Duch zły udaje anioła światłości

Właściwością anioła złego jest to, że się przemienia w anioła światłości, idzie razem z duszą pobożną, a potem stawia na swoim, to znaczy podsuwa myśli dobre i święte takiej duszy sprawiedliwej, a potem krok po kroku stara się dojść do swego celu i wciąga duszę w swoje zakryte sidła i przewrotne zamysły.

św. Ignacy z Loyoli, Ćwiczenia duchowne, 332

Święty Ignacy sformułował regułę rozeznawania, która opisuje działanie ducha złego udającego anioła światłości. Święty podkreślił w niej, że bardzo często jesteśmy atakowani przez złego nie wprost, ale pod pozorem dobra, że potrafi on wykorzystać z jednej strony nasze tak zwane dobre chęci, a z drugiej – słabości, żeby doprowadzić do swojego przewrotnego celu. W tym sensie możemy dobrze zrozumieć stare, polskie przysłowie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Dlatego w dalszej części reguły Ignacy pisze, że powinniśmy badać nie tylko początek naszych myśli, ale środek i koniec: czy są dobre i do dobrego prowadzą oraz jakie są ich owoce. W ten sposób możemy rozpoznać nieprzyjaciela po jego ogonie wężowym. Święty Ignacy, który był kierownikiem duchowym wielu osób, zdawał sobie sprawę, jak to jest ważne i że brak rozeznania w tym względzie może zatrzymać nas w rozwoju duchowym, a nawet zawrócić z drogi wiary. Św. Jan ostrzegał: Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy (1 J 4,1a). Nie każda myśl, choćby z początku wydawała się dobra, pochodzi od Ducha Bożego. Powinniśmy szczególnie uważać na myśli, które są zgodne z naszymi naturalnymi pragnieniami, zdarza się bowiem czasem, że czegoś po ludzku pragniemy i zaraz twierdzimy, że jest to wola Boża. Może się jednak okazać, że tak nie jest i to, co bardzo chcemy osiągnąć, stanowi przeszkodę w rozwoju duchowym.

Nasze oczekiwania

Zdarza się, na przykład, że bardzo pragniemy jakiegoś awansu czy stanowiska i mocno się frustrujemy, że te oczekiwania się nie realizują. Tymczasem może się okazać, że to pragnienie jest wynikiem naszych kompleksów czy ambicji i kiedy wreszcie zostaje zaspokojone, nie przynosi nam zadowolenia i pokoju, ale jeszcze większe rozczarowanie i zmęczenie psychiczne. Oczywiście nie chodzi o to, żeby się nie ubiegać o rozwój czy awans, ale o to, by rozeznawać, by badać, od jakiego ducha pochodzi dane pragnienie. Po ludzku nie jest to łatwe, ale kiedy polecamy się Duchowi Świętemu i prosimy Go o wolność wobec danej sytuacji, On przychodzi z pomocą i odkrywa podstępy złego. Dobrze jest też zasięgać rady osób duchowych, o czym pisze Ignacy w innej regule.

Sidła pożądliwości

Innym przykładem zwodzenia pod pozorem dobra mogą być sytuacje związane z zaspokajaniem naszych potrzeb. Dla rodziny podstawową sprawą jest posiadanie dachu nad głową. Aby to osiągnąć, wiele osób podejmuje się zakupu mieszkania lub domu. Jednak duch zły może podłączyć się także do tego słusznego zamiaru, wykorzystując naszą zachłanność, nakłaniając nas do zakupu mieszkania czy domu zbyt dużego czy zbyt luksusowego, na które nas nie stać. W konsekwencji będziemy musieli wziąć ogromny kredyt, który trudno będzie spłacić. To zmusi nas do tego, by całymi dniami pracować po to, aby zwiększyć dochody. Oczywiście ucierpią na tym nasze relacje rodzinne, a także życie duchowe. Ten brak umiaru może dotyczyć różnych sfer naszego życia, nie tylko w wymiarze materialnym, ale też duchowym. Trudno je wszystkie wymienić, ale mechanizm działania złego jest podobny. Szczególnie w naszych czasach wszechobecnej reklamy, ciągłych okazji i wyprzedaży często ulegamy pokusie niepotrzebnego mnożenia własnych zasobów, a w konsekwencji stałej potrzeby zwiększania swoich dochodów, nawet kosztem życia duchowego i relacji z najbliższymi. Wychodząc więc od rzeczy dobrej, służącej zaspokojeniu podstawowych potrzeb, nieprzyjaciel natury ludzkiej wikła nas w sidła pożądliwości.

