Wybrani w miłości Boga

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili (J 15,9-16). 

Moi drodzy, dzisiaj Słowo Boże koncentruje się wokół wielu ważnych aspektów życia duchowego, tak indywidualnego, jak wspólnotowego. Chciałbym zwrócić uwagę na cztery spośród nich: 1. Sługa 2. Przyjaciel 3. Wybranie 4. Miłość

Miłość

Nie wiem, czy wy też zwróciliście na to uwagę, ale kiedy czytałem ten tekst Ewangelii po raz pierwszy, policzyłem sobie, ile razy pojawia się w nim słowo „miłość”: osiem razy. W tych fragmentach mowy pożegnalnej Jezusa Chrystusa słowo „miłość” pojawia się wielokrotnie. Jest ona jakby kręgosłupem, kanwą wszystkiego, co poza tym pojawia się w tym tekście. Jest to miłość, której Jezus doświadczył od Swojego Ojca, miłość, którą przelał na Swoich uczniów i miłość, która ma być zarazem owocem. Miłość jest więc i ziarnem, i owocem. W gruncie rzeczy tym, co uzdalnia nas do przemiany naszego serca, jest doświadczenie miłości: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak Ja was umiłowałem. Zobaczcie, że to jest ta sama miłość, której Jezus doświadczył od Ojca. Nie ma doskonalszej miłości, jak miłość Boga Ojca do Swojego Syna, która ma osobowy wymiar - jest nią Duch Święty. Miłość zaś Syna do Ojca wyraziła się w ofierze Krzyża, którą Jezus złożył z samego Siebie dla naszego zbawienia. Jezus nie mówi tylko do Swoich uczniów, bo byłoby to dla nas tylko czytanie pewnych pamiętników i zapisków, jakiejś kroniki zamierzchłych czasów, która nam niczego nie wyjaśnia. To Słowo jest żywe. Jezus mówi też do nas: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem. Kiedy spojrzymy na swoje własne życie, zobaczymy, że tym, co pociągnęło mnie i was do Jezusa Chrystusa, była miłość. Musieliśmy czuć się niekochani, osamotnieni w swoim doświadczeniu, pogubieni, zdani na własny los w poczuciu samotności. Tym, co wyciągnęło nas z tego pierwotnego doświadczenia marazmu życia i serca, była właśnie miłość Chrystusa. Miłość Chrystusa, która - tak jak ją często opisują święci, choćby św. Teresa z Avila - przebija grotem serce. Ta miłość wyciągnęła nas, ona nas wybrała. Jesteśmy wybrani w miłości Boga. Jesteśmy jednak cały czas w żywej relacji z Bogiem, jeśli owocujemy w miłości.

Sługa

Co się dokonało, moi drodzy, przez tę tajemnicę naszego wybrania? Nastąpiło przemianowanie ról w naszym życiu, całkowite ich przestawienie. Jezus mówi wyraźnie: Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego. Byliśmy sługami, w gruncie rzeczy zalęknionymi. Zalęknionymi obecnością i działaniem Boga. Sługa zaś w Izraelu zajmował się rzeczami bardzo prozaicznymi, można by powiedzieć czasami upokarzającymi, ale i nigdy nie był zapraszany przez swojego pana do stołu. Mył jego stopy przy wejściu i kiedy pan zjadł posiłek, mógł karmić się tym, co pozostało.

Przyjaciel

Chrystus zaś mówi: Już nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi - bo jesteśmy zaproszeni do stołu i teraz stoimy wokół stołu. Przyjaciele Chrystusa mogą wejść w orbitę stołu. Widzimy to w ikonie Rublowa: trzej aniołowie obrazujący Trójcę Świętą, przychodzący do domu Abrahama, siedzący za stołem. W tej pięknej ikonie jest przestrzeń z przodu stołu dla ciebie i dla mnie. Jest to miejsce tylko dla przyjaciół, dlatego ci, którzy nie mają żywej relacji z Jezusem, nie cenią Eucharystii, nie rozumieją jej. Nie wiedzą, że to jest spotkanie z Chrystusem – Przyjacielem, który wcześniej składa Siebie w ofierze. Ludzie tacy są wierni Eucharystii z racji tego, że przykazanie tak mówi, ale nie żyją nią. Jeśli tak naprawdę odkryjemy miłość Chrystusa w swoim życiu, to nie jesteśmy już w stanie żyć bez Eucharystii, bo to jest pokarm ze stołu samego Boga. Pokarm, który daje nam Przyjaciel, Ten, który nas kocha. Jedyny, który nas kocha. I to jest pokarm - jak mówi Jezus w Ewangelii wg św. Jana - na tu i teraz, abyście mieli życie w sobie i abyście mieli życie wieczne.

