłania" 3/2009