Rozeznać powołanie

Można powiedzieć, że rozeznawanie powołania jest tematem, który bardzo interesuje złego ducha. Często na tym polu diabeł rozsiewa swoje zatrute ziarna, powodując zamieszanie i zamęt. Zdarza się, że osoba po doświadczeniu wielkiej miłości Bożej pragnie odpowiedzieć na nią całą swoją osobą i zaczyna w duszy rozważać, jak ma się to wyrazić w konkrecie jej życia. Są osoby, które w tej sytuacji mogą poczuć się powołane do życia konsekrowanego. Odczytują, że Pan zaprasza je do oddania się na Jego wyłączną służbę. Takie rozeznanie budzi w nich pokój i radość. Ale może też taka sytuacja zostać wykorzystana przez złego ducha, aby w fałszywy sposób odczytać Boże poruszenia i zachęty. Na przykład: nieprzyjaciel podrzuca komuś, kto pragnie poświęcić swoje życie Bogu, błędną myśl o powołaniu do życia zakonnego. Ta perspektywa jednak powoduje w nim ogromny niepokój. Zaczyna doświadczać lęku przed Bogiem, który – jak sądzi – chce go zmusić do obrania drogi życia, która go przeraża. Zaczyna wewnętrznie oddalać się od Boga i okazuje się, że w jego bliską relację ze Stwórcą diabeł zasiał zatrute ziarna nieufności. Sytuacja ta jest znakiem, że rozeznanie nie pochodzi od Boga, którego plany są pełne pokoju i błogosławieństwa. Jego łaska buduje na naturze i uwzględnia wrodzone predyspozycje człowieka, a powołanie jest zgodne z głębokimi pragnieniami naszych serc. Prawdą jest, że jedyną właściwą odpowiedzią na miłość Bożą jest całkowite oddanie się Jemu, ale trzeba pamiętać, że może się ono realizować na wielu różnych drogach prowadzących do uświęcenia. Bóg zna nas dobrze i wie, która jest dla nas najlepsza, jednak człowiek w swojej skłonności do przesady i braku doświadczenia może ulec pokuszeniu złego ducha, żeby kopiować życie innych osób, zamiast wsłuchiwać się w natchnienia Ducha Świętego we własnym sercu. On wzywa nas do codziennej wierności Jego poruszeniom i współpracy z Jego łaską każdego dnia.

Pokuszenia w relacjach

Inne pokuszenia odnoszące się do tej reguły związane są z płaszczyzną relacji międzyludzkich. Jest to sfera bardzo delikatna, nacechowana silnie emocjami, dlatego trudniej jest tu o rozeznanie, szczególnie, gdy nosimy w sobie zranienia i lęki. Taką klasyczną sytuacją jest, kiedy dziewczyna wychodzi za mąż za osobę nadużywającą alkoholu czy stosującą przemoc, ufając, że ona w małżeństwie go zmieni, albo gdy wierząca dziewczyna bierze niewierzącego męża. Te złe decyzje z pewnością były podejmowane w tak zwanej dobrej wierze, a nawet z poczuciem pewnej misji, jednak przywiązanie uczuciowe, brak doświadczenia życiowego, naiwność i myślenie życzeniowe zostały wykorzystane przez złego ducha. Konsekwencje tych decyzji głęboko odcisną się na dalszym życiu tych rodzin, dlatego tak ważne jest rozeznawanie, szczególnie w sprawach tak istotnych i podstawowych, jak powołanie. Nie można kierować się fałszywymi racjami czy lękiem przed samotnością. Wiele złych wyborów dotyczących małżeństwa podszytych jest obawą przed tym, że jeśli nie ten czy ta, to już nikogo nie znajdę. Wiele tragedii i cierpień można by było sobie zaoszczędzić, gdyby przed podjęciem tak ważnych decyzji przeprowadzono duchowe rozeznanie.