Wybranie

Moi drodzy, teraz jesteśmy w zupełnie innej relacji. Jesteśmy przyjaciółmi Boga. Trzeba odkryć niesamowitą godność, która wypływa wprost z tego przywileju – bycia przyjacielem Boga, bo tak Jezus mówi o nas, a On jest Bogiem. Z tego przywileju płynie moc i zarazem zadanie. Nie możemy kroczyć przez życie z głową spuszczoną w dół, bojąc się świata, który jest nieprzyjacielem Boga. Przez ten lęk przyjmujemy postawę tego świata, który w gruncie rzeczy, wraz z księciem tego świata, drży przed Bogiem, ale nie oddaje Mu chwały. Musimy iść przez życie ze świadomością naszego wybrania. Jest to niezwykle trudne przez fakt różnorakich doświadczeń, prześladowań, cierpień, niezrozumienia, sądów, rzucanych kłód pod nogi, czy innych jeszcze sytuacji, które w jakikolwiek sposób odbierają nam ducha i optymizm serca. Idziemy jednak jako przyjaciele Boga, prowadzeni przez Tego, który nas nazwał przyjaciółmi i który w Swojej miłości odkupił nas na drzewie Krzyża. To wszystko budować musi zarówno nasze życie indywidualne, jak i życie wspólnoty, a także całego Kościoła. Inaczej się nie da tego zbudować. Bez miłości nie da się zbudować Kościoła. Iluzoryczne przekonanie, że można to zrobić nakazowo albo tylko rytualnie, jest mrzonką. Bardzo miłą mrzonką. Jednak to miłość buduje nasze serca i buduje też żywą relację z Chrystusem. Wtedy dopiero możemy mieć tę jedność, o której mówi Jezus, że wszystko, o cokolwiek będziecie prosić Ojca waszego, da wam – „wam”, nie „tobie”.

Zwróćcie uwagę, że Jezus używa tu liczby mnogiej - bo ta tajemnica miłości realizuje się w relacji. Nikt nie będzie zbawiony sam - to jest pewne. Jeśli towarzyszy nam przekonanie, że w biegu o zbawienie uda nam się wszystkich wyprzedzić, zostawimy ich w tyle i dobiegniemy tam pierwsi, bo zamykają drzwi, to nic z tego nie będzie, bo nikt nie będzie zbawiony sam. Nikt nie będzie zbawiony osobno, dlatego że to dokonuje się przez miłość i w miłości. Święty Jan od Krzyża mówi: przy końcu życia sądzeni będziecie z miłości. To też jest niesamowite doświadczenie św. Pawła: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Jezusa Chrystusa. - Dodaje dalej - dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci. To jest niezwykle trudne, ale taka jest nasza droga duchowa, by dojść w pewnym momencie - dzięki łasce Pana i naszemu duchowemu wysiłkowi - do tej świadomości, że wszystko to śmieci. Najważniejsza jest miłość Boga.

Oczywiście, wyrzekamy się tego, uczymy się tego cały czas, ale mamy też swoją cichą hierarchię wartości, której się wiernie trzymamy, że on, ona, ta sytuacja, praca, te rzeczy - są ważne. To nabiera w naszych sercach wartości. Święty Paweł doszedł do wniosku, że to wszystko są śmieci. Doświadczył przeniknięcia przez miłość Chrystusa. Taka ma być nasza droga. Gdy będziemy już w stanie kiedyś, kiedy Pan wyznaczy ten czas, powiedzieć za św. Pawłem: z tego wszystkiego się wyzułem i uznaję to za śmieci, będzie to oznaczać, że jesteśmy gotowi, by zasiąść już nie za tym stołem, ale na dwunastu tronach Baranka razem z Jezusem Chrystusem, by sądzić pokolenia. Miejsce na tronach Baranka jest zaś przeznaczone dla tych, którzy idą Jego drogą, nie tylko dla Apostołów. Chodzi więc o to, by patrząc na kierunek naszego życia, uznać wszystko za śmieci, a Chrystusa za jedyną wartość.

Prośmy Pana z odwagą, by rozlewał w nas miłość, która jest nam potrzebna, byśmy czuli -nawet emocjonalnie - abyśmy mieli świadomość duchową, że Chrystus jest obok i nas kocha. Żebyśmy cały czas mieli w pamięci to, z czego zostaliśmy wyrwani i to nie dzięki naszemu wysiłkowi.To On nas wybrał, a nie myśmy Go wybrali. I to On zmienił nasz los: z losu sługi na los przyjaciela.

ks. Artur Szymczyk

Homilia została wygłoszona 4 marca 2011 r. w Toruniu, opublikowana w "Posłaniu" 2/2011. Tekst został autoryzowany.