Bardziej subtelnego pokuszenia możemy doświadczyć przy okazji pomocy bliźniemu. Wydawałoby się, że w tej materii nie może być nic złego, że przecież taki nakaz płynie wprost z Ewangelii. Jednak okazuje się, że tu też możemy być zwodzeni. Zdarza się, że spotykamy na swojej drodze osoby, które potrzebują pomocy materialnej czy duchowej. Poświęcając im swój czas i siły, trzeba jednak rozeznawać, na ile powinniśmy się zaangażować w daną sytuację, bowiem może się zdarzyć, że tak się tym zajmiemy, że już nie starczy nam wolnej chwili ani dla siebie, ani nawet dla Boga. Cały nasz czas będzie zawłaszczony przez tę sytuację. To tak, jakbyśmy chcieli przejąć rolę Boga w życiu danej osoby. Konsekwencją takiego działania prędzej czy później będzie poczucie pustki, rozdrażnienia czy frustracji, co dobitnie nam pokaże, że powinniśmy dokonać rewizji naszego postępowania.

Trwać w Chrystusie

Na zakończenie należy wspomnieć jeszcze o czymś, co jest fundamentalne dla naszego wzrostu duchowego, mianowicie o modlitwie. Pan Jezus powiedział do swoich uczniów: Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5). Ten przykład krzewu winnego pokazuje nam, jak ważne jest trwanie przy Panu i zakorzenianie się w Nim. Jezus w ciągu swojego ziemskiego życia często usuwał się na miejsce osobne, aby się modlić. Powinniśmy czynić podobnie, w codziennym zabieganiu znajdujmy czas dla Jezusa na modlitwie, aby On mógł nas napełnić swoimi łaskami, które uzdolnią nas do wypełnienia naszego powołania, jakiekolwiek by ono nie było. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie tego dokonać. Jeśli nie będziemy trwać w Bogu, staniemy się jałowi duchowo, będziemy usychać jak odcięta gałązka winnego krzewu. Wie o tym także nieprzyjaciel natury ludzkiej, dlatego wszelkimi sposobami będzie się starał nam zająć czas różnymi sprawami, na pozór bardzo ważnymi, tak abyśmy nie mieli kiedy spotkać się z naszym Panem. Może podsuwać nam fałszywe racje typu: mam tyle pracy, że nie mam kiedy się modlić, moją modlitwą jest praca. Jednak to nie jest to samo, naszą pracą rzeczywiście możemy się modlić, ale to nie wystarczy. Każdy z nas potrzebuje intymnego spotkania z Panem w ciszy naszych serc i nie dajmy się zwieźć przeciwnikowi, który będzie nam wmawiał, że to strata czasu, że zamiast tego moglibyśmy zrobić wiele pożytecznych rzeczy. Jeśli nie będziemy w łączności z Panem, może się okazać, że wiele się natrudzimy, a i tak owoce naszej pracy będą bardzo marne. Z drugiej strony, często nawet w najbardziej napiętym rozkładzie dnia znajdujemy chwile, które zostały źle wykorzystane. Poza tym wiele osób przyznaje, że kiedy wygospodarują czas na modlitwę, to również udaje się im sprawniej wykonać prace i zadania życiowe.

Jeżeli chcemy postępować na drodze życia duchowego, prośmy Ducha Świętego, aby oświecał nas, odsłaniał i udaremniał wszystkie podstępy i zasadzki nieprzyjaciela. A skoro duch zły atakuje nas, udając anioła światłości, to prośmy Jezusa o mądrość i dar rozeznawania, abyśmy nie oceniali stanu rzeczy tylko z pozorów. Zasięgajmy też rady osób bardziej doświadczonych duchowo, które mogą na pomóc w odkrywaniu dróg Bożych.  

Ewa Leszczełowska

Artykuł z "Posłania" 1/